sound

11 października 2015

Dance Machine 1

  Taniec od zawsze był dla mnie czymś najważniejszym. Kochałem to robić, wiele osób mówiło mi, że mam do tego wrodzony talent, ale to nie było to. Gdybym nie ćwiczył w każdej możliwej chwili i nie zawalał szkoły, by mieć więcej czasu na pasję nie osiągnąłbym poziomu, na którym byłem. Co
prawda miałem przez to niemałe problemy: rodzice na głowie, kłótnie, wizyty u lekarza z różnymi skręceniami, groźbę wyrzucenia ze szkoły z powodu dużych nieobecności. Jednak to się dla mnie nie liczyło. To były jedynie błahostki. Coś z czym szybko da się poradzić.
  Uwielbiałem momenty, gdy pod koniec każdego mojego występu ludzie skandowali moje imię Oh-Se-Hun. Ten dźwięk wydawał mi się najpiękniejszy, bo wiedziałem, że moje starania nie idą na marne. W końcu ktoś mnie doceniał i uważał, że jednak do czegoś się nadaję. Byłem zależny od publiczności, jeśli im się podobało - wierzyłem, iż jestem doskonały i nikt nie może się ze mną równać, jeśli coś im nie pasowało (co zdarzało się tylko na początku mojej 'kariery') - byłem przekonany, że jestem do niczego.
  Nie potrafiłem się skupić na lekcjach. Moje myśli zaprzątały nowe kroki do układu, którym miałem za niedługo oczarować publiczność na najbliższym występie. Być może dlatego nie zauważyłem, jak nauczycielka matematyki podeszła do mnie z długą linijką. Poczułem tylko piekący ból na dłoniach.
 -Panie Oh, nie życzę sobie, by na moich lekcjach bujał pan w obłokach.
  Już chciałem coś odwarknąć, ale na szczęście się powstrzymałem. Spojrzałem na nią spode łba i skinąłem niby przepraszająco głową. Nie moja wina, że prowadzi nieciekawe lekcje. Przydałoby się coś o podstawowych krokach break dance'a lub cokolwiek innego w tym stylu. Taak, to by mi bardzo odpowiadało.
  Reszta lekcji minęła spokojnie, choć nie obyło się bez przywołania mnie do tablicy. Musiałem rozwiązać trudny przykład, ale spokojnie dałem sobie z tym radę. To nie tak, że w ogóle niczego nie potrafię, jestem dobry ze wszystkich przedmiotów, a jeśli trochę bym się postarał mógłbym zdobyć całkiem dobrą średnią (jeśli nie najlepszą). Ja się wcale nie chwalę, tylko stwierdzam fakty.
  Przez cały dzień na językach wszystkich uczniów, był nowy, który przyleciał chyba z Chin kilka dni temu i miał do nas dołączyć. Nie za bardzo mnie to obchodziło, chociaż wszyscy wokół mnie byli pełni entuzjazmu. Nie rozumiałem dlaczego, przecież to nie pierwszy raz, gdy ktoś nowy do nas dołączał. Ale nie miałem zamiaru długo się nad tym zastanawiać, w końcu musiałem wymyślić jak się stąd urwać, żeby zdążyć przed dzisiejszym występem po raz setny przećwiczyć układ. Wszystko musiało być idealne.
  Jedyna osoba, która mogła mi w tym pomóc, była teraz pewnie zajęta swoim partnerem. Byłem niemalże pewny, że znowu siedzą w toalecie i grają w tą swoją chorą grę, którą nazywam 'dzikie hieny próbują flirtować, więc chowaj się kto tylko może'. No cóż, nie miałem innego wyjścia jak wtargnięcie tam i wyciągnięcie Kai'a, jednocześnie próbując nie oślepnąć. Ciężkie życie przyjaciela geja, który nie potrafi trzymać swoich żądzy pod kontrolą. Chłopak ma zbyt nabuzowane hormony i mógłby to robić wszędzie, gdzie dopadnie go chcica.
  Już od drzwi słychać było przeciągłe jęczenie i stękanie. Zacisnąłem zęby, po czym wparowałem do pomieszczenia uciekając wzrokiem gdziekolwiek, byle nie spojrzeć na... na to co właśnie się tam działo. Chłopcy akurat odprawiali swoje niecenzuralne akty, przez co nawet nie zauważyli, że już nie są sami. W końcu moje spojrzenie wbrew mojej woli padło na nich. Jongin przyciskał Kyungsoo do ściany jedną ręką podtrzymując go za tyłek, a drugą wkładając mu palce do dziurki. D.o nie potrafił się powstrzymać i chyba z przyjemności przygryzł wargę swojego chłopaka podczas pocałunku. Przeniósł swoje ręce na jego plecy, a kiedy blond włosy wepchnął w niego swojego członka z jego dużych ust uciekł jęk bólu. Drapał paznokciami plecy młodszego, zostawiając czerwone pręgi, ale nie rozdrapując skóry do krwi.
 -Krzycz dla mnie, szmato - sapnął Kai przejeżdżając językiem po sutku kochanka. Chłopak poruszał biodrami miarowo, widać było, że miał w tym wprawę. Starszy otwierał usta, by spełnić rozkaz i właśnie wtedy się ocknąłem. Pokręciłem głową na boki z odrazą. W trzech krokach znalazłem się przy nich, chwyciłem przyjaciela za włosy i mocno szarpnąłem do tyłu.
 -Kurwa, Kai, mógłbyś choć raz zwrócić uwagę na to czy jesteście sami, bo nie każdy lubi oglądać spedaloną wersję pornosów.
 -Jesteś zazdrosny, że ja rucham a ty nie - pokazał mi język, powoli wychodząc z podnieconego do granic możliwości Kyungsoo. Naprawdę nie rozumiem dlaczego on się godzi na wszystkie zachcianki swojego chłopaka. Nie ma czasem tego dość?
 -Po prostu nie jestem takim niewyżytym zwierzęciem jak ty - pociągnąłem go jeszcze raz, aż w końcu odsunął się od chłopaka przelotnie całując jego nabrzmiałe usta.
 -Lepsze to niż celibat do końca życia. Nie wiem jak wytrzymujesz tyle czasu bez seksu.
  Zamierzałem rozpocząć swój monolog na temat mojej opinii o najbardziej wartościowych rzeczach w życiu, nie uwzględniając oczywiście seksu. Być może omijałem tą opcję dlatego, że nigdy jej nie wypróbowałem lub dlatego, że uważałem ją za zbędną. Widząc jednak wzrok kochanków porzuciłem ten pomysł i zaczekałem, aż doprowadzą się do porządku.
 -Przejdźmy do rzeczy, Sehun. Wiem, że nie przychodziłbyś tu bez powodu.
 -Niee, miałem ochotę popatrzeć sobie na twój okropnie zajebisty zadek i posłuchać jęków D.O, kiedy obijałeś się biodrami o jego ciało. Mhhmm, naprawdę przyjemna opcja spędzenia czasu.
  Kai wybuchnął głośnym śmiechem, a jego partner leciutko się uśmiechnął, co było nie lada osiągnięciem. Rzadko okazywał uczucia, jeśli nie był sam na sam ze swoim chłopakiem.
 -Możesz patrzeć, ale nie dotykać. Ahh, jakież to podniecające - blondyn oblizał powoli wargi i objął starszego ramieniem w pasie, przyciągając ciasno do siebie, jakby chciał dać mi do zrozumienia, że jest tylko jego. -Znowu mam Ci pomóc uciec?
 -Jak ty mnie dobrze znasz, stary przyjacielu - uśmiechnąłem się szeroko. -W budzie jest dla mnie zbyt nudno, więc nie widzę potrzeby, żeby marnować na nią swój cenny czas, który mógłbym wykorzystać jakoś, hm.. produktywniej.
 -Co oznacza, że chcesz znów niszczyć sobie zdrowie treningami ponad twoją wytrzymałość.
 -Co oznacza, że w końcu osiągnę cel, który sobie wyznaczyłem - uśmiech zniknął z mojej twarzy w mgnieniu oka. -Poza tym i tak nie masz wyboru.
 -Z tobą jest coraz gorzej. To już obsesja, Sehun - mruknął, głaskając bok D.O. -Wolałbym tego nie robić.
 -Czyli mam sięgnąć po radykalniejsze środki? Okej, jeśli sie nie zgadzasz to rozsyłam wszystkim twoje zajebiste fotki. Przy okazji twój facet też będzie mógł stać się dzięki nim sławny w naszej szkole jako gwiazda porno. Będziecie hot parą miesiąca, a może nawet roku. Obiecuję wam, że gorętszych zdjęć nie ma nawet sama Sasha Grey.
 -Yaah, jak możesz szantażować swojego najlepszego przyjaciela? - spojrzał na mnie udając zirytowanie.
 -Zawsze do usług - na mojej twarzy wykwitł wredny uśmieszek. Chłopak poddał się i cicho klnąc na mnie, że nie może dokończyć zabawy, zostawił swojego niezadowolonego kochanka.
~~~
  Byłem pewny siebie. Może nawet zbyt pewny. Ale nawet ja przed wejściem na scenę byłem lekko poddenerwowany i cały układ wypadł mi z głowy. Przecież wcześniej przećwiczyłem go z kilkanaście razy i dodałem małe poprawki, więc mogłem być pewny, że wszystko było perfekcyjne. Tylko, że nie wiedziałem czy spodoba się publiczności. Ta cholerna niepewność była czymś, czego próbowałem się pozbyć, ale do tej pory mi się nie udało. Chociaż logicznie rzecz biorąc, każdy tancerz stresuje się przed swoim występem.
  Gdy zapowiedzieli moją kolej rozległy się donośne oklaski i wołania. Idąc na środek, oślepiły mnie światła reflektorów, przez chwilę myślałem, że zemdleję, ale spiąłem dupę i z cwanym uśmiechem kiwnąłem dłonią ludziom, którzy się tu zgromadzili. Krzyki stały się jeszcze donośniejsze. Wraz z pierwszymi dźwiękami muzyki przybrałem dopracowaną przeze mnie pozę jak i wyraz twarzy. Skupiłem się całkowicie na perfekcyjnym wykonaniu całego układu, ale pod koniec rozbolała mnie kostka. Ból jednak koiło głośne skandowanie mojego imienia.
  Oh-Se-Hun.
  Mógłbym słuchać tego godzinami, a i tak by mi się to nie znudziło. Gdy tańczyłem czułem się spełniony, potęgowała to uczucie myśl, że ludziom się to podoba. Gdy schodziłem po schodach próbowałem nie dać po sobie poznać jaki ból sprawiało mi stawianie kolejnych kroków. Cholera, na szczęście już dzisiaj nie występowałem, bo nie byłem pewny czy dałbym radę. Usiadłem na najbliższym krześle, mając nadzieję, że nikt nie będzie mi przeszkadzał. Ściągnąłem delikatnie buta i rozmasowałem opuchnięte okolice kostki. Lekarz mówił, żebym jej nie obciążał, ale nie myślałem, że będzie aż tak źle.
 -W porządku? - usłyszałem nad sobą cichy, męski głos.
 -No jasne, przecież wcale nie mam być może skręconej nogi. Jest zajebiście, lepiej być nie mogło - warczę, nie spoglądając w górę. Chłopak uklęknął przede mną i ostrożnie ujął moją nogę jedną ręką, a drugą wyciągając z apteczki chłodzący spray. -Poradzę sobie.
 -Pomogę - w sumie i tak nie wiedziałem, co miałem zrobić, więc pozwoliłem jemu działać. Kiedy on zajmował się moją kostką dokładnie go obejrzałem. Miał dłuższe ciemne włosy i trochę dziecinną, uroczą twarz. Podobały mi się jego oczy. Nieważne jak długo bym w nie spoglądał i tak nie dojrzałbym dna. Nawet nie zauważyłem, że skończył i niepewnie się we mnie wpatrywał. Wtedy pierwszy raz się przy nim zawstydziłem.
-Hm, z twoją nogą powinno być już lepiej, ale radziłbym Ci iść do lekarza, żeby obejrzał to dokładniej - jego głos brzmiał jakoś tak... przyjemnie. Podobało mi się jak wymawiał różne słowa. Przez chwilę trwałem w osłupieniu.
-Nienawidzę lekarzy.
-W takim razie będziesz musiał ich polubić, bo po twoim wyglądzie wnioskuję, że pod względem zdrowotnym w ogóle o siebie nie dbasz - westchnął, nerwowo oglądając się za siebie. -Muszę już iść. Nie zapomnij zacząć o sobie myśleć.
  Nic nie mówiąc po prostu skinąłem głową, patrząc jak odchodzi. Nie wiem dlaczego, ale poczułem, że muszę zrobić tak jak kazał. Jednak to musiało poczekać. Nie mogłem wyjść zanim nie obejrzę występów swojej konkurencji. W końcu musiałem zobaczyć na własne oczy jakie zrobili postępy i ile im zostało do osiągnięcia mojego poziomu. Dużym zdziwieniem dla mnie było pojawienie się nowej osoby.
 -Uwaga! Poznajcie nowego tancerza, promującego się u nas w Seulu! Przyleciał niedawno z Chin, gdzie był bardzo doceniany i mamy nadzieję, że przyjmiecie go tu ciepło. Teraz, Luhan, pokaż na co Cię stać! - na scenę wszedł chłopak, który chwilę wcześniej zajmował się moją nogą. Nie powiem, byłem zaintrygowany, bo nie wyglądał na kogoś, kto potrafiłby porządnie rywalizować. Dla mnie wydawał się zbyt miękki, czułem, że bardzo łatwo dałoby się go złamać.
  Kiedy zaczął tańczyć wydawało mi się, że czas zwolnił. Nie mogłem oderwać od niego wzroku,
jego ruchy były delikatne, a zarazem hipnotyzujące. Szczerze nigdy bym nie pomyślał, że przyjdzie do tego klubu człowiek, który byłby tak idealny, jak on w tamtej chwili. Podczas całego układu miał przymknięte oczy, ale pod koniec otworzył je całkiem i spojrzał prosto na mnie. Wydawało mi się, że tańczy tylko dla mojej osoby. Wszystko jakby ucichło, słyszałem tylko szybkie i mocne bicie mojego serca.
 -Kurwa - mruknąłem i jak najszybciej wybiegłem z klubu, nie zważając na bolącą nogę. Na zewnątrz trochę ochłonąłem dzięki zimnemu powietrzu, ale nie miałem zamiaru już tam dzisiaj wracać. Złapałem taryfę i pojechałem pod swój dom. Chciałem wejść do środka niezauważony, miałem nadzieję, że rodzice już dawno śpią, ale pomyliłem się, zresztą jak zwykle. Od progu dopadły mnie ich krzyki.
 -Gdzie ty szlajasz się o tej porze?!
 -Powinieneś być w domu od razu po zakończeniu lekcji!
 -A może znowu się z nich urwałeś?!
 -Cholera, dajcie mi może wejść do środka, co? - warknąłem porządnie rozzłoszczony. Naprawdę miałem już tego dość. Ciągłe, niekończące się awantury nadwyrężały moje nerwy, na dodatek ciągle powód był ten sam - ja.
 -Ty głupi dzieciaku, nawet nie wiesz ile my czasu na Ciebie straciliśmy, a ty odwdzięczasz nam się w taki sposób? - oczy ojca ciskały we mnie pioruny. Nawet nie zwrócił uwagi na mój cięty język, chyba był na granicy wytrzymałości.
 -Po prostu chcę osiągnąć coś, robiąc to co kocham. Nie mam zamiaru tak jak wy ślęczeć ciągle w firmie po kolana w papierach, które trzeba uzupełniać i tak w kółko. To mnie nie jara.
 -Nie rozumiesz, że taniec to nie wszystko? Jasne, przez chwilę będzie dobrze, ale co potem? W końcu nie będziesz mógł już tego robić, więc z czego będziesz żyć? Cholera, Sehun, myślisz tylko o teraźniejszości, ale musisz pomyśleć też o przyszłości. My z mamą chcemy dla ciebie jak najlepiej. A żebyś był na dobrej pozycji to musisz mieć dobre wykształcenie - spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem osoby, która dużo przeżyła. Nie żeby mnie to wcale nie ruszyło, ale nie miałem zamiaru się poddawać. Chciałem przekonać się sam na własnej skórze. Co mi przyjdzie z tego, że ktoś mi powie co mam robić, żeby niczego nie zjebać?
 -W dupie mam to wasze zamartwianie się. Weźcie sobie w cholerę tę waszą troskę i tak będę robił to, na co mam ochotę. 
~~~
  Następnego dnia zostałem osobiście przez ojca dostarczony pod samo wejście do szkoły, więc nie mając innego wyboru musiałem przez cały dzień siedzieć na nudnych lekcjach pod nudnym oknem w nudnej ławce, słuchając nudnych nauczycieli. Starałem się ukrywać siniaka na policzku pod czapką i włosami. Po prostu nie miałem zamiaru odpowiadać na notoryczne pytania: Co ci się stało? Kto Ci to zrobił? Boli? Bla bla bla.
  Noga nadal trochę mnie bolała, ale na szczęście opuchlizna zeszła, a szkolna pielęgniarka (do której zresztą często przychodziłem, przez co zdążyła mnie polubić) powiedziała, że to tylko nadwyrężenie i jeśli przez jakiś czas będę ją oszczędzał to powinno być lepiej. Oczywiście nie miałem zamiaru długo pozostawać bierny. Poczekam może z góra dwa dni i znów zacznę swoje notoryczne treningi. W końcu, żeby pozostać dobrym trzeba dbać o kondycję i udoskonalać swoje umiejętności.
  Przez cały dzień moje myśli krążyły wokół wspomnienia tańca Luhana. Hm.. Lu-Han. To imię idealnie współgrało z jego cukierkową twarzą. On wydawał mi się najwspanialszą osobą na świecie. A gdy do klasy na godzinie wychowawczej zawitał dyrektor wraz z nowym uczniem myślałem, że mam halucynacje. Przecież chłopak z wczoraj nie mógł znów stać tak niedaleko. Spoglądał na wszystkich z leciutkim uśmiechem, aczkolwiek wydawał się trochę zagubiony.
 -Dzień dobry, uczniowie, od dzisiaj na lekcje będzie z wami uczęszczał nowy uczeń. Nazywa się Lu Han i pochodzi z Chin. Mam nadzieję, że dobrze go przyjmiecie - pogroził nam palcem, po czym zwrócił się do nowego. -Usiądź obok Sehuna, trochę nam ostatnio podpadł, więc to on przez kilka pierwszych dni będzie się tobą zajmował. Jeśli będziesz miał jakieś pytania zwróć się z tym do niego.
  Mężczyzna wskazał na mnie palcem, a kiedy chciałem zaprotestować posłał mi najgorsze z możliwych spojrzeń. Przez całą drogę ciemnowłosego do mnie uważnie obserwowałem jego ruchy. Prawie zapomniałem o siniaku na mojej twarzy. Przecież ktoś tak idealny nie mógł patrzeć na mnie w takiej chwili. Wydawało mi się, że moja buzia wyglądała nadzwyczaj beznadziejnie. Odwróciłem głowę w stronę okna, czując jak pieką mnie policzki.
  Chłopak o pięknych oczach wyciągnął ze swojego plecaka książki (tak, starałem się dojrzeć co robi kątem oka), po czym usiadł i nawet na mnie nie patrząc, spytał:
 -Z twoją kostką już lepiej?
 ~Oh, czyli nie tylko ja go rozpoznałem. 
 -Lepiej być nie może.
 -Eh, mam nadzieję, że za kilka dni będzie sprawna, ponieważ za dwa tygodnie mamy wspólny występ i musimy opracować choreografię, przećwiczyć ją i... - nie pozwoliłem mu dokończyć.
 -Że co proszę?! - wykrzyknąłem. -Chyba sobie żartujesz!
  Byłem zbulwersowany. Dlaczego dali mi partnera do układu? Do tej pory sam dawałem sobie świetnie radę, tylko początkujący tancerze pracują w grupie, a ja jestem w tej branży już od półtora roku. Czyżby uznali, że sam nie odpowiadam ich standardom? Cholera, nie rozumiem. Przecież ludzie mnie kochali, byłem w ich mniemaniu fantastyczny.
  Odwróciłem się gwałtownie do Luhana i chwyciłem za kołnierz jego koszuli. Szarpnąłem go do góry i spojrzałem z wściekłością w jego twarz tak, jakby był winny całej tej sytuacji. No bo w sumie był.
 -Nie wierzę, że przez kogoś takiego, jak ty mam zostać publicznie upokorzony - warknąłem i zacisnąłem swoją dłoń na materiale.
 -Sehun! Natychmiast puść swojego nowego kolegę i zacznij się zachowywać jak przystało na ucznia tej szkoły! - wychowawca znał mnie już na tyle, że widział podobne sytuacje ze mną w roli głównej milion razy. Nie robiło to na nim większego wrażenia tak jak na mnie jego upomnienie.
 -Gdybym nie został uprzedzony, że zachowujesz się jak ostatni dupek czułbym się teraz co najmniej urażony - westchnął, nie przejmując się tym, że byłem gotowy rozkwasić mu nos. To, że był to chłopak, który wczorajszego wieczoru zauroczył mnie swoim tańcem nie miało najmniejszego znaczenia. Nie mogłem pozwolić, żeby ktoś przeszkadzał mi w dążeniu do doskonałości.
 -Ty mały... nawet sobie nie wyobrażasz jak niszczysz mi życie. Kurwa, wracaj lepiej do tych Chin, wtedy przynajmniej nie musiałbym patrzeć na twoją upośledzoną mordę.
  Puściłem go, chwyciłem plecak i wyszedłem z klasy odprowadzany znudzonym krzykiem nauczyciela. Nawet smutne i trochę zranione spojrzenie Luhana nie robiło na mnie wrażenia. Może miałem lekkie wyrzuty sumienia za to, że tak go potraktowałem. Ale nie musiał tu przyjeżdżać. Nie musiał wchodzić mi w drogę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz