sound

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dance Machine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dance Machine. Pokaż wszystkie posty

11 października 2015

Dance Machine 3

~Sehun.
  Ćwiczenie układu przeciągnęło się nam do późnej godziny, na dworze było już ciemno. Pierwszy raz wytrzymaliśmy z Luhanem prawie bez żadnych kłótni. Stosunki między nami polepszyły się od tej dziwnej sytuacji w szpitalu. Właśnie od tamtego momentu przy najmniejszym otarciu się naszych ciał lub rąk mój organizm dziwnie reagował. Czułem palące ciepło w miejscu, w którym mnie dotknął i przechodziły mnie dreszcze. Nie te, które przechodzą ludzi, oglądających jakiś straszny film, tylko te bardziej przyjemne. Dlatego też starałem się ograniczyć kontakt ciało-ciało do minimum, a może i nawet mniej.
  Szkoda tylko, że z naszego układu nie mogłem wyrzucić częstego dotykania się nawzajem. Cholera, czy wymagania organizatora nie były trochę, hm.. dziwne? Chyba po prostu musiałem przyjąć do wiadomości, że jest tak, a nie inaczej i nie mogłem tego zmienić.
  Chłopak wyszedł już jakiś kwadrans temu, ale ja nie miałem zamiaru tak szybko kończyć treningu. Za każdym razem wydawało mi się, że w porównaniu z Luhanem jestem beznadziejny. Dlatego ćwiczyłem jeszcze więcej niż zwykle, ale wiedziałem, iż wciąż czegoś mi brakuje. Gdyby jeszcze ta pierdolona kostka nie dawała o sobie tak często znać byłoby idealnie. Ćwiczyłbym wtedy dzień i noc. Już prawie nie wychodziłem z tego budynku, zachowywałem się jakby to był mój dom.
  W końcu jednak trzeba było wrócić do rodziców, żeby nie męczyli mnie ciągłym dzwonieniem i pisaniem smsów. Nie miałem ochoty spędzać czasu tam, gdzie byłem bezużyteczny. Za kilka miesięcy skończę osiemnastkę, więc będę mógł robić to co chcę. Nie mogłem się tego doczekać.
  Gdy miałem zamykać salę, zauważyłem, że Luhan zapomniał o swojej bluzie. Matko, co z niego za... ugh. Jakbym ją tu zostawił to z pewnością jakaś sprzątaczka albo osoba, która po nas będzie stąd korzystać bezkarnie by ją ukradła. Nie mogłem pozwolić, by ktoś, kto nie był mną dotykał jego rzeczy, prawda?
  Wziąłem ją ze sobą lekko zaciągając się jej zapachem. Mówiłem już, że ten chłopak zajebiście pachniał? Nie? To właśnie to robię.

Dance Machine 2

~Luhan
  Naprawdę ciężko było dogadać się z Sehunem. W sumie to niczego nie osiągnęliśmy przez te ciągłe kłótnie, których miałem już serdecznie dość. Cokolwiek bym nie powiedział i tak było źle. Obwiniał mnie za to, że dali nam duet, ale czy miałem na to wpływ? Nie prosiłem się o to i gdybym mógł zmienić partnera od razu bym to zrobił, ale nie było takiej opcji. Nie polubiliśmy się.
  Na dodatek musiałem odebrać siostrzyczkę z przedszkola, przez co spóźniłem się na trening. Nie miałem gdzie zostawić młodej, więc chcąc czy nie chcąc, zabrałem ją ze sobą na salę.
  Przyłożyłem palec do ust, nakazując jej, by była cicho. Szybko podchwyciła pomysł i sama z lekkim uśmiechem przyłożyła dłoń do warg. Pociągnąłem ją za drugą rączkę tak, żeby stała za mną.
Cicho i powoli otworzyłem drzwi i stanąłem w nich, opierając się o próg. To była jedna z niewielu okazji, w których mogłem podziwiać dokładność i precyzję ruchów partnera. Przyznam szczerze, że
lubiłem to robić. Było na co popatrzeć.
  Jego ciało poruszało się rytmicznie do skocznej piosenki, a oczy miał wpół przymknięte, jakby przeżywał coś bardzo przyjemnego. Nagle piosenka zmieniła się na jedną z wolniejszych, nie bardzo przysłuchiwałem się słowom, ale musiały mu coś przypomnieć, ponieważ nigdy wcześniej nie widziałem, żeby ktoś tańczył z taką pasją. Jego ruchy były w jednej chwili dynamiczne, później przechodziły w spokojne. Miałem ochotę dołączyć do niego, ale nie mogłem oderwać wzroku od jego ciała i czułem, jakby moje nogi wrosły w ziemię.
  Trwałoby to zapewne o wiele dłużej, gdyby moja siostra nie zasłabła i nie osunęła się na podłogę. Zemdlała.
 -Sollie! - przeraziłem się. Opadłem obok niej na kolana i chwyciłem w dłonie jej malutką główkę. Zacząłem klepać ją po policzkach, chciałem, żeby się obudziła i więcej mnie tak nie straszyła. Czułem jak łzy piekły mnie pod powiekami.
 -Luhan? - usłyszałem warknięcie Sehuna, który chyba jeszcze nie zauważył całej tej sytuacji. -Kurwa, dzieciaku, miałeś być tutaj już ponad go...
 -Zamknij się! Zamknij się i po prostu mi pomóż!
 -Nie panikuj - westchnął, rozszerzając lekko oczy na widok nieprzytomnej dziewczynki, Ostrożnie wziął ją na ręce i położył na sofie. Uniósł jej nogi lekko do góry. -Na co czekasz? Dzwoń po pogotowie.
  Jego głos był opanowany jak jeszcze nigdy i chyba to dodało mi trochę spokoju, pozwoliło się lekko ogarnąć. Szybko wykonałem drżącymi dłońmi telefon i wróciłem do budzącej się Sol. Nawet nie zauważyłem, że zacząłem płakać z nadmiaru emocji. Nie miałem pojęcia czy to przez strach czy ulgę.
 -Sollie, boli cię coś? - spytałem, chociaż i tak nie wiedziałem jak mógłbym jej pomóc.
 -Głowa, ale nie maltw się, blacisku - posłała mi szeroki uśmiech. Nie wiem dlaczego, ale to dziecko zawsze potrafiło mnie rozczulić przez najmniejszy gest. Nawet wykradanie czekolady z najwyższych półek było w jej wykonaniu słodkie.
 -Braciszek? To ładnie zajmujesz się swoją siostrunią.
  Nie chciałem nawet spoglądać na Sehuna, bo wiedziałem, że na jego twarzy znowu widniał ten okropny kpiący uśmieszek, a oczy błyszczały się w oczekiwaniu na naszą kłótnię. Ale nie dam mu tej satysfakcji i nie odpowiem na zaczepkę.
 -Słuchaj, Sehun... Chyba będziemy musieli odpuścić sobie ten trening... - westchnąłem, wycierając z policzków resztki łez. Czułem lekkie zażenowanie, że płakałem przy nim. Cholera, będzie miał następny powód do znęcania się nade mną.
 -Tak, jasne. Bo ty na pewno nie masz żadnych braków i problemów z opanowaniem układu.
  -Proszę, przestań to robić! Zawsze się mnie czepiasz! Staram się robić wszystko najlepiej jak umiem, ale dla Ciebie to i tak źle! - moje nerwy były w strzępach. Nie miałem siły utrzymywać uczuć na wodzy.
 -Widocznie to nie wystarcza! Gdybyś był chociaż w połowie tak dobry jak ja, nie musiałbym ciągle na Ciebie krzyczeć! - jego zmęczony krzyk przeszedł w szept. -Ja po prostu nie chcę zostać wyśmiany, chcę, żeby wszystko było idealne. Ale ty mi, kurwa, w tym przeszkadzasz! Masz jutro zostać dwie godziny dłużej, żeby nadrobić dzisiejszy trening.
  Miałem nadzieję, że w końcu odpuści sobie dręczenie mnie i otworzy drzwi do swojego wnętrza, ale tak się nie stało. Niestety. Sehun wybudował wokół siebie ogromne, stalowe mury, przez które nie dało się do niego zbliżyć. On wciąż grał, ale każdy aktor w końcu męczy się ciągłym odgrywaniem roli, prawda? Prosi o przerwę i zrzuca z siebie maskę, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Bardzo chciałbym, żeby to nastąpiło już wkrótce.
  Nie miałem czasu na dalsze sprzeczanie się, więc tylko kiwnąłem głową na znak, że się zgadzam, by mieć święty spokój i wsiadłem do ambulansu. Od razu chwyciłem dłoń siostrzyczki, uspokajająco głaszcząc ją po głowie.
☆☆☆☆☆
  Naprawdę, naprawdę nie mogłem przyjść na ten trening. I naprawdę było mi bardzo przykro, ale nie mogłem powiadomić o tym partnera, ponieważ nie miałem jego numeru, a musiałem zostać z siostrą. Nie chciałem, żeby była sama wśród tych wszystkich nieznajomych osób, bo wiedziałem jak to jest. Gdy byliśmy młodsi często przeprowadzaliśmy się z rodzicami, ale przestaliśmy, gdy mama zaszła w ciążę. Kiedy zaczęła rodzić robiła tacie wyrzuty, że nie ma go przy niej, aż w końcu urwał się z pracy. Ja zostałem w domu z opiekunką i nie mogłem się doczekać, kiedy zobaczę swoje malutkie rodzeństwo. Zamiast tego dowiedziałem się, że tata miał wypadek i zmarł w szpitalu, w którym urodziła się Sol. Ten dzień zmienił mamę w wrak człowieka. Od tamtej pory wychodzi z domu jedynie do pracy, co pokazuje, że jednak do końca nie zbzikowała i potrafi w małym stopniu (zawsze coś) zająć się nami.
  Osobiście musiałem szybko dorosnąć. Po śmierci ojca, matka wpadła w depresję i w akcie desperacji chciała udusić Sol, ale na szczęście była z nami jej najlepsza przyjaciółka. Podsłuchałem ich rozmowę. Mama uważała, że to moja mała, niewinna siostrzyczka odebrała życie tacie. Nie jestem pewny czy dalej tak nie myśli. Od tamtej pory nie zostawiam ich samych, zazwyczaj proszę, by zajęła się nią sąsiadka, albo wynajmuję na jeden dzień opiekunkę, byle żeby nie została z matką sam na sam. Nie mógłbym ryzykować tak wiele.
  Z Sol byłem bardzo blisko. Nie mógłbym bez niej żyć, zbyt wiele dla mnie znaczyła. Dlatego też nie mogłem jej zostawić w takiej sytuacji, nawet jeśli stawiało mnie to w złym świetle. Brzęczenie mojego telefonu w kieszeni przerwało moje rozmyślania.
Od:Nieznany numer
TY, MAŁY, NIEODPOWIEDZIALNY, ZŁOŚLIWY, EGOISTYCZNY DUPKU! MIAŁEŚ BYĆ NA SALI DWIE GODZINY TEMU! JAK CIĘ ZNAJDĘ TO ROZSZARPIĘ NA MAŁE KAWAŁECZKI! GDZIE TY, DO CIĘŻKIEJ CHOLERY, JESTEŚ?!
Oh, Sehun, ten podstępny... ekhem, już zdobył mój numer? Jakim cudem?
Do:Sehun ;_;
Sehun, proszę, tylko bez nerwów, jestem w szpitalu na Jureja, po prostu nie dałem rady dzisiaj przyjechać...
Od:Sehun ;_;
Kurwa, nie no, za tydzień mamy występ, a ty odstawiasz takie cyrki? Nawet mi nie mów, że coś złamałeś albo skręciłeś, bo jeśli tak to dostaniesz bonus w postaci porządnego wpierdolu ode mnie, konusie.
Do:Sehun ;_;
Spokojnie to nie o mnie chodzi, jestem tu u swojej siostry. Przepraszam, na pewno odrobię szybko straty, obiecuję T.T . Tylko nie denerwuj się na mnie, przecież nie robię tego specjalnie...
Od:Sehun ;_;
JA CI, KURWA, DAM NIE DENERWUJ SIĘ! Lepiej już się zamknij, zaraz tam będę i wyciągnę Cię stamtąd, nawet jeśli będę musiał użyć przemocy.
Do:Sehun ;_;
Ale nie ma takiej potrzeby, naprawdę ;---;. Nie marnuj na mnie i na moje sprawy swojego cennego czasu!
Do:Sehun ;_;
Nie przyjeżdżaj, proszę...
Do:Sehun ;_;
Czy Ty w ogóle odczytujesz moje wiadomości?!
Do:Sehun ;_;
Sehuuun! Ty idioto! ;X
  Nie miałem czasu dłużej się tym przejmować. Właśnie podszedł do mnie lekarz z wynikami badań Sol. Słysząc diagnozę poczułem jak nogi uginają się pode mną. Opadłem ciężko na krzesło i schowałem twarz w dłoniach. Zacząłem bezceremonialnie płakać. Rozbeczałem się jak małe dziecko, ale nie potrafiłem tego powstrzymać. Całym moim ciałem wstrząsał szloch i nie potrafiłem złapać powietrza pomiędzy spazmami płaczu.
~Sehun
  Mega wkurwiony wsiadłem w pierwszy lepszy autobus, który podwiózłby mnie niedaleko szpitala. Byłem tam w naprawdę szybkim tempie. Byłem tak wściekły, że czułem jak żyłka pulsuje mi centralnie na środku czoła. Po dowiedzeniu się, gdzie leży siostra Luhana, na którego miałem ochotę wyklinać w najlepsze poszedłem na klatkę schodową, ponieważ nie chciało mi się czekać na windę i doszedłem na 3 piętro z czasem, który mój wfista na pewno pochwaliłby pozytywnie.
  Wpadłem na korytarz z zamiarem opierdolenia Luhana i potrząśnięcią nim w celu ogarnięcia, ale gdy zobaczyłem, że siedział załamany na krześle z twarzą schowaną w dłoniach cała złość uleciała ze mnie jak powietrze z pękniętego balona. Podszedłem do niego powoli, zastanawiając się co mogło się stać. Położyłem mu dłoń na ramieniu, a gdy na mnie spojrzał poczułem ból gdzieś w klatce piersiowej.
   Jego wzrok wydawał się pusty, oczy miał zaczerwienione od monotonnego płaczu, a usta opuchnięte od ciągłego przygryzania. Pociągnął nosem odwracając ode mnie głowę.
-Ona... ona jest chora - jego dolna warga drżała, a z oczu pociekły kolejne łzy. -N-nie da się jej wyleczyć. To.. białaczka.
 -..Lulu.. - pierwszy raz go tak nazwałem, było mi go cholernie szkoda i żal. -Tak mi przykro, Luhannie.
 -P-przytul mnie, proszę.. - jęknął i zacisnął mocno powieki.
 -Spokojnie, Lulu... - nie wiedziałem jak go pocieszyć. Jestem tylko człowiekiem, a to zadanie było ponad moje możliwości. Jedyne co mogłem zrobić to być przy nim. -Wszystko będzie dobrze.
  Boże, co miałem zrobić? Przyciągnąłem go do siebie i mocno objąłem, tuląc do swojego ciała. Zacząłem uspokajająco przeczesywać jego włosy. Chłopak przycisnął swoją twarz do mojej klatki piersiowej i nawet nie przeszkadzało mi to, że moczył moją nieskazitelnie czystą bluzę swoimi łzami.
 -Skąd możesz to wiedzieć? - jego głos był przytłumiony.
  Oderwał ode mnie głowę i zadarł ją, by spojrzeć mi prosto w oczy.
 -Obiecaj mi to, Sehun... Obiecaj, że tak będzie.
 -Zrobię wszystko, żeby tak było - zacząłem po chwili wahania. -Masz moje słowo.
  Ciemnowłosy wyraźnie uspokojony m
oimi słowami oparł czoło o mnie i ręką podążył od mojego łokcia do ręki, splatając nasze palce razem. Widocznie potrzebował czyjejś bliskości, a ja, by spełnić swoją obietnicę pozwoliłem na to. Nawet ścisnąłem lekko jego dłoń, pokazując, że ma we mnie wsparcie. Próbowałem też jakoś opanować motylki w brzuchu, którym niechcący dałem wolną rekę.

Dance Machine 1

  Taniec od zawsze był dla mnie czymś najważniejszym. Kochałem to robić, wiele osób mówiło mi, że mam do tego wrodzony talent, ale to nie było to. Gdybym nie ćwiczył w każdej możliwej chwili i nie zawalał szkoły, by mieć więcej czasu na pasję nie osiągnąłbym poziomu, na którym byłem. Co
prawda miałem przez to niemałe problemy: rodzice na głowie, kłótnie, wizyty u lekarza z różnymi skręceniami, groźbę wyrzucenia ze szkoły z powodu dużych nieobecności. Jednak to się dla mnie nie liczyło. To były jedynie błahostki. Coś z czym szybko da się poradzić.
  Uwielbiałem momenty, gdy pod koniec każdego mojego występu ludzie skandowali moje imię Oh-Se-Hun. Ten dźwięk wydawał mi się najpiękniejszy, bo wiedziałem, że moje starania nie idą na marne. W końcu ktoś mnie doceniał i uważał, że jednak do czegoś się nadaję. Byłem zależny od publiczności, jeśli im się podobało - wierzyłem, iż jestem doskonały i nikt nie może się ze mną równać, jeśli coś im nie pasowało (co zdarzało się tylko na początku mojej 'kariery') - byłem przekonany, że jestem do niczego.
  Nie potrafiłem się skupić na lekcjach. Moje myśli zaprzątały nowe kroki do układu, którym miałem za niedługo oczarować publiczność na najbliższym występie. Być może dlatego nie zauważyłem, jak nauczycielka matematyki podeszła do mnie z długą linijką. Poczułem tylko piekący ból na dłoniach.
 -Panie Oh, nie życzę sobie, by na moich lekcjach bujał pan w obłokach.
  Już chciałem coś odwarknąć, ale na szczęście się powstrzymałem. Spojrzałem na nią spode łba i skinąłem niby przepraszająco głową. Nie moja wina, że prowadzi nieciekawe lekcje. Przydałoby się coś o podstawowych krokach break dance'a lub cokolwiek innego w tym stylu. Taak, to by mi bardzo odpowiadało.
  Reszta lekcji minęła spokojnie, choć nie obyło się bez przywołania mnie do tablicy. Musiałem rozwiązać trudny przykład, ale spokojnie dałem sobie z tym radę. To nie tak, że w ogóle niczego nie potrafię, jestem dobry ze wszystkich przedmiotów, a jeśli trochę bym się postarał mógłbym zdobyć całkiem dobrą średnią (jeśli nie najlepszą). Ja się wcale nie chwalę, tylko stwierdzam fakty.
  Przez cały dzień na językach wszystkich uczniów, był nowy, który przyleciał chyba z Chin kilka dni temu i miał do nas dołączyć. Nie za bardzo mnie to obchodziło, chociaż wszyscy wokół mnie byli pełni entuzjazmu. Nie rozumiałem dlaczego, przecież to nie pierwszy raz, gdy ktoś nowy do nas dołączał. Ale nie miałem zamiaru długo się nad tym zastanawiać, w końcu musiałem wymyślić jak się stąd urwać, żeby zdążyć przed dzisiejszym występem po raz setny przećwiczyć układ. Wszystko musiało być idealne.
  Jedyna osoba, która mogła mi w tym pomóc, była teraz pewnie zajęta swoim partnerem. Byłem niemalże pewny, że znowu siedzą w toalecie i grają w tą swoją chorą grę, którą nazywam 'dzikie hieny próbują flirtować, więc chowaj się kto tylko może'. No cóż, nie miałem innego wyjścia jak wtargnięcie tam i wyciągnięcie Kai'a, jednocześnie próbując nie oślepnąć. Ciężkie życie przyjaciela geja, który nie potrafi trzymać swoich żądzy pod kontrolą. Chłopak ma zbyt nabuzowane hormony i mógłby to robić wszędzie, gdzie dopadnie go chcica.
  Już od drzwi słychać było przeciągłe jęczenie i stękanie. Zacisnąłem zęby, po czym wparowałem do pomieszczenia uciekając wzrokiem gdziekolwiek, byle nie spojrzeć na... na to co właśnie się tam działo. Chłopcy akurat odprawiali swoje niecenzuralne akty, przez co nawet nie zauważyli, że już nie są sami. W końcu moje spojrzenie wbrew mojej woli padło na nich. Jongin przyciskał Kyungsoo do ściany jedną ręką podtrzymując go za tyłek, a drugą wkładając mu palce do dziurki. D.o nie potrafił się powstrzymać i chyba z przyjemności przygryzł wargę swojego chłopaka podczas pocałunku. Przeniósł swoje ręce na jego plecy, a kiedy blond włosy wepchnął w niego swojego członka z jego dużych ust uciekł jęk bólu. Drapał paznokciami plecy młodszego, zostawiając czerwone pręgi, ale nie rozdrapując skóry do krwi.
 -Krzycz dla mnie, szmato - sapnął Kai przejeżdżając językiem po sutku kochanka. Chłopak poruszał biodrami miarowo, widać było, że miał w tym wprawę. Starszy otwierał usta, by spełnić rozkaz i właśnie wtedy się ocknąłem. Pokręciłem głową na boki z odrazą. W trzech krokach znalazłem się przy nich, chwyciłem przyjaciela za włosy i mocno szarpnąłem do tyłu.
 -Kurwa, Kai, mógłbyś choć raz zwrócić uwagę na to czy jesteście sami, bo nie każdy lubi oglądać spedaloną wersję pornosów.
 -Jesteś zazdrosny, że ja rucham a ty nie - pokazał mi język, powoli wychodząc z podnieconego do granic możliwości Kyungsoo. Naprawdę nie rozumiem dlaczego on się godzi na wszystkie zachcianki swojego chłopaka. Nie ma czasem tego dość?
 -Po prostu nie jestem takim niewyżytym zwierzęciem jak ty - pociągnąłem go jeszcze raz, aż w końcu odsunął się od chłopaka przelotnie całując jego nabrzmiałe usta.
 -Lepsze to niż celibat do końca życia. Nie wiem jak wytrzymujesz tyle czasu bez seksu.
  Zamierzałem rozpocząć swój monolog na temat mojej opinii o najbardziej wartościowych rzeczach w życiu, nie uwzględniając oczywiście seksu. Być może omijałem tą opcję dlatego, że nigdy jej nie wypróbowałem lub dlatego, że uważałem ją za zbędną. Widząc jednak wzrok kochanków porzuciłem ten pomysł i zaczekałem, aż doprowadzą się do porządku.
 -Przejdźmy do rzeczy, Sehun. Wiem, że nie przychodziłbyś tu bez powodu.
 -Niee, miałem ochotę popatrzeć sobie na twój okropnie zajebisty zadek i posłuchać jęków D.O, kiedy obijałeś się biodrami o jego ciało. Mhhmm, naprawdę przyjemna opcja spędzenia czasu.
  Kai wybuchnął głośnym śmiechem, a jego partner leciutko się uśmiechnął, co było nie lada osiągnięciem. Rzadko okazywał uczucia, jeśli nie był sam na sam ze swoim chłopakiem.
 -Możesz patrzeć, ale nie dotykać. Ahh, jakież to podniecające - blondyn oblizał powoli wargi i objął starszego ramieniem w pasie, przyciągając ciasno do siebie, jakby chciał dać mi do zrozumienia, że jest tylko jego. -Znowu mam Ci pomóc uciec?
 -Jak ty mnie dobrze znasz, stary przyjacielu - uśmiechnąłem się szeroko. -W budzie jest dla mnie zbyt nudno, więc nie widzę potrzeby, żeby marnować na nią swój cenny czas, który mógłbym wykorzystać jakoś, hm.. produktywniej.
 -Co oznacza, że chcesz znów niszczyć sobie zdrowie treningami ponad twoją wytrzymałość.
 -Co oznacza, że w końcu osiągnę cel, który sobie wyznaczyłem - uśmiech zniknął z mojej twarzy w mgnieniu oka. -Poza tym i tak nie masz wyboru.
 -Z tobą jest coraz gorzej. To już obsesja, Sehun - mruknął, głaskając bok D.O. -Wolałbym tego nie robić.
 -Czyli mam sięgnąć po radykalniejsze środki? Okej, jeśli sie nie zgadzasz to rozsyłam wszystkim twoje zajebiste fotki. Przy okazji twój facet też będzie mógł stać się dzięki nim sławny w naszej szkole jako gwiazda porno. Będziecie hot parą miesiąca, a może nawet roku. Obiecuję wam, że gorętszych zdjęć nie ma nawet sama Sasha Grey.
 -Yaah, jak możesz szantażować swojego najlepszego przyjaciela? - spojrzał na mnie udając zirytowanie.
 -Zawsze do usług - na mojej twarzy wykwitł wredny uśmieszek. Chłopak poddał się i cicho klnąc na mnie, że nie może dokończyć zabawy, zostawił swojego niezadowolonego kochanka.
~~~
  Byłem pewny siebie. Może nawet zbyt pewny. Ale nawet ja przed wejściem na scenę byłem lekko poddenerwowany i cały układ wypadł mi z głowy. Przecież wcześniej przećwiczyłem go z kilkanaście razy i dodałem małe poprawki, więc mogłem być pewny, że wszystko było perfekcyjne. Tylko, że nie wiedziałem czy spodoba się publiczności. Ta cholerna niepewność była czymś, czego próbowałem się pozbyć, ale do tej pory mi się nie udało. Chociaż logicznie rzecz biorąc, każdy tancerz stresuje się przed swoim występem.
  Gdy zapowiedzieli moją kolej rozległy się donośne oklaski i wołania. Idąc na środek, oślepiły mnie światła reflektorów, przez chwilę myślałem, że zemdleję, ale spiąłem dupę i z cwanym uśmiechem kiwnąłem dłonią ludziom, którzy się tu zgromadzili. Krzyki stały się jeszcze donośniejsze. Wraz z pierwszymi dźwiękami muzyki przybrałem dopracowaną przeze mnie pozę jak i wyraz twarzy. Skupiłem się całkowicie na perfekcyjnym wykonaniu całego układu, ale pod koniec rozbolała mnie kostka. Ból jednak koiło głośne skandowanie mojego imienia.
  Oh-Se-Hun.
  Mógłbym słuchać tego godzinami, a i tak by mi się to nie znudziło. Gdy tańczyłem czułem się spełniony, potęgowała to uczucie myśl, że ludziom się to podoba. Gdy schodziłem po schodach próbowałem nie dać po sobie poznać jaki ból sprawiało mi stawianie kolejnych kroków. Cholera, na szczęście już dzisiaj nie występowałem, bo nie byłem pewny czy dałbym radę. Usiadłem na najbliższym krześle, mając nadzieję, że nikt nie będzie mi przeszkadzał. Ściągnąłem delikatnie buta i rozmasowałem opuchnięte okolice kostki. Lekarz mówił, żebym jej nie obciążał, ale nie myślałem, że będzie aż tak źle.
 -W porządku? - usłyszałem nad sobą cichy, męski głos.
 -No jasne, przecież wcale nie mam być może skręconej nogi. Jest zajebiście, lepiej być nie mogło - warczę, nie spoglądając w górę. Chłopak uklęknął przede mną i ostrożnie ujął moją nogę jedną ręką, a drugą wyciągając z apteczki chłodzący spray. -Poradzę sobie.
 -Pomogę - w sumie i tak nie wiedziałem, co miałem zrobić, więc pozwoliłem jemu działać. Kiedy on zajmował się moją kostką dokładnie go obejrzałem. Miał dłuższe ciemne włosy i trochę dziecinną, uroczą twarz. Podobały mi się jego oczy. Nieważne jak długo bym w nie spoglądał i tak nie dojrzałbym dna. Nawet nie zauważyłem, że skończył i niepewnie się we mnie wpatrywał. Wtedy pierwszy raz się przy nim zawstydziłem.
-Hm, z twoją nogą powinno być już lepiej, ale radziłbym Ci iść do lekarza, żeby obejrzał to dokładniej - jego głos brzmiał jakoś tak... przyjemnie. Podobało mi się jak wymawiał różne słowa. Przez chwilę trwałem w osłupieniu.
-Nienawidzę lekarzy.
-W takim razie będziesz musiał ich polubić, bo po twoim wyglądzie wnioskuję, że pod względem zdrowotnym w ogóle o siebie nie dbasz - westchnął, nerwowo oglądając się za siebie. -Muszę już iść. Nie zapomnij zacząć o sobie myśleć.
  Nic nie mówiąc po prostu skinąłem głową, patrząc jak odchodzi. Nie wiem dlaczego, ale poczułem, że muszę zrobić tak jak kazał. Jednak to musiało poczekać. Nie mogłem wyjść zanim nie obejrzę występów swojej konkurencji. W końcu musiałem zobaczyć na własne oczy jakie zrobili postępy i ile im zostało do osiągnięcia mojego poziomu. Dużym zdziwieniem dla mnie było pojawienie się nowej osoby.
 -Uwaga! Poznajcie nowego tancerza, promującego się u nas w Seulu! Przyleciał niedawno z Chin, gdzie był bardzo doceniany i mamy nadzieję, że przyjmiecie go tu ciepło. Teraz, Luhan, pokaż na co Cię stać! - na scenę wszedł chłopak, który chwilę wcześniej zajmował się moją nogą. Nie powiem, byłem zaintrygowany, bo nie wyglądał na kogoś, kto potrafiłby porządnie rywalizować. Dla mnie wydawał się zbyt miękki, czułem, że bardzo łatwo dałoby się go złamać.
  Kiedy zaczął tańczyć wydawało mi się, że czas zwolnił. Nie mogłem oderwać od niego wzroku,
jego ruchy były delikatne, a zarazem hipnotyzujące. Szczerze nigdy bym nie pomyślał, że przyjdzie do tego klubu człowiek, który byłby tak idealny, jak on w tamtej chwili. Podczas całego układu miał przymknięte oczy, ale pod koniec otworzył je całkiem i spojrzał prosto na mnie. Wydawało mi się, że tańczy tylko dla mojej osoby. Wszystko jakby ucichło, słyszałem tylko szybkie i mocne bicie mojego serca.
 -Kurwa - mruknąłem i jak najszybciej wybiegłem z klubu, nie zważając na bolącą nogę. Na zewnątrz trochę ochłonąłem dzięki zimnemu powietrzu, ale nie miałem zamiaru już tam dzisiaj wracać. Złapałem taryfę i pojechałem pod swój dom. Chciałem wejść do środka niezauważony, miałem nadzieję, że rodzice już dawno śpią, ale pomyliłem się, zresztą jak zwykle. Od progu dopadły mnie ich krzyki.
 -Gdzie ty szlajasz się o tej porze?!
 -Powinieneś być w domu od razu po zakończeniu lekcji!
 -A może znowu się z nich urwałeś?!
 -Cholera, dajcie mi może wejść do środka, co? - warknąłem porządnie rozzłoszczony. Naprawdę miałem już tego dość. Ciągłe, niekończące się awantury nadwyrężały moje nerwy, na dodatek ciągle powód był ten sam - ja.
 -Ty głupi dzieciaku, nawet nie wiesz ile my czasu na Ciebie straciliśmy, a ty odwdzięczasz nam się w taki sposób? - oczy ojca ciskały we mnie pioruny. Nawet nie zwrócił uwagi na mój cięty język, chyba był na granicy wytrzymałości.
 -Po prostu chcę osiągnąć coś, robiąc to co kocham. Nie mam zamiaru tak jak wy ślęczeć ciągle w firmie po kolana w papierach, które trzeba uzupełniać i tak w kółko. To mnie nie jara.
 -Nie rozumiesz, że taniec to nie wszystko? Jasne, przez chwilę będzie dobrze, ale co potem? W końcu nie będziesz mógł już tego robić, więc z czego będziesz żyć? Cholera, Sehun, myślisz tylko o teraźniejszości, ale musisz pomyśleć też o przyszłości. My z mamą chcemy dla ciebie jak najlepiej. A żebyś był na dobrej pozycji to musisz mieć dobre wykształcenie - spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem osoby, która dużo przeżyła. Nie żeby mnie to wcale nie ruszyło, ale nie miałem zamiaru się poddawać. Chciałem przekonać się sam na własnej skórze. Co mi przyjdzie z tego, że ktoś mi powie co mam robić, żeby niczego nie zjebać?
 -W dupie mam to wasze zamartwianie się. Weźcie sobie w cholerę tę waszą troskę i tak będę robił to, na co mam ochotę. 
~~~
  Następnego dnia zostałem osobiście przez ojca dostarczony pod samo wejście do szkoły, więc nie mając innego wyboru musiałem przez cały dzień siedzieć na nudnych lekcjach pod nudnym oknem w nudnej ławce, słuchając nudnych nauczycieli. Starałem się ukrywać siniaka na policzku pod czapką i włosami. Po prostu nie miałem zamiaru odpowiadać na notoryczne pytania: Co ci się stało? Kto Ci to zrobił? Boli? Bla bla bla.
  Noga nadal trochę mnie bolała, ale na szczęście opuchlizna zeszła, a szkolna pielęgniarka (do której zresztą często przychodziłem, przez co zdążyła mnie polubić) powiedziała, że to tylko nadwyrężenie i jeśli przez jakiś czas będę ją oszczędzał to powinno być lepiej. Oczywiście nie miałem zamiaru długo pozostawać bierny. Poczekam może z góra dwa dni i znów zacznę swoje notoryczne treningi. W końcu, żeby pozostać dobrym trzeba dbać o kondycję i udoskonalać swoje umiejętności.
  Przez cały dzień moje myśli krążyły wokół wspomnienia tańca Luhana. Hm.. Lu-Han. To imię idealnie współgrało z jego cukierkową twarzą. On wydawał mi się najwspanialszą osobą na świecie. A gdy do klasy na godzinie wychowawczej zawitał dyrektor wraz z nowym uczniem myślałem, że mam halucynacje. Przecież chłopak z wczoraj nie mógł znów stać tak niedaleko. Spoglądał na wszystkich z leciutkim uśmiechem, aczkolwiek wydawał się trochę zagubiony.
 -Dzień dobry, uczniowie, od dzisiaj na lekcje będzie z wami uczęszczał nowy uczeń. Nazywa się Lu Han i pochodzi z Chin. Mam nadzieję, że dobrze go przyjmiecie - pogroził nam palcem, po czym zwrócił się do nowego. -Usiądź obok Sehuna, trochę nam ostatnio podpadł, więc to on przez kilka pierwszych dni będzie się tobą zajmował. Jeśli będziesz miał jakieś pytania zwróć się z tym do niego.
  Mężczyzna wskazał na mnie palcem, a kiedy chciałem zaprotestować posłał mi najgorsze z możliwych spojrzeń. Przez całą drogę ciemnowłosego do mnie uważnie obserwowałem jego ruchy. Prawie zapomniałem o siniaku na mojej twarzy. Przecież ktoś tak idealny nie mógł patrzeć na mnie w takiej chwili. Wydawało mi się, że moja buzia wyglądała nadzwyczaj beznadziejnie. Odwróciłem głowę w stronę okna, czując jak pieką mnie policzki.
  Chłopak o pięknych oczach wyciągnął ze swojego plecaka książki (tak, starałem się dojrzeć co robi kątem oka), po czym usiadł i nawet na mnie nie patrząc, spytał:
 -Z twoją kostką już lepiej?
 ~Oh, czyli nie tylko ja go rozpoznałem. 
 -Lepiej być nie może.
 -Eh, mam nadzieję, że za kilka dni będzie sprawna, ponieważ za dwa tygodnie mamy wspólny występ i musimy opracować choreografię, przećwiczyć ją i... - nie pozwoliłem mu dokończyć.
 -Że co proszę?! - wykrzyknąłem. -Chyba sobie żartujesz!
  Byłem zbulwersowany. Dlaczego dali mi partnera do układu? Do tej pory sam dawałem sobie świetnie radę, tylko początkujący tancerze pracują w grupie, a ja jestem w tej branży już od półtora roku. Czyżby uznali, że sam nie odpowiadam ich standardom? Cholera, nie rozumiem. Przecież ludzie mnie kochali, byłem w ich mniemaniu fantastyczny.
  Odwróciłem się gwałtownie do Luhana i chwyciłem za kołnierz jego koszuli. Szarpnąłem go do góry i spojrzałem z wściekłością w jego twarz tak, jakby był winny całej tej sytuacji. No bo w sumie był.
 -Nie wierzę, że przez kogoś takiego, jak ty mam zostać publicznie upokorzony - warknąłem i zacisnąłem swoją dłoń na materiale.
 -Sehun! Natychmiast puść swojego nowego kolegę i zacznij się zachowywać jak przystało na ucznia tej szkoły! - wychowawca znał mnie już na tyle, że widział podobne sytuacje ze mną w roli głównej milion razy. Nie robiło to na nim większego wrażenia tak jak na mnie jego upomnienie.
 -Gdybym nie został uprzedzony, że zachowujesz się jak ostatni dupek czułbym się teraz co najmniej urażony - westchnął, nie przejmując się tym, że byłem gotowy rozkwasić mu nos. To, że był to chłopak, który wczorajszego wieczoru zauroczył mnie swoim tańcem nie miało najmniejszego znaczenia. Nie mogłem pozwolić, żeby ktoś przeszkadzał mi w dążeniu do doskonałości.
 -Ty mały... nawet sobie nie wyobrażasz jak niszczysz mi życie. Kurwa, wracaj lepiej do tych Chin, wtedy przynajmniej nie musiałbym patrzeć na twoją upośledzoną mordę.
  Puściłem go, chwyciłem plecak i wyszedłem z klasy odprowadzany znudzonym krzykiem nauczyciela. Nawet smutne i trochę zranione spojrzenie Luhana nie robiło na mnie wrażenia. Może miałem lekkie wyrzuty sumienia za to, że tak go potraktowałem. Ale nie musiał tu przyjeżdżać. Nie musiał wchodzić mi w drogę.