Ayde wparował do swojego pokoju, nie zważając na wołanie matki. Rzucił z impetem swoją torbę na ziemię, a sam padł twarzą na łóżko. Zagryzał wargi, by powstrzymać płacz.
Plotki.
Zawsze go otaczały. Wszystko zaczęło się od tego, że jego mama chciała mieć córeczkę. Gdy był mały wciskała mu sukienki i kupowała dziewczęce dodatki oraz zabawki. Pewnego razu koleżanka powiedziała mu, że to dziwne. Zaczął sprzeciwiać się matce. Wychodząc z domu do podstawówki, po kryjomu przebierał spódniczki na spodnie. Mimo wszystko nie nienawidził tego. Chciał po prostu, by dzieci nie uważały go za odludka. Chciał móc bawić się ze wszystkimi i nie słyszeć słowa "dziwny".
Któregoś dnia, wracając do domu i zakładając z powrotem spódniczkę, nie zauważył grupki przyjaciół ze szkoły. Kiedy się obrócił, ujrzał zdziwione twarze, a zaraz po tym wyciągnięte telefony. Robili mu zdjęcia. Pokładali się przy tym ze śmiechu.
Wtedy pierwszy raz zadał sobie pytanie: "Czy naprawdę jestem tak żałosny?".
Przez nieco ponad dwa miesiące nie pokazywał się w szkole. Nie wiedział na co liczył. Przecież nie było szansy na to, by sprawa tak szybko ucichła. Wiedział jak to było z młodzieżą. Nie mogło się obyć bez upokarzania, głupich docinków czy też zwykłego prześladowania. Dlatego nie chciał tam wracać. Ale musiał.
Pierwszy dzień w szkole był najgorszy.
Dookoła niego padały różne wyzwiska. Starał się ich nie słuchać, ale nie da się tak po prostu postawić wokół siebie ścianę, która zacznie cię od wszystkich oddzielać. Każde słowo skierowane w jego stronę, było jak malutka szpileczka wbijana w ciało. Wbrew pozorom wszystko co mówili, zostawiało na nim rysę, której nie dało się wymazać.
Następnego dnia chłopcy z drużyny koszykarskiej zaczepili go na długiej przerwie, by się ponabijać. Zawiesili się mu na szyi, boleśnie go ściskając. Jeden z nich wyciągnął ze swojej torby mały stanik. Kazali mu go założyć. Gdy się stawiał, sami rozdarli mu koszulkę. Na szczęście wszystko przerwał nauczyciel dyżurujący w tamtej części szkoły.
Wszystkie nieprzyjemne sytuacje zdarzały się praktycznie codziennie. Nie było nawet mowy o tym, by wkrótce się to skończyło. Było tak, jakby z każdej strony napierały na niego ręce i pchały go w kierunku tych drugich, by szarpnąć za włosy, wyśmiać, a następnie popchnąć do następnych.
Piekło.
Dokładnie tak mógł nazwać swoje życie.
Tego dnia nie było inaczej.
Ayde powoli wstał z łóżka, chwycił paczkę chusteczek i skierował się w kierunku łazienki. Chciał pozbyć się makijażu, który zafundowali mu koledzy z klasy. Zamknął drzwi, by nikt mu nie przeszkadzał. Odkręcił kurek i przez chwilę patrzył na cieknącą wodę. W jego oczach ponownie pojawiły się łzy.
Ciężko było mu patrzeć na siebie w lustrze. Na ustach miał intensywnie czerwoną szminkę rozmazaną na połowę policzka, a rzęsy posklejane kruszącym się tuszem. Zanurzył dłonie w lodowatej wodzie i ochlapał nią twarz. Znów spojrzał na swoje odbicie. Nie widział nic ładnego. Miał bardzo niską samoocenę, przez co bał się publicznie pokazywać. Wierzył wyzwiskom. Wierzył ludziom, którzy nazywali go tłustym, perwersyjnym zbokiem. Mówili, że jest obrzydliwy i zaczął to w sobie widzieć. W myślach powtarzał sobie to samo.
Ściągnął koszulkę, odsłaniając wystające obojczyki i żebra. Spojrzał na swoją płaską klatkę piersiową. Przejechał po niej palcem. Nie wiedział czy lepiej by było, gdyby odstawała. Czy gdyby urodził się dziewczynką to nie miałby takich problemów ze sobą.
Co to znaczy być chłopcem? Co to znaczy być dziewczyną? Dlaczego ciągle czuł obrzydzenie do swojego ciała?
Dlaczego był taki o k r o p n y?
sound
29 listopada 2016
28 października 2016
31/?
Wchodzę do autobusu. Kiwam głową pasażerom na dzień dobry i staję przy drzwiach, które mają małe dziurki, by mieć dostęp do świeżego powietrza. Mam problemy z oddychaniem. Mama powiedziała, że wyjazd na wieś do babci dobrze mi zrobi.
Chwytam poręcz jedną dłonią, a drugą przełączam piosenki w telefonie. Szukam takiej, która zdołała by mnie wyciszyć. Autobus rusza, przez co przechylam się lekko w bok. Nareszcie w moich uszach rozbrzmiewają wyczekiwane dźwięki. Podnoszę wzrok. Wszyscy unikają patrzenia mi w oczy. Sama na ich miejscu bym tak zrobiła. Rozglądam się po pojeździe. Z tyłu walają się jakieś paczki, najpewniej należą do starszych pasażerów. Są na nich dziwne znaczki, których nie rozumiem. Z sufitu zwisają przeróżne łapacze snów.
Wszystkie miejsca są zajęte... o! Widzę jedno wolne! Powoli idę w jego stronę, gdy autobus gwałtownie się zatrzymuje. Potykam się o własne stopy i upadam na chłopca, który dziwnie na mnie patrzy. Mam zamiar przeprosić, ale coś jest nie tak. Wyciągam rękę, by się podeprzeć i podnieść, a ona przenika przez jego kolano. Szybko ją cofam oraz tłumię krzyk. Odchodzę parę kroków, po czym wracam do drzwi. Przyciskam kilka razy "stop", jednakże nic się nie dzieje. Spoglądam w kierunku kierowcy, a jedyne co odbija się w szybach to puste siedzenie.
Czuję na plecach zimny powiew wiatru. Nie chcę się odwracać. Piosenka w moich słuchawkach już dawno przestała grać. Tym razem czuję na sobie wzrok wszystkich pasażerów.
-Popełniłaś błąd - słyszę, choć nie mam pojęcia z której strony. Głos jakby pojawia się bezpośrednio w mojej głowie. Nie rozumiem. -Popełniłaś błąd, decydując się, by tu wsiąść.
W końcu mimowolnie się odwracam. Przede mną stoi chłopiec, na którego wcześniej wpadłam. Ma rozczochrane blond włosy, wygląda jakby był wyjęty rodem z obrazu, przedstawiającego wieśniaków ze średniowiecza. Wpatruje się we mnie stalowymi i zimnymi, błękitnymi oczami. Zmieniam zdanie. Wygląda na księcia. Na rycerza. Jednakże, wydaje mi się również, że nie ma w nim odrobiny dobroci. Iż wszystkie jego emocje wyparowały, pozostawiając po sobie zwykłą pustkę.
Kręcę głową. Zamykam oczy i otwieram je, próbuję wmówić sobie, że jego tu nie ma. Ale gdy znów na niego patrzę, wydaje się bardziej realny niż wcześniej. Wyciągam rękę. Chcę dotknąć jego twarzy. Sprawdzić czy znów niczego nie poczuję. Odsuwa się. Wygląda na skrzywdzonego. Grymas na jego twarzy wbrew pozorom nie ujmuje mu wdzięku.
Tracę oddech. Zaczynam się dusić ze stresu. Słuchawki wypadają mi z uszu, a telefon uderza o podłogę. Wszystko wiruje. Wyciągam desperacko rękę, która muska jego kosmyki, po czym tracę przytomność.
Ma... naprawdę zadbane włosy.
15 października 2016
hahahah
Nie widząc przed sobą przyszłości, zacząłem rozmyślać o tym czy jestem potrzebny. Czy syn, który nie ma kompletnie żadnych zalet, nie jest utrapieniem dla swojej rodziny? Czy moje życie na coś się przydaje? Czy jestem użyteczny? Po co w ogóle istnieję..?
Ciche skrzypnięcie rzadko używanych drzwi rozbrzmiało w sonacie z wiatrem, rozwiewającym blond kosmyki Nataniela i deszczem, uderzającym głośno o ziemię. Chłopak podszedł do barierki i oparł się o nią brzuchem, wychylając swoje ciało. Kaptur opadł mu na głowę, a jego ręce zacisnęły się na zimnym metalu. Obserwował malutkich ludzi z parasolami i przejeżdżające nieopodal samochody. Nic nadzwyczajnego się nie działo. Nikt go nie zauważył. Nawet tam na górze, pragnąc ze sobą skończyć, nie przyciągnął niczyjej uwagi. Podobało mu się to. Żył, nikogo nie interesując, i skończy z
20 września 2016
30/?
Po trzech latach wystarczyło jedno spojrzenie na niegdyś ulubiona kawiarnię, by poczuł nieprzyjemny uścisk w sercu i zbierające się łzy w oczach. Choć starał się wyrzucić go ze swojej pamięci to jak na złość wszystko mu o nim przypominało. Myślał, że w ten sposób będzie łatwiej, ale miał wyrzuty sumienia, że ot tak zamierzał zapomnieć o najdroższej mu osobie. Czuł, że gdyby to zrobił on po prostu by umarł. Reszta jego osoby zgasłaby i została pochowana na cmentarzu z jego ciałem. Nie chciał tego. Ale jakże trudno było pamiętać o starych czasach. Wciąż na nowo wracać do ich pięknych początków i zmieniać słodkie wspomnienia w koszmar. W jego głowie trwała wojna. Wojna sprzecznych uczuć. Jego serce krzyczało i rwało, szukając źródła, które ugasi żar bólu, który pozostawił po sobie Hinata. Jednakże gdzieś tam w ciemnym jego kącie pojawiała się myśl, że powinien cierpieć. Przecież to wszystko jego wina. Gdyby nie mała sprzeczka i głupie słowa, które wtedy wypowiedział wszystko mogłoby być inaczej. Lepiej.
Czarnowłosy przejechał palcem po drzwiach wejściowych kawiarni, po czym otworzył je i udał się na ich ulubione miejsce. Chyba pierwszy raz wszedł tam sam. Usiadł w kącie, tak jak zawsze to robił, gdy byli razem. Oparł brodę na złączonych dłoniach i wpatrywał się ze smutnym uśmiechem w ścianę naprzeciwko. To miejsce kiedyś zajmował Hinata. Siedział tam z uśmiechem, zajadając truskawkowe ciasto, które mu kupił. Mówił z pełną buzią, na co Kageyama odpowiadał mu, że jest idiotą i ma najpierw zjeść, bo obślini cały stół. Hinata robił się w tym momencie tak czerwony jak jego włosy.
Wargi zaczęły mu się leciutko trząść, przez co je zagryzł. To było trudne. Wierzył, że jego ukochany chciałby, by przychodził tu z uśmiechem.
29/?
-Stresujesz się?
Nathan siedział na przednim fotelu w nowym mercedesie jego matki. W powietrzu unosiła się woń świerkowego lasu i męskich perfum, których prawdopodobnie używał nowy facet kobiety. Chłopak przyciskał do piersi granatowo-czarny plecak, zaciskając dłonie na paskach do jego regulacji. Wpatrywał się w zegar odliczający czas jaki mu pozostał do rozpoczęcia zajęć w jego nowej szkole. Matka dostała awans, a co za tym szło musieli się przeprowadzić na drugi koniec kraju i zmienić całe swoje dotychczasowe życie. Mimo że nie miał zbyt wielu przyjaciół w starej okolicy i był prześladowany przez sportowców w ich szkole, chciał tam żyć. Prosił ojca, by mógł zamieszkać z nim, byleby zostać w mieście, ale jego nowa żona się nie zgodziła. Nie lubił jej. Rozbiła związek rodziców, a na dodatek zabierała mu jego ojca pod pretekstem bycia z nim w "zagrożonej" ciąży.
-Jeśli teraz nie wysiądziesz to nie zdążysz odebrać planu lekcji i znaleźć odpowiedniej klasy.
Spojrzał na matkę. Uśmiech gościł na jej niewielkich wargach przyozdobionych czerwoną szminką. Jedną rękę trzymała na kierownicy, a drugą odgarniała brązowe loki opadające jej na twarz.
-Jest za dziesięć ósma, Nathan. Naprawdę chcesz się spóźnić już pierwszego dnia?
Pokręcił głową, nadal nie wychodząc z samochodu. Zielone oczy miał szeroko otwarte, jakby przekroczenie progu szkoły miało go zabić. Zagryzał dolną wargę.
-Och, no już... - rozczochrała mu włosy. -Jesteś dużym chłopcem i dasz sobie radę! To nie tak, że uczniowie cię zjedzą. W tamtej szkole znalazłeś przyjaciół to i w tej znajdziesz. A może nawet jakaś ładna dziewczyna zwróci na ciebie uwagę... No już! Hop siup i staw czoła nowej sytuacji.
-Mamo... - wywrócił oczami i z grymasem na twarzy, próbował przywrócić swoje włosy do porządku.
Wziął głęboki oddech i otworzył drzwi.
-Tak na marginesie to twoja szminka rozmazała się w prawym kąciku, ty wcale niedziecinna i bardzo odpowiedzialna matko - uśmiechnął się, wystawiając jedną nogę za pojazd. -Wcale się nie boję. Po prostu chciałem spędzić z tobą chwilę czasu zanim pojedziesz do pracy.
-Rzeczywiście... Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej? Naprawdę wyszłam tak z domu? O mój Boże...
-Pa, mamo.
Przesłał jej buziaka dwoma palcami, a ona udała, że go łapie. Czekał aż jej samochód zniknie z pola jego widzenia i na trzęsących się nogach udał w stronę bramy. Szkoła miała trzy piętra, osobne dla każdego rocznika. Na środku dziedzińca znajdowała się duża fontanna, którą dookoła zajmowali uczniowie. Po prawej stronie duże boisko, a po lewej ogród. Chłopak niepewnie zarzucił na ramię plecak i skierował się w stronę wejścia. Patrzył w ziemię. Okropnie się bał, że będzie tak samo jak w jego byłej szkole. Nie chciał być znów szykanowany i wyśmiewany za byle co.
28/?
W Obserwatorium prace badawcze dochodziły końca. Zmęczeni pracownicy rozciągali swoje obolałe ramiona i żegnali się ze sobą paroma słowami, bądź jedynie miłym uśmiechem. Pragnęli wrócić już do domu i zdrzemnąć się choćby na kilka minut. Chcieli ujrzeć swoich partnerów, którzy powitaliby ich późną kolacją oraz pełnymi czułości słowami 'Witaj w domu. Ciężko dziś pracowałeś'.
Jednakże mimo, iż pomieszczenie całkowicie opustoszało, przy jednym z biurek garbiły się plecy pewnego mężczyzny. Jego brązowe loki opadały miękko na czoło, zawierające zdecydowanie zbyt wiele zmarszczek. Oczy były uważnie wpatrzone w komputer, a dłonie dokonywały ostatnich zmian w otwartym pliku. Był zmęczony. Naprawdę pragnął położyć się spać i w końcu pozbyć się całego stresu, który wywierał na nim jego szef. Kochał tę pracę, ale momentami miał jej dość. Nie dlatego, że była ciężka. Po prostu przyszedł czas, gdy zaczął czuć, że to jego limit. Nigdy nie przyszło mu na myśl, by ją rzucić. Nie wyobrażał sobie życia bez wpatrywania w gwiazdy i szukania coraz to nowszych ciał niebieskich. Uwielbiał nadawać im imiona.
-Tato...
Delikatne szarpnięcie za fartuch oderwało go od swoich myśli. Spojrzał na swojego syna z ogromną sympatią. Chłopiec wyglądał jak anioł. Po ojcu miał kręcone włosy, jednak po mamie odziedziczył ich piękny, słomiany kolor. Jego błękitne oczy były wypełnione łzami, którym za nic w świecie nie chciał pozwolić spłynąć. Nadymał pucułowate policzki i lekko pociągał nosem. Kurczowo zaciśnięta dłoń na białym fartuchu ojca, mówiła mu wszystko. Mężczyzna położył rękę na głowie malucha, po czym rozczochrał mu włosy.
-Witaj, kochanie.
Pochylił się, by ucałować czoło dziecka.
-Tato... mamusia znowu płacze – zeszklone oczy malca zabłyszczały w ciemności. -N-nie chcę...
Słone krople spłynęły po twarzy chłopca, któremu głos odmówił posłuszeństwa. Jego pochlipywanie roznosiło się echem po całym Obserwatorium, nadając temu miejscu niezwykłą atmosferę. Ojciec otarł kciukami jego łzy, które zdawały się skalać piękną twarzyczkę. Uklęknął przed nim i objął, przyciągając kruche ciało do siebie. Buzia chłopca ukryła się w fałdach pomiętych już ubrań.
-Wiem, skarbie – szepnął, gładząc go po głowie. -Musisz dać jej czas. Wszyscy potrzebujemy odrobiny więcej czasu, by się z tym pogodzić.
Miał na myśli ich zmarłą córkę. Dziewczynka imieniem Hikari, tak jak wskazywało jej imię, była pełna blasku. Uwielbiała przyrodę. Często wychodziła na dwór obserwować życie motyli lub pilnować kwiatów, które zasadziła w doniczkach. Pomagała również staruszce, mieszkającej po sąsiedzku. Lubiła z nią przebywać i słuchać opowiadań o starych czasach. W przyszłości chciała zostać lekarzem, by pomagać ludziom i znaleźć lekarstwo na nieuleczalną chorobę jej młodszego braciszka. Była naprawdę uczynna.
Któregoś dnia wyszła na spacer do pobliskiego szpitala, by dotrzymać towarzystwa ciężko chorym. Jej rodzice martwili się tym, iż nie wróciła do domu o tej porze co zwykle. Robiło się naprawdę późno. Mimo, że dzwonili po wszystkich znajomych, u których mogłaby być, wciąż nie wiedzieli gdzie jest. Postanowili jej poszukać. Około czwartej w nocy, kiedy mieli się poddać i wrócić na poszukiwania jak już będzie jaśniej, znaleźli jej bucik przed lasem. Kilka metrów dalej widać było niedużą plamę krwi. Całe ciało znaleźli przy rzece. Sine usta dziewczynki układały się w rozmarzony uśmiech, a niebieskie oczy wpatrywały się daleko w przestrzeń. Jej skóra była zimna jak lód. Płuca miały już nigdy nie nabrać oddechu. Nogi nie mogły jej już ponieść na drugi koniec świata. Usta nie mogły wypowiedzieć więcej słów. Jej serce nie mogło więcej razy zabić.
-Tato, co to? Pokażesz mi gwiazdy, tatusiu?
Mężczyzna wstał i chwycił synka za rękę. Zaczęli podążać w stronę ogromnego teleskopu, znajdującego się na środku Obserwatorium.
-Jakich konstelacji już cię nauczyłem?
-Strzelec, Orion, Waga... um... Wodnik – chłopczyk zmarszczył brwi, próbując przypomnieć sobie wszystkie nazwy.
-Bardzo dobrze. Dzisiaj nauczę cię jak wygląda Koziorożec i gdzie go możesz znaleźć.
Wspólne szukanie gwiazd i dzielenie się pasją było naprawdę miłe. Chwile, w których mógł przekazać synowi coś, co kochał równie mocno jak jego samego... Cieszył się, że nie musiał być tam sam. Towarzystwo Yutaki działało na niego jak balsam. Uśmiech syna sprawiał, iż nie dało się samemu nie uśmiechnąć. Było w nim coś, co przyciągało ludzi.
-Wiesz, synku? Myślę, że gdzieś tam, między gwiazdami, które obserwujemy, w galaktyce, coś jeszcze żyje. - Mężczyzna wpatrywał się rozmarzonym wzrokiem w nocne niebo. Yutaka wziął z niego przykład i, choć nie rozumiał czym może być to 'coś', próbował sobie to wyobrazić. Ojciec uniósł syna na wysokość swoich oczu.
-Cieszę się, że cię mam.
-Też się cieszę, tato.
Małe dłonie oplotły go wokół szyi, a radosny uśmiech zagościł na twarzy chłopca. Mężczyzna kilka razy okręcił się wokół własnej osi, śmiejąc się radośnie wraz z dzieckiem.
Tę magiczną chwilę przerwały szybkie kroki i nerwowe mamrotanie. Drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka wpadła przerażona kobieta. Jej blond włosy były w całkowitym nieładzie, a oczy skakały po wszystkich kątach pomieszczenia. W końcu natrafiły na małego chłopca w ramionach taty. Z ulgą rzuciła się w ich kierunku, po drodze zrzucając z biurek parę papierów.
-Yutaka! Nigdy więcej tego nie rób! - wykrzyknęła i uścisnęła drobne ciałko. -Nawet nie wiesz jak się bałam... Myślałam... myślałam, że...
Przerwał jej nagły szloch.
-Myślałam, że znikniesz jak Hikari...
27/?
Najsmutniejszy człowiek to ten, który zapomina o uczuciach. Tak bardzo tłumi je w sobie, że zaczyna wierzyć, iż po prostu ich nie ma. Po jakimś czasie one naprawdę wyparują. I tego się boję.
Ja, Ryosuke, chciałem na chwilę poczuć się wolny. Bez tych wszystkich emocji, które ciągle pojawiały się na mojej twarzy, w mojej głowie i w moim sercu. Chciałem mieć chwilę spokoju i odpoczynku od nich, bo byłem nimi zmęczony. Czy naprawdę musiałem być za każdym razem zły, smutny i rozgoryczony, gdy ojciec przekładał nasze spotkanie? Czy naprawdę musiałem płakać i nienawidzić, gdy rodzice się rozwodzili? Powoli przyzwyczajałem się do ciągłego odpychania przez ojca. Budowałem wokół siebie mur, by aż tak bardzo nie cierpieć. Czy dobrze robiłem? Pewnie, że nie. Ale byłem sfrustrowany. Mur zaczął się wokół mnie zamykać. Było strasznie ciemno, cicho i pusto. Bałem się. To jedyne co czułem od dłuższego czasu.
Ludzie nie są tak bardzo nieczuli jak myślisz. Tak naprawdę w głębi siebie posiadasz uczucia. Zamierzam je z ciebie wyciągnąć.
Przez przypadek poznałem Tsukishime. Nauczyciel poprosił mnie, bym pomógł mu w lekcjach. Mimo, że miałem być tylko jego korepetytorem po kilku dniach przyłapałem go na masturbacji. Szeptał moje imię. Powiedział wtedy, że mnie kocha. Był moim przyjacielem z dzieciństwa, ale straciliśmy kontakt, gdy się wyprowadził. Zapomniałem o nim. Zapomniałem o wielu rzeczach. Wrócił, gdy moi rodzice się rozwodzili. Dużo wtedy płakałem. Najczęściej w drodze do domu. Czasami też w toalecie szkolnej, bądź u pielęgniarki. Chłopak uważnie mnie obserwował. Pewnego dnia obiecał mi, że przywróci mnie do poprzedniego stanu. Obiecał, że znów będę mógł się śmiać.
Czasami mówię zbyt dużo. Obiecuję rzeczy, których nie jestem w stanie dotrzymać. Kłamię, krzywdzę, nienawidzę, ale również kocham, szanuję i troszczę się. Taka jest ludzka natura. To jest piękne. Paleta uczuć, którymi dysponujemy jest rozmaita. Utracenie jej jest równoznaczne z utraceniem człowieczeństwa.
26/?
Skrzyp, skrzyp, skrzyp.
Zaspany chłopak z łóżkowymi włosami, schodził powoli po schodach. Zawsze wstawał o wiele wcześniej przed swoją mamą, by zrobić śniadanie i pożegnać zapracowaną kobietę. Odkąd rozwiodła się z mężem, w całości oddała się karierze, dlatego też większość obowiązków domowych przeszła na jej jedynego syna. Po pracy przychodziła wypić kawę, chwilę pogawędzić z Yorą, a następnie wziąć kryminał Agathy Christie do łóżka i porządnie się wyspać. Chłopak martwił się zdrowiem matki, gdyż coraz częściej skarżyła się na ból kości, a cienie pod jej oczami z dnia na dzień się powiększały.
Zaświecił światło w kuchni i zabrał się za robienie jajecznicy. Bycie ''panią domu'' bardzo mu odpowiadało. W zasadzie nic innego nie potrafił. Nie miał żadnych talentów, nawet nie próbował ich rozwinąć. Jedyne co przychodziło mu z łatwością to opieka nad domem oraz szybkie wyuczenie regułek na pamięć.
-Co tak ładnie pachnie?
Zaskoczony obejrzał się za siebie. Jego mama stała oparta o framugę z rękoma założonymi na piersi. Uśmiechnęła się do niego czule, co odwzajemnił. Jego postura przy kuchence przypominała jej byłego męża. Miała z nim dobry kontakt. Oboje stwierdzili, że w ich związku nie ma tego czegoś i zostali przyjaciółmi. Jednak wciąż na samą myśl o nim potrafiła rozczulać się godzinami.
-Wiesz, czasem myślę, że to ty opiekujesz się mną - powiedziała, wyciągając sztućce i talerze. -Ale wtedy patrzę na ciebie i stwierdzam, że wciąż jesteś moim malutkim, pięcioletnim synkiem, który myślał, że umrze, bo połknął muszkę w biegu.
-Mamooo... - wywrócił oczami.
Zachichotała i usiadła przy stole. Yora nałożył jedzenie na talerze, po czym zajął miejsce na przeciwko.
-Smacznego.
(to możesz troszeczkę ulepszyć i przedłużyć rozmowę)
(to możesz troszeczkę ulepszyć i przedłużyć rozmowę)
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Yora niósł dokumenty do pokoju nauczycielskiego. Często pomagał starszemu profesorowi, który się o niego martwił. Lubił pożyczać od niego interesujące książki i rozmawiać na temat ich treści.(możesz tu coś dodać później,ok albo po prostu opisać tą rozmowę z profesorkiem kiedy daje mu te dokumenty).
(tu będzie coś o wpadnięciu na typka)
-Pozwól, że pomogę i wezmę od ciebie połowę.
25/?
Hej, uważaj.
Nie podchodź zbyt blisko, bo jeszcze się zarazisz.
Najlepiej nawet na niego nie patrz, haha.
Jeśli go dotkniesz będziesz skażony i wszyscy zaczną cię unikać.
Co?
Że niby to wredne?
Przecież on nawet nie chce się z nami zakolegować.
Obraził Nami.
Zasłużył na bycie chorym.
Hahaha, co?
Nie zbliżaj się do niego, on śmierdzi.
Yora nie był zbyt bystry. Zwyczajny, ośmioletni chłopczyk, który mówił co tylko przyszło mu na myśl. Nic dziwnego, że przypadkiem zranił tym rok młodszą dziewczynkę. Wybuchnęła płaczem, przez co koledzy, z którymi się bawili, odepchnęli Yora. Zaczęły się też nieprzyjemne docinki z ich strony. Chłopiec próbował to ignorować, wyjaśnić i znów się z nimi zaprzyjaźnić, ale nic z tego nie wyszło. Stał się zamknięty w sobie. W podstawówce jadał sam ze słuchawkami w uszach, by nie słyszeć wyśmiewających go komentarzy. Na nieszczęście w gimnazjum trafił do tej samej klasy co jego byli przyjaciele.
Widziałam go wczoraj wieczorem przed love hotelem.
Poważnie? Z kim był?
Z jakimś starym dziadkiem.
Haha.
Nasz mały Yora się puszcza?
Ciekawe ile mu dają.
Może skorzystamy z jego usług?
Yora miał starszego brata, który lubił go zawstydzać. Czasami miał dziwne pomysły, jak ucieczka z domu na kilka dni i błąkanie się po nieznanych miastach bez pieniędzy i dachu nad głową. Nie był złą osobą. Chciał spędzić kilka godzin ze swoim bratem, a z racji tego, że nie miał własnego mieszkania oraz nie był mile widziany u rodziców, wybrał love hotel. Miał już dwadzieścia pięć lat, ale nadal nie potrafił się ustatkować. Yora go kochał. Podziwiał za jego styl bycia. Dlatego bardzo go bolały słowa znajomych z klasy.
Woaaah, uważaj jak chodzisz, jeszcze zarazisz mnie hivem.
Nie dotykaj mnie, dziwko.
Naprawdę myślisz, że możesz na nas patrzeć?
Patrz w ziemię.
Matka nie nauczyła cię szacunku dla lepszych od siebie?
Może ona też się puszcza?
Pewnie jesteś wpadką z jej klientem.
Haha, żałosne.
Yora chciał umrzeć.
5 sierpnia 2016
Prolog
Najsmutniejszy człowiek to taki, który zapomina o uczuciach. Tak bardzo tłumi je w sobie, że zaczyna wierzyć, iż po prostu ich nie ma. Po jakimś czasie one naprawdę wyparują. I tego się boję.
Ja, Ryosuke, chciałem na chwilę poczuć się wolny. Bez tych wszystkich emocji, które ciągle pojawiały się na mojej twarzy, w mojej głowie i w moim sercu. Chciałem mieć chwilę spokoju i odpoczynku od nich, bo byłem nimi zmęczony. Czy naprawdę musiałem być za każdym razem zły, smutny i rozgoryczony, gdy ojciec przekładał nasze spotkanie? Czy naprawdę musiałem płakać i nienawidzić, gdy rodzice się rozwodzili? Powoli przyzwyczajałem się do ciągłego odpychania przez ojca. Budowałem wokół siebie mur, by aż tak bardzo nie cierpieć. Czy dobrze robiłem? Pewnie, że nie. Ale byłem sfrustrowany. Mur zaczął się wokół mnie zamykać. Było strasznie ciemno, cicho i pusto. Ciche szmery i drapanie o ściany dobiegały jakby z oddali. Bałem się. To jedyne co czułem od dłuższego czasu.
Ludzie nie są tak bardzo nieczuli jak myślisz. Tak naprawdę w głębi siebie posiadasz uczucia. Zamierzam je z ciebie wyciągnąć.
Przez przypadek poznałem Tsukishime. Nauczyciel poprosił mnie, bym pomógł mu w lekcjach. Mimo, że miałem być tylko jego korepetytorem po kilku dniach przyłapałem go na masturbacji. Szeptał moje imię. Powiedział wtedy, że mnie kocha. Był moim przyjacielem z dzieciństwa, ale straciliśmy kontakt, gdy się wyprowadził. Zapomniałem o nim. Zapomniałem o wielu rzeczach. Wrócił, gdy moi rodzice się rozwodzili. Dużo wtedy płakałem. Najczęściej w drodze do domu. Czasami też w toalecie szkolnej, bądź u pielęgniarki. Chłopak uważnie mnie obserwował. Pewnego dnia obiecał mi, że przywróci mnie do poprzedniego stanu. Obiecał, że znów będę mógł się śmiać.
Czasami mówię zbyt dużo. Obiecuję rzeczy, których nie jestem w stanie dotrzymać. Kłamię, krzywdzę, nienawidzę, ale również kocham, szanuję i troszczę się. Taka jest ludzka natura. To jest piękne. Paleta uczuć, którymi dysponujemy jest rozmaita. Utracenie jej jest równoznaczne z utraceniem człowieczeństwa.
6 kwietnia 2016
If I lose you 00
,,Patrzenie na ciebie z daleka boli, gdyż wcześniej byliśmy bardzo blisko siebie. Mam cię na wyciągnięcie ręki, choć tak naprawdę dzieli nas ogromna przepaść. Z każdym dniem staje się coraz głębsza, a ja jestem na jej krańcu i przykładam dłoń do czoła, by dostrzec cię, mimo rażącego słońca. Stoisz po drugiej stronie niczym nierealna postać i wydaje mi się, że tylko sobie wyobraziłem zarys twojej sylwetki. To możliwe, prawda? Już dawno zostawiłeś mnie daleko za sobą. Starałem się za tobą nadążać, ale wciąż się zmieniałeś i nie potrafiłem się połapać w tych wszystkich maskach, które stale gościły na twojej twarzy. Czy już wtedy byłem skazany na porażkę? Chciałbym wrócić do tych chwil, w których na mnie czekałeś. Twoja osobowość w moich wspomnieniach jest zupełnie inna niż ty, który jesteś gdzieś daleko. Czy to możliwe, żeby aż tak się zmienić? Dlaczego nie zawrócisz i nie wybudujesz mostu nad przepaścią, którą między nami stworzyliśmy? Dlaczego nie wyciągniesz do mnie dłoni i nie otrzesz moich łez, tak jak za dawnych czasów? Dlaczego musiałeś mnie zostawić? Pragnę wykrzyczeć wszystkie te pytania. Pragnę wykrzyczeć twoje imię i pokazać ci jak bardzo przez ciebie cierpię. Jednak obawiam się, że jesteś już tak daleko, iż możesz mnie nie usłyszeć. Być może już stałeś się głuchy na wszystkie moje słowa. Naprawdę nie chcę się poddawać, ale co mogę zrobić, jeśli już ze mnie zrezygnowałeś? Jak mogę sprawić, że zawrócisz? Czy może już nigdy nie będziemy koło siebie szli..? Może już nigdy więcej nie zdołam zobaczyć twoich szczerych oczu, ani uśmiechu. Tęsknię za twoim radosnym wyrazem twarzy, gdy udało nam się razem przekroczyć granicę naszych możliwości."
3 kwietnia 2016
Tłumaczenie do filmu:')))))
Karasuno High makes the receive!
Liceum Karasuno przyjmuje!
Now the ball is being brought to the setter
Teraz piłka...
SCORE!
PUNKT!
The 'Small Giant' really lives up to his name!
''Mały gigant'' urodził się, by nim być!
That makes five points in a row!
Zdobył piąty punkt z kolei!
We're here at the National High School Volleyball Championships,
Jesteśmy tutaj, na Narodowych Mistrzostwach Siatkarskich,
Where Karasuno High's Small Giant has been bouncing around amongst players 190 cm tall!
gdzie Mały Gigant z liceum Karasuno skakał wśród 190 centymetrowych zawodników!
The Small Giant!
Mały Gigant!
Battling in the National Spring High Volleyball Playoffs...
Zwycięzcą Wiosennych Narodowych Mistrzostw Siatkarskich Play-off*...
*Play-off - system rozgrywek sportowych , mający na celu wyłonienie drużyny mistrzowskiej.
...was a school from one town over:
została szkoła z miasteczka:
Karasuno High.
Liceum Karasuno.
In the midst of a court crowded by players nearly 190 cm tall...
Na boisku, pośród 190 centymetrowych graczy
...stood a player. flitting about with a height of only 170 cm, not much at all.
stoi zawodnik, mknący ze wzrostem zaledwie 170 centymetrów.
I watched that tiny athlete play, fascinated.
Obserwowałem jak grał.
Schou-chan! Hurry up!
Schou-chan! Pośpiesz się!
The grounds are gonna get claimed!
Boisko
Even now, i can still remember how my body trembled...
Nawet teraz pamiętam jak moje ciało się trzęsło..
...seeing him nail point after point.
widząc go zdobywającego punkt za punktem.
It would be so cool..
To musiałoby być super..
..if i could be like him!
Gdybym mógł być jak on!
Hinata Shouyou, the main character of our story.
Hinata Shouyou, główny bohater tej historii.
Looking up to the Small Giant, whose game he happened to catch on tv in elementary school,
Podziwiając Małego giganta, którego grę zobaczył w telewizji, gdy był w szkole podstawowej,
he decided to play volleyball.
zdecydował, że będzie grał w siatkówkę.
Height: 162.8 cm, weight: 52.9 kg.
Wzrost: 162.8 cm, waga: 52,9 kg.
Birthdate: June 21st
Urodziny: 21 Czerwca
Favorite food: rice with egg on top
Ulubione jedzenie: ryż z jajkiem na górze
Position: Wing spiker
Pozycja: środkowy atakujący!
Eh? I'm the only club member?
Eh? Jestem jedyną osobą w klubie?
However, he had yet to find someone who would set a toss for him.
Jednak postanowił znaleźć kogoś kto dla niego wystawi.
What'll it be? Wanna change to another club? Or join up with the girls' team?
Co jest? Chcesz zmienić klub? Albo dołączyć do klubu dziewcząt?
Oh, no..
Oh, nie..
I'll play alone if i have to! I'm gonna become the Small Giant!
Będę grał sam, jeśli muszę! Stanę się Małym Gigantem!
In little corners on the gym...
W małym kącie w gimnazjum...
What the heck was that...?
Co to było, do diabła?
Corners of the practice grounds...
Kąt do ćwiczeń...
That was a close one!
Było blisko!
Even hallways.
nawet korytarz...
Aw, look at him~
Aww, spójrzcie na niego~
OMG! Are you practicing volleyball by yourself?
OMG! Ćwiczysz siatkówkę całkiem sam?
Ooh, what if we're better than him? Receive~
Ooh, co jeśli jesteśmy od niego lepsze? Przyjęcie~
Toss~
Wystawa~
Attack~
Atak~
Anywhere he could practice, he did.
Gdziekolwiek mógł ćwiczyć, robił to.
His enthusiasm spurred him to continues.
Jego entuzjazm zachęcał go, by kontynuował.
It started off that way.
Someday, i'm gonna play in real match!
Któregoś dnia zagram w prawdziwym meczu!
His focus drive...
and straightforward nature always moved others.
i szczera natura zawsze poruszała innych.
As if the very sun himself.
Jak
Hinata Shouyou, in Spring of his third year of middle school, finally...!
Hinata Shouyou, wiosną, trzeciego roku gimnazjum, w końcu...!
Oh! New students!
Oh! Nowi uczniowie!
You're going to join the volleyball team?!
Chcecie dołączyć do drużyny siatkarskiej?!
One..
Jeden...
Two...
Dwa...
Three...
Trzy...
Four...
Cztery...
Five...
Pięć...
SIX PLAYERS!
SZEŚCIU ZAWODNIKÓW!
And so, the day finally came... when he met the other main character of our story.
I tak, ten dzień w końcu nadszedł... kiedy spotkał innych bohaterów tej historii.
At last...!
W końcu..!
I CAN FINALLY PLAY A GAME!
MOGĘ W KOŃCU ZAGRAĆ!
So many people!
Tak dużo osób!
This gym is huge!
Ta sala jest ogromna!
And the smell of air salonpas!
I pachnie
I was the only team member at first.
Na początku byłem jedyną osobą w drużynie.
But after three years of struggling
Ale po trzech latach zmagań
i finally get to play a match!
Nareszcie zagram w meczu!
We've made it this far - so we\ve got to win!
Zaszliśmy tak daleko - więc chcemy wygrać!
Outta the way!
Z drogi!
Oh excuse me!
Oh, przepraszam!
A team of amateurs they just threw together?
Czy drużyna amatorów nie powinna trzymać się razem?
I wonder what they're even here for?
Zastanawiam się po co tu jesteście?
Maybe to make some memories?
Może, by stworzyć kilka wspomnień?
We came to win, duh!
Przyszliśmy, by wygrać, uh!
you're saing that, knowing how important height is in volleyball?
Mówisz to, wiedząc jak ważny jest wzrost w siatkówce?
I know, i'm not really big.
Wiem, że nie jestem zbyt wysoki,
But...
Ale...
I can jump!
Potrafię skakać!
It's about to start, Daichi-san, Suga-san!
Właśnie się zaczyna, Daichi-san, Suga-san!
Snap it up, Chikara!
Rusz się, Chikara!
Hey, Daichi-san, why do you care so much about some middle-schoolers'matchers?
Hej, Daichi-san, dlaczego tak bardzo przejmujesz się meczem gimnazjalistów?
We're here to see the King of the Court!
Jesteśmy tu, żeby zobaczyć Króla Boiska!
King...?
Króla?
Kitagawa Daiichis setter, Kageyama.
Wystawiający Kitagawy Daiichi.
Like a king, he rules the court with his outstanding reflexes and volleyball sense.
Jak król, rządzi boiskiem swoim wyjątkowym refleksem i siatkarskim przeczuciem.
What the heck is he?
Kim on jest, do diabła?
Go for it, Shou-chan!
Dawaj, Shou-chan!
I may be a shrimp, but i got these legs of mine!
Mogę być kurduplem, ale mam swoje nogi!
and with them, i'll jump over every wall!
Z nimi przeskoczę każdy mur!
Any wall!
Dowolny mur!
Aw, the caught it.
Ajj, obronił to.
But what a jump!
Co za skok!
Our teams going to play in round 1, and then round 2, winning and playing lots a games.
Wasza drużyna gra w pierwszej rundzie, potem w drugiej, wygrywa i gra jeszcze w wielu meczach.
All the matches I've missed this far!
Wszystkie te mecze mnie ominęły!
Whether it's round 1 or 2, nationals or Finals
Czy jest to runda 1 albo 2, narodowe albo finały
the one who'll win and be left standing on the court is me!
tym kto wygra i będzie stał na boisku, będę ja!
There's no such thing as a guaranteed loss! As long as you don't give up-
Not giving up is easier said than done!
Nie poddawanie się jest prostsze od przegrania!
It takes more than willpower to overcome a difference in size or experience.
ah they got it again!
ah, znów obronili!
But, man, that bouncy kid can move
Ale ten dzieciak potrafi
If only he got some height to him... Right, Suga-san?
Jeśli tylko byłby trochę wyższy... Prawda, Suga-san?
You got that right.
Masz rację.
And i'm sure 1 could be even better if he had a proper setter.
Jestem pewny, że #1 byłby lepszy, gdyby miał właściwego wystawiającego.
But he's doing a fantastic job of supporting his mish-mash team of newbies solo.
Chociaż świetnie sobie radzi wspierając swoją drużynę nowicjuszy.
In contrast, Kageyama is...
Porównując, Kageyama jest...
Faster!
Szybciej!
His tosses are as reckless as ever, huh...
Jego wystawy są jak zwykle lekkomyślne.
Why so serious?
So when exactly do you people plan on taking this serioulsy?
Kiedy zamierzacie wziąć to na serio?
Finals?
Finały?
He isn't taking advantage of the talented players around him
Nie bierze korzyści z otaczających go utalentowanych zawodników.
It's as if he's playing alone!
Jakby grał sam!
Ah, ah no!
Ah, ah nie!
Sweet. Another service ace!
Juhu! Kolejny as serwisowy!
It hasn't dropped yet!
Nie spadnie!
Why is he trying so hard..?
Dlaczego ciągle próbuje..?
because..
Ponieważ
we still haven't lost yet!
Nadal nie przegraliśmy!
Exactly.. it's so simple
Dokładnie... to bardzo proste
No matter how difficult it may be, there's only one reason we chase the ball:
Nieważne jak trudne to będzie, jest tylko jeden powód dla którego biegamy za piłką:
Because it hasn't touched the court yet!
Ponieważ nie dotknęła boiska!
No matter how great the disadvantage, there's only one reason we keep fighting:
Nieważne jak świetne są wady (?), jest tylko jeden powód, dla którego walczymy:
Because... we haven't lost yet!
Ponieważ... jeszcze nie przegraliśmy!
Kindaichi, block it!
Kindaichi, zablokuj to!
One touch!
Jeden dotyk!
YES!
TAK!!
Chase it until it's lost!
Goń to, zanim będzie stracone!
Match point
Punkt meczowy
It's do or die for Yukigaoka
Zrób to albo umrzyj dla Yukigaoka
Ooh, chance ball!
Ooh, ryzykowna piłka!
ah crap!
ah, zepsułem!
No, it's a toss miss!
Nie, zła wystawa!
a miss-timed toss?
There's no one there...
Nikogo tu nie ma...
Or there wasn't
Albo nie było.
And yet in the blink of an eye...
W ciągu mrugnięcia oka
He was just there only a moment ago
Był tutaj jeszcze sekundę temu
we are supposed to have had a mark on him!
So why... WHY IS HE THERE?!
Więc dlaczego... DLACZEGO ON TU JEST?!
Seriously? He actually hit it!
Naprawdę?! On to uderzył!
That was a shock
To był szok
I can't believe he hit such a ridiculous toss!
Nie wierzę, że uderzył taką absurdalną wystawę!
Out..?
Aut..?
Unfortunately... the ball was out
Niestety... Piłka wyszła na aut
Game... Over
Gra... Skończona
his first and final game of middle school
Jego pierwsza i ostatnia gra w gimnazjum
With zero sets taken
Bez żadnego wygranego seta
lasted a mere 31 minutes in total
Trwała jedynie 31 minut
His name, as i later learned
Jego imię, które później usłyszałem
was Kageyama Tobio
Brzmiało Kageyama Tobio
The King of the Court
Król Boiska
You...!
TY...!
If you're the King...
Jeśli jesteś królem...
who rules the court
Który rządzi boiskiem
then i'll defeat you
pokonam cię
and be the one left standing on the court
i będę tym, który pozostanie na boisku
The only ones who get to stay on the court are the winners. The strong.
Osoby, które zostają na boisku są zwycięscami. Są silni.
If you want to stay on the court
Jeśli chcesz zostać na boisku
then get stronger!
stań się silniejszy!
I can't do this alone
Nie potrafię zrobić tego sam
I can't win alone
Nie mogę sam wygrać
Girl's volleyball team members even old ladies from the local neighborhood
Dziewczyny z drużyny siatkarskiej, starsze kobiety z okolicy
He practiced with anyone he could find
ćwiczył z każdym kogo znalazł
And then... his first year of high school
Potem... pierwszy rok w średniej szkole
spring
wiosna
He'd long ago decided where to go for high school
Dużo wcześniej zdecydował gdzie pójdzie do szkoły
Miyagi prefecture's Karasuno High School
Miyagi Liceum Karasuno!
flap flap flap caw caw caw
I'm finally here, Karasuno
W końcu tu jestem, Karasuno
the same school as the small giant
Szkoła Małego Giganta
i'm gonna practice my butt off now
and then that king who's probably going to some fancy-pants powerhouse school
wtedy król, który pewnie poszedł do jakiejś super szkoły
is going DOWN
Upadnie
or at least that was the plan!
WHAT ARE YOU DOING HERE?!
CO TY TUTAJ ROBISZ?!
Volleyball or haikyuu
Siatkówka lub Haikyuu
two teams hit a ball back and forth over a net cutting the court in half
dwie drużyny uderzają piłkę
you must not drop the ball or can you hold it
Musisz utrzymać piłkę w grze
it's a ball-based game focused on attacking and connecting throught three volleys
a tall, tall wall looms before me
Wysoki, wysoki mur wyłania się przede mną
i wonder what it looks like beyond it
Zastanawiam się co za nim jest
i wonder how the view seems
Zastanawiam się jak to wygląda
it's a view i'd never be able to see on my own.
To widok, którego nigdy w życiu nie widziałem
but i might be able to if i'm not alone!
Ale mogę to osiągnąć jeśli nie będę sam
the view from the top
Widok z góry...
Liceum Karasuno przyjmuje!
Now the ball is being brought to the setter
Teraz piłka...
SCORE!
PUNKT!
The 'Small Giant' really lives up to his name!
''Mały gigant'' urodził się, by nim być!
That makes five points in a row!
Zdobył piąty punkt z kolei!
We're here at the National High School Volleyball Championships,
Jesteśmy tutaj, na Narodowych Mistrzostwach Siatkarskich,
Where Karasuno High's Small Giant has been bouncing around amongst players 190 cm tall!
gdzie Mały Gigant z liceum Karasuno skakał wśród 190 centymetrowych zawodników!
The Small Giant!
Mały Gigant!
Battling in the National Spring High Volleyball Playoffs...
Zwycięzcą Wiosennych Narodowych Mistrzostw Siatkarskich Play-off*...
*Play-off - system rozgrywek sportowych , mający na celu wyłonienie drużyny mistrzowskiej.
...was a school from one town over:
została szkoła z miasteczka:
Karasuno High.
Liceum Karasuno.
In the midst of a court crowded by players nearly 190 cm tall...
Na boisku, pośród 190 centymetrowych graczy
...stood a player. flitting about with a height of only 170 cm, not much at all.
stoi zawodnik, mknący ze wzrostem zaledwie 170 centymetrów.
I watched that tiny athlete play, fascinated.
Obserwowałem jak grał.
Schou-chan! Hurry up!
Schou-chan! Pośpiesz się!
The grounds are gonna get claimed!
Boisko
Even now, i can still remember how my body trembled...
Nawet teraz pamiętam jak moje ciało się trzęsło..
...seeing him nail point after point.
widząc go zdobywającego punkt za punktem.
It would be so cool..
To musiałoby być super..
..if i could be like him!
Gdybym mógł być jak on!
Hinata Shouyou, the main character of our story.
Hinata Shouyou, główny bohater tej historii.
Looking up to the Small Giant, whose game he happened to catch on tv in elementary school,
Podziwiając Małego giganta, którego grę zobaczył w telewizji, gdy był w szkole podstawowej,
he decided to play volleyball.
zdecydował, że będzie grał w siatkówkę.
Height: 162.8 cm, weight: 52.9 kg.
Wzrost: 162.8 cm, waga: 52,9 kg.
Birthdate: June 21st
Urodziny: 21 Czerwca
Favorite food: rice with egg on top
Ulubione jedzenie: ryż z jajkiem na górze
Position: Wing spiker
Pozycja: środkowy atakujący!
Eh? I'm the only club member?
Eh? Jestem jedyną osobą w klubie?
However, he had yet to find someone who would set a toss for him.
Jednak postanowił znaleźć kogoś kto dla niego wystawi.
What'll it be? Wanna change to another club? Or join up with the girls' team?
Co jest? Chcesz zmienić klub? Albo dołączyć do klubu dziewcząt?
Oh, no..
Oh, nie..
I'll play alone if i have to! I'm gonna become the Small Giant!
Będę grał sam, jeśli muszę! Stanę się Małym Gigantem!
In little corners on the gym...
W małym kącie w gimnazjum...
What the heck was that...?
Co to było, do diabła?
Corners of the practice grounds...
Kąt do ćwiczeń...
That was a close one!
Było blisko!
Even hallways.
nawet korytarz...
Aw, look at him~
Aww, spójrzcie na niego~
OMG! Are you practicing volleyball by yourself?
OMG! Ćwiczysz siatkówkę całkiem sam?
Ooh, what if we're better than him? Receive~
Ooh, co jeśli jesteśmy od niego lepsze? Przyjęcie~
Toss~
Wystawa~
Attack~
Atak~
Anywhere he could practice, he did.
Gdziekolwiek mógł ćwiczyć, robił to.
His enthusiasm spurred him to continues.
Jego entuzjazm zachęcał go, by kontynuował.
It started off that way.
Someday, i'm gonna play in real match!
Któregoś dnia zagram w prawdziwym meczu!
His focus drive...
and straightforward nature always moved others.
i szczera natura zawsze poruszała innych.
As if the very sun himself.
Jak
Hinata Shouyou, in Spring of his third year of middle school, finally...!
Hinata Shouyou, wiosną, trzeciego roku gimnazjum, w końcu...!
Oh! New students!
Oh! Nowi uczniowie!
You're going to join the volleyball team?!
Chcecie dołączyć do drużyny siatkarskiej?!
One..
Jeden...
Two...
Dwa...
Three...
Trzy...
Four...
Cztery...
Five...
Pięć...
SIX PLAYERS!
SZEŚCIU ZAWODNIKÓW!
And so, the day finally came... when he met the other main character of our story.
I tak, ten dzień w końcu nadszedł... kiedy spotkał innych bohaterów tej historii.
At last...!
W końcu..!
I CAN FINALLY PLAY A GAME!
MOGĘ W KOŃCU ZAGRAĆ!
So many people!
Tak dużo osób!
This gym is huge!
Ta sala jest ogromna!
And the smell of air salonpas!
I pachnie
I was the only team member at first.
Na początku byłem jedyną osobą w drużynie.
But after three years of struggling
Ale po trzech latach zmagań
i finally get to play a match!
Nareszcie zagram w meczu!
We've made it this far - so we\ve got to win!
Zaszliśmy tak daleko - więc chcemy wygrać!
Outta the way!
Z drogi!
Oh excuse me!
Oh, przepraszam!
A team of amateurs they just threw together?
Czy drużyna amatorów nie powinna trzymać się razem?
I wonder what they're even here for?
Zastanawiam się po co tu jesteście?
Maybe to make some memories?
Może, by stworzyć kilka wspomnień?
We came to win, duh!
Przyszliśmy, by wygrać, uh!
you're saing that, knowing how important height is in volleyball?
Mówisz to, wiedząc jak ważny jest wzrost w siatkówce?
I know, i'm not really big.
Wiem, że nie jestem zbyt wysoki,
But...
Ale...
I can jump!
Potrafię skakać!
It's about to start, Daichi-san, Suga-san!
Właśnie się zaczyna, Daichi-san, Suga-san!
Snap it up, Chikara!
Rusz się, Chikara!
Hey, Daichi-san, why do you care so much about some middle-schoolers'matchers?
Hej, Daichi-san, dlaczego tak bardzo przejmujesz się meczem gimnazjalistów?
We're here to see the King of the Court!
Jesteśmy tu, żeby zobaczyć Króla Boiska!
King...?
Króla?
Kitagawa Daiichis setter, Kageyama.
Wystawiający Kitagawy Daiichi.
Like a king, he rules the court with his outstanding reflexes and volleyball sense.
Jak król, rządzi boiskiem swoim wyjątkowym refleksem i siatkarskim przeczuciem.
What the heck is he?
Kim on jest, do diabła?
Go for it, Shou-chan!
Dawaj, Shou-chan!
I may be a shrimp, but i got these legs of mine!
Mogę być kurduplem, ale mam swoje nogi!
and with them, i'll jump over every wall!
Z nimi przeskoczę każdy mur!
Any wall!
Dowolny mur!
Aw, the caught it.
Ajj, obronił to.
But what a jump!
Co za skok!
Our teams going to play in round 1, and then round 2, winning and playing lots a games.
Wasza drużyna gra w pierwszej rundzie, potem w drugiej, wygrywa i gra jeszcze w wielu meczach.
All the matches I've missed this far!
Wszystkie te mecze mnie ominęły!
Whether it's round 1 or 2, nationals or Finals
Czy jest to runda 1 albo 2, narodowe albo finały
the one who'll win and be left standing on the court is me!
tym kto wygra i będzie stał na boisku, będę ja!
There's no such thing as a guaranteed loss! As long as you don't give up-
Not giving up is easier said than done!
Nie poddawanie się jest prostsze od przegrania!
It takes more than willpower to overcome a difference in size or experience.
ah they got it again!
ah, znów obronili!
But, man, that bouncy kid can move
Ale ten dzieciak potrafi
If only he got some height to him... Right, Suga-san?
Jeśli tylko byłby trochę wyższy... Prawda, Suga-san?
You got that right.
Masz rację.
And i'm sure 1 could be even better if he had a proper setter.
Jestem pewny, że #1 byłby lepszy, gdyby miał właściwego wystawiającego.
But he's doing a fantastic job of supporting his mish-mash team of newbies solo.
Chociaż świetnie sobie radzi wspierając swoją drużynę nowicjuszy.
In contrast, Kageyama is...
Porównując, Kageyama jest...
Faster!
Szybciej!
His tosses are as reckless as ever, huh...
Jego wystawy są jak zwykle lekkomyślne.
Why so serious?
So when exactly do you people plan on taking this serioulsy?
Kiedy zamierzacie wziąć to na serio?
Finals?
Finały?
He isn't taking advantage of the talented players around him
Nie bierze korzyści z otaczających go utalentowanych zawodników.
It's as if he's playing alone!
Jakby grał sam!
Ah, ah no!
Ah, ah nie!
Sweet. Another service ace!
Juhu! Kolejny as serwisowy!
It hasn't dropped yet!
Nie spadnie!
Why is he trying so hard..?
Dlaczego ciągle próbuje..?
because..
Ponieważ
we still haven't lost yet!
Nadal nie przegraliśmy!
Exactly.. it's so simple
Dokładnie... to bardzo proste
No matter how difficult it may be, there's only one reason we chase the ball:
Nieważne jak trudne to będzie, jest tylko jeden powód dla którego biegamy za piłką:
Because it hasn't touched the court yet!
Ponieważ nie dotknęła boiska!
No matter how great the disadvantage, there's only one reason we keep fighting:
Nieważne jak świetne są wady (?), jest tylko jeden powód, dla którego walczymy:
Because... we haven't lost yet!
Ponieważ... jeszcze nie przegraliśmy!
Kindaichi, block it!
Kindaichi, zablokuj to!
One touch!
Jeden dotyk!
YES!
TAK!!
Chase it until it's lost!
Goń to, zanim będzie stracone!
Match point
Punkt meczowy
It's do or die for Yukigaoka
Zrób to albo umrzyj dla Yukigaoka
Ooh, chance ball!
Ooh, ryzykowna piłka!
ah crap!
ah, zepsułem!
No, it's a toss miss!
Nie, zła wystawa!
a miss-timed toss?
There's no one there...
Nikogo tu nie ma...
Or there wasn't
Albo nie było.
And yet in the blink of an eye...
W ciągu mrugnięcia oka
He was just there only a moment ago
Był tutaj jeszcze sekundę temu
we are supposed to have had a mark on him!
So why... WHY IS HE THERE?!
Więc dlaczego... DLACZEGO ON TU JEST?!
Seriously? He actually hit it!
Naprawdę?! On to uderzył!
That was a shock
To był szok
I can't believe he hit such a ridiculous toss!
Nie wierzę, że uderzył taką absurdalną wystawę!
Out..?
Aut..?
Unfortunately... the ball was out
Niestety... Piłka wyszła na aut
Game... Over
Gra... Skończona
his first and final game of middle school
Jego pierwsza i ostatnia gra w gimnazjum
With zero sets taken
Bez żadnego wygranego seta
lasted a mere 31 minutes in total
Trwała jedynie 31 minut
His name, as i later learned
Jego imię, które później usłyszałem
was Kageyama Tobio
Brzmiało Kageyama Tobio
The King of the Court
Król Boiska
You...!
TY...!
If you're the King...
Jeśli jesteś królem...
who rules the court
Który rządzi boiskiem
then i'll defeat you
pokonam cię
and be the one left standing on the court
i będę tym, który pozostanie na boisku
The only ones who get to stay on the court are the winners. The strong.
Osoby, które zostają na boisku są zwycięscami. Są silni.
If you want to stay on the court
Jeśli chcesz zostać na boisku
then get stronger!
stań się silniejszy!
I can't do this alone
Nie potrafię zrobić tego sam
I can't win alone
Nie mogę sam wygrać
Girl's volleyball team members even old ladies from the local neighborhood
Dziewczyny z drużyny siatkarskiej, starsze kobiety z okolicy
He practiced with anyone he could find
ćwiczył z każdym kogo znalazł
And then... his first year of high school
Potem... pierwszy rok w średniej szkole
spring
wiosna
He'd long ago decided where to go for high school
Dużo wcześniej zdecydował gdzie pójdzie do szkoły
Miyagi prefecture's Karasuno High School
Miyagi Liceum Karasuno!
flap flap flap caw caw caw
I'm finally here, Karasuno
W końcu tu jestem, Karasuno
the same school as the small giant
Szkoła Małego Giganta
i'm gonna practice my butt off now
and then that king who's probably going to some fancy-pants powerhouse school
wtedy król, który pewnie poszedł do jakiejś super szkoły
is going DOWN
Upadnie
or at least that was the plan!
WHAT ARE YOU DOING HERE?!
CO TY TUTAJ ROBISZ?!
Volleyball or haikyuu
Siatkówka lub Haikyuu
two teams hit a ball back and forth over a net cutting the court in half
dwie drużyny uderzają piłkę
you must not drop the ball or can you hold it
Musisz utrzymać piłkę w grze
it's a ball-based game focused on attacking and connecting throught three volleys
a tall, tall wall looms before me
Wysoki, wysoki mur wyłania się przede mną
i wonder what it looks like beyond it
Zastanawiam się co za nim jest
i wonder how the view seems
Zastanawiam się jak to wygląda
it's a view i'd never be able to see on my own.
To widok, którego nigdy w życiu nie widziałem
but i might be able to if i'm not alone!
Ale mogę to osiągnąć jeśli nie będę sam
the view from the top
Widok z góry...
WHAT ARE YOU DOING HERE?
CO TY TUTAJ ROBISZ?
You're from last year's game
Jesteś tym z tamtego roku...
Your name was
Twoje imię to..
no clue
Nie mam pojęcia
m-my name is Hinata Shouyou and you'd better remember it
N-nazywam się Hinata Shouyou, lepiej żebyś je zapamiętał
i remember you just fine!
Dobrze cię pamiętam!
shit-for-ability
DON'T MAKE FUN OF ME
NIE ŻARTUJ ZE MNIE
I mean, yeah, you slaughtered us
Z latwością nas pokonałeś
but i don't plan on losing again
Ale nie mam zamiaru znów przegrać
or at least that's what i told myself when i enrolled here
Powiedziałem (?) to sobie, gdy się tu zapisywałem
but i can't beat you when we're on the same team! What are you doing here?!
Ale nie mogę cię pokonać, kiedy jesteśmy w tej samej drużynie! Co ty tutaj robisz?!
i applied to one of the best schools in the prefecture
Złożyłem podanie do najlepszej szkoły w prefekturze
and got rejected
i zostałem odrzucony
huh? Rejected? even though you're the king of the court?
Co? Odrzucony? Nawet jeśli jesteś Królem Boiska?
Hey
Hej
don;t
Nie
call me that
Nazywaj mnie tak
NARITAA! NARITA!!!
Oh, Narita!
I'm not Narita
Nie jestem Narita
Who'da thunk it? Kitagawa Daiichi's setter, on our team
Kto by pomyślał? Rozgrywający Kitagawy Daiichi w naszej drużynie...
Hello
Witam
The official jerseys of Karasuno volleyball Club
Oficjalna koszulka Siatkarskiego Klubu Karasuno
I really have made it to Karasuno
Naprawdę znalazłem się w Karasuno
You're the shrimp in the #1 uniform!
Jesteś tym kurduplem w stroju z #1
Hi there
Cześć
Wow, so the both of you came to Karasuno?
Łał, więc oboje przyszliście do Karasuno?
We caught your match against each other last year
Przyszliśmy zobaczyć wasz mecz zeszłego roku
You've got some jump on you
świetnie skakałeś
THANKS
Dzięki
Buuut
Aleee
Haven't grown much, huh?
Wcale nie urosłeś, co?
True, i haven't grown much since then
Niewiele urosłem
but even though i'm small, i can still jump!
ale nawet jeśli jestem niski, wciąż potrafię skakać!
I'm gonna be Karasuno ace!
Zostanę asem Karasuno!
Claiming you're gonna be our new ace right outta the gate?
Twierdzisz, że zostaniesz naszym nowych asem
YUP! I'm gonna do my best
TAK! Zrobię co w mojej mocy
You've sure got some balls to say that
Musisz ..... żeby to powiedzieć
aww, c'mon it's nice to be ambitious
Aww, to dobrze, że jest ambitny
So i take it
Więc zrobię to
youre claim you'll become the ace means you've improved right?
Twierdzenie, że zostaniesz asem sugeruje, że się poprawiłeś?
If you've been dicking around you'll waste another three years
What was that?
Co jest?
I did my best to-
Zrobię co w mojej mocy-
Your 'best' led to that crushing defeat
Twoja 'moc' doprowadzi do porażki
You two do realize you're no longer enemies right?
Wy dwoje nie jesteście już dłużej wrogami, okej?
Accept that you;re teammates now-
Zaakceptujcie to, że jesteście teraz kolegami z drużyny-
All right! Play me!
Dobra! Zagraj ze mną!
Why you little- Daichi-san was still talking
Dlaczego, ty mały- Daichi-san wciąż mówił
I had a lot of people help me practice!
Wiele osób pomagało mi ćwiczyć!
I'm not the same player i was last year
Nie jestem tym samym zawodnikiem, którym byłem rok temu
Not the same, huh?
Nie jesteś tym samym, co?
Well, i'm not the same as before either
Więc ja też nie jestem taki sam jak byłem
Hey now
Hej teraz
Come on, you two
No dalej, wy dwoje
Don't get carried away
Nie dajcie się ponieść
Serve the ball
Zaserwuj
I'll take anything you throw at me
Odbiorę wszystko co zaserwujesz
Hey, you little
Hej ty mały
A jump serve?
serw z wyskoku?
Last year he just did regular serves
Rok temu serwował normalnie
i dunno if even i could've handled that
Nie wiem czy kiedykolwiek poradziłbym sobie z tym
How is that any different from last year?
Co się zmieniło od tamtego roku?
One more!
Jeszcze raz!
Hey!
Hej!
What a qiuck response
Co za szybka reakcja
CO TY TUTAJ ROBISZ?
You're from last year's game
Jesteś tym z tamtego roku...
Your name was
Twoje imię to..
no clue
Nie mam pojęcia
m-my name is Hinata Shouyou and you'd better remember it
N-nazywam się Hinata Shouyou, lepiej żebyś je zapamiętał
i remember you just fine!
Dobrze cię pamiętam!
shit-for-ability
DON'T MAKE FUN OF ME
NIE ŻARTUJ ZE MNIE
I mean, yeah, you slaughtered us
Z latwością nas pokonałeś
but i don't plan on losing again
Ale nie mam zamiaru znów przegrać
or at least that's what i told myself when i enrolled here
Powiedziałem (?) to sobie, gdy się tu zapisywałem
but i can't beat you when we're on the same team! What are you doing here?!
Ale nie mogę cię pokonać, kiedy jesteśmy w tej samej drużynie! Co ty tutaj robisz?!
i applied to one of the best schools in the prefecture
Złożyłem podanie do najlepszej szkoły w prefekturze
and got rejected
i zostałem odrzucony
huh? Rejected? even though you're the king of the court?
Co? Odrzucony? Nawet jeśli jesteś Królem Boiska?
Hey
Hej
don;t
Nie
call me that
Nazywaj mnie tak
NARITAA! NARITA!!!
Oh, Narita!
I'm not Narita
Nie jestem Narita
Who'da thunk it? Kitagawa Daiichi's setter, on our team
Kto by pomyślał? Rozgrywający Kitagawy Daiichi w naszej drużynie...
Hello
Witam
The official jerseys of Karasuno volleyball Club
Oficjalna koszulka Siatkarskiego Klubu Karasuno
I really have made it to Karasuno
Naprawdę znalazłem się w Karasuno
You're the shrimp in the #1 uniform!
Jesteś tym kurduplem w stroju z #1
Hi there
Cześć
Wow, so the both of you came to Karasuno?
Łał, więc oboje przyszliście do Karasuno?
We caught your match against each other last year
Przyszliśmy zobaczyć wasz mecz zeszłego roku
You've got some jump on you
świetnie skakałeś
THANKS
Dzięki
Buuut
Aleee
Haven't grown much, huh?
Wcale nie urosłeś, co?
True, i haven't grown much since then
Niewiele urosłem
but even though i'm small, i can still jump!
ale nawet jeśli jestem niski, wciąż potrafię skakać!
I'm gonna be Karasuno ace!
Zostanę asem Karasuno!
Claiming you're gonna be our new ace right outta the gate?
Twierdzisz, że zostaniesz naszym nowych asem
YUP! I'm gonna do my best
TAK! Zrobię co w mojej mocy
You've sure got some balls to say that
Musisz ..... żeby to powiedzieć
aww, c'mon it's nice to be ambitious
Aww, to dobrze, że jest ambitny
So i take it
Więc zrobię to
youre claim you'll become the ace means you've improved right?
Twierdzenie, że zostaniesz asem sugeruje, że się poprawiłeś?
If you've been dicking around you'll waste another three years
What was that?
Co jest?
I did my best to-
Zrobię co w mojej mocy-
Your 'best' led to that crushing defeat
Twoja 'moc' doprowadzi do porażki
You two do realize you're no longer enemies right?
Wy dwoje nie jesteście już dłużej wrogami, okej?
Accept that you;re teammates now-
Zaakceptujcie to, że jesteście teraz kolegami z drużyny-
All right! Play me!
Dobra! Zagraj ze mną!
Why you little- Daichi-san was still talking
Dlaczego, ty mały- Daichi-san wciąż mówił
I had a lot of people help me practice!
Wiele osób pomagało mi ćwiczyć!
I'm not the same player i was last year
Nie jestem tym samym zawodnikiem, którym byłem rok temu
Not the same, huh?
Nie jesteś tym samym, co?
Well, i'm not the same as before either
Więc ja też nie jestem taki sam jak byłem
Hey now
Hej teraz
Come on, you two
No dalej, wy dwoje
Don't get carried away
Nie dajcie się ponieść
Serve the ball
Zaserwuj
I'll take anything you throw at me
Odbiorę wszystko co zaserwujesz
Hey, you little
Hej ty mały
A jump serve?
serw z wyskoku?
Last year he just did regular serves
Rok temu serwował normalnie
i dunno if even i could've handled that
Nie wiem czy kiedykolwiek poradziłbym sobie z tym
How is that any different from last year?
Co się zmieniło od tamtego roku?
One more!
Jeszcze raz!
Hey!
Hej!
What a qiuck response
Co za szybka reakcja
14 lutego 2016
Rozdział 02: Spotkałem zimnego anioła.
Gwar, rozmowy, śmiech i przyjacielskie nastawienie. Tym emanowała ludność wioski zebrana na targowisku, które zmieniło się w miejsce urządzanego festiwalu. Mieszkańcy, zamiast pracować jak na co dzień, dosiadali się do swoich sąsiadów, bądź też innych znajomych i tworzyli jedną wielką rodzinę. Dzieci w tradycyjnych yukatach biegały wokół stolików, bawiąc się i goniąc szczeniaka, który radośnie merdał ogonem. w powietrzu unosił się zapach pysznych grillowanych kiełbasek oraz innych smakołyków przygotowanych specjalnie na tę okazję. Słońce chyliło się ku zachodowi, tworząc delikatny nastrój. Modzi zakochani wymykali się swoim rodzicom i pędzili na polanę, gdyż jak głosiła legenda, jeśli para spędzi tam księżycową noc, wypadającą w Festiwal Kwitnącej Wiśni, ich miłość będzie tak silna, że nawet po śmierci będą razem. Oczywiście mało osób w to wierzyło, ale zawsze była to jakaś atrakcja.
Pewien młody mężczyzna o imieniu Suho, wstał ze swojego miejsca, prosząc o kolejny kufel piwa. Uderzył pięścią w stół i powoli zmierzył wszystkich siedzących wzrokiem. Gdy upewnił się, że wszyscy zwrócili na niego uwagę, westchnął z poważną miną.
-Słuchajcie, przyjaciele. Dzisiejszego ranka zauważyłem widmową kulę - przerwały mu chichoty zgromadzonych, które uciszył machnięciem ręki. -Mówię wam, to był prawdziwy posłaniec Lucyfera. Sam na początku nie wierzyłem, że coś takiego znajdowało się naprzeciw mnie. Już chciałem podejść i dotknąć tego czegoś, ale zaczęło wydawać dziwne jęki i krzyki. Zanim dobyłem mojego miecza, coś zaczęło się wyłaniać z kuli. Najpierw wyszła blada ręka, potem noga, aż w końcu wypluła całe ciało. To był chłopiec, gdzieś osiemnastoletni z zakrwawionym ubraniem i krwistymi oczami. Spojrzał na mnie.
-Haha, dobre rzeczy opowiadacie, mości panie. Pewno tak się wystraszyliście, żeście uciekli, co? A może zaczęliście walczyć z dzieciakiem? Pewno okazał się demonem, którego rycersko zwyciężyliście...
-Stul dziób i słuchaj. to nie są żarty. On wciąż gdzieś tu jest, a instynkt podpowiada mi, że to nic dobrego nie znaczy. Gdy na mnie spojrzał, jego rany zaczęły się jakimś dziwnym sposobem zasklepiać. Chwilę potem odwrócił ode mnie wzrok i odszedł, a ja straciłem przytomność. Kiedy się obudziłem, na moim ramieniu widniał ten oto znak.
Suho podwinął rękaw, ukazując wszystkim swoją nagą i czystą skórę. Ludzie wybuchnęli śmiechem, poklepując go po ramieniu i gratulując mu wspaniałej wyobraźni. Mężczyźni zaczęli przekomarzać się z upokorzonym, robiąc z niego jeszcze większe pośmiewisko. Nikt podczas tej sielankowej chwili nie zauważył przechodzącej niedaleko postaci z nasuniętym na twarz kapturem.
Był to młody chłopak, wyglądający na odrobinę zagubionego. W dłoni ściskał jakąś kartkę, bardzo dla niego ważną. Za rogiem zrzucił z siebie płaszcz, odkrywając swoje potargane ubrania i brudne blond włosy. Pstryknięciem palcami doprowadził się do ładu. Na jego ciele pojawiły się nowe, czyste i wyprasowane ubrania, a z twarzy zniknął brud. Zakręciło mu się w głowie, przez co oparł się plecami o ścianę.
-Cholera, wciąż zużywam energię na bezsensowne rzeczy - wyjęczał. Ruszył w stronę stoiska z lampionami. Zbliżała się godzina, w której wszyscy udawali się nad rzekę i puszczali zapalone lampiony, Luhan z przyzwyczajenia także chciał to zrobić. tak dawno nie miał okazji na choć odrobinę rozrywki. Ostatnie kilka lat spędził na ciągłym uciekaniu przed niewiadomym. tym razem nikt go nie gonił, więc miał chwilę dla siebie. Uśmiechnął się czarująco do sprzedawczyni i szepnął kilka słówek, które sprawiły, że oddała mu lampion za darmo.
Wmieszał się w wesoły tłum, udający się nad rzekę. Stanął na uboczu i nie zwracając na siebie niczyjej uwagi, zaczął cicho odliczać z innymi. Cztery... Trzy... Dwa... Jeden! Uniósł wysoko lampion, puścił i obserwował jak delikatny podmuch wiatru spycha go w bok. Uśmiechnął się melancholijnie. Ostatni raz robił to z Jonginem, a teraz jedyne co pozostało mu po przyjacielu to kartka i wspomnienia. Wspiął się na niewielkie wzgórze, rozglądając wokół. Był wolny, choć wcale taki się nie czuł. Na jakiś czas Kai zdołał powstrzymać ataki na jego osobę, chroniąc go tak, jak to przysiągł na początku ich znajomości.
Chłopak wyciągnął z kieszeni kartkę, którą dał mu przyjaciel. Spojrzał na widniejącą na niej twarz i przeklął w myślach. Jak miał znaleźć kogoś, kogo nie znał, mając tylko jego zdjęcie i list, który musiał mu przekazać? Nawet nie wiedział, gdzie miał zacząć. To było takie frustrujące. Gdyby zebrał więcej energii, mógłby spróbować odszukać go dzięki zdjęciu, ale nie chciał kraść jej bezbronnym mieszkańcom. Nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji nie mógł się do tego zmusić. To było poza granicami jego moralności.
Rozłożył się na trawie i spojrzał w gwieździste niebo. Nie zauważył nawet kiedy słońce zdążyło całkowicie zajść. Zamknął oczy, oddając się w objęcia Morfeusza. Nie obchodziło go to, co pomyślą sobie ludzie z wioski. Wystarczy, że ominą go szerokim łukiem. Złodziejami także się nie przejmował. Mimo wszystko nie miał przy sobie nic na tyle wartościowego, by można było na tym zarobić. to był dla mnie zbyt długi dzień i chciał, by jak najszybciej nadeszło lepsze jutro.
Księżyc w pełni był ulubionym widokiem Tao. W dzieciństwie mama opowiadała mu, że na tym białym rogaliku żyje wiele szczęśliwych duchów wraz ze swoją królową. Gdy nadchodzi pełnia, duszki przebierają się za ludzi i bawią w ludzki festiwal, a ich władczyni tańczy z najzdolniejszym wybrankiem na środku polany. W dzień obserwują niezwykłe dla nich ludzkie rzeczy, które starają się naśladować. Kiedyś matce wymsknęło się, że jeden z duszków uciekł od królowej i schował się pod jej łóżkiem. Oczywiście nie uwierzył jej, choć do teraz, bardziej z przyzwyczajenia, co noc zagląda pod łóżko w poszukiwaniu takiego włamywacza.
Chłopak idealnie maskował się w ciemności, jedynie jego bladozielone oczy, które łatwo było pomylić z kocimi, odcinały się na czerni nocy. Poszukiwał, hm, upitych mężczyzn, którzy akurat wracali do domu i których mógłby łatwo ograbić z pieniędzy, jakich nie wydali na alkohol. O Zitao wszyscy wiedzieli tyle: biedny oszust, nie wstydzący się okraść niepełnosprawnego. Dla niego to było normalne. Po śmierci samotnie wychowującej go matki trafił do sierocińca, gdzie musiał nauczyć się sprytnie kłamać i kraść, by przeżyć. Co więcej nauczył się tam pierwszych ciosów, których używał do dziś, co prawda tylko w ostateczności.
Huang wędrował po wsi odrobinę zniechęcony, gdyż tej nocy szczęście mu nie sprzyjało. Nie znalazł nikogo ciekawego, jedynie minął wymiotującego starca, do którego wolał się nie zbliżać, by się nie ubrudzić. Afe, jedyne co go powstrzymywało, to możliwość otarcia się z obrzydliwymi rzeczami. Przecież nie był aż tak zdesperowany.
Gdyby nie to, że dobrze widział w ciemnościach, pewnie przeoczyłby niewielką postać leżącą na wzgórzu. W głębi duszy zapiszczał z zadowolenia. Nieważne czy nieżywy, oby miał coś, co przyniesie dochód! Wujek Tao nie pogardzi żadnymi kosztownościami.
Z bliska wydawało mu się, że to jakiś porzucony dzieciak, chociaż nawet takiemu nie odpuści. Po ubraniach wywnioskował, że mógł być z zamożnej rodziny, a co za tym idzie, nawet jeśli nie znajdzie przy nim niczego ciekawego, może zdobyć niezłą kasę za okup. Już miał przed oczami tę górę pieniędzy, jaka na niego czekała. Zaczął od kieszeni w płaszczu, obmacał je lekko poklepując. Wyczuł jakieś kartki papieru, które spróbował wyciągnąć, ale przeszkodził mu uścisk na ręce. Otworzył szeroko oczy, czyżby został przyłapany?
-Jongin...? - cichy szept wydobył się z na wpół śpiącego blondyna. Chłopak podniósł się do siadu, przetarł oczy i zmarszczył brwi. Przez kilka sekund miał wyraz lekkiego zawodu. - Jesteś złą zjawą?
Tao wyszarpnął rękę z uścisku i kopnięciem sprowadził go z powrotem do leżenia. Luhan uderzył głową w ziemię, co na chwilę go zamroczyło.
-Nie wiem skąd GO znasz, ale zapomnę, że wypowiedziałeś imię zdrajcy, jeśli to co trzymam w dłoni okaże się cenne - wymamrotał, niedbale rozkładając papier. Z niedowierzaniem spojrzał na twarz widniejącą na zdjęciu. -Niemożliwe. To już nie jest tylko dziwne, ale i trochę zabawne. Przyszedłeś odrobinę namieszać, co? Zaprowadzę cię do niego - wskazał na kartkę. - Mam nadzieję, że trochę rozkręcisz naszą bandę.
Luhan przekrzywił głowę w bok, ledwo kontaktując. Nieznajomy nadal coś do niego mówił, ale do blondyna nic nie docierało. Coś było nie tak. Jego zasoby energii zbyt szybko się skurczyły. Jakim cudem nie zauważył wcześniej, że jest niestabilny? Był jak naczynie z dziurami, wszystko przez niego przelatywało. Dlaczego nie mógł zatrzymać choć jednej wiązki energii?
Huang zauważył, że blondyn, którym swoją drogą zrobił się zainteresowany, nie reagował na żadne jego słowa. Pomachał mu ręką przed oczami, ale on nadal wpatrywał się w jeden martwy punkt. Na początku nie zrozumiał o co chodzi, ale wkrótce przypomniał sobie, że niektórzy ludzie nie byli odporni na fuyoku ze zbyt dużą energią życiową, potrafiącą pożreć tę mniejszą. Czyżby on był takim typem człowieka? Że też musiał trafić na takiego problematycznego chłopaka, eh.
Xiao obudziły ciepłe promienie słoneczne, padające na jego twarz. Przetarł oczy i lekko się przeciągnął. Naprawdę dobrze mu się spało. O łóżko, w którym spał, był oparty drobny chłopak. Jego ciemne, niemal czarne włosy delikatnie okalały okrągłą twarz, więc Luhan nie mógł stwierdzić, czy nieznajomy spał czy też nie. Wyciągnął rękę, by delikatnie go szturchnąć, ale zatrzymał ją tuż przed jego twarzą, gdyż oczy chłopca były szeroko otwarte i odrobinę bojaźliwie wpatrywały się w Lu.
-Och - wyjąkał, otwierając swojego duże oczy jeszcze szerzej, chociaż wydawało się to niemożliwe. -Przyprowadzę Sehuna skoro już się obudziłeś.
Blondyn zmarszczył brwi i chciał spytać kim wspomniany mężczyzna jest, jednakże sylwetka drobnego chłopca zdążyła już zniknąć za drzwiami. Han zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, by zająć czymś myśli. Pokój nie był zbyt duży. W jego rogu była mała szafa, zapewne z ubraniami. Nad łóżkiem wisiały zdjęcia. Jedno szczególnie przyciągnęło jego uwagę. Znajdował się na nim Jongin, ubrany w tradycyjny japoński strój i trzymający w dłoni sztuczne ognie. Obok niego stał wyższy mężczyzna, bardzo podobny do jego przyjaciela. Trzymał Kai'a za ramię i szeroko się uśmiechał, wskazując mu coś poza kadrem.
Luhan przejechał palcem po ramce, dotknął podobizny Jongin'a i uśmiechnął się z tęsknotą. Choć od ich ostatniego spotkania minęła zaledwie niecała doba, to i tak zdawało się całą wiecznością. Świadomość, że nigdy więcej się już nie zobaczą tylko pogarszała sprawę. Dlatego Xiao oderwał dłoń od zdjęcia i przyjrzał się swoim palcom. Były całe z kurzu, najwidoczniej nikt nie używał tego pomieszczenia od długiego czasu. Nagłe chrząknięcie sprawiło, że podskoczył.
-Jeśli już skończyłeś naruszać moją prywatność, mógłbyś wyjaśnić mi, co ma znaczyć twoja obecność?
Pewien młody mężczyzna o imieniu Suho, wstał ze swojego miejsca, prosząc o kolejny kufel piwa. Uderzył pięścią w stół i powoli zmierzył wszystkich siedzących wzrokiem. Gdy upewnił się, że wszyscy zwrócili na niego uwagę, westchnął z poważną miną.
-Słuchajcie, przyjaciele. Dzisiejszego ranka zauważyłem widmową kulę - przerwały mu chichoty zgromadzonych, które uciszył machnięciem ręki. -Mówię wam, to był prawdziwy posłaniec Lucyfera. Sam na początku nie wierzyłem, że coś takiego znajdowało się naprzeciw mnie. Już chciałem podejść i dotknąć tego czegoś, ale zaczęło wydawać dziwne jęki i krzyki. Zanim dobyłem mojego miecza, coś zaczęło się wyłaniać z kuli. Najpierw wyszła blada ręka, potem noga, aż w końcu wypluła całe ciało. To był chłopiec, gdzieś osiemnastoletni z zakrwawionym ubraniem i krwistymi oczami. Spojrzał na mnie.
-Haha, dobre rzeczy opowiadacie, mości panie. Pewno tak się wystraszyliście, żeście uciekli, co? A może zaczęliście walczyć z dzieciakiem? Pewno okazał się demonem, którego rycersko zwyciężyliście...
-Stul dziób i słuchaj. to nie są żarty. On wciąż gdzieś tu jest, a instynkt podpowiada mi, że to nic dobrego nie znaczy. Gdy na mnie spojrzał, jego rany zaczęły się jakimś dziwnym sposobem zasklepiać. Chwilę potem odwrócił ode mnie wzrok i odszedł, a ja straciłem przytomność. Kiedy się obudziłem, na moim ramieniu widniał ten oto znak.
Suho podwinął rękaw, ukazując wszystkim swoją nagą i czystą skórę. Ludzie wybuchnęli śmiechem, poklepując go po ramieniu i gratulując mu wspaniałej wyobraźni. Mężczyźni zaczęli przekomarzać się z upokorzonym, robiąc z niego jeszcze większe pośmiewisko. Nikt podczas tej sielankowej chwili nie zauważył przechodzącej niedaleko postaci z nasuniętym na twarz kapturem.
Był to młody chłopak, wyglądający na odrobinę zagubionego. W dłoni ściskał jakąś kartkę, bardzo dla niego ważną. Za rogiem zrzucił z siebie płaszcz, odkrywając swoje potargane ubrania i brudne blond włosy. Pstryknięciem palcami doprowadził się do ładu. Na jego ciele pojawiły się nowe, czyste i wyprasowane ubrania, a z twarzy zniknął brud. Zakręciło mu się w głowie, przez co oparł się plecami o ścianę.
-Cholera, wciąż zużywam energię na bezsensowne rzeczy - wyjęczał. Ruszył w stronę stoiska z lampionami. Zbliżała się godzina, w której wszyscy udawali się nad rzekę i puszczali zapalone lampiony, Luhan z przyzwyczajenia także chciał to zrobić. tak dawno nie miał okazji na choć odrobinę rozrywki. Ostatnie kilka lat spędził na ciągłym uciekaniu przed niewiadomym. tym razem nikt go nie gonił, więc miał chwilę dla siebie. Uśmiechnął się czarująco do sprzedawczyni i szepnął kilka słówek, które sprawiły, że oddała mu lampion za darmo.
Wmieszał się w wesoły tłum, udający się nad rzekę. Stanął na uboczu i nie zwracając na siebie niczyjej uwagi, zaczął cicho odliczać z innymi. Cztery... Trzy... Dwa... Jeden! Uniósł wysoko lampion, puścił i obserwował jak delikatny podmuch wiatru spycha go w bok. Uśmiechnął się melancholijnie. Ostatni raz robił to z Jonginem, a teraz jedyne co pozostało mu po przyjacielu to kartka i wspomnienia. Wspiął się na niewielkie wzgórze, rozglądając wokół. Był wolny, choć wcale taki się nie czuł. Na jakiś czas Kai zdołał powstrzymać ataki na jego osobę, chroniąc go tak, jak to przysiągł na początku ich znajomości.
Chłopak wyciągnął z kieszeni kartkę, którą dał mu przyjaciel. Spojrzał na widniejącą na niej twarz i przeklął w myślach. Jak miał znaleźć kogoś, kogo nie znał, mając tylko jego zdjęcie i list, który musiał mu przekazać? Nawet nie wiedział, gdzie miał zacząć. To było takie frustrujące. Gdyby zebrał więcej energii, mógłby spróbować odszukać go dzięki zdjęciu, ale nie chciał kraść jej bezbronnym mieszkańcom. Nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji nie mógł się do tego zmusić. To było poza granicami jego moralności.
Rozłożył się na trawie i spojrzał w gwieździste niebo. Nie zauważył nawet kiedy słońce zdążyło całkowicie zajść. Zamknął oczy, oddając się w objęcia Morfeusza. Nie obchodziło go to, co pomyślą sobie ludzie z wioski. Wystarczy, że ominą go szerokim łukiem. Złodziejami także się nie przejmował. Mimo wszystko nie miał przy sobie nic na tyle wartościowego, by można było na tym zarobić. to był dla mnie zbyt długi dzień i chciał, by jak najszybciej nadeszło lepsze jutro.
Księżyc w pełni był ulubionym widokiem Tao. W dzieciństwie mama opowiadała mu, że na tym białym rogaliku żyje wiele szczęśliwych duchów wraz ze swoją królową. Gdy nadchodzi pełnia, duszki przebierają się za ludzi i bawią w ludzki festiwal, a ich władczyni tańczy z najzdolniejszym wybrankiem na środku polany. W dzień obserwują niezwykłe dla nich ludzkie rzeczy, które starają się naśladować. Kiedyś matce wymsknęło się, że jeden z duszków uciekł od królowej i schował się pod jej łóżkiem. Oczywiście nie uwierzył jej, choć do teraz, bardziej z przyzwyczajenia, co noc zagląda pod łóżko w poszukiwaniu takiego włamywacza.
Chłopak idealnie maskował się w ciemności, jedynie jego bladozielone oczy, które łatwo było pomylić z kocimi, odcinały się na czerni nocy. Poszukiwał, hm, upitych mężczyzn, którzy akurat wracali do domu i których mógłby łatwo ograbić z pieniędzy, jakich nie wydali na alkohol. O Zitao wszyscy wiedzieli tyle: biedny oszust, nie wstydzący się okraść niepełnosprawnego. Dla niego to było normalne. Po śmierci samotnie wychowującej go matki trafił do sierocińca, gdzie musiał nauczyć się sprytnie kłamać i kraść, by przeżyć. Co więcej nauczył się tam pierwszych ciosów, których używał do dziś, co prawda tylko w ostateczności.
Huang wędrował po wsi odrobinę zniechęcony, gdyż tej nocy szczęście mu nie sprzyjało. Nie znalazł nikogo ciekawego, jedynie minął wymiotującego starca, do którego wolał się nie zbliżać, by się nie ubrudzić. Afe, jedyne co go powstrzymywało, to możliwość otarcia się z obrzydliwymi rzeczami. Przecież nie był aż tak zdesperowany.
Gdyby nie to, że dobrze widział w ciemnościach, pewnie przeoczyłby niewielką postać leżącą na wzgórzu. W głębi duszy zapiszczał z zadowolenia. Nieważne czy nieżywy, oby miał coś, co przyniesie dochód! Wujek Tao nie pogardzi żadnymi kosztownościami.
Z bliska wydawało mu się, że to jakiś porzucony dzieciak, chociaż nawet takiemu nie odpuści. Po ubraniach wywnioskował, że mógł być z zamożnej rodziny, a co za tym idzie, nawet jeśli nie znajdzie przy nim niczego ciekawego, może zdobyć niezłą kasę za okup. Już miał przed oczami tę górę pieniędzy, jaka na niego czekała. Zaczął od kieszeni w płaszczu, obmacał je lekko poklepując. Wyczuł jakieś kartki papieru, które spróbował wyciągnąć, ale przeszkodził mu uścisk na ręce. Otworzył szeroko oczy, czyżby został przyłapany?
-Jongin...? - cichy szept wydobył się z na wpół śpiącego blondyna. Chłopak podniósł się do siadu, przetarł oczy i zmarszczył brwi. Przez kilka sekund miał wyraz lekkiego zawodu. - Jesteś złą zjawą?
Tao wyszarpnął rękę z uścisku i kopnięciem sprowadził go z powrotem do leżenia. Luhan uderzył głową w ziemię, co na chwilę go zamroczyło.
-Nie wiem skąd GO znasz, ale zapomnę, że wypowiedziałeś imię zdrajcy, jeśli to co trzymam w dłoni okaże się cenne - wymamrotał, niedbale rozkładając papier. Z niedowierzaniem spojrzał na twarz widniejącą na zdjęciu. -Niemożliwe. To już nie jest tylko dziwne, ale i trochę zabawne. Przyszedłeś odrobinę namieszać, co? Zaprowadzę cię do niego - wskazał na kartkę. - Mam nadzieję, że trochę rozkręcisz naszą bandę.
Luhan przekrzywił głowę w bok, ledwo kontaktując. Nieznajomy nadal coś do niego mówił, ale do blondyna nic nie docierało. Coś było nie tak. Jego zasoby energii zbyt szybko się skurczyły. Jakim cudem nie zauważył wcześniej, że jest niestabilny? Był jak naczynie z dziurami, wszystko przez niego przelatywało. Dlaczego nie mógł zatrzymać choć jednej wiązki energii?
Huang zauważył, że blondyn, którym swoją drogą zrobił się zainteresowany, nie reagował na żadne jego słowa. Pomachał mu ręką przed oczami, ale on nadal wpatrywał się w jeden martwy punkt. Na początku nie zrozumiał o co chodzi, ale wkrótce przypomniał sobie, że niektórzy ludzie nie byli odporni na fuyoku ze zbyt dużą energią życiową, potrafiącą pożreć tę mniejszą. Czyżby on był takim typem człowieka? Że też musiał trafić na takiego problematycznego chłopaka, eh.
Xiao obudziły ciepłe promienie słoneczne, padające na jego twarz. Przetarł oczy i lekko się przeciągnął. Naprawdę dobrze mu się spało. O łóżko, w którym spał, był oparty drobny chłopak. Jego ciemne, niemal czarne włosy delikatnie okalały okrągłą twarz, więc Luhan nie mógł stwierdzić, czy nieznajomy spał czy też nie. Wyciągnął rękę, by delikatnie go szturchnąć, ale zatrzymał ją tuż przed jego twarzą, gdyż oczy chłopca były szeroko otwarte i odrobinę bojaźliwie wpatrywały się w Lu.
-Och - wyjąkał, otwierając swojego duże oczy jeszcze szerzej, chociaż wydawało się to niemożliwe. -Przyprowadzę Sehuna skoro już się obudziłeś.
Blondyn zmarszczył brwi i chciał spytać kim wspomniany mężczyzna jest, jednakże sylwetka drobnego chłopca zdążyła już zniknąć za drzwiami. Han zaczął się rozglądać po pomieszczeniu, by zająć czymś myśli. Pokój nie był zbyt duży. W jego rogu była mała szafa, zapewne z ubraniami. Nad łóżkiem wisiały zdjęcia. Jedno szczególnie przyciągnęło jego uwagę. Znajdował się na nim Jongin, ubrany w tradycyjny japoński strój i trzymający w dłoni sztuczne ognie. Obok niego stał wyższy mężczyzna, bardzo podobny do jego przyjaciela. Trzymał Kai'a za ramię i szeroko się uśmiechał, wskazując mu coś poza kadrem.
Luhan przejechał palcem po ramce, dotknął podobizny Jongin'a i uśmiechnął się z tęsknotą. Choć od ich ostatniego spotkania minęła zaledwie niecała doba, to i tak zdawało się całą wiecznością. Świadomość, że nigdy więcej się już nie zobaczą tylko pogarszała sprawę. Dlatego Xiao oderwał dłoń od zdjęcia i przyjrzał się swoim palcom. Były całe z kurzu, najwidoczniej nikt nie używał tego pomieszczenia od długiego czasu. Nagłe chrząknięcie sprawiło, że podskoczył.
-Jeśli już skończyłeś naruszać moją prywatność, mógłbyś wyjaśnić mi, co ma znaczyć twoja obecność?
12 stycznia 2016
Rozdział 00: Od czego się zaczęło?
Luhan miał dziesięć lat i był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Dorósł na tyle, by móc po raz pierwszy w życiu zobaczyć swojego ojca. To spotkanie było najważniejszym wydarzeniem w roku, gdyż jego rodziciel był bardzo zapracowany, co było widać po pałacu, w którym mieszkali. Chłopca skrupulatnie przygotowywano, by nie popełnił żadnej gafy. Wiedział, że gdy stanie przed mężczyzną, będzie musiał się głęboko pokłonić, okazując swój szacunek i nie będzie mógł podnosić wzroku z podłogi, gdyż ojciec był człowiekiem przewyższającym go pod każdym względem. Uczono go, iż silniejszym trzeba służyć i wyrażać dozgonną wdzięczność za pozwalanie mu wciąż żyć. Luhan bał się stanąć z nim twarzą w twarz. Mógł przecież popełnić jakiś błąd, okazać słabość lub nie sprostać oczekiwaniom ojca.
Jednakże naprawdę chciał go poznać i przekonać się czy był do niego choć trochę podobny. Czuł się samotny, mimo wielu otaczających go służących. Brakowało mu rodzicielskiej troski, jaką widywał wśród pospólstwa, które obserwował z okna swej komnaty. Pragnął doświadczyć czułego spojrzenia, pogłaskania po włosach, pstryknięcia w nos, miłości...
Chłopiec stał przed podłużnym lustrem, wodząc wzrokiem po swoim odbiciu i szukając w sobie niedoskonałości. Próbował wyobrazić sobie starszą wersję siebie. Zastanawiał się, po którym z rodziców odziedziczył niesforne blond włosy, morskie oczy, zadarty, piegowaty nos oraz usta, zaciśnięte w wąską kreskę.
Gdy był młodszy, często zadawał sobie pytania; Dlaczego wcześniej nie poznał taty? Dlaczego nie mógł go mieć choć przez chwilę przy sobie? W końcu jednak doszedł do wniosku, że tak już musiało być. Po prostu los był dla niego mniej przychylny.
Luhan miał już wyjść z pokoju, ale jego ręka zawisnęła nad klamką. Czuł coś dziwnego. Zimny dreszcz przeszedł w dół jego kręgosłupa i na kilka sekund zrobiło mu się ciemno przed oczami. Trwało to jedynie chwilę, przez co nie zwrócił na to większej uwagi. Otworzył drzwi.
Zdążył zrobić zaledwie kilka kroków, zanim coś odrzuciło go z powrotem do pokoju. Mocno uderzył w tylną ścianę, coś w jego ręce niepokojąco strzyknęło, wywołując jego wrzask. Osunął się na ziemię, czując metaliczny posmak w buzi. Splunął śliną zmieszaną z krwią. Powoli podniósł się na chwiejne nogi i oparł się o ścianę, przez potężne zawroty głowy. Wyciągnął spod materaca nóż z ozdobną rękojeścią, który podwędził niedawno ze zbrojowni. Na śnieżnobiałej pościeli zostawił czerwone odciski rąk. Odwrócił się w stronę drzwi i zachłysnął powietrzem.
Ogień zbliżał się do niego w zastraszającym tempie. Przyglądał się płomieniom trawiącym miejsce, w którym żył od urodzenia. Obserwował jak błądzą po ścianach, spalają meble i sięgają jego własnej, cennej biblioteczki. Choć zawsze dbał o swoje rzeczy, a szczególnie o ulubione książki, których nie pozwalał nikomu dotykać, w tamtym momencie nie zrobił ani kroku. Wiedział, że z takim żywiołem nie miał szans, ale nie chciał się poddać. Wydawało mu się, że ogień rozbłyska zgniłozielonym kolorem. Jednak najdziwniejsze było to, iż sądził, że płomienie czegoś szukają i doszedł do wniosku, że to on był tym 'czymś'.
Niezgrabnie wdrapał się na łóżko, upuszczając ostrze, które z brzdękiem upadło na ziemię. Wkrótce po tym zobaczył, jak pożera je ogień. Pokój wypełnił się dymem, drapiącym go w gardle. Było gorąco, mógł poczuć parzący żar na własnej skórze. Umrę? - zastanawiał się. -Czy tak będzie wyglądała moja śmierć?
Luhan wspiął się na parapet, byle by być dalej od ognia. Mógłby przez nie uciec, gdyby nie znajdował się na siódmym piętrze. Choć czy śmierć przez upadek nie byłaby mniej bolesna? Nie chciał umierać.
Myślał o swoim ojcu. Było mu żal, że nigdy go nie pozna. Pochwycił myśl, że ogień mógł znaleźć także jego, ale szybko zniknęła. Spojrzał raz jeszcze na niespokojne płomienie, sięgające swoimi ramionami do niego. Słyszał ich ciche wołanie do siebie. Luhan... Lu... Luhan...
-Luhan! Jesteś u siebie?! Otwórz te drzwi, do cholery!
Skierował twarz w stronę drzwi, które rzeczywiście były zamknięte, choć był przekonany, że zostawił je otwarte. Klamka poruszała się w górę i w dół. Głos jego osobistego służącego był bardzo zaniepokojony. Pewnie martwił się tym, że chłopiec nie zszedł na czas. Przecież od początku powtarzali mu, iż nie może denerwować ojca. Cóż to za niekompetencja ze strony panicza... Jeszcze przez jego zachowanie wszystkim miało się oberwać. Czy to było sprawiedliwe? Jednakże do tej pory wywiązywał się ze wszystkich swoich obowiązków. Służący nie mieli za co być do niego źle nastawieni, ale tak czy tak miał mało przyjaciół na zamku. Czasem miał wrażenie, że wszyscy chcieli się go pozbyć.
-Nie wchodź tu, proszę, nie wchodź, nie wchodź - szeptał do siebie, mając nadzieję, że jakimś cudem dotrze to do służącego i zaprzestanie prób otwarcia drzwi.
Tymczasem płomienie powoli wskoczyły na parapet, gdzie ukrywał się Luhan i pełzły do niego. Leniwie oplotły jego palce, wspinając się w górę i cierpliwie zajmując się każdym miejscem, by niczego nie przeoczyć. Chłopiec, mimo że spodziewał się przeraźliwego bólu, nie potrafił powstrzymać krzyku. Łzy pociekły po jego policzkach, gdy próbował zgasić ogień na jego ciele.
-Paniczu? Co tam się, do diabła, dzieje?!
Drzwi, po dwóch mocnych uderzeniach, z trzaskiem wylądowały na ziemi, a przerażony sługa wpadł do pokoju, szukając wzrokiem Hana. w jego oczach odbijał się śmiercionośny ogień, którego zdawałoby się, że nawet nie zauważył. Jeszcze jeden głośny wrzask wydobył się z piersi Luhana, gdy płomienie wycofały się z parapetu i popędziły w stronę sługi. Dosłownie kilka sekund później mężczyzna padł jak długi na podłogę, a jego oczy wywróciły się do środka czaszki. Do nozdrzy chłopca, niemal natychmiast, dotarł swąd palonego ciała. Chciało mu się wymiotować.
Gdy płomienie znów zwróciły się w jego stronę z przerażenia przygryzł swoją wargę do krwi. Wiedział, że z nim będzie tak samo jak ze służącym i nie był pewien, czy ponownie zniesie ból, jaki zadawał mu ogień. Jednakże, tuż przed jego twarzą płomienie zatrzymały się i z sykiem rozstąpiły na boki. Zimny powiew wiatru trochę osłabił ból promieniujący z jego poparzonej ręki, ale nadal był nie do zniesienia.
-Synu Azrea i Kyochi, dziecko potępionych, duszo nie znająca spokoju i miłości. Me imię brzmi Kim Jongin. Przybyłem, by podzielić twój los i pomóc ci w zemście.
Przed Luhanem stał mężczyzna z długimi blond włosami, sięgającymi łopatek, które lekko powiewały. Jego oczy spokojnie wpatrywały się w dziecko. Na twarzy miał czarno-czerwone wzory, a prawy policzek przecinała ogromna blizna. Jego postawa wskazywała na chłodną osobowość. W normalnych okolicznościach chłopiec trzymałby się z dala od takiego człowieka, ale w tamtej chwili wydawał mu się bezpieczną przystanią. Coś mówiło mu, że może mu zaufać. Biła od niego siła i troska, choć nie można było tego zobaczyć.
-Bezprawnie odebrano ci dziedzictwo i zesłano tutaj, do obcego miejsca, świata ludzi, w którym rozkazano ci żyć bez wspomnień. Wystarczająco długo byłeś krzywdzony za błędy swoich rodziców. Przybyłem by uwolnić twoją duszę od tego marnego ciała. Pragnę służyć ci całym sobą, oddać swój los w twoje ręce i użyczyć ci mej mocy, byś mógł odzyskać to, co twoje. Uwolnię cię od przeklętych płomieni, zesłanych, by dokonały twej zagłady.
W oczach mężczyzny czaił się niebezpieczny błysk, co chwilę migały czerwienią. Zbliżył się do chłopca, poruszając swoim czarnym płaszczem, pełznącym po ziemi i uklęknął na jedno kolano. Ujął dłoń Luhana.
-Być może nadal nie wiesz kim jesteś.
Luhan zmarszczył brwi. Przecież doskonale wiedział kim był.
-Być może nadal wierzysz w kłamstwa, którymi cię karmiono.
Im dłużej słuchał stanowczego głosu mężczyzny, tym bardziej gubił się we własnych myślach. Słowa nieznajomego wwiercały się w jego umysł, sprawiając, że zaczynał mu wierzyć.
-Sprawię, że uwolnisz się od zaklęcia niewolącego twoje wspomnienia. Jeśli tylko zechcesz przyjąć moją propozycję, pomogę ci. Przyrzekam ci wierność i poświęcenie. Przysięgam oddać za ciebie życie, jeśli będzie to konieczne. Powierzam się twojej dobrej woli, twoim wyborom i twemu sercu. Jednakże zanim zawrzemy układ, musisz zrobić jedną rzecz.
Jongin jednym uderzeniem w szybę, rozwalił szkło na drobne kawałki. Wskazał chłopcu ogród tuż pod oknem, w którym kwitnęły piękne róże, będące jego ulubionymi kwiatami.
-Musisz jedynie wyskoczyć przez okno.
Luhan cofnął się gwałtownie kilka kroków, w roztargnieniu spoglądając to na mężczyznę, to na chwilowo unieruchomione płomienie.
-Albo zginiesz tutaj przez ogień, albo zdasz się na mnie i wyskoczysz przez okno. Jeśli to zrobisz - uratuję cię.
Chłopiec przylgnął plecami do ściany. Oddech mu przyspieszył, a po karku spłynął zimny pot. Jak on mógł mu proponować coś takiego? A co ważniejsze: jak Han mógł wcześniej myśleć, że przy nim będzie bezpieczny?
-Jeśli będziesz miał mnie po swojej stronie, będziesz mógł zrobić wszystko. Pomogę ci wygrać każdą walkę.
Powoli pokręcił głową.
-Zaprowadzę cię do twoich rodziców.
Luhan ożywił sie i znów spojrzał mężczyźnie w oczy, doszukując się w nich fałszu. Jednak niczego nie znalazł. Jeszcze raz wyjrzał za okno, rozmyślając ile minęłoby czasu zanim uderzyłby w twardą ziemię.
-Na-naprawdę wiesz gdzie są? - spytał niepewnie. - Przecież mój ojciec... mój...
-Twój ojciec jest daleko stąd. Nie w tym świecie. Zaprowadzę cię do niego, zaprowadzę cię również do matki. Nigdy więcej nie będziesz sam.
Chłopiec wziął głęboki wdech i pobiegł w stronę okna. Bez namysłu rzucił się w pustą przestrzeń, a uświadamiając sobie powagę sytuacji, zaczął głośno wrzeszczeć. Po jego policzkach spływały łzy przerażenia.
-Wierzę ci - wyszeptał.
Wiedział, że być może źle wybrał.
Wiedział to jeszcze przed tym, gdy uderzył w zimną ziemię.
Wiedział to przed tym, gdy wszystko zaczęło go przeraźliwie boleć.
Wiedział to, zanim po raz ostatni nabrał powietrza w płuca.
Wiedział to, zanim umarł.
Jednakże to nie była ostateczna śmierć.
Ta śmierć była dopiero początkiem czegoś wielkiego.
Czegoś być może jeszcze gorszego od śmierci.
Ale to był jego wybór i musiał ponieść jego konsekwencje.
Jednakże naprawdę chciał go poznać i przekonać się czy był do niego choć trochę podobny. Czuł się samotny, mimo wielu otaczających go służących. Brakowało mu rodzicielskiej troski, jaką widywał wśród pospólstwa, które obserwował z okna swej komnaty. Pragnął doświadczyć czułego spojrzenia, pogłaskania po włosach, pstryknięcia w nos, miłości...
Chłopiec stał przed podłużnym lustrem, wodząc wzrokiem po swoim odbiciu i szukając w sobie niedoskonałości. Próbował wyobrazić sobie starszą wersję siebie. Zastanawiał się, po którym z rodziców odziedziczył niesforne blond włosy, morskie oczy, zadarty, piegowaty nos oraz usta, zaciśnięte w wąską kreskę.
Gdy był młodszy, często zadawał sobie pytania; Dlaczego wcześniej nie poznał taty? Dlaczego nie mógł go mieć choć przez chwilę przy sobie? W końcu jednak doszedł do wniosku, że tak już musiało być. Po prostu los był dla niego mniej przychylny.
Luhan miał już wyjść z pokoju, ale jego ręka zawisnęła nad klamką. Czuł coś dziwnego. Zimny dreszcz przeszedł w dół jego kręgosłupa i na kilka sekund zrobiło mu się ciemno przed oczami. Trwało to jedynie chwilę, przez co nie zwrócił na to większej uwagi. Otworzył drzwi.
Zdążył zrobić zaledwie kilka kroków, zanim coś odrzuciło go z powrotem do pokoju. Mocno uderzył w tylną ścianę, coś w jego ręce niepokojąco strzyknęło, wywołując jego wrzask. Osunął się na ziemię, czując metaliczny posmak w buzi. Splunął śliną zmieszaną z krwią. Powoli podniósł się na chwiejne nogi i oparł się o ścianę, przez potężne zawroty głowy. Wyciągnął spod materaca nóż z ozdobną rękojeścią, który podwędził niedawno ze zbrojowni. Na śnieżnobiałej pościeli zostawił czerwone odciski rąk. Odwrócił się w stronę drzwi i zachłysnął powietrzem.
Ogień zbliżał się do niego w zastraszającym tempie. Przyglądał się płomieniom trawiącym miejsce, w którym żył od urodzenia. Obserwował jak błądzą po ścianach, spalają meble i sięgają jego własnej, cennej biblioteczki. Choć zawsze dbał o swoje rzeczy, a szczególnie o ulubione książki, których nie pozwalał nikomu dotykać, w tamtym momencie nie zrobił ani kroku. Wiedział, że z takim żywiołem nie miał szans, ale nie chciał się poddać. Wydawało mu się, że ogień rozbłyska zgniłozielonym kolorem. Jednak najdziwniejsze było to, iż sądził, że płomienie czegoś szukają i doszedł do wniosku, że to on był tym 'czymś'.
Niezgrabnie wdrapał się na łóżko, upuszczając ostrze, które z brzdękiem upadło na ziemię. Wkrótce po tym zobaczył, jak pożera je ogień. Pokój wypełnił się dymem, drapiącym go w gardle. Było gorąco, mógł poczuć parzący żar na własnej skórze. Umrę? - zastanawiał się. -Czy tak będzie wyglądała moja śmierć?
Luhan wspiął się na parapet, byle by być dalej od ognia. Mógłby przez nie uciec, gdyby nie znajdował się na siódmym piętrze. Choć czy śmierć przez upadek nie byłaby mniej bolesna? Nie chciał umierać.
Myślał o swoim ojcu. Było mu żal, że nigdy go nie pozna. Pochwycił myśl, że ogień mógł znaleźć także jego, ale szybko zniknęła. Spojrzał raz jeszcze na niespokojne płomienie, sięgające swoimi ramionami do niego. Słyszał ich ciche wołanie do siebie. Luhan... Lu... Luhan...
-Luhan! Jesteś u siebie?! Otwórz te drzwi, do cholery!
Skierował twarz w stronę drzwi, które rzeczywiście były zamknięte, choć był przekonany, że zostawił je otwarte. Klamka poruszała się w górę i w dół. Głos jego osobistego służącego był bardzo zaniepokojony. Pewnie martwił się tym, że chłopiec nie zszedł na czas. Przecież od początku powtarzali mu, iż nie może denerwować ojca. Cóż to za niekompetencja ze strony panicza... Jeszcze przez jego zachowanie wszystkim miało się oberwać. Czy to było sprawiedliwe? Jednakże do tej pory wywiązywał się ze wszystkich swoich obowiązków. Służący nie mieli za co być do niego źle nastawieni, ale tak czy tak miał mało przyjaciół na zamku. Czasem miał wrażenie, że wszyscy chcieli się go pozbyć.
-Nie wchodź tu, proszę, nie wchodź, nie wchodź - szeptał do siebie, mając nadzieję, że jakimś cudem dotrze to do służącego i zaprzestanie prób otwarcia drzwi.
Tymczasem płomienie powoli wskoczyły na parapet, gdzie ukrywał się Luhan i pełzły do niego. Leniwie oplotły jego palce, wspinając się w górę i cierpliwie zajmując się każdym miejscem, by niczego nie przeoczyć. Chłopiec, mimo że spodziewał się przeraźliwego bólu, nie potrafił powstrzymać krzyku. Łzy pociekły po jego policzkach, gdy próbował zgasić ogień na jego ciele.
-Paniczu? Co tam się, do diabła, dzieje?!
Drzwi, po dwóch mocnych uderzeniach, z trzaskiem wylądowały na ziemi, a przerażony sługa wpadł do pokoju, szukając wzrokiem Hana. w jego oczach odbijał się śmiercionośny ogień, którego zdawałoby się, że nawet nie zauważył. Jeszcze jeden głośny wrzask wydobył się z piersi Luhana, gdy płomienie wycofały się z parapetu i popędziły w stronę sługi. Dosłownie kilka sekund później mężczyzna padł jak długi na podłogę, a jego oczy wywróciły się do środka czaszki. Do nozdrzy chłopca, niemal natychmiast, dotarł swąd palonego ciała. Chciało mu się wymiotować.
Gdy płomienie znów zwróciły się w jego stronę z przerażenia przygryzł swoją wargę do krwi. Wiedział, że z nim będzie tak samo jak ze służącym i nie był pewien, czy ponownie zniesie ból, jaki zadawał mu ogień. Jednakże, tuż przed jego twarzą płomienie zatrzymały się i z sykiem rozstąpiły na boki. Zimny powiew wiatru trochę osłabił ból promieniujący z jego poparzonej ręki, ale nadal był nie do zniesienia.
-Synu Azrea i Kyochi, dziecko potępionych, duszo nie znająca spokoju i miłości. Me imię brzmi Kim Jongin. Przybyłem, by podzielić twój los i pomóc ci w zemście.
Przed Luhanem stał mężczyzna z długimi blond włosami, sięgającymi łopatek, które lekko powiewały. Jego oczy spokojnie wpatrywały się w dziecko. Na twarzy miał czarno-czerwone wzory, a prawy policzek przecinała ogromna blizna. Jego postawa wskazywała na chłodną osobowość. W normalnych okolicznościach chłopiec trzymałby się z dala od takiego człowieka, ale w tamtej chwili wydawał mu się bezpieczną przystanią. Coś mówiło mu, że może mu zaufać. Biła od niego siła i troska, choć nie można było tego zobaczyć.
-Bezprawnie odebrano ci dziedzictwo i zesłano tutaj, do obcego miejsca, świata ludzi, w którym rozkazano ci żyć bez wspomnień. Wystarczająco długo byłeś krzywdzony za błędy swoich rodziców. Przybyłem by uwolnić twoją duszę od tego marnego ciała. Pragnę służyć ci całym sobą, oddać swój los w twoje ręce i użyczyć ci mej mocy, byś mógł odzyskać to, co twoje. Uwolnię cię od przeklętych płomieni, zesłanych, by dokonały twej zagłady.
W oczach mężczyzny czaił się niebezpieczny błysk, co chwilę migały czerwienią. Zbliżył się do chłopca, poruszając swoim czarnym płaszczem, pełznącym po ziemi i uklęknął na jedno kolano. Ujął dłoń Luhana.
-Być może nadal nie wiesz kim jesteś.
Luhan zmarszczył brwi. Przecież doskonale wiedział kim był.
-Być może nadal wierzysz w kłamstwa, którymi cię karmiono.
Im dłużej słuchał stanowczego głosu mężczyzny, tym bardziej gubił się we własnych myślach. Słowa nieznajomego wwiercały się w jego umysł, sprawiając, że zaczynał mu wierzyć.
-Sprawię, że uwolnisz się od zaklęcia niewolącego twoje wspomnienia. Jeśli tylko zechcesz przyjąć moją propozycję, pomogę ci. Przyrzekam ci wierność i poświęcenie. Przysięgam oddać za ciebie życie, jeśli będzie to konieczne. Powierzam się twojej dobrej woli, twoim wyborom i twemu sercu. Jednakże zanim zawrzemy układ, musisz zrobić jedną rzecz.
Jongin jednym uderzeniem w szybę, rozwalił szkło na drobne kawałki. Wskazał chłopcu ogród tuż pod oknem, w którym kwitnęły piękne róże, będące jego ulubionymi kwiatami.
-Musisz jedynie wyskoczyć przez okno.
Luhan cofnął się gwałtownie kilka kroków, w roztargnieniu spoglądając to na mężczyznę, to na chwilowo unieruchomione płomienie.
-Albo zginiesz tutaj przez ogień, albo zdasz się na mnie i wyskoczysz przez okno. Jeśli to zrobisz - uratuję cię.
Chłopiec przylgnął plecami do ściany. Oddech mu przyspieszył, a po karku spłynął zimny pot. Jak on mógł mu proponować coś takiego? A co ważniejsze: jak Han mógł wcześniej myśleć, że przy nim będzie bezpieczny?
-Jeśli będziesz miał mnie po swojej stronie, będziesz mógł zrobić wszystko. Pomogę ci wygrać każdą walkę.
Powoli pokręcił głową.
-Zaprowadzę cię do twoich rodziców.
Luhan ożywił sie i znów spojrzał mężczyźnie w oczy, doszukując się w nich fałszu. Jednak niczego nie znalazł. Jeszcze raz wyjrzał za okno, rozmyślając ile minęłoby czasu zanim uderzyłby w twardą ziemię.
-Na-naprawdę wiesz gdzie są? - spytał niepewnie. - Przecież mój ojciec... mój...
-Twój ojciec jest daleko stąd. Nie w tym świecie. Zaprowadzę cię do niego, zaprowadzę cię również do matki. Nigdy więcej nie będziesz sam.
Chłopiec wziął głęboki wdech i pobiegł w stronę okna. Bez namysłu rzucił się w pustą przestrzeń, a uświadamiając sobie powagę sytuacji, zaczął głośno wrzeszczeć. Po jego policzkach spływały łzy przerażenia.
-Wierzę ci - wyszeptał.
Wiedział, że być może źle wybrał.
Wiedział to jeszcze przed tym, gdy uderzył w zimną ziemię.
Wiedział to przed tym, gdy wszystko zaczęło go przeraźliwie boleć.
Wiedział to, zanim po raz ostatni nabrał powietrza w płuca.
Wiedział to, zanim umarł.
Jednakże to nie była ostateczna śmierć.
Ta śmierć była dopiero początkiem czegoś wielkiego.
Czegoś być może jeszcze gorszego od śmierci.
Ale to był jego wybór i musiał ponieść jego konsekwencje.
5 stycznia 2016
Nic ważnego
Ludzie są:
-żałośni podczas godzenia się z bliskimi;
-zazwyczaj żałośni podczas wyrażania swoich uczuć;
-żałośni gdy zwracają się o pomoc;
-żałośni, gdy mówią coś co zaprzecza ich myśleniu;
-żałośni, gdy ich twarze ukrywają tysiące masek;
-żałośni, gdy sądzą, że maski to ich jedyna ochrona;
-żałośni, podczas związków;
-wyglądający żałośnie, gdy mają problem;
-żałośni, gdy szukają wymówek;
-żałośni, gdy ktoś pojmuje, że kłamią, lecz dalej w to brną;
-żałośni, gdy nie wiedzą czego chcą;
-żałośni, gdy cierpią z wyboru;
-żałośni, gdy boją się samotności;
-żałośni, gdy na siłę próbują się zakochać;
-żałośni podczas godzenia się z bliskimi;
-zazwyczaj żałośni podczas wyrażania swoich uczuć;
-żałośni gdy zwracają się o pomoc;
-żałośni, gdy mówią coś co zaprzecza ich myśleniu;
-żałośni, gdy ich twarze ukrywają tysiące masek;
-żałośni, gdy sądzą, że maski to ich jedyna ochrona;
-żałośni, podczas związków;
-wyglądający żałośnie, gdy mają problem;
-żałośni, gdy szukają wymówek;
-żałośni, gdy ktoś pojmuje, że kłamią, lecz dalej w to brną;
-żałośni, gdy nie wiedzą czego chcą;
-żałośni, gdy cierpią z wyboru;
-żałośni, gdy boją się samotności;
-żałośni, gdy na siłę próbują się zakochać;
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)