sound

29 grudnia 2015

24/?

               Całe życie zastanawiałem się jak to jest kochać? Oczywiście, znałem miłość do rodziny, troszczyłem się o swoje młodsze rodzeństwo i byłem wdzięczny w stosunku do rodziców. Odczuwałem też miłość kierowaną do mnie. Lecz nigdy nie spotkałem się z czystym uczuciem względem nastolatków. Dlatego też zastanawiałem się czym ona jest? Czy w ogóle istnieje? Czy kiedykolwiek będzie mi dane ją odczuć? Miłość jest opisywana różnie. Jedni mają 'motyle' w brzuchu i pocą im się dłonie, gdy ta wyjątkowa osoba jest w pobliżu. Innym robi się gorąco na samą myśl o wybranku oraz kręci im się w głowie, gdy tylko ich dotknie. Czują również w stosunku do ukochanej bądź ukochanego troskę, potrzebę opieki i bycia blisko. Od zawsze chciałem się zakochać. Jednakże do tej pory zdołałem złapać tylko przelotne zauroczenie czyjąś osobą. Czułem się jak małe, egoistyczne dziecko, które biegnie za pięknym motylem, by go złapać i mieć tylko dla siebie. Nie wiedziałem, że miłość woli być wolna, nieograniczona żadnymi zasadami oraz lubi zaskakiwać. Czasami bywa bolesna, choć to wcale nie jej wina. To ludzie niszczą niewinne emocje, które budzą się do życia. Brudzą je swoim lekceważeniem, sprawiają, że stają się zimne i czasami zupełnie znikają, pozostawiając po sobie pustkę u dawnego właściciela. Nie chciałem by moje emocje zniknęły, ale jednocześnie chciałem zaryzykować. Mama powtarzała mi, że trzeba ryzykować, żeby zdobyć coś nieosiągalnego. Postanowiłem jej posłuchać z nadzieją, że po raz kolejny będzie miała rację. W końcu znalazłem kogoś w kim się zakochałem, choć nie wiedziałem, że to może być takie łatwe. Moja miłość była pełna bólu, nieświadomości i tęsknoty. Ale nie żałuję. Nigdy nie powinniśmy żałować miłości. A oto jak zaczęła się moja historia...



Przepraszam, że dopiero teraz Ci to piszę, ale muszę wyjechać na kilka miesięcy. Mój samolot odlatuje dzisiaj o wpół do 10. Nie oczekuję, że przyjdziesz, wiem, że możesz być na mnie wściekły (powinieneś...), ale fajnie byłoby cię zobaczyć na pożegnanie...

               Treść sms'a, którego otrzymałem dosłownie zwaliła mnie z nóg. Ale Sehun już taki był, od zawsze robił wszystko na ostatnią chwilę i oczekiwał, że inni zatańczą tak jak im zagra. Nienawidziłem tego, co nie zmieniało faktu, iż świadomie pozostawałem marionetką w jego teatrze. Cokolwiek by nie zrobił i na cokolwiek by mnie nie namówił to ja próbowałem wszystko odkręcić oraz udobruchać ludzi, którym podpadliśmy. Według jego mamy byłem spokojną przystanią, gdzie Sehun lubił zatrzymywać się na długie wieczory.

Idiota.

               Odpisałem jednym słowem, po czym sprawdziłem godzinę. Miałem trochę czasu, ale był jeden problem. Znajdowałem się w szkole, a ucieczka z lekcji byłaby bardzo kłopotliwa. Od podstawówki miałem doskonałą frekwencję oraz byłem pupilkiem nauczycieli, gdyż nauka była dla mnie bardzo ważna. Wagary mogłyby zachwiać moją idealną reputację.... Jednak nie zobaczenie najlepszego przyjaciela przez kilka miesięcy bolało bardziej. Tak, bolało. Byłem zawiedziony, że dowiedziałem się o tym w taki sposób. Miałem ochotę uderzyć go w tą proporcjonalną twarz i sprawić, że stałaby się krzywa i mniej pociągająca dla uczennic mojej szkoły. Całymi dniami musiałem wysłuchiwać jaki to jest wspaniały. Gdy zaczął przyjeżdżać po mnie swoim samochodem, dziewczyny uwzięły się na mnie, bym trochę im o nim opowiedział.
                Uniosłem dłoń, zwracając tym uwagę wszystkich w klasie. Poprosiłem o standardowe wyjście do toalety, a gdy psor pozwolił mi na to, zostawiłem wszystko, by było wiarygodnie i zamknąłem za sobą drzwi. Spokojnym krokiem przemierzałem korytarze, aż natrafiłem na wyjście ze szkoły. Wziąłem rower, który był najbliżej i szybko popedałowałem na lotnisko. Miałem szczęście, że nie było aż tak daleko, choć i tak się zgrzałem oraz niemiłosiernie spociłem. Przed ogromnym budynkiem zeskoczyłem z roweru i rzuciłem go na trawnik. Biegiem dotarłem do środka, po czym wyciągnąłem telefon, by zadzwonić do Sehuna oraz spytać gdzie jest.
                Odebrał po dwóch sygnałach.
       =Za tobą = rozłączył się.
                Obejrzałem się przez ramie i rzeczywiście zobaczyłem go. Ubrany był w niebieską koszulkę i zwykłe jeansy, a na jego twarzy widniał luzacki uśmieszek. Wyciągnął ramiona, by mnie przytulić, ale nie miałem zamiaru tego robić. Spokojnie do niego podszedłem, mierząc zimnym spojrzeniem. Uderzyłem go w policzek. Głuchy dźwięk oznajmił mi, że dobrze wykonałem robotę, a jego jęk, powiedział, że na pewno go bolało.
      -Wiem, wiem, zasłużyłem - westchnął i potarł bolące miejsce, gdzie zrobił się śmieszny, czerwony ślad mojej dłoni.
      -Przepraszam, ale trochę mi ulżyło - uśmiechnąłem się.

25 grudnia 2015

23/?

               Sehun był bardzo blisko mnie. Jego twarz znajdowała się kilkanaście centymetrów od mojej. Położył dłoń na moim policzku, przez co zaskoczony rozchyliłem usta, wciągając gwałtownie powietrze. To był pierwszy raz, kiedy dotknął mnie w ten sposób. Pierwszy raz, kiedy spojrzał na mnie nieco inaczej. W końcu widział przed sobą kogoś, kto mógłby skraść jego serce. Odrzucił pryzmat przyjaźni i traktowania jak młodszego brata. Wiem, że na pewno było mu ciężko. Dlatego postarałem się mu pomóc. Przygotowałem się na nasze spotkanie, poradziłem się siostry i zrobiłem wszystko co w mojej mocy, by... być dla niego pociągającym. Ubrałem bokserkę przylegającą do ciała, które było bardzo chude przez kary jakie stosowałem wobec siebie. Yoochi zrobiła mi delikatne kreski, by podkreślić moje oczy i nałożyła błyszczyk na usta. Miałem też na sobie ciasne rurki, opinające się na moim tyłku. Miałem nadzieję, że jeśli nie może zakochać się w mężczyźnie, upodobnię się do kobiety, by mógł sobie wyobrazić, że właśnie nią jestem.
               Chłopak zbliżył swoje usta do moich, zamknąłem oczy, przygotowując się na mój pierwszy w życiu pocałunek, ale czułem jedynie jego miętowy oddech na policzku. Jego usta muskały moje ucho, gdy cicho szeptał.
      -Luhan-ssi, nie musiałeś tego robić. Uważam, że twoje usta wyglądają lepiej, gdy niczego na nich nie ma, a jeśli już to jedyna substancja, która może się na nich znajdować jest albo moją śliną, albo moją spermą.
               Starł palcem wskazującym błyszczyk, po czym wsadził go do nich nakazując, bym zaczął go ssać. Zrobiłem to od razu bez sprzeciwiania się. Na początku oblizałem go dokładnie, sprawiając, że Sehun drgnął niespokojnie. Następnie zassałem się na czubku palca, wziąłem go całego do buzi i wciągnąłem policzki. Blondyn wyciągnął go z mojej buzi. Przysunął się do mnie tak, że stykaliśmy się torsami. Objął mnie w pasie.
      -Luhan... - szepnął tuż przy moich ustach. Byłem spragniony jego dotyku. Chciałem więcej i więcej. Nie odpowiadało mi zwykłe ocieranie się w ubraniach. Pragnąłem poczuć jego ciało na swoim ciele, jak również w nim. Sehun zamknął mnie w swoich objęciach, łącząc nasze usta w pocałunku. Ocieraliśmy się wargami, próbowałem za nim nadążać i robić to co on, by niczego nie zepsuć. Gdy polizał moje usta przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Potulnie wpuściłem go do środka, od razu zajmując go zabawą z moim językiem. Kiedy próbowałem go w jakiś sposób zdominować, wplątał dłoń w moje włosy i pociągnął do tyłu odrywając nas z głośnym 'cmok'. Dyszałem, nie mogąc uspokoić swojego ciała i oddechu. Boże. Dlaczego on jest taki fantastyczny?

16 grudnia 2015

22/?

               Muzyka rozbrzmiewała w całym korytarzu, zagłuszając rozmowy innych uczniów, zajętych opisywaniem swoich wakacji i przechwalaniem gdzie, kto oraz jak je spędził. Właśnie rozpoczął się kolejny rok szkolny w liceum, znajdującym się na obrzeżach Seulu. Uczniowie drugiej klasy czekali na tegorocznego wychowawcę, by omówić z nim plan lekcji oraz inne podstawowe rzeczy.
               Tymczasem kobiece głosy zespołu Girls Generation's śpiewały ulubioną piosenkę Luhana i Baekhyuna, dwóch przyjaciół, znających się od najmłodszych lat. W piątej klasie podstawówki stali się wręcz nierozłączni, gdy pewna sytuacja otworzyła im na siebie oczy. Otóż Baek wracał ze sklepu z płytą SNSD, tak bardzo szczęśliwy, że nie zauważył Lu i przez przypadek nie niego wpadł. Przedmiot, który trzymał wypadł mu z ręki. Spadł na ziemię, a chwilę po tym przejechało go auto, doszczętnie je niszcząc. Mały Byun prawię się rozpłakał, ale na szczęście Xiao, widząc w jakim jest stanie podarował mu swoją płytę, którą również dopiero co kupił. Na początku Baekhyun wzbraniał się z przyjęciem jej, ale po zapewnieniach Luhana, że już jej nie potrzebuje, z wdzięcznością zabrał ją do domu. Okazało się, że oboje uwielbiają ten sam zespół i mają nawet tę samą ulubioną piosenkę, która właśnie rozbrzmiewała w telefonie Byuna.
      -O tak Baekkie! - wykrzyknął roześmiany Lu. -Czuję te kocie ruchy!
                Z uśmiechem na ustach zaczął kiwać się do rytmu zwrotki, a gdy rozbrzmiały pierwsze słowa refrenu, zaczął poruszać biodrami. Chwycił Byuna za dłonie, próbując wciągnąć go w swoją zwariowaną zabawę, ale po chwili się poddał i nadal tańczył sam. Na koniec odrzucił w tył głowę. Sprawił, że jego blond włosy odsłoniły uśmiechniętą twarz i pogodne, brązowe oczy.
Baekhyun wraz ze swoim chłopakiem, stojącym zaraz za nim i obejmującym go od tyłu, patrzyli na całe zajście pokładając się ze śmiechu. Ich przyjaciel od zawsze taki był. Beztroski i radosny.
      -Jak spędziliście wakacje? - zapytał, kończąc wygłupy. Oparł łokieć na parapecie i brodę położył na dłoni.
      -Pojechaliśmy na dwa tygodnie do domku letniskowego mojego wujostwa - odparł Chanyeol.

21/?

      -Złap mnie jeśli potrafisz, umma!
               Nim zorientowałem się co do mnie powiedział, czarna czupryna chłopca mknęła w zastraszająco szybkim tempie między drzewami, powoli znikając mi z pola widzenia. Cholera, dzieciak po raz kolejny wywinął mi ten sam numer. Od pół roku pracuję w ośrodku wypoczynkowym 'Hyori ulf' i jestem na okresie próbnym. W tym tygodniu przydzielono mi grupę zieloną z dziećmi w wieku od 7 do 11 lat. Właśnie w tej grupie znajduje się mały gówniarz, za którym od razu rzuciłem się w pogoń, uprzednio krzycząc, by Chanyeol przypilnował resztę obozowiczów. Dopiero od czterech dni wychodzimy z nimi na obrzeża lasu, a Gyu zdążył uciec mi przynajmniej sześć razy. Naprawdę nie rozumiałem dlaczego tak się działo. Zawsze uważnie go obserwowałem, ale w grupie było ponad dwadzieścia dzieci, przez co nie mogłem skupiać się tylko na nim.
               Tak czy inaczej jego głośny, urywany śmiech roznosił się echem, podczas gdy ja przedzierałem się przez las, próbując go dogonić i drapiąc gałązkami ręce.
      -Gyu! Zaczekaj na mnie! To niebezpieczne! - próbowałem go przekupić by stanął, ale nieważne co bym powiedział i tak zrobiłby co zechce. -Jak się zatrzymasz to... kupię ci dużo słodyczy!
                Biegliśmy wgłąb lasu, a moje myśli były coraz mroczniejsze. Na początku moich praktyk musiałem przejść przez radykalny test bezpieczeństwa w lesie. Dlatego nie zabieraliśmy dzieci głęboko w las. Obawiałem się, że im dalej dotrzemy tym bardziej będzie wzrastało prawdopodobieństwo spotkania dzikiego zwierzęcia. Pal licho jeszcze dzika. W tym lesie znajdywały się wilki. Najprawdziwsze, dzikie, groźne, nieokiełznane i nieprzewidywalne zwierzęta. Jedyne co było mi wiadome na temat obrony przed nimi to to, żeby się do nich nie zbliżać.
      -Gyu, ty smarkaczu... - warknąłem pod nosem. -Zatrzymaj się!
      -Chcę zobaczyć wilki! - wykrzyknął szczęśliwy.
      -ONE CIE ZJEDZĄ!
               Już prawie go złapałem. Jeszcze tylko kilka kroków i... mam! Trzymałem jego koszulkę, chciałem go do siebie szarpnąć, ale... Wtedy potknął się i sturlał z małego urwiska, a ja razem z nim. Uderzyłem policzkiem w kamień, zakręciło mi się w głowie. Poczułem mocne pieczenie i ból, przez co wydałem z siebie głośny jęk. Leżałem chwilę nieruchomo. Byłem oszołomiony tym co właśnie się stało i chwilę zajęło mi uzmysłowienie sobie, że małemu mogło coś się stać.
      -Gyu..? - wyjąkałem, powoli podnosząc się do siadu. Szukałem wzrokiem podopiecznego i zobaczyłem go nieprzytomnego na ziemi. Nad nim pochylał się jakiś mężczyzna z kapturem na głowie. -Hej! Kim jesteś?
                Szybko podszedłem do chłopca, sprawdzając czy nadal oddycha i czy nie ma jakichś większych obrażeń. Kiedy upewniłem się, że mniej więcej wszystko z nim w porządku nieufnie spojrzałem na nieznajomego, którego mylnie wziąłem za mężczyznę. Chłopak w międzyczasie ściągnął kaptur, więc mogłem przyjrzeć się jego twarzy. Od razu mogłem stwierdzić, że był młodszy ode mnie. Zmarszczył brwi.
      -To twój brat? - wskazał ruchem brody na Gyu. Pokręciłem głową, zafascynowany barwą jego głosu. -Tak czy inaczej powinieneś bardziej na niego uważać.
      -Przecież wiem, ale nad tym dzieckiem nie da się zapanować - westchnąłem. -Właściwie... co tutaj robisz? Nie jesteś jednym z przewodników, a bez nich nie można tak głęboko zapuszczać się w las.
      -Żyję. W odróżnieniu do ciebie potrafię o siebie zadbać - rzucił, po czym zbliżył się do mnie i starł kciukiem strużkę krwi spływającą z rany na moim policzku. Byłem tak bardzo zaaferowany dzieckiem, że nie zwróciłem na nią wcześniej uwagi. -Zostanie blizna.
               Odsunąłem się o krok. Nie chciałem, żeby mnie dotykał. Na jego twarzy pojawił się prowokacyjny uśmiech.
      -Oh.. W-w każdym razie, skoro już tu jesteś... pomógłbyś mi go zanieść do ośrodka? Niestety sam go nie uniosę...
      -Co będę z tego miał?
      -Proszę? - zapytałem zdumiony.
      -Nie zrobię tego z dobrej woli, rozumiesz, chcę byś dał mi w zamian coś cennego.
               Chłopak przyjrzał się pobliskim krzakom, więc podążyłem za nim wzrokiem. Byłem ciekaw co takiego interesującego tam zobaczył. Niestety niczego nie dojrzałem. Nieznajomy jakimś sposobem bezszelestnie znalazł się tuż przy mnie i chwycił za podbródek, odwracając moją twarz w swoją stronę.
      -Tylko pamiętaj, że nie chcę niczego zwykłego. To jak? - szepnął.
      -Nie wiem co mógłbym ci zaoferować.

13 grudnia 2015

Znajdź czas by być szczęśliwym

               Nad Seulem wisiały ciężkie, burzliwe chmury, zasłaniające słońce, które dawało nikłe uczucie ciepła. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Ludzie byli zabiegani, wszędzie się spieszyli i jak to bywa, kompletnie nie zwracali uwagi na otoczenie. Czuli radość na myśl o nadchodzących świętach, cieszyli się, że spędzą je ze swoimi bliskimi, a także zastanawiali się jaki podarować im prezent. Boże Narodzenie to dla wszystkich miły czas. Dawało im możliwość na pogodzenie się z innymi, zakopanie toporów wojennych i świętowanie narodzin Chrystusa w przyjaznym gronie.
               Jednak... z Sehunem było inaczej. Pogoda odzwierciedlała jego nastrój, który utrzymywał się od dwóch miesięcy. Cóż, można by powiedzieć, że jego duszę ogarniała melancholijna biel. W tym dniu nie było śladu uczuć, które wcześniej wzbudziły huragan w jego wnętrzu. Pozostała jedynie pustka, zimna jak barwa bieli. Kolor kojarzył mu się z samotnością i smutkiem. Taki właśnie był. Był bielą. Rana w jego sercu - nadal krwawiąca i zbyt świeża, by mogła choć trochę się zasklepić - codziennie zaskakiwała go innym rodzajem bólu. Jednego dnia przeszywała na wskroś, innym razem czuł pulsowanie w piersi, które przeradzało się w nieznośny ból głowy.
               Został na tym brutalnym świecie zupełnie sam, pozostawiony przez jedynego przyjaciela. Los skusił go słodkim owocem przywiązania i troski, z którymi łączyło się koleżeństwo. Następnie szybko pozbawił jakichkolwiek miłych odczuć, porzucając swego podopiecznego oraz skazując na samotną tułaczkę. Czy tymże jest sprawiedliwość? Jednak los nigdy nie był dla ludzi fair. Stawał przed nimi i grał na nosie, a oni bezradni tylko patrzyli na błysk w jego oczach. Mieli prawo czuć się zdradzonymi, prawda? Sehun miał prawo być smutny.
               Lecz nie miał prawa zrzucać na wszystkich winę za śmierć Luhana, co bardzo chętnie robił. Obciążał zarzutami człowieka, prowadzącego samochód, który potrącił jego przyjaciela. Był wściekły za to, że ten ktoś nie był na tyle uważny, by zapobiec biegu wydarzeń. Jeszcze bardziej denerwowało go to, że miał szansę go uratować, ale nawet nie zatrzymał samochodu i zbiegł z miejsca wypadku. Miał mu za złe nie zainteresowanie się zdrowiem Luhana. Nie rozumiał jak ktoś mógł być tak nieodpowiedzialny i doprowadzić do katastrofy, która pozbawiła go jego najlepszego przyjaciela. Jedynej osoby, na której mu zależało.
               Nienawidził ludzi, którzy widzieli całą sytuację i nie zareagowali wystarczająco szybko, by go uratować. Uważał, że to była również ich wina. Oni nosili piętno jego zabójców. Najbardziej jednak winił siebie, gdyż nie było go przy nim w tak ważnym momencie. Zawiódł go jako przyjaciel. Gdyby przy nim był... mógłby go uratować. Tak, tego był pewien. Odepchnąłby go, poświęcił się za niego, zrobiłby cokolwiek byleby ten dalej żył. On uwielbiał żyć. Kochał świat, którego więcej nie zobaczy. Cieszył się jak dziecko, gdy widział pierwsze wschodzące kwiaty po mroźnej zimie. Obserwował spadające, kolorowe liście podczas jesiennych wieczorów. Jego marzeniem była podróż dookoła świata, by móc podziwiać dobra, którymi obdarzył nas Bóg. Nie zdążył tego zrealizować. I to najbardziej bolało Sehuna. Niespełnione marzenia przyjaciela i jego zbyt szybkie odejście z miejsca, które bardzo kochał.
               Mógłby zrobić wiele, by temu zapobiec. Jednak to tylko złudne myślenie. Przeszłość jest zamkniętą świątynią, do której ludzie teraźniejszości nie mają wstępu. Sehun został bezprawnie oddzielony od Luhana, pozostającego zamkniętym w przeszłości. Gdyby tylko mógł zobaczyć go jeszcze raz... z pewnością nakrzyczałby na niego. Zawsze taki był. Jego przyjaciel musiał znosić przez długie lata wybuchowy charakter i niezdecydowanie chłopaka. Wcześniej, gdy tylko przestawał krzyczeć Lu podchodził do niego, obejmował go i głaskał po włosach, mówiąc, że rozumie. Zawsze rozumiał.
               Sehun podążał chodnikiem w parku, do którego wcześniej przychodził tylko z Luhanem. Właśnie tam chwalili się sobie osiągnięciami, gdy byli jeszcze w szkole. Chłopak miał dobre wyniki w sporcie, a jego przyjaciel zdobywał nagrody za poezję, którą tworzył. Często siedząc na ławce, przekomarzali się, kto szybciej znajdzie sobie dziewczynę. Wspomnienia gwałtownie atakowały jego myśli, jednak ten dzielnie je odtrącał i twardo stąpał po ścieżce. Mijał szczęśliwe rodziny, na widok których zaciskał pięści. Wiele by dał za ponowne spędzenie świąt w towarzystwie przyjaciela. Byliby zatroskani tak jak wszyscy inni, a jedynym problemem byłoby zamartwianie się tym co podarować sobie nawzajem. Chłopak był zmęczony. Od wypadku nie spał zbyt dobrze, także niewiele jadł, a jeśli już to danie przygotowane na szybko, bez żadnych składników odżywczych. Zastanawiał się co w tej chwili powiedziałby Luhan. Pewnie coś w rodzaju:
     -Nie możesz tak się zachowywać. Masz dwadzieścia dwa lata, powinieneś myśleć dojrzale i odpowiednio o siebie zadbać!
  Opadł na najbliższą ławkę, chowając twarz w dłonie. Chociaż wcześniej irytowała go ciągła troska, którą roztaczał wokół niego Lu, teraz chciałby to usłyszeć. Chciałby znów poczuć się ważny, móc powiedzieć mu, że on również był dla niego ważny. Nadal jest. Od jego śmierci minęły zaledwie dwa miesiące, nie mógł tak po prostu o nim zapomnieć. Potrzebował czasu, by uporać się z tym, że go już nie ma.
      -Jest pan smutny?
                 Sehun uniósł lekko głowę, spoglądając na młodego chłopca, siedzącego tuż obok niego. Zdziwił się, gdyż ludzie zazwyczaj unikali interakcji z załamanymi osobami, którą w tym momencie był. Odwrócił głowę w drugą stronę, pokazując, że nie jest zainteresowany rozmową. Chciał go spławić.
      -Są święta - czas beztroski, nie powinien pan spędzać tych chwil z najbliższymi?
      -Zajmij się sobą - odpowiedział, nie zaszczycając go spojrzeniem. Obserwował promienie słońca, które przebijały się przez chmury. Chciał pławić się w swojej żałobie, którą otoczył swoje życie. Nie miał zamiaru dzielić się z kimś chwilami, które chciał spędzić sam. Bez Luhana... Jego miejsca nie mógł zająć nikt.
      -Mówią, że wygadanie się pomaga.
               Sehun odwrócił się do niego. Chłopak jednak na niego nie patrzył, obserwował dzieci, bawiące się na pobliskim placu zabaw.
      -Nie rozumiem dlaczego miałbym mówić o swoich prywatnych sprawach komuś, kogo nie znam.
      -Nazywam się Chan - podał mu rękę - a ty?
      -Sehun... - uścisnął niepewnie dłoń.
      -Oficjalnie już się znamy, więc możesz się wyżalić.
      -Dlaczego tak ci na tym zależy? - wywrócił oczami, powracając wzrokiem do nieba.
      -Ponieważ każdy powinienem móc porozmawiać z kimś o swoich problemach. Kiedy już to z siebie wyrzucisz - ulży ci. Gwarantuję.
               Pomysł był tak irracjonalny, że Sehun prawie się zaśmiał. Był rozbawiony tym, że dopiero co poznana osoba chce wysłuchać opowieści, którą schował głęboko w sobie, by nigdy nie ujrzała światła dziennego. Czuł, że jeśli podzieli się z kimś historią jego życia, wspomnienia o Luhanie ulecą wraz z wiatrem, a on o nim zapomni. Nie chciał o nim zapominać. Dlatego też więził w sobie ból po jego stracie i z nikim się nim nie dzielił. Choć może był w błędzie.
     -Nazywał się Luhan - zaczął, sam nie wierząc, że to robił. -Był moim najlepszym przyjacielem, zresztą jedynym jakiego miałem. On... umarł dwa miesiące temu. Został potrącony, a sprawcy do tej pory nie złapano. Nie było mnie przy nim, kiedy najbardziej mnie potrzebował. Byliśmy wtedy skłóceni ze sobą. Pożarliśmy się o jakąś głupią błahostkę, a mimo to nie potrafiliśmy się pogodzić. Cholernie żałuję, że nie mogłem mu powiedzieć jak bardzo mi na nim zależy. W sumie nigdy mu tego nie powiedziałem. Nie wiem nawet czy o tym wiedział. Zawsze byłem zimny, choć starałem się pokazać mu, że jest dla mnie ważny. Ale dopiero po jego śmierci uświadomiłem sobie, że powinienem powiedzieć mu to wprost. Strasznie za nim tęsknię.
               Sehun poczuł ból w piersi. Nie wiedział, że mówienie o nim stanowi dla niego takie wyzwanie. Zapadła cisza, uspokajająca chłopaka, który na nowo przeżywał stratę przyjaciela. Dlaczego to musiało być takie trudne?
      -Doskonale wiedział, że ci na nim zależy. To znaczy tak sądzę - zaczął Chan, wpatrując się w nieprzenikniony wyraz twarzy towarzysza. -Nie rozumiem dlaczego cierpisz, skoro Bóg zabrał go do siebie. Jest teraz w lepszym miejscu, powinieneś cieszyć się z tego.
               Hun w tym wszystkim prawie zapomniał o Bogu. Zawsze gdzieś w jego życiu było miejsce dla Niego, ale ostatnimi czasy coraz mniej o nim myślał. Coraz mniej poświęcał mu uwagi i zaniedbywał wiarę. Słowa znajomego wznieciły iskrę.
      -A więc Bóg to złodziej. Ukradł Luhana, pozbawił go miejsca, które kochał najbardziej. Zabrał go, choć tacy ludzie jak on są tutaj najbardziej potrzebni.
      -Każdy człowiek jest własnością Boga, rozumiesz? Zabrał go po coś, być może uznał, że poradzisz sobie bez niego, a on może przydać się do czegoś tam na górze - wskazał na niebo. -Być może, chciał uchronić twojego przyjaciela przed złem tego świata i ukryć w lepszym.
     -Ale... ale ja nie potrafię bez niego żyć - westchnął Sehun i schował twarz w swoim ramieniu. Właśnie uświadomił sobie, że przez cały czas był zły na Luhana za to, że ten go zostawił. Kierowały nim egoistyczne pobudki. Nie wyobrażał sobie życia, w którym by go zabrakło, a teraz musiał nauczyć się samodzielności.
      -Nie musisz żyć bez niego. Choć nie będzie go już na tym świecie, wspomnienia o nim będą żyły w twoim sercu. Nigdy całkiem cię nie opuści. Nawet jeśli go nie widzisz, on pewnie wciąż gdzieś koło ciebie przebywa. Założę się, że jest smutny, gdyż nie potrafisz iść na przód. Nie chciałby byś wiecznie żył wspomnieniami o nim. Oczywiście, że masz o nim pamiętać, ale gdy będziesz go wspominał masz się uśmiechać i dziękować, że ktoś taki był w twoim życiu, a nie rozpaczać.
               Po jakimś czasie rozeszli się w swoje strony. Rozmowa z Chanem dała do myślenia chłopakowi. Czy Luhan naprawdę tego by chciał? Czy to co poradził mu znajomy było właściwe?
               Sehun postanowił zmienić swoje nastawienie. Był jeszcze młody, całe życie było przed nim. Mógł nadal użalać się nad sobą i wspominać przyjaciela, po czym zakopać się pod melancholijną kołdrą. Mógł też dziękować Bogu, że dane było mu spotkać kogoś tak wyjątkowego. Chciał żyć dalej, jednocześnie pamiętając o latach spędzonych z Luhanem. To było właściwe. I tak właśnie postanowił zrobić.
Masz tylko jedno życie. Znajdź czas by być szczęśliwym.~