-Złap mnie jeśli potrafisz, umma!
Nim zorientowałem się co do mnie powiedział, czarna czupryna chłopca mknęła w zastraszająco szybkim tempie między drzewami, powoli znikając mi z pola widzenia. Cholera, dzieciak po raz kolejny wywinął mi ten sam numer. Od pół roku pracuję w ośrodku wypoczynkowym 'Hyori ulf' i jestem na okresie próbnym. W tym tygodniu przydzielono mi grupę zieloną z dziećmi w wieku od 7 do 11 lat. Właśnie w tej grupie znajduje się mały gówniarz, za którym od razu rzuciłem się w pogoń, uprzednio krzycząc, by Chanyeol przypilnował resztę obozowiczów. Dopiero od czterech dni wychodzimy z nimi na obrzeża lasu, a Gyu zdążył uciec mi przynajmniej sześć razy. Naprawdę nie rozumiałem dlaczego tak się działo. Zawsze uważnie go obserwowałem, ale w grupie było ponad dwadzieścia dzieci, przez co nie mogłem skupiać się tylko na nim.
Tak czy inaczej jego głośny, urywany śmiech roznosił się echem, podczas gdy ja przedzierałem się przez las, próbując go dogonić i drapiąc gałązkami ręce.
-Gyu! Zaczekaj na mnie! To niebezpieczne! - próbowałem go przekupić by stanął, ale nieważne co bym powiedział i tak zrobiłby co zechce. -Jak się zatrzymasz to... kupię ci dużo słodyczy!
Biegliśmy wgłąb lasu, a moje myśli były coraz mroczniejsze. Na początku moich praktyk musiałem przejść przez radykalny test bezpieczeństwa w lesie. Dlatego nie zabieraliśmy dzieci głęboko w las. Obawiałem się, że im dalej dotrzemy tym bardziej będzie wzrastało prawdopodobieństwo spotkania dzikiego zwierzęcia. Pal licho jeszcze dzika. W tym lesie znajdywały się wilki. Najprawdziwsze, dzikie, groźne, nieokiełznane i nieprzewidywalne zwierzęta. Jedyne co było mi wiadome na temat obrony przed nimi to to, żeby się do nich nie zbliżać.
-Gyu, ty smarkaczu... - warknąłem pod nosem. -Zatrzymaj się!
-Chcę zobaczyć wilki! - wykrzyknął szczęśliwy.
-ONE CIE ZJEDZĄ!
Już prawie go złapałem. Jeszcze tylko kilka kroków i... mam! Trzymałem jego koszulkę, chciałem go do siebie szarpnąć, ale... Wtedy potknął się i sturlał z małego urwiska, a ja razem z nim. Uderzyłem policzkiem w kamień, zakręciło mi się w głowie. Poczułem mocne pieczenie i ból, przez co wydałem z siebie głośny jęk. Leżałem chwilę nieruchomo. Byłem oszołomiony tym co właśnie się stało i chwilę zajęło mi uzmysłowienie sobie, że małemu mogło coś się stać.
-Gyu..? - wyjąkałem, powoli podnosząc się do siadu. Szukałem wzrokiem podopiecznego i zobaczyłem go nieprzytomnego na ziemi. Nad nim pochylał się jakiś mężczyzna z kapturem na głowie. -Hej! Kim jesteś?
Szybko podszedłem do chłopca, sprawdzając czy nadal oddycha i czy nie ma jakichś większych obrażeń. Kiedy upewniłem się, że mniej więcej wszystko z nim w porządku nieufnie spojrzałem na nieznajomego, którego mylnie wziąłem za mężczyznę. Chłopak w międzyczasie ściągnął kaptur, więc mogłem przyjrzeć się jego twarzy. Od razu mogłem stwierdzić, że był młodszy ode mnie. Zmarszczył brwi.
-To twój brat? - wskazał ruchem brody na Gyu. Pokręciłem głową, zafascynowany barwą jego głosu. -Tak czy inaczej powinieneś bardziej na niego uważać.
-Przecież wiem, ale nad tym dzieckiem nie da się zapanować - westchnąłem. -Właściwie... co tutaj robisz? Nie jesteś jednym z przewodników, a bez nich nie można tak głęboko zapuszczać się w las.
-Żyję. W odróżnieniu do ciebie potrafię o siebie zadbać - rzucił, po czym zbliżył się do mnie i starł kciukiem strużkę krwi spływającą z rany na moim policzku. Byłem tak bardzo zaaferowany dzieckiem, że nie zwróciłem na nią wcześniej uwagi. -Zostanie blizna.
Odsunąłem się o krok. Nie chciałem, żeby mnie dotykał. Na jego twarzy pojawił się prowokacyjny uśmiech.
-Oh.. W-w każdym razie, skoro już tu jesteś... pomógłbyś mi go zanieść do ośrodka? Niestety sam go nie uniosę...
-Co będę z tego miał?
-Proszę? - zapytałem zdumiony.
-Nie zrobię tego z dobrej woli, rozumiesz, chcę byś dał mi w zamian coś cennego.
Chłopak przyjrzał się pobliskim krzakom, więc podążyłem za nim wzrokiem. Byłem ciekaw co takiego interesującego tam zobaczył. Niestety niczego nie dojrzałem. Nieznajomy jakimś sposobem bezszelestnie znalazł się tuż przy mnie i chwycił za podbródek, odwracając moją twarz w swoją stronę.
-Tylko pamiętaj, że nie chcę niczego zwykłego. To jak? - szepnął.
-Nie wiem co mógłbym ci zaoferować.
Nim zorientowałem się co do mnie powiedział, czarna czupryna chłopca mknęła w zastraszająco szybkim tempie między drzewami, powoli znikając mi z pola widzenia. Cholera, dzieciak po raz kolejny wywinął mi ten sam numer. Od pół roku pracuję w ośrodku wypoczynkowym 'Hyori ulf' i jestem na okresie próbnym. W tym tygodniu przydzielono mi grupę zieloną z dziećmi w wieku od 7 do 11 lat. Właśnie w tej grupie znajduje się mały gówniarz, za którym od razu rzuciłem się w pogoń, uprzednio krzycząc, by Chanyeol przypilnował resztę obozowiczów. Dopiero od czterech dni wychodzimy z nimi na obrzeża lasu, a Gyu zdążył uciec mi przynajmniej sześć razy. Naprawdę nie rozumiałem dlaczego tak się działo. Zawsze uważnie go obserwowałem, ale w grupie było ponad dwadzieścia dzieci, przez co nie mogłem skupiać się tylko na nim.
Tak czy inaczej jego głośny, urywany śmiech roznosił się echem, podczas gdy ja przedzierałem się przez las, próbując go dogonić i drapiąc gałązkami ręce.
-Gyu! Zaczekaj na mnie! To niebezpieczne! - próbowałem go przekupić by stanął, ale nieważne co bym powiedział i tak zrobiłby co zechce. -Jak się zatrzymasz to... kupię ci dużo słodyczy!
Biegliśmy wgłąb lasu, a moje myśli były coraz mroczniejsze. Na początku moich praktyk musiałem przejść przez radykalny test bezpieczeństwa w lesie. Dlatego nie zabieraliśmy dzieci głęboko w las. Obawiałem się, że im dalej dotrzemy tym bardziej będzie wzrastało prawdopodobieństwo spotkania dzikiego zwierzęcia. Pal licho jeszcze dzika. W tym lesie znajdywały się wilki. Najprawdziwsze, dzikie, groźne, nieokiełznane i nieprzewidywalne zwierzęta. Jedyne co było mi wiadome na temat obrony przed nimi to to, żeby się do nich nie zbliżać.
-Gyu, ty smarkaczu... - warknąłem pod nosem. -Zatrzymaj się!
-Chcę zobaczyć wilki! - wykrzyknął szczęśliwy.
-ONE CIE ZJEDZĄ!
Już prawie go złapałem. Jeszcze tylko kilka kroków i... mam! Trzymałem jego koszulkę, chciałem go do siebie szarpnąć, ale... Wtedy potknął się i sturlał z małego urwiska, a ja razem z nim. Uderzyłem policzkiem w kamień, zakręciło mi się w głowie. Poczułem mocne pieczenie i ból, przez co wydałem z siebie głośny jęk. Leżałem chwilę nieruchomo. Byłem oszołomiony tym co właśnie się stało i chwilę zajęło mi uzmysłowienie sobie, że małemu mogło coś się stać.
-Gyu..? - wyjąkałem, powoli podnosząc się do siadu. Szukałem wzrokiem podopiecznego i zobaczyłem go nieprzytomnego na ziemi. Nad nim pochylał się jakiś mężczyzna z kapturem na głowie. -Hej! Kim jesteś?
Szybko podszedłem do chłopca, sprawdzając czy nadal oddycha i czy nie ma jakichś większych obrażeń. Kiedy upewniłem się, że mniej więcej wszystko z nim w porządku nieufnie spojrzałem na nieznajomego, którego mylnie wziąłem za mężczyznę. Chłopak w międzyczasie ściągnął kaptur, więc mogłem przyjrzeć się jego twarzy. Od razu mogłem stwierdzić, że był młodszy ode mnie. Zmarszczył brwi.
-To twój brat? - wskazał ruchem brody na Gyu. Pokręciłem głową, zafascynowany barwą jego głosu. -Tak czy inaczej powinieneś bardziej na niego uważać.
-Przecież wiem, ale nad tym dzieckiem nie da się zapanować - westchnąłem. -Właściwie... co tutaj robisz? Nie jesteś jednym z przewodników, a bez nich nie można tak głęboko zapuszczać się w las.
-Żyję. W odróżnieniu do ciebie potrafię o siebie zadbać - rzucił, po czym zbliżył się do mnie i starł kciukiem strużkę krwi spływającą z rany na moim policzku. Byłem tak bardzo zaaferowany dzieckiem, że nie zwróciłem na nią wcześniej uwagi. -Zostanie blizna.
Odsunąłem się o krok. Nie chciałem, żeby mnie dotykał. Na jego twarzy pojawił się prowokacyjny uśmiech.
-Oh.. W-w każdym razie, skoro już tu jesteś... pomógłbyś mi go zanieść do ośrodka? Niestety sam go nie uniosę...
-Co będę z tego miał?
-Proszę? - zapytałem zdumiony.
-Nie zrobię tego z dobrej woli, rozumiesz, chcę byś dał mi w zamian coś cennego.
Chłopak przyjrzał się pobliskim krzakom, więc podążyłem za nim wzrokiem. Byłem ciekaw co takiego interesującego tam zobaczył. Niestety niczego nie dojrzałem. Nieznajomy jakimś sposobem bezszelestnie znalazł się tuż przy mnie i chwycił za podbródek, odwracając moją twarz w swoją stronę.
-Tylko pamiętaj, że nie chcę niczego zwykłego. To jak? - szepnął.
-Nie wiem co mógłbym ci zaoferować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz