Jednak... z Sehunem było inaczej. Pogoda odzwierciedlała jego nastrój, który utrzymywał się od dwóch miesięcy. Cóż, można by powiedzieć, że jego duszę ogarniała melancholijna biel. W tym dniu nie było śladu uczuć, które wcześniej wzbudziły huragan w jego wnętrzu. Pozostała jedynie pustka, zimna jak barwa bieli. Kolor kojarzył mu się z samotnością i smutkiem. Taki właśnie był. Był bielą. Rana w jego sercu - nadal krwawiąca i zbyt świeża, by mogła choć trochę się zasklepić - codziennie zaskakiwała go innym rodzajem bólu. Jednego dnia przeszywała na wskroś, innym razem czuł pulsowanie w piersi, które przeradzało się w nieznośny ból głowy.
Został na tym brutalnym świecie zupełnie sam, pozostawiony przez jedynego przyjaciela. Los skusił go słodkim owocem przywiązania i troski, z którymi łączyło się koleżeństwo. Następnie szybko pozbawił jakichkolwiek miłych odczuć, porzucając swego podopiecznego oraz skazując na samotną tułaczkę. Czy tymże jest sprawiedliwość? Jednak los nigdy nie był dla ludzi fair. Stawał przed nimi i grał na nosie, a oni bezradni tylko patrzyli na błysk w jego oczach. Mieli prawo czuć się zdradzonymi, prawda? Sehun miał prawo być smutny.
Lecz nie miał prawa zrzucać na wszystkich winę za śmierć Luhana, co bardzo chętnie robił. Obciążał zarzutami człowieka, prowadzącego samochód, który potrącił jego przyjaciela. Był wściekły za to, że ten ktoś nie był na tyle uważny, by zapobiec biegu wydarzeń. Jeszcze bardziej denerwowało go to, że miał szansę go uratować, ale nawet nie zatrzymał samochodu i zbiegł z miejsca wypadku. Miał mu za złe nie zainteresowanie się zdrowiem Luhana. Nie rozumiał jak ktoś mógł być tak nieodpowiedzialny i doprowadzić do katastrofy, która pozbawiła go jego najlepszego przyjaciela. Jedynej osoby, na której mu zależało.
Nienawidził ludzi, którzy widzieli całą sytuację i nie zareagowali wystarczająco szybko, by go uratować. Uważał, że to była również ich wina. Oni nosili piętno jego zabójców. Najbardziej jednak winił siebie, gdyż nie było go przy nim w tak ważnym momencie. Zawiódł go jako przyjaciel. Gdyby przy nim był... mógłby go uratować. Tak, tego był pewien. Odepchnąłby go, poświęcił się za niego, zrobiłby cokolwiek byleby ten dalej żył. On uwielbiał żyć. Kochał świat, którego więcej nie zobaczy. Cieszył się jak dziecko, gdy widział pierwsze wschodzące kwiaty po mroźnej zimie. Obserwował spadające, kolorowe liście podczas jesiennych wieczorów. Jego marzeniem była podróż dookoła świata, by móc podziwiać dobra, którymi obdarzył nas Bóg. Nie zdążył tego zrealizować. I to najbardziej bolało Sehuna. Niespełnione marzenia przyjaciela i jego zbyt szybkie odejście z miejsca, które bardzo kochał.
Mógłby zrobić wiele, by temu zapobiec. Jednak to tylko złudne myślenie. Przeszłość jest zamkniętą świątynią, do której ludzie teraźniejszości nie mają wstępu. Sehun został bezprawnie oddzielony od Luhana, pozostającego zamkniętym w przeszłości. Gdyby tylko mógł zobaczyć go jeszcze raz... z pewnością nakrzyczałby na niego. Zawsze taki był. Jego przyjaciel musiał znosić przez długie lata wybuchowy charakter i niezdecydowanie chłopaka. Wcześniej, gdy tylko przestawał krzyczeć Lu podchodził do niego, obejmował go i głaskał po włosach, mówiąc, że rozumie. Zawsze rozumiał.
Sehun podążał chodnikiem w parku, do którego wcześniej przychodził tylko z Luhanem. Właśnie tam chwalili się sobie osiągnięciami, gdy byli jeszcze w szkole. Chłopak miał dobre wyniki w sporcie, a jego przyjaciel zdobywał nagrody za poezję, którą tworzył. Często siedząc na ławce, przekomarzali się, kto szybciej znajdzie sobie dziewczynę. Wspomnienia gwałtownie atakowały jego myśli, jednak ten dzielnie je odtrącał i twardo stąpał po ścieżce. Mijał szczęśliwe rodziny, na widok których zaciskał pięści. Wiele by dał za ponowne spędzenie świąt w towarzystwie przyjaciela. Byliby zatroskani tak jak wszyscy inni, a jedynym problemem byłoby zamartwianie się tym co podarować sobie nawzajem. Chłopak był zmęczony. Od wypadku nie spał zbyt dobrze, także niewiele jadł, a jeśli już to danie przygotowane na szybko, bez żadnych składników odżywczych. Zastanawiał się co w tej chwili powiedziałby Luhan. Pewnie coś w rodzaju:
-Nie możesz tak się zachowywać. Masz dwadzieścia dwa lata, powinieneś myśleć dojrzale i odpowiednio o siebie zadbać!
Opadł na najbliższą ławkę, chowając twarz w dłonie. Chociaż wcześniej irytowała go ciągła troska, którą roztaczał wokół niego Lu, teraz chciałby to usłyszeć. Chciałby znów poczuć się ważny, móc powiedzieć mu, że on również był dla niego ważny. Nadal jest. Od jego śmierci minęły zaledwie dwa miesiące, nie mógł tak po prostu o nim zapomnieć. Potrzebował czasu, by uporać się z tym, że go już nie ma.
-Jest pan smutny?
Sehun uniósł lekko głowę, spoglądając na młodego chłopca, siedzącego tuż obok niego. Zdziwił się, gdyż ludzie zazwyczaj unikali interakcji z załamanymi osobami, którą w tym momencie był. Odwrócił głowę w drugą stronę, pokazując, że nie jest zainteresowany rozmową. Chciał go spławić.
-Są święta - czas beztroski, nie powinien pan spędzać tych chwil z najbliższymi?
-Zajmij się sobą - odpowiedział, nie zaszczycając go spojrzeniem. Obserwował promienie słońca, które przebijały się przez chmury. Chciał pławić się w swojej żałobie, którą otoczył swoje życie. Nie miał zamiaru dzielić się z kimś chwilami, które chciał spędzić sam. Bez Luhana... Jego miejsca nie mógł zająć nikt.
-Mówią, że wygadanie się pomaga.
Sehun odwrócił się do niego. Chłopak jednak na niego nie patrzył, obserwował dzieci, bawiące się na pobliskim placu zabaw.
-Nie rozumiem dlaczego miałbym mówić o swoich prywatnych sprawach komuś, kogo nie znam.
-Nazywam się Chan - podał mu rękę - a ty?
-Sehun... - uścisnął niepewnie dłoń.
-Oficjalnie już się znamy, więc możesz się wyżalić.
-Dlaczego tak ci na tym zależy? - wywrócił oczami, powracając wzrokiem do nieba.
-Ponieważ każdy powinienem móc porozmawiać z kimś o swoich problemach. Kiedy już to z siebie wyrzucisz - ulży ci. Gwarantuję.
Pomysł był tak irracjonalny, że Sehun prawie się zaśmiał. Był rozbawiony tym, że dopiero co poznana osoba chce wysłuchać opowieści, którą schował głęboko w sobie, by nigdy nie ujrzała światła dziennego. Czuł, że jeśli podzieli się z kimś historią jego życia, wspomnienia o Luhanie ulecą wraz z wiatrem, a on o nim zapomni. Nie chciał o nim zapominać. Dlatego też więził w sobie ból po jego stracie i z nikim się nim nie dzielił. Choć może był w błędzie.
-Nazywał się Luhan - zaczął, sam nie wierząc, że to robił. -Był moim najlepszym przyjacielem, zresztą jedynym jakiego miałem. On... umarł dwa miesiące temu. Został potrącony, a sprawcy do tej pory nie złapano. Nie było mnie przy nim, kiedy najbardziej mnie potrzebował. Byliśmy wtedy skłóceni ze sobą. Pożarliśmy się o jakąś głupią błahostkę, a mimo to nie potrafiliśmy się pogodzić. Cholernie żałuję, że nie mogłem mu powiedzieć jak bardzo mi na nim zależy. W sumie nigdy mu tego nie powiedziałem. Nie wiem nawet czy o tym wiedział. Zawsze byłem zimny, choć starałem się pokazać mu, że jest dla mnie ważny. Ale dopiero po jego śmierci uświadomiłem sobie, że powinienem powiedzieć mu to wprost. Strasznie za nim tęsknię.
Sehun poczuł ból w piersi. Nie wiedział, że mówienie o nim stanowi dla niego takie wyzwanie. Zapadła cisza, uspokajająca chłopaka, który na nowo przeżywał stratę przyjaciela. Dlaczego to musiało być takie trudne?
-Doskonale wiedział, że ci na nim zależy. To znaczy tak sądzę - zaczął Chan, wpatrując się w nieprzenikniony wyraz twarzy towarzysza. -Nie rozumiem dlaczego cierpisz, skoro Bóg zabrał go do siebie. Jest teraz w lepszym miejscu, powinieneś cieszyć się z tego.
Hun w tym wszystkim prawie zapomniał o Bogu. Zawsze gdzieś w jego życiu było miejsce dla Niego, ale ostatnimi czasy coraz mniej o nim myślał. Coraz mniej poświęcał mu uwagi i zaniedbywał wiarę. Słowa znajomego wznieciły iskrę.
-A więc Bóg to złodziej. Ukradł Luhana, pozbawił go miejsca, które kochał najbardziej. Zabrał go, choć tacy ludzie jak on są tutaj najbardziej potrzebni.
-Każdy człowiek jest własnością Boga, rozumiesz? Zabrał go po coś, być może uznał, że poradzisz sobie bez niego, a on może przydać się do czegoś tam na górze - wskazał na niebo. -Być może, chciał uchronić twojego przyjaciela przed złem tego świata i ukryć w lepszym.
-Ale... ale ja nie potrafię bez niego żyć - westchnął Sehun i schował twarz w swoim ramieniu. Właśnie uświadomił sobie, że przez cały czas był zły na Luhana za to, że ten go zostawił. Kierowały nim egoistyczne pobudki. Nie wyobrażał sobie życia, w którym by go zabrakło, a teraz musiał nauczyć się samodzielności.
-Nie musisz żyć bez niego. Choć nie będzie go już na tym świecie, wspomnienia o nim będą żyły w twoim sercu. Nigdy całkiem cię nie opuści. Nawet jeśli go nie widzisz, on pewnie wciąż gdzieś koło ciebie przebywa. Założę się, że jest smutny, gdyż nie potrafisz iść na przód. Nie chciałby byś wiecznie żył wspomnieniami o nim. Oczywiście, że masz o nim pamiętać, ale gdy będziesz go wspominał masz się uśmiechać i dziękować, że ktoś taki był w twoim życiu, a nie rozpaczać.
Po jakimś czasie rozeszli się w swoje strony. Rozmowa z Chanem dała do myślenia chłopakowi. Czy Luhan naprawdę tego by chciał? Czy to co poradził mu znajomy było właściwe?
Sehun postanowił zmienić swoje nastawienie. Był jeszcze młody, całe życie było przed nim. Mógł nadal użalać się nad sobą i wspominać przyjaciela, po czym zakopać się pod melancholijną kołdrą. Mógł też dziękować Bogu, że dane było mu spotkać kogoś tak wyjątkowego. Chciał żyć dalej, jednocześnie pamiętając o latach spędzonych z Luhanem. To było właściwe. I tak właśnie postanowił zrobić.
Masz tylko jedno życie. Znajdź czas by być szczęśliwym.~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz