Całe życie zastanawiałem się jak to jest kochać? Oczywiście, znałem miłość do rodziny, troszczyłem się o swoje młodsze rodzeństwo i byłem wdzięczny w stosunku do rodziców. Odczuwałem też miłość kierowaną do mnie. Lecz nigdy nie spotkałem się z czystym uczuciem względem nastolatków. Dlatego też zastanawiałem się czym ona jest? Czy w ogóle istnieje? Czy kiedykolwiek będzie mi dane ją odczuć? Miłość jest opisywana różnie. Jedni mają 'motyle' w brzuchu i pocą im się dłonie, gdy ta wyjątkowa osoba jest w pobliżu. Innym robi się gorąco na samą myśl o wybranku oraz kręci im się w głowie, gdy tylko ich dotknie. Czują również w stosunku do ukochanej bądź ukochanego troskę, potrzebę opieki i bycia blisko. Od zawsze chciałem się zakochać. Jednakże do tej pory zdołałem złapać tylko przelotne zauroczenie czyjąś osobą. Czułem się jak małe, egoistyczne dziecko, które biegnie za pięknym motylem, by go złapać i mieć tylko dla siebie. Nie wiedziałem, że miłość woli być wolna, nieograniczona żadnymi zasadami oraz lubi zaskakiwać. Czasami bywa bolesna, choć to wcale nie jej wina. To ludzie niszczą niewinne emocje, które budzą się do życia. Brudzą je swoim lekceważeniem, sprawiają, że stają się zimne i czasami zupełnie znikają, pozostawiając po sobie pustkę u dawnego właściciela. Nie chciałem by moje emocje zniknęły, ale jednocześnie chciałem zaryzykować. Mama powtarzała mi, że trzeba ryzykować, żeby zdobyć coś nieosiągalnego. Postanowiłem jej posłuchać z nadzieją, że po raz kolejny będzie miała rację. W końcu znalazłem kogoś w kim się zakochałem, choć nie wiedziałem, że to może być takie łatwe. Moja miłość była pełna bólu, nieświadomości i tęsknoty. Ale nie żałuję. Nigdy nie powinniśmy żałować miłości. A oto jak zaczęła się moja historia...
Przepraszam, że dopiero teraz Ci to piszę, ale muszę wyjechać na kilka miesięcy. Mój samolot odlatuje dzisiaj o wpół do 10. Nie oczekuję, że przyjdziesz, wiem, że możesz być na mnie wściekły (powinieneś...), ale fajnie byłoby cię zobaczyć na pożegnanie...
Treść sms'a, którego otrzymałem dosłownie zwaliła mnie z nóg. Ale Sehun już taki był, od zawsze robił wszystko na ostatnią chwilę i oczekiwał, że inni zatańczą tak jak im zagra. Nienawidziłem tego, co nie zmieniało faktu, iż świadomie pozostawałem marionetką w jego teatrze. Cokolwiek by nie zrobił i na cokolwiek by mnie nie namówił to ja próbowałem wszystko odkręcić oraz udobruchać ludzi, którym podpadliśmy. Według jego mamy byłem spokojną przystanią, gdzie Sehun lubił zatrzymywać się na długie wieczory.
Idiota.
Odpisałem jednym słowem, po czym sprawdziłem godzinę. Miałem trochę czasu, ale był jeden problem. Znajdowałem się w szkole, a ucieczka z lekcji byłaby bardzo kłopotliwa. Od podstawówki miałem doskonałą frekwencję oraz byłem pupilkiem nauczycieli, gdyż nauka była dla mnie bardzo ważna. Wagary mogłyby zachwiać moją idealną reputację.... Jednak nie zobaczenie najlepszego przyjaciela przez kilka miesięcy bolało bardziej. Tak, bolało. Byłem zawiedziony, że dowiedziałem się o tym w taki sposób. Miałem ochotę uderzyć go w tą proporcjonalną twarz i sprawić, że stałaby się krzywa i mniej pociągająca dla uczennic mojej szkoły. Całymi dniami musiałem wysłuchiwać jaki to jest wspaniały. Gdy zaczął przyjeżdżać po mnie swoim samochodem, dziewczyny uwzięły się na mnie, bym trochę im o nim opowiedział.
Uniosłem dłoń, zwracając tym uwagę wszystkich w klasie. Poprosiłem o standardowe wyjście do toalety, a gdy psor pozwolił mi na to, zostawiłem wszystko, by było wiarygodnie i zamknąłem za sobą drzwi. Spokojnym krokiem przemierzałem korytarze, aż natrafiłem na wyjście ze szkoły. Wziąłem rower, który był najbliżej i szybko popedałowałem na lotnisko. Miałem szczęście, że nie było aż tak daleko, choć i tak się zgrzałem oraz niemiłosiernie spociłem. Przed ogromnym budynkiem zeskoczyłem z roweru i rzuciłem go na trawnik. Biegiem dotarłem do środka, po czym wyciągnąłem telefon, by zadzwonić do Sehuna oraz spytać gdzie jest.
Odebrał po dwóch sygnałach.
=Za tobą = rozłączył się.
Obejrzałem się przez ramie i rzeczywiście zobaczyłem go. Ubrany był w niebieską koszulkę i zwykłe jeansy, a na jego twarzy widniał luzacki uśmieszek. Wyciągnął ramiona, by mnie przytulić, ale nie miałem zamiaru tego robić. Spokojnie do niego podszedłem, mierząc zimnym spojrzeniem. Uderzyłem go w policzek. Głuchy dźwięk oznajmił mi, że dobrze wykonałem robotę, a jego jęk, powiedział, że na pewno go bolało.
-Wiem, wiem, zasłużyłem - westchnął i potarł bolące miejsce, gdzie zrobił się śmieszny, czerwony ślad mojej dłoni.
-Przepraszam, ale trochę mi ulżyło - uśmiechnąłem się.
Treść sms'a, którego otrzymałem dosłownie zwaliła mnie z nóg. Ale Sehun już taki był, od zawsze robił wszystko na ostatnią chwilę i oczekiwał, że inni zatańczą tak jak im zagra. Nienawidziłem tego, co nie zmieniało faktu, iż świadomie pozostawałem marionetką w jego teatrze. Cokolwiek by nie zrobił i na cokolwiek by mnie nie namówił to ja próbowałem wszystko odkręcić oraz udobruchać ludzi, którym podpadliśmy. Według jego mamy byłem spokojną przystanią, gdzie Sehun lubił zatrzymywać się na długie wieczory.
Idiota.
Odpisałem jednym słowem, po czym sprawdziłem godzinę. Miałem trochę czasu, ale był jeden problem. Znajdowałem się w szkole, a ucieczka z lekcji byłaby bardzo kłopotliwa. Od podstawówki miałem doskonałą frekwencję oraz byłem pupilkiem nauczycieli, gdyż nauka była dla mnie bardzo ważna. Wagary mogłyby zachwiać moją idealną reputację.... Jednak nie zobaczenie najlepszego przyjaciela przez kilka miesięcy bolało bardziej. Tak, bolało. Byłem zawiedziony, że dowiedziałem się o tym w taki sposób. Miałem ochotę uderzyć go w tą proporcjonalną twarz i sprawić, że stałaby się krzywa i mniej pociągająca dla uczennic mojej szkoły. Całymi dniami musiałem wysłuchiwać jaki to jest wspaniały. Gdy zaczął przyjeżdżać po mnie swoim samochodem, dziewczyny uwzięły się na mnie, bym trochę im o nim opowiedział.
Uniosłem dłoń, zwracając tym uwagę wszystkich w klasie. Poprosiłem o standardowe wyjście do toalety, a gdy psor pozwolił mi na to, zostawiłem wszystko, by było wiarygodnie i zamknąłem za sobą drzwi. Spokojnym krokiem przemierzałem korytarze, aż natrafiłem na wyjście ze szkoły. Wziąłem rower, który był najbliżej i szybko popedałowałem na lotnisko. Miałem szczęście, że nie było aż tak daleko, choć i tak się zgrzałem oraz niemiłosiernie spociłem. Przed ogromnym budynkiem zeskoczyłem z roweru i rzuciłem go na trawnik. Biegiem dotarłem do środka, po czym wyciągnąłem telefon, by zadzwonić do Sehuna oraz spytać gdzie jest.
Odebrał po dwóch sygnałach.
=Za tobą = rozłączył się.
Obejrzałem się przez ramie i rzeczywiście zobaczyłem go. Ubrany był w niebieską koszulkę i zwykłe jeansy, a na jego twarzy widniał luzacki uśmieszek. Wyciągnął ramiona, by mnie przytulić, ale nie miałem zamiaru tego robić. Spokojnie do niego podszedłem, mierząc zimnym spojrzeniem. Uderzyłem go w policzek. Głuchy dźwięk oznajmił mi, że dobrze wykonałem robotę, a jego jęk, powiedział, że na pewno go bolało.
-Wiem, wiem, zasłużyłem - westchnął i potarł bolące miejsce, gdzie zrobił się śmieszny, czerwony ślad mojej dłoni.
-Przepraszam, ale trochę mi ulżyło - uśmiechnąłem się.