sound

11 października 2015

Dance Machine 2

~Luhan
  Naprawdę ciężko było dogadać się z Sehunem. W sumie to niczego nie osiągnęliśmy przez te ciągłe kłótnie, których miałem już serdecznie dość. Cokolwiek bym nie powiedział i tak było źle. Obwiniał mnie za to, że dali nam duet, ale czy miałem na to wpływ? Nie prosiłem się o to i gdybym mógł zmienić partnera od razu bym to zrobił, ale nie było takiej opcji. Nie polubiliśmy się.
  Na dodatek musiałem odebrać siostrzyczkę z przedszkola, przez co spóźniłem się na trening. Nie miałem gdzie zostawić młodej, więc chcąc czy nie chcąc, zabrałem ją ze sobą na salę.
  Przyłożyłem palec do ust, nakazując jej, by była cicho. Szybko podchwyciła pomysł i sama z lekkim uśmiechem przyłożyła dłoń do warg. Pociągnąłem ją za drugą rączkę tak, żeby stała za mną.
Cicho i powoli otworzyłem drzwi i stanąłem w nich, opierając się o próg. To była jedna z niewielu okazji, w których mogłem podziwiać dokładność i precyzję ruchów partnera. Przyznam szczerze, że
lubiłem to robić. Było na co popatrzeć.
  Jego ciało poruszało się rytmicznie do skocznej piosenki, a oczy miał wpół przymknięte, jakby przeżywał coś bardzo przyjemnego. Nagle piosenka zmieniła się na jedną z wolniejszych, nie bardzo przysłuchiwałem się słowom, ale musiały mu coś przypomnieć, ponieważ nigdy wcześniej nie widziałem, żeby ktoś tańczył z taką pasją. Jego ruchy były w jednej chwili dynamiczne, później przechodziły w spokojne. Miałem ochotę dołączyć do niego, ale nie mogłem oderwać wzroku od jego ciała i czułem, jakby moje nogi wrosły w ziemię.
  Trwałoby to zapewne o wiele dłużej, gdyby moja siostra nie zasłabła i nie osunęła się na podłogę. Zemdlała.
 -Sollie! - przeraziłem się. Opadłem obok niej na kolana i chwyciłem w dłonie jej malutką główkę. Zacząłem klepać ją po policzkach, chciałem, żeby się obudziła i więcej mnie tak nie straszyła. Czułem jak łzy piekły mnie pod powiekami.
 -Luhan? - usłyszałem warknięcie Sehuna, który chyba jeszcze nie zauważył całej tej sytuacji. -Kurwa, dzieciaku, miałeś być tutaj już ponad go...
 -Zamknij się! Zamknij się i po prostu mi pomóż!
 -Nie panikuj - westchnął, rozszerzając lekko oczy na widok nieprzytomnej dziewczynki, Ostrożnie wziął ją na ręce i położył na sofie. Uniósł jej nogi lekko do góry. -Na co czekasz? Dzwoń po pogotowie.
  Jego głos był opanowany jak jeszcze nigdy i chyba to dodało mi trochę spokoju, pozwoliło się lekko ogarnąć. Szybko wykonałem drżącymi dłońmi telefon i wróciłem do budzącej się Sol. Nawet nie zauważyłem, że zacząłem płakać z nadmiaru emocji. Nie miałem pojęcia czy to przez strach czy ulgę.
 -Sollie, boli cię coś? - spytałem, chociaż i tak nie wiedziałem jak mógłbym jej pomóc.
 -Głowa, ale nie maltw się, blacisku - posłała mi szeroki uśmiech. Nie wiem dlaczego, ale to dziecko zawsze potrafiło mnie rozczulić przez najmniejszy gest. Nawet wykradanie czekolady z najwyższych półek było w jej wykonaniu słodkie.
 -Braciszek? To ładnie zajmujesz się swoją siostrunią.
  Nie chciałem nawet spoglądać na Sehuna, bo wiedziałem, że na jego twarzy znowu widniał ten okropny kpiący uśmieszek, a oczy błyszczały się w oczekiwaniu na naszą kłótnię. Ale nie dam mu tej satysfakcji i nie odpowiem na zaczepkę.
 -Słuchaj, Sehun... Chyba będziemy musieli odpuścić sobie ten trening... - westchnąłem, wycierając z policzków resztki łez. Czułem lekkie zażenowanie, że płakałem przy nim. Cholera, będzie miał następny powód do znęcania się nade mną.
 -Tak, jasne. Bo ty na pewno nie masz żadnych braków i problemów z opanowaniem układu.
  -Proszę, przestań to robić! Zawsze się mnie czepiasz! Staram się robić wszystko najlepiej jak umiem, ale dla Ciebie to i tak źle! - moje nerwy były w strzępach. Nie miałem siły utrzymywać uczuć na wodzy.
 -Widocznie to nie wystarcza! Gdybyś był chociaż w połowie tak dobry jak ja, nie musiałbym ciągle na Ciebie krzyczeć! - jego zmęczony krzyk przeszedł w szept. -Ja po prostu nie chcę zostać wyśmiany, chcę, żeby wszystko było idealne. Ale ty mi, kurwa, w tym przeszkadzasz! Masz jutro zostać dwie godziny dłużej, żeby nadrobić dzisiejszy trening.
  Miałem nadzieję, że w końcu odpuści sobie dręczenie mnie i otworzy drzwi do swojego wnętrza, ale tak się nie stało. Niestety. Sehun wybudował wokół siebie ogromne, stalowe mury, przez które nie dało się do niego zbliżyć. On wciąż grał, ale każdy aktor w końcu męczy się ciągłym odgrywaniem roli, prawda? Prosi o przerwę i zrzuca z siebie maskę, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Bardzo chciałbym, żeby to nastąpiło już wkrótce.
  Nie miałem czasu na dalsze sprzeczanie się, więc tylko kiwnąłem głową na znak, że się zgadzam, by mieć święty spokój i wsiadłem do ambulansu. Od razu chwyciłem dłoń siostrzyczki, uspokajająco głaszcząc ją po głowie.
☆☆☆☆☆
  Naprawdę, naprawdę nie mogłem przyjść na ten trening. I naprawdę było mi bardzo przykro, ale nie mogłem powiadomić o tym partnera, ponieważ nie miałem jego numeru, a musiałem zostać z siostrą. Nie chciałem, żeby była sama wśród tych wszystkich nieznajomych osób, bo wiedziałem jak to jest. Gdy byliśmy młodsi często przeprowadzaliśmy się z rodzicami, ale przestaliśmy, gdy mama zaszła w ciążę. Kiedy zaczęła rodzić robiła tacie wyrzuty, że nie ma go przy niej, aż w końcu urwał się z pracy. Ja zostałem w domu z opiekunką i nie mogłem się doczekać, kiedy zobaczę swoje malutkie rodzeństwo. Zamiast tego dowiedziałem się, że tata miał wypadek i zmarł w szpitalu, w którym urodziła się Sol. Ten dzień zmienił mamę w wrak człowieka. Od tamtej pory wychodzi z domu jedynie do pracy, co pokazuje, że jednak do końca nie zbzikowała i potrafi w małym stopniu (zawsze coś) zająć się nami.
  Osobiście musiałem szybko dorosnąć. Po śmierci ojca, matka wpadła w depresję i w akcie desperacji chciała udusić Sol, ale na szczęście była z nami jej najlepsza przyjaciółka. Podsłuchałem ich rozmowę. Mama uważała, że to moja mała, niewinna siostrzyczka odebrała życie tacie. Nie jestem pewny czy dalej tak nie myśli. Od tamtej pory nie zostawiam ich samych, zazwyczaj proszę, by zajęła się nią sąsiadka, albo wynajmuję na jeden dzień opiekunkę, byle żeby nie została z matką sam na sam. Nie mógłbym ryzykować tak wiele.
  Z Sol byłem bardzo blisko. Nie mógłbym bez niej żyć, zbyt wiele dla mnie znaczyła. Dlatego też nie mogłem jej zostawić w takiej sytuacji, nawet jeśli stawiało mnie to w złym świetle. Brzęczenie mojego telefonu w kieszeni przerwało moje rozmyślania.
Od:Nieznany numer
TY, MAŁY, NIEODPOWIEDZIALNY, ZŁOŚLIWY, EGOISTYCZNY DUPKU! MIAŁEŚ BYĆ NA SALI DWIE GODZINY TEMU! JAK CIĘ ZNAJDĘ TO ROZSZARPIĘ NA MAŁE KAWAŁECZKI! GDZIE TY, DO CIĘŻKIEJ CHOLERY, JESTEŚ?!
Oh, Sehun, ten podstępny... ekhem, już zdobył mój numer? Jakim cudem?
Do:Sehun ;_;
Sehun, proszę, tylko bez nerwów, jestem w szpitalu na Jureja, po prostu nie dałem rady dzisiaj przyjechać...
Od:Sehun ;_;
Kurwa, nie no, za tydzień mamy występ, a ty odstawiasz takie cyrki? Nawet mi nie mów, że coś złamałeś albo skręciłeś, bo jeśli tak to dostaniesz bonus w postaci porządnego wpierdolu ode mnie, konusie.
Do:Sehun ;_;
Spokojnie to nie o mnie chodzi, jestem tu u swojej siostry. Przepraszam, na pewno odrobię szybko straty, obiecuję T.T . Tylko nie denerwuj się na mnie, przecież nie robię tego specjalnie...
Od:Sehun ;_;
JA CI, KURWA, DAM NIE DENERWUJ SIĘ! Lepiej już się zamknij, zaraz tam będę i wyciągnę Cię stamtąd, nawet jeśli będę musiał użyć przemocy.
Do:Sehun ;_;
Ale nie ma takiej potrzeby, naprawdę ;---;. Nie marnuj na mnie i na moje sprawy swojego cennego czasu!
Do:Sehun ;_;
Nie przyjeżdżaj, proszę...
Do:Sehun ;_;
Czy Ty w ogóle odczytujesz moje wiadomości?!
Do:Sehun ;_;
Sehuuun! Ty idioto! ;X
  Nie miałem czasu dłużej się tym przejmować. Właśnie podszedł do mnie lekarz z wynikami badań Sol. Słysząc diagnozę poczułem jak nogi uginają się pode mną. Opadłem ciężko na krzesło i schowałem twarz w dłoniach. Zacząłem bezceremonialnie płakać. Rozbeczałem się jak małe dziecko, ale nie potrafiłem tego powstrzymać. Całym moim ciałem wstrząsał szloch i nie potrafiłem złapać powietrza pomiędzy spazmami płaczu.
~Sehun
  Mega wkurwiony wsiadłem w pierwszy lepszy autobus, który podwiózłby mnie niedaleko szpitala. Byłem tam w naprawdę szybkim tempie. Byłem tak wściekły, że czułem jak żyłka pulsuje mi centralnie na środku czoła. Po dowiedzeniu się, gdzie leży siostra Luhana, na którego miałem ochotę wyklinać w najlepsze poszedłem na klatkę schodową, ponieważ nie chciało mi się czekać na windę i doszedłem na 3 piętro z czasem, który mój wfista na pewno pochwaliłby pozytywnie.
  Wpadłem na korytarz z zamiarem opierdolenia Luhana i potrząśnięcią nim w celu ogarnięcia, ale gdy zobaczyłem, że siedział załamany na krześle z twarzą schowaną w dłoniach cała złość uleciała ze mnie jak powietrze z pękniętego balona. Podszedłem do niego powoli, zastanawiając się co mogło się stać. Położyłem mu dłoń na ramieniu, a gdy na mnie spojrzał poczułem ból gdzieś w klatce piersiowej.
   Jego wzrok wydawał się pusty, oczy miał zaczerwienione od monotonnego płaczu, a usta opuchnięte od ciągłego przygryzania. Pociągnął nosem odwracając ode mnie głowę.
-Ona... ona jest chora - jego dolna warga drżała, a z oczu pociekły kolejne łzy. -N-nie da się jej wyleczyć. To.. białaczka.
 -..Lulu.. - pierwszy raz go tak nazwałem, było mi go cholernie szkoda i żal. -Tak mi przykro, Luhannie.
 -P-przytul mnie, proszę.. - jęknął i zacisnął mocno powieki.
 -Spokojnie, Lulu... - nie wiedziałem jak go pocieszyć. Jestem tylko człowiekiem, a to zadanie było ponad moje możliwości. Jedyne co mogłem zrobić to być przy nim. -Wszystko będzie dobrze.
  Boże, co miałem zrobić? Przyciągnąłem go do siebie i mocno objąłem, tuląc do swojego ciała. Zacząłem uspokajająco przeczesywać jego włosy. Chłopak przycisnął swoją twarz do mojej klatki piersiowej i nawet nie przeszkadzało mi to, że moczył moją nieskazitelnie czystą bluzę swoimi łzami.
 -Skąd możesz to wiedzieć? - jego głos był przytłumiony.
  Oderwał ode mnie głowę i zadarł ją, by spojrzeć mi prosto w oczy.
 -Obiecaj mi to, Sehun... Obiecaj, że tak będzie.
 -Zrobię wszystko, żeby tak było - zacząłem po chwili wahania. -Masz moje słowo.
  Ciemnowłosy wyraźnie uspokojony m
oimi słowami oparł czoło o mnie i ręką podążył od mojego łokcia do ręki, splatając nasze palce razem. Widocznie potrzebował czyjejś bliskości, a ja, by spełnić swoją obietnicę pozwoliłem na to. Nawet ścisnąłem lekko jego dłoń, pokazując, że ma we mnie wsparcie. Próbowałem też jakoś opanować motylki w brzuchu, którym niechcący dałem wolną rekę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz