sound

20 września 2016

30/?

Po trzech latach wystarczyło jedno spojrzenie na niegdyś ulubiona kawiarnię, by poczuł nieprzyjemny uścisk w sercu i zbierające się łzy w oczach. Choć starał się wyrzucić go ze swojej pamięci to jak na złość wszystko mu o nim przypominało. Myślał, że w ten sposób będzie łatwiej, ale miał wyrzuty sumienia, że ot tak zamierzał zapomnieć o najdroższej mu osobie. Czuł, że gdyby to zrobił on po prostu by umarł. Reszta jego osoby zgasłaby i została pochowana na cmentarzu z jego ciałem. Nie chciał tego. Ale jakże trudno było pamiętać o starych czasach. Wciąż na nowo wracać do ich pięknych początków i zmieniać słodkie wspomnienia w koszmar. W jego głowie trwała wojna. Wojna sprzecznych uczuć. Jego serce krzyczało i rwało, szukając źródła, które ugasi żar bólu, który pozostawił po sobie Hinata. Jednakże gdzieś tam w ciemnym jego kącie pojawiała się myśl, że powinien cierpieć. Przecież to wszystko jego wina. Gdyby nie mała sprzeczka i głupie słowa, które wtedy wypowiedział wszystko mogłoby być inaczej. Lepiej.
Czarnowłosy przejechał palcem po drzwiach wejściowych kawiarni, po czym otworzył je i udał się na ich ulubione miejsce. Chyba pierwszy raz wszedł tam sam. Usiadł w kącie, tak jak zawsze to robił, gdy byli razem. Oparł brodę na złączonych dłoniach i wpatrywał się ze smutnym uśmiechem w ścianę naprzeciwko. To miejsce kiedyś zajmował Hinata. Siedział tam z uśmiechem, zajadając truskawkowe ciasto, które mu kupił. Mówił z pełną buzią, na co Kageyama odpowiadał mu, że jest idiotą i ma najpierw zjeść, bo obślini cały stół. Hinata robił się w tym momencie tak czerwony jak jego włosy.
Wargi zaczęły mu się leciutko trząść, przez co je zagryzł. To było trudne. Wierzył, że jego ukochany chciałby, by przychodził tu z uśmiechem.

29/?

-Stresujesz się?
Nathan siedział na przednim fotelu w nowym mercedesie jego matki. W powietrzu unosiła się woń świerkowego lasu i męskich perfum, których prawdopodobnie używał nowy facet kobiety. Chłopak przyciskał do piersi granatowo-czarny plecak, zaciskając dłonie na paskach do jego regulacji. Wpatrywał się w zegar odliczający czas jaki mu pozostał do rozpoczęcia zajęć w jego nowej szkole. Matka dostała awans, a co za tym szło musieli się przeprowadzić na drugi koniec kraju i zmienić całe swoje dotychczasowe życie. Mimo że nie miał zbyt wielu przyjaciół w starej okolicy i był prześladowany przez sportowców w ich szkole, chciał tam żyć. Prosił ojca, by mógł zamieszkać z nim, byleby zostać w mieście, ale jego nowa żona się nie zgodziła. Nie lubił jej. Rozbiła związek rodziców, a na dodatek zabierała mu jego ojca pod pretekstem bycia z nim w "zagrożonej" ciąży.
-Jeśli teraz nie wysiądziesz to nie zdążysz odebrać planu lekcji i znaleźć odpowiedniej klasy.
Spojrzał na matkę. Uśmiech gościł na jej niewielkich wargach przyozdobionych czerwoną szminką. Jedną rękę trzymała na kierownicy, a drugą odgarniała brązowe loki opadające jej na twarz.
-Jest za dziesięć ósma, Nathan. Naprawdę chcesz się spóźnić już pierwszego dnia?
Pokręcił głową, nadal nie wychodząc z samochodu. Zielone oczy miał szeroko otwarte, jakby przekroczenie progu szkoły miało go zabić. Zagryzał dolną wargę.
-Och, no już... - rozczochrała mu włosy. -Jesteś dużym chłopcem i dasz sobie radę! To nie tak, że uczniowie cię zjedzą. W tamtej szkole znalazłeś przyjaciół to i w tej znajdziesz. A może nawet jakaś ładna dziewczyna zwróci na ciebie uwagę... No już! Hop siup i staw czoła nowej sytuacji.
-Mamo... - wywrócił oczami i z grymasem na twarzy, próbował przywrócić swoje włosy do porządku.
Wziął głęboki oddech i otworzył drzwi.
-Tak na marginesie to twoja szminka rozmazała się w prawym kąciku, ty wcale niedziecinna i bardzo odpowiedzialna matko - uśmiechnął się, wystawiając jedną nogę za pojazd. -Wcale się nie boję. Po prostu chciałem spędzić z tobą chwilę czasu zanim pojedziesz do pracy.
-Rzeczywiście... Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej? Naprawdę wyszłam tak z domu? O mój Boże...
-Pa, mamo.
Przesłał jej buziaka dwoma palcami, a ona udała, że go łapie. Czekał aż jej samochód zniknie z pola jego widzenia i na trzęsących się nogach udał w stronę bramy. Szkoła miała trzy piętra, osobne dla każdego rocznika. Na środku dziedzińca znajdowała się duża fontanna, którą dookoła zajmowali uczniowie. Po prawej stronie duże boisko, a po lewej ogród. Chłopak niepewnie zarzucił na ramię plecak i skierował się w stronę wejścia. Patrzył w ziemię. Okropnie się bał, że będzie tak samo jak w jego byłej szkole. Nie chciał być znów szykanowany i wyśmiewany za byle co.

28/?

                    W Obserwatorium prace badawcze dochodziły końca. Zmęczeni pracownicy rozciągali swoje obolałe ramiona i żegnali się ze sobą paroma słowami, bądź jedynie miłym uśmiechem. Pragnęli wrócić już do domu i zdrzemnąć się choćby na kilka minut. Chcieli ujrzeć swoich partnerów, którzy powitaliby ich późną kolacją oraz pełnymi czułości słowami 'Witaj w domu. Ciężko dziś pracowałeś'.
               Jednakże mimo, iż pomieszczenie całkowicie opustoszało, przy jednym z biurek garbiły się plecy pewnego mężczyzny. Jego brązowe loki opadały miękko na czoło, zawierające zdecydowanie zbyt wiele zmarszczek. Oczy były uważnie wpatrzone w komputer, a dłonie dokonywały ostatnich zmian w otwartym pliku. Był zmęczony. Naprawdę pragnął położyć się spać i w końcu pozbyć się całego stresu, który wywierał na nim jego szef. Kochał tę pracę, ale momentami miał jej dość. Nie dlatego, że była ciężka. Po prostu przyszedł czas, gdy zaczął czuć, że to jego limit. Nigdy nie przyszło mu na myśl, by ją rzucić. Nie wyobrażał sobie życia bez wpatrywania w gwiazdy i szukania coraz to nowszych ciał niebieskich. Uwielbiał nadawać im imiona.
             -Tato...
                  Delikatne szarpnięcie za fartuch oderwało go od swoich myśli. Spojrzał na swojego syna z ogromną sympatią. Chłopiec wyglądał jak anioł. Po ojcu miał kręcone włosy, jednak po mamie odziedziczył ich piękny, słomiany kolor. Jego błękitne oczy były wypełnione łzami, którym za nic w świecie nie chciał pozwolić spłynąć. Nadymał pucułowate policzki i lekko pociągał nosem. Kurczowo zaciśnięta dłoń na białym fartuchu ojca, mówiła mu wszystko. Mężczyzna położył rękę na głowie malucha, po czym rozczochrał mu włosy.
             -Witaj, kochanie.
                      Pochylił się, by ucałować czoło dziecka.
           -Tato... mamusia znowu płacze – zeszklone oczy malca zabłyszczały w ciemności. -N-nie chcę...
               Słone krople spłynęły po twarzy chłopca, któremu głos odmówił posłuszeństwa. Jego pochlipywanie roznosiło się echem po całym Obserwatorium, nadając temu miejscu niezwykłą atmosferę. Ojciec otarł kciukami jego łzy, które zdawały się skalać piękną twarzyczkę. Uklęknął przed nim i objął, przyciągając kruche ciało do siebie. Buzia chłopca ukryła się w fałdach pomiętych już ubrań.
           -Wiem, skarbie – szepnął, gładząc go po głowie. -Musisz dać jej czas. Wszyscy potrzebujemy odrobiny więcej czasu, by się z tym pogodzić.
                Miał na myśli ich zmarłą córkę. Dziewczynka imieniem Hikari, tak jak wskazywało jej imię, była pełna blasku. Uwielbiała przyrodę. Często wychodziła na dwór obserwować życie motyli lub pilnować kwiatów, które zasadziła w doniczkach. Pomagała również staruszce, mieszkającej po sąsiedzku. Lubiła z nią przebywać i słuchać opowiadań o starych czasach. W przyszłości chciała zostać lekarzem, by pomagać ludziom i znaleźć lekarstwo na nieuleczalną chorobę jej młodszego braciszka. Była naprawdę uczynna.
             Któregoś dnia wyszła na spacer do pobliskiego szpitala, by dotrzymać towarzystwa ciężko chorym. Jej rodzice martwili się tym, iż nie wróciła do domu o tej porze co zwykle. Robiło się naprawdę późno. Mimo, że dzwonili po wszystkich znajomych, u których mogłaby być, wciąż nie wiedzieli gdzie jest. Postanowili jej poszukać. Około czwartej w nocy, kiedy mieli się poddać i wrócić na poszukiwania jak już będzie jaśniej, znaleźli jej bucik przed lasem. Kilka metrów dalej widać było niedużą plamę krwi. Całe ciało znaleźli przy rzece. Sine usta dziewczynki układały się w rozmarzony uśmiech, a niebieskie oczy wpatrywały się daleko w przestrzeń. Jej skóra była zimna jak lód. Płuca miały już nigdy nie nabrać oddechu. Nogi nie mogły jej już ponieść na drugi koniec świata. Usta nie mogły wypowiedzieć więcej słów. Jej serce nie mogło więcej razy zabić.
               -Tato, co to? Pokażesz mi gwiazdy, tatusiu?
                Mężczyzna wstał i chwycił synka za rękę. Zaczęli podążać w stronę ogromnego teleskopu, znajdującego się na środku Obserwatorium.
               -Jakich konstelacji już cię nauczyłem?
                 -Strzelec, Orion, Waga... um... Wodnik – chłopczyk zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie wszystkie nazwy.
            -Bardzo dobrze. Dzisiaj nauczę cię jak wygląda Koziorożec i gdzie go możesz znaleźć.
                      Wspólne szukanie gwiazd i dzielenie się pasją było naprawdę miłe. Chwile, w których mógł przekazać synowi coś, co kochał równie mocno jak jego samego... Cieszył się, że nie musiał być tam sam. Towarzystwo Yutaki działało na niego jak balsam. Uśmiech syna sprawiał, iż nie dało się samemu nie uśmiechnąć. Było w nim coś, co przyciągało ludzi.
               -Wiesz, synku? Myślę, że gdzieś tam, między gwiazdami, które obserwujemy, w galaktyce, coś jeszcze żyje. - Mężczyzna wpatrywał się rozmarzonym wzrokiem w nocne niebo. Yutaka wziął z niego przykład i, choć nie rozumiał czym może być to 'coś', próbował sobie to wyobrazić. Ojciec uniósł syna na wysokość swoich oczu.
                 -Cieszę się, że cię mam.
                 -Też się cieszę, tato.
                          Małe dłonie oplotły go wokół szyi, a radosny uśmiech zagościł na twarzy chłopca. Mężczyzna kilka razy okręcił się wokół własnej osi, śmiejąc się radośnie wraz z dzieckiem.
                       Tę magiczną chwilę przerwały szybkie kroki i nerwowe mamrotanie. Drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka wpadła przerażona kobieta. Jej blond włosy były w całkowitym nieładzie, a oczy skakały po wszystkich kątach pomieszczenia. W końcu natrafiły na małego chłopca w ramionach taty. Z ulgą rzuciła się w ich kierunku, po drodze zrzucając z biurek parę papierów.
                  -Yutaka! Nigdy więcej tego nie rób! - wykrzyknęła i uścisnęła drobne ciałko. -Nawet nie wiesz jak się bałam... Myślałam... myślałam, że...
                              Przerwał jej nagły szloch.
                    -Myślałam, że znikniesz jak Hikari...

27/?

Najsmutniejszy człowiek to ten, który zapomina o uczuciach. Tak bardzo tłumi je w sobie, że zaczyna wierzyć, iż po prostu ich nie ma. Po jakimś czasie one naprawdę wyparują. I tego się boję. 

Ja, Ryosuke, chciałem na chwilę poczuć się wolny. Bez tych wszystkich emocji, które ciągle pojawiały się na mojej twarzy, w mojej głowie i w moim sercu. Chciałem mieć chwilę spokoju i odpoczynku od nich, bo byłem nimi zmęczony. Czy naprawdę musiałem być za każdym razem zły, smutny i rozgoryczony, gdy ojciec przekładał nasze spotkanie? Czy naprawdę musiałem płakać i nienawidzić, gdy rodzice się rozwodzili? Powoli przyzwyczajałem się do ciągłego odpychania przez ojca. Budowałem wokół siebie mur, by aż tak bardzo nie cierpieć. Czy dobrze robiłem? Pewnie, że nie. Ale byłem sfrustrowany. Mur zaczął się wokół mnie zamykać. Było strasznie ciemno, cicho i pusto. Bałem się. To jedyne co czułem od dłuższego czasu.

Ludzie nie są tak bardzo nieczuli jak myślisz. Tak naprawdę w głębi siebie posiadasz uczucia. Zamierzam je z ciebie wyciągnąć. 

Przez przypadek poznałem Tsukishime. Nauczyciel poprosił mnie, bym pomógł mu w lekcjach. Mimo, że miałem być tylko jego korepetytorem po kilku dniach przyłapałem go na masturbacji. Szeptał moje imię. Powiedział wtedy, że mnie kocha. Był moim przyjacielem z dzieciństwa, ale straciliśmy kontakt, gdy się wyprowadził. Zapomniałem o nim. Zapomniałem o wielu rzeczach. Wrócił, gdy moi rodzice się rozwodzili. Dużo wtedy płakałem. Najczęściej w drodze do domu. Czasami też w toalecie szkolnej, bądź u pielęgniarki. Chłopak uważnie mnie obserwował. Pewnego dnia obiecał mi, że przywróci mnie do poprzedniego stanu. Obiecał, że znów będę mógł się śmiać.

Czasami mówię zbyt dużo. Obiecuję rzeczy, których nie jestem w stanie dotrzymać. Kłamię, krzywdzę, nienawidzę, ale również kocham, szanuję i troszczę się. Taka jest ludzka natura. To jest piękne. Paleta uczuć, którymi dysponujemy jest rozmaita. Utracenie jej jest równoznaczne z utraceniem człowieczeństwa.

26/?

Skrzyp, skrzyp, skrzyp.
                    Zaspany chłopak z łóżkowymi włosami, schodził powoli po schodach. Zawsze wstawał o wiele wcześniej przed swoją mamą, by zrobić śniadanie i pożegnać zapracowaną kobietę. Odkąd rozwiodła się z mężem, w całości oddała się karierze, dlatego też większość obowiązków domowych przeszła na jej jedynego syna. Po pracy przychodziła wypić kawę, chwilę pogawędzić z Yorą, a następnie wziąć kryminał Agathy Christie do łóżka i porządnie się wyspać. Chłopak martwił się zdrowiem matki, gdyż coraz częściej skarżyła się na ból kości, a cienie pod jej oczami z dnia na dzień się powiększały.
                   Zaświecił światło w kuchni i zabrał się za robienie jajecznicy. Bycie ''panią domu'' bardzo mu odpowiadało. W zasadzie nic innego nie potrafił. Nie miał żadnych talentów, nawet nie próbował ich rozwinąć. Jedyne co przychodziło mu z łatwością to opieka nad domem oraz szybkie wyuczenie regułek na pamięć.
             -Co tak ładnie pachnie?
                 Zaskoczony obejrzał się za siebie. Jego mama stała oparta o framugę z rękoma założonymi na piersi. Uśmiechnęła się do niego czule, co odwzajemnił. Jego postura przy kuchence przypominała jej byłego męża. Miała z nim dobry kontakt. Oboje stwierdzili, że w ich związku nie ma tego czegoś i zostali przyjaciółmi. Jednak wciąż na samą myśl o nim potrafiła rozczulać się godzinami.
            -Wiesz, czasem myślę, że to ty opiekujesz się mną - powiedziała, wyciągając sztućce i talerze. -Ale wtedy patrzę na ciebie i stwierdzam, że wciąż jesteś moim malutkim, pięcioletnim synkiem, który myślał, że umrze, bo połknął muszkę w biegu.
            -Mamooo... - wywrócił oczami.
                 Zachichotała i usiadła przy stole. Yora nałożył jedzenie na talerze, po czym zajął miejsce na przeciwko.
            -Smacznego.
(to możesz troszeczkę ulepszyć i przedłużyć rozmowę)

~~~~~~~~~~~~~~~~~

Yora niósł dokumenty do pokoju nauczycielskiego. Często pomagał starszemu profesorowi, który się o niego martwił. Lubił pożyczać od niego interesujące książki i rozmawiać na temat ich treści.(możesz tu coś dodać później,ok albo po prostu opisać tą rozmowę z profesorkiem kiedy daje mu te dokumenty).
(tu będzie coś o wpadnięciu na typka)
-Pozwól, że pomogę i wezmę od ciebie połowę.




25/?

Hej, uważaj.
Nie podchodź zbyt blisko, bo jeszcze się zarazisz.
Najlepiej nawet na niego nie patrz, haha.
Jeśli go dotkniesz będziesz skażony i wszyscy zaczną cię unikać.
Co?
Że niby to wredne?
Przecież on nawet nie chce się z nami zakolegować.
Obraził Nami.
Zasłużył na bycie chorym.
Hahaha, co?
Nie zbliżaj się do niego, on śmierdzi.

Yora nie był zbyt bystry. Zwyczajny, ośmioletni chłopczyk, który mówił co tylko przyszło mu na myśl. Nic dziwnego, że przypadkiem zranił tym rok młodszą dziewczynkę. Wybuchnęła płaczem, przez co koledzy, z którymi się bawili, odepchnęli Yora. Zaczęły się też nieprzyjemne docinki z ich strony. Chłopiec próbował to ignorować, wyjaśnić i znów się z nimi zaprzyjaźnić, ale nic z tego nie wyszło. Stał się zamknięty w sobie. W podstawówce jadał sam ze słuchawkami w uszach, by nie słyszeć wyśmiewających go komentarzy. Na nieszczęście w gimnazjum trafił do tej samej klasy co jego byli przyjaciele.

Widziałam go wczoraj wieczorem przed love hotelem.
Poważnie? Z kim był?
Z jakimś starym dziadkiem.
Haha.
Nasz mały Yora się puszcza?
Ciekawe ile mu dają.
Może skorzystamy z jego usług?

Yora miał starszego brata, który lubił go zawstydzać. Czasami miał dziwne pomysły, jak ucieczka z domu na kilka dni i błąkanie się po nieznanych miastach bez pieniędzy i dachu nad głową. Nie był złą osobą. Chciał spędzić kilka godzin ze swoim bratem, a z racji tego, że nie miał własnego mieszkania oraz nie był mile widziany u rodziców, wybrał love hotel. Miał już dwadzieścia pięć lat, ale nadal nie potrafił się ustatkować. Yora go kochał. Podziwiał za jego styl bycia. Dlatego bardzo go bolały słowa znajomych z klasy.

Woaaah, uważaj jak chodzisz, jeszcze zarazisz mnie hivem.
Nie dotykaj mnie, dziwko.
Naprawdę myślisz, że możesz na nas patrzeć?
Patrz w ziemię.
Matka nie nauczyła cię szacunku dla lepszych od siebie?
Może ona też się puszcza?
Pewnie jesteś wpadką z jej klientem.
Haha, żałosne.

Yora chciał umrzeć.