Siedzenie z przyjaciółmi na stołówce podczas przerwy obiadowej nie było już takie fajne. Wcześniej przy naszym stoliku nie było miejsca, zawsze wokół nas było głośno i przekrzykiwaliśmy samych siebie. Dzisiaj brakowało kilku osób. Towarzyszyli mi jedynie Kyungsoo, Jongin i Lay, przy czym wszyscy mieli spuszczone głowy i niemrawo jedli stołówkowe żarcie. W końcu zdenerwowany postanowiłem przerwać milczenie.
-Co z wami nie tak?!
Żadnej reakcji.
-Powiedzcie mi co się stało, do cholery! - mój krzyk wypełnił całe pomieszczenie, ale oni nadal nie ruszyli się choćby na centymetr. Wymierzyłem plastikowym widelcem w stronę Kyungsoo. Miałem nadzieję, że chociaż on się trochę ogarnie. -D.O! O co tu chodzi?!
Chłopak ciężko westchnął i w końcu na mnie spojrzał. Miał zaczerwienione, lekko opuchnięte oczy oraz ciemne wory pod nimi. Wyglądał na bardzo zmęczonego, musiał zarwać kilka ostatnich nocy. Poczułem sie winny, że tak na niego naskoczyłem. Oparł brodę na dłoni, po czym zmierzył mnie wzrokiem.
-Zrozum, nikt nie ma ochoty o tym gadać - przymknął na kilka sekund oczy, a moja wyobraźnia podrzuciła mi wizję, w której wbijam widelec w jego dłoń, powoli wyciągam i tak w kółko, dopóki nie powie mi o co wszystkim chodzi. Potrząsnąłem głową zanim demoniczny uśmiech wpełznął na moje wargi. -Zajmij się jedzeniem.
-Nie mogę spokojnie jeść i funkcjonować, kiedy jesteście bardzo smutni, a ja nie wiem przez co - nadymałem niezadowolony policzki, zapewne wyglądając jak naburmuszone dziecko. Zmarszczyłem brwi, nawijając makaron na sztuciec i wkładając go sobie do buzi. -Chcę tylko pomóc - powiedziałem z pełnymi ustami.
-Luhan, do kurwy nędzy, w niczym nam nie pomożesz - warknął w moją stronę Kai. Spojrzał przelotnie na Kyungsoo, następnie skupił wzrok na mnie.
-Przyjaciele sobie pomagają!
-Daj spokój, Jongin - stanowczy głos D.O sprawił, że chłopak znów pochylił głowę, wbijając wzrok w nietknięty obiad. -Jak widzisz nie jesteśmy w humorze.
-Ale... powinniście się podzielić ze mną swoim zmartwieniem! Szczególnie kiedy wszyscy o tym wiedzą, tylko ja nie! W ogóle nie traktujecie mnie jak swojego przyjaciela! To... to bardzo smutne! Myślałem, że mnie lubicie!
Byłem naprawdę sfrustrowany. Od dwóch dni musiałem wytrzymywać ich złe nastroje, co wcale nie przychodziło mi z łatwością, tylko mega irytowało. Wszystkie moje negatywne emocje i atmosfera kumulowały się we mnie, inicjując mój wybuch.
-Oh, zamknij się! - podskoczyłem na krześle, niemal wywracając cały stolik. Nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby Yixing podnosił głos. -Nie marudź, zaraz wszystkiego dowiesz się od dyrektora.
-Huh? - Lay wskazał palcem coś za mną, więc szybko się odwróciłem. Na zielonej ścianie widniał hologram mojego zdjęcia i danych osobowych. Nie muszę chyba dodawać, że każde moje legitymacyjne zdjęcie wychodziło beznadziejnie, prawda? Burza włosów opadała mi na czoło i dawała wrażenie, że po wstaniu z łóżka ani razu ich nie rozczesałem (co mniej więcej było prawdą, nie licząc przeczesania ich palcami).
Wydawało mi się, że wszyscy w pomieszczeniu wstrzymali oddechy, kiedy moje zdjęcie zniknęło i pojawił się napis 'Prosimy o zgłoszenie się do gabinetu dyrektora'. Gdy wszystko zgasło odwróciłem się z powrotem do przyjaciół.
-Co to miało znaczyć? - rzuciłem. Wszyscy patrzyli się na mnie, jakby wyrosła mi trzecia ręka, a z ucha wychodził jakiś robal. Wielkie mi co. Dyrektor najzwyczajniej w świecie chciał ze mną o czymś pogadać. Nie miałem się czego bać, przecież nie złamałem regulaminu.
-Jak pójdziesz to się dowiesz - Yixing wygonił mnie, powracając do jedzenia.
-Niech cię szlag - pożegnałem się.
Przerzuciłem torbę przez ramię i chwyciłem pudełko z niedokończonym obiadem, które wyrzuciłem tuż przy wyjściu. Gabinet dyrektora mieścił się na piętrze. Wchodząc po schodach dostałem wiadomość.
~Od: Baekkie♡!
Słyszałem, że dyrektor chce się z tobą widzieć... współczuję:/ Trzymaj się jakoś, słońce! Jeśli będziesz chciał pogadać to dzwoń, jestem do twojej dyspozycji~
Co do cholery? Skąd o tym wie?
~Do: Baekkie♡!
Ile płacisz informatorowi? Szybki jest... Właśnie idę do gabinetu, ale w ogóle nie wiem o co chodzi. Mam nadzieję, że ta cała sytuacja w końcu się wyjaśni. Nie ma cię w szkole, jakim cudem jesteś do dyspozycji?
Schowałem telefon do kieszeni, ponieważ znalazłem się na przeciwko dyrektora. Mężczyzna na oko pięćdziesięcioletni stał na przeciwko mnie, swobodnie opierając się o framugę drzwi. Na widok jego twarzy przeszły mnie zimne dreszcze i nerwowo przełknąłem ślinę. Wyraz, który przybrał nie dawał mi nadziei na coś pozytywnego.
-Xiao Luhan, uczniu drugiej klasy szkoły imienia Ksumete Shiwo, zostałeś wybrany, by przewodniczyć srebrnej drużynie Wiss. Mamy nadzieję, że doprowadzisz ich do zwycięstwa.
-N-nie rozumiem - wyjąkałem.
-Zostałeś oficjalnie wytypowany przez salvajów, będziemy zaszczyceni jeśli zgodzisz się przyjąć od nas parę wskazówek dotyczących przebiegu gry i walki z rywalami - mężczyzna ukłonił się, po czym odsunął od drzwi, zapraszając mnie do środka. Całkowicie oszołomiony i zdezorientowany wszedłem, aczkolwiek niepewnie..
-D-dyrektorze... nadal nie rozumiem o co chodzi. Jaka gra? Jaka srebrna drużyna? - usiadłem na krześle, które mi wskazał. -I że ja mam czemuś przewodzić? - mimowolnie poczułem rozbawienie. Wiedziałem, że kompletnie nie nadaję się do bycia liderem.
-Rodzice ci nie mówili? - był wyraźnie zaskoczony. Pokręciłem głową, a on potarł dwoma palcami podbródek. -Cholera... to nam utrudnia całą sytuację.