Ayde wparował do swojego pokoju, nie zważając na wołanie matki. Rzucił z impetem swoją torbę na ziemię, a sam padł twarzą na łóżko. Zagryzał wargi, by powstrzymać płacz.
Plotki.
Zawsze go otaczały. Wszystko zaczęło się od tego, że jego mama chciała mieć córeczkę. Gdy był mały wciskała mu sukienki i kupowała dziewczęce dodatki oraz zabawki. Pewnego razu koleżanka powiedziała mu, że to dziwne. Zaczął sprzeciwiać się matce. Wychodząc z domu do podstawówki, po kryjomu przebierał spódniczki na spodnie. Mimo wszystko nie nienawidził tego. Chciał po prostu, by dzieci nie uważały go za odludka. Chciał móc bawić się ze wszystkimi i nie słyszeć słowa "dziwny".
Któregoś dnia, wracając do domu i zakładając z powrotem spódniczkę, nie zauważył grupki przyjaciół ze szkoły. Kiedy się obrócił, ujrzał zdziwione twarze, a zaraz po tym wyciągnięte telefony. Robili mu zdjęcia. Pokładali się przy tym ze śmiechu.
Wtedy pierwszy raz zadał sobie pytanie: "Czy naprawdę jestem tak żałosny?".
Przez nieco ponad dwa miesiące nie pokazywał się w szkole. Nie wiedział na co liczył. Przecież nie było szansy na to, by sprawa tak szybko ucichła. Wiedział jak to było z młodzieżą. Nie mogło się obyć bez upokarzania, głupich docinków czy też zwykłego prześladowania. Dlatego nie chciał tam wracać. Ale musiał.
Pierwszy dzień w szkole był najgorszy.
Dookoła niego padały różne wyzwiska. Starał się ich nie słuchać, ale nie da się tak po prostu postawić wokół siebie ścianę, która zacznie cię od wszystkich oddzielać. Każde słowo skierowane w jego stronę, było jak malutka szpileczka wbijana w ciało. Wbrew pozorom wszystko co mówili, zostawiało na nim rysę, której nie dało się wymazać.
Następnego dnia chłopcy z drużyny koszykarskiej zaczepili go na długiej przerwie, by się ponabijać. Zawiesili się mu na szyi, boleśnie go ściskając. Jeden z nich wyciągnął ze swojej torby mały stanik. Kazali mu go założyć. Gdy się stawiał, sami rozdarli mu koszulkę. Na szczęście wszystko przerwał nauczyciel dyżurujący w tamtej części szkoły.
Wszystkie nieprzyjemne sytuacje zdarzały się praktycznie codziennie. Nie było nawet mowy o tym, by wkrótce się to skończyło. Było tak, jakby z każdej strony napierały na niego ręce i pchały go w kierunku tych drugich, by szarpnąć za włosy, wyśmiać, a następnie popchnąć do następnych.
Piekło.
Dokładnie tak mógł nazwać swoje życie.
Tego dnia nie było inaczej.
Ayde powoli wstał z łóżka, chwycił paczkę chusteczek i skierował się w kierunku łazienki. Chciał pozbyć się makijażu, który zafundowali mu koledzy z klasy. Zamknął drzwi, by nikt mu nie przeszkadzał. Odkręcił kurek i przez chwilę patrzył na cieknącą wodę. W jego oczach ponownie pojawiły się łzy.
Ciężko było mu patrzeć na siebie w lustrze. Na ustach miał intensywnie czerwoną szminkę rozmazaną na połowę policzka, a rzęsy posklejane kruszącym się tuszem. Zanurzył dłonie w lodowatej wodzie i ochlapał nią twarz. Znów spojrzał na swoje odbicie. Nie widział nic ładnego. Miał bardzo niską samoocenę, przez co bał się publicznie pokazywać. Wierzył wyzwiskom. Wierzył ludziom, którzy nazywali go tłustym, perwersyjnym zbokiem. Mówili, że jest obrzydliwy i zaczął to w sobie widzieć. W myślach powtarzał sobie to samo.
Ściągnął koszulkę, odsłaniając wystające obojczyki i żebra. Spojrzał na swoją płaską klatkę piersiową. Przejechał po niej palcem. Nie wiedział czy lepiej by było, gdyby odstawała. Czy gdyby urodził się dziewczynką to nie miałby takich problemów ze sobą.
Co to znaczy być chłopcem? Co to znaczy być dziewczyną? Dlaczego ciągle czuł obrzydzenie do swojego ciała?
Dlaczego był taki o k r o p n y?
sound
29 listopada 2016
28 października 2016
31/?
Wchodzę do autobusu. Kiwam głową pasażerom na dzień dobry i staję przy drzwiach, które mają małe dziurki, by mieć dostęp do świeżego powietrza. Mam problemy z oddychaniem. Mama powiedziała, że wyjazd na wieś do babci dobrze mi zrobi.
Chwytam poręcz jedną dłonią, a drugą przełączam piosenki w telefonie. Szukam takiej, która zdołała by mnie wyciszyć. Autobus rusza, przez co przechylam się lekko w bok. Nareszcie w moich uszach rozbrzmiewają wyczekiwane dźwięki. Podnoszę wzrok. Wszyscy unikają patrzenia mi w oczy. Sama na ich miejscu bym tak zrobiła. Rozglądam się po pojeździe. Z tyłu walają się jakieś paczki, najpewniej należą do starszych pasażerów. Są na nich dziwne znaczki, których nie rozumiem. Z sufitu zwisają przeróżne łapacze snów.
Wszystkie miejsca są zajęte... o! Widzę jedno wolne! Powoli idę w jego stronę, gdy autobus gwałtownie się zatrzymuje. Potykam się o własne stopy i upadam na chłopca, który dziwnie na mnie patrzy. Mam zamiar przeprosić, ale coś jest nie tak. Wyciągam rękę, by się podeprzeć i podnieść, a ona przenika przez jego kolano. Szybko ją cofam oraz tłumię krzyk. Odchodzę parę kroków, po czym wracam do drzwi. Przyciskam kilka razy "stop", jednakże nic się nie dzieje. Spoglądam w kierunku kierowcy, a jedyne co odbija się w szybach to puste siedzenie.
Czuję na plecach zimny powiew wiatru. Nie chcę się odwracać. Piosenka w moich słuchawkach już dawno przestała grać. Tym razem czuję na sobie wzrok wszystkich pasażerów.
-Popełniłaś błąd - słyszę, choć nie mam pojęcia z której strony. Głos jakby pojawia się bezpośrednio w mojej głowie. Nie rozumiem. -Popełniłaś błąd, decydując się, by tu wsiąść.
W końcu mimowolnie się odwracam. Przede mną stoi chłopiec, na którego wcześniej wpadłam. Ma rozczochrane blond włosy, wygląda jakby był wyjęty rodem z obrazu, przedstawiającego wieśniaków ze średniowiecza. Wpatruje się we mnie stalowymi i zimnymi, błękitnymi oczami. Zmieniam zdanie. Wygląda na księcia. Na rycerza. Jednakże, wydaje mi się również, że nie ma w nim odrobiny dobroci. Iż wszystkie jego emocje wyparowały, pozostawiając po sobie zwykłą pustkę.
Kręcę głową. Zamykam oczy i otwieram je, próbuję wmówić sobie, że jego tu nie ma. Ale gdy znów na niego patrzę, wydaje się bardziej realny niż wcześniej. Wyciągam rękę. Chcę dotknąć jego twarzy. Sprawdzić czy znów niczego nie poczuję. Odsuwa się. Wygląda na skrzywdzonego. Grymas na jego twarzy wbrew pozorom nie ujmuje mu wdzięku.
Tracę oddech. Zaczynam się dusić ze stresu. Słuchawki wypadają mi z uszu, a telefon uderza o podłogę. Wszystko wiruje. Wyciągam desperacko rękę, która muska jego kosmyki, po czym tracę przytomność.
Ma... naprawdę zadbane włosy.
15 października 2016
hahahah
Nie widząc przed sobą przyszłości, zacząłem rozmyślać o tym czy jestem potrzebny. Czy syn, który nie ma kompletnie żadnych zalet, nie jest utrapieniem dla swojej rodziny? Czy moje życie na coś się przydaje? Czy jestem użyteczny? Po co w ogóle istnieję..?
Ciche skrzypnięcie rzadko używanych drzwi rozbrzmiało w sonacie z wiatrem, rozwiewającym blond kosmyki Nataniela i deszczem, uderzającym głośno o ziemię. Chłopak podszedł do barierki i oparł się o nią brzuchem, wychylając swoje ciało. Kaptur opadł mu na głowę, a jego ręce zacisnęły się na zimnym metalu. Obserwował malutkich ludzi z parasolami i przejeżdżające nieopodal samochody. Nic nadzwyczajnego się nie działo. Nikt go nie zauważył. Nawet tam na górze, pragnąc ze sobą skończyć, nie przyciągnął niczyjej uwagi. Podobało mu się to. Żył, nikogo nie interesując, i skończy z
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)