sound

31 października 2015

So... don't you know me?

 ۞
 ҉҉҉Obiekt 047 rozpoczął proces stopniowego odzyskiwania pamięci. Uważamy, iż nadeszła pora zwiększenia mu liczby obserwatorów, lecz wciąż czekamy na ostateczną decyzję pana. Obawiamy się niespodziewanego ataku ze strony agresorów podczas naszego zwlekania. Tymczasem brak jakichkolwiek objaw przywrócenia mocy.
҉҉҉҉҉Obiekt 032 bez zmian. Pan zakazał nam zbliżania się do niego.
҉҉҉҉҉Obiekt 005 wykazuje agresywne nastawienie do naszego podwładnego. Nie chce przyjąć do wiadomości otaczającej go rzeczywistości. Wzbrania się przed współpracą. 
҉҉҉҉҉Obiekt 011 zderzył się z dwoma wymiarami. Zobaczył hyoji, przez co jeden z naszych obserwatorów ujawnił swoją obecność. Obiekt uciekł. W mieszkaniu zastał przerażający widok, który był naszym karygodnym błędem. Powinniśmy byli temu zapobiec. Obawiamy się, że jeśli tego nie naprawimy, przyspieszy to cały proces. 
҉҉҉҉҉Obiekt 128
  ۞

-Luhan-hyung! 
Brunet powoli odwrócił się w kierunku źródła dźwięku. Zauważył biegnącą truchtem dziewczynę, jedną z członkiń zespołu, do którego należał. Nie potrafił przypomnieć sobie jej imienia. W grupie było dużo osób, a on dołączył do nich niedawno. Poza tym wolał skupić się na uczeniu układu, aniżeli poznawaniu nowych ludzi. Przybrał na twarz leniwy uśmiech i kiwnął do niej głową.
-Chciałam cię pochwalić - zaczęła, a na jej policzkach rozkwitł lekki rumieniec. -Bardzo szybko opanowałeś to nad czym wszyscy długo pracowaliśmy i wychodzi ci naprawdę świetnie... Może mógłbyś pomóc mi popracować nad ruchami, z którymi mam problem?
Chłopak uśmiechnął się szerzej słysząc komplement, który sprawił mu przyjemność. Uwielbiał, gdy inni podziwiali jego umiejętności. Głównie dlatego ćwiczył wszystko do perfekcji. Zależało mu na tym, by być najlepszym. Bo co to za byt, gdy nie stawia się sobie wysoko poprzeczki? 
-Pewnie, ale nie dzisiaj - 

25 października 2015

18/?


Znajdź, obserwuj, śledź. Nie możesz go spuścić z oczu nawet na sekundę. To gra, Sehun. Jeśli nie złapiesz go pierwszy, on dorwie ciebie. Masz go ubezwłasnowolnić, sprawić, żeby cierpiał. Jeśli powiem, że był niegrzeczny, masz wymierzyć mu odpowiednią karę. Inaczej kara spotka ciebie. Ostateczną twoją powinnością jest zabijanie. Nie bój się tego. To normalna kolej rzeczy. Zabijasz innych, by zmniejszyć ryzyko prawdopodobieństwa, że oni zrobią to twoim bliskim. To wojna, synku. A na wojnie nie można przestrzegać reguł, ponieważ z góry staniesz się przegranym. Nie można też dezerterować. Wtedy staniesz się nikim, głupim ścierwem, a ja cię znajdę. Obrócę się przeciw tobie. Obaj byśmy tego nie chcieli, prawda?


        -Wejdź - stanowczy głos rozbrzmiał po drugiej stronie mahoniowych drzwi. Blondyn wszedł do pomieszczenia. Od razu wyczuł zapach dymu papierosowego zmieszanego z drogimi perfumami i drażniącym zapachem kadzidełek. Mężczyzna, z którym miał się spotkać siedział na fotelu, a na przeciwko niego jego znajomy. Obcy czuł się zupełnie swobodnie przy szefie. Sehun wywnioskował, że łączą ich zażyłe relacje, Rzadko kiedy widywał ludzi, zachowujących się tak, jak to robił ten facet. Szybko ogarnął spojrzeniem cały pokój, który znał na pamięć, po czym leniwym krokiem ruszył do swojego ojca. Stanął przy nim na baczność. -Sehun, proszę, poznaj mojego przyjaciela. Taemin, to jest właśnie mój syn, o którym ci opowiadałem.
     Blondyn skinął głową w geście przywitania, na co mężczyzna lekko się uśmiechnął. Oboje przez chwilę obserwowali nawzajem swoje sylwetki. Hun robił to z każdym, by zapamiętać na przyszłość wygląd potencjalnego zagrożenia. Miał doskonałą pamięć, więc jeśli przyglądał się komuś przez kilka minut, nie miał prawa go zapomnieć. Chłopak uznał, że rozpoznanie Taemina na ulicy będzie dziecinnie proste, gdyż jego uroda dość mocno wbijała się w pamięć. Jego twarz do złudzenia przypominała twarz kobiety i gdyby nie te krótkie, blond włosy śmiałby stwierdzić, że ojciec znalazł sobie nową kochankę.
        -Tae zawarł z nami układ. Chce, żebyśmy pozbyli się właściciela konkurującej z nim firmy. Zanim jednak zabierzemy się do realizowania tej misji, chcę, żeby wybrał sobie osobę, która to wykona. W geście ułatwienia wyboru zwołałem naszych najlepszych zabójców. Jesteś jednym z nich, a że pokładam w tobie ogromne nadzieje, wspaniałomyślnie pozwoliłem ci wejść na sale ćwiczeń w naszym towarzystwie.
     Sehun pomyślał, że ojciec zrobił to z czystej chęci manipulacji. Jeśli wejdzie na salę ćwiczeń w ich towarzystwie, uczniowie znienawidzą go jeszcze bardziej, a przecież nie mógł odmówić szefowi. Druga rzecz, którą mógł osiągnąć to, to, że zleceniodawca wybierze do tej roboty właśnie jego. A czyż to nie będzie dumą dla ojca, że jego syn jest najlepszy w rodzinnym fachu? Chłopak nie miał nic do powiedzenia, więc jedynie skinął głową, wpatrując się w zimne oczy ojca.
        -Minho, skarbie, nie strasz tego dzieciaka aż tak bardzo - jęknął Min i wstał z miękkiej sofy, która skrzypnęła szczęśliwa, że nie musi dźwigać ciężaru. Blondyn uśmiechnął się kpiąco, stając naprzeciwko młodszego. Chwycił jego podbródek dwoma palcami, a Sehun, przyzwyczajony do traktowania go jak rzeczy na sprzedaż, ani drgnął. Nie robiło to na nim wrażenia. -Sądzę, że nie dałby rady nacisnąć spustu, nie czując wyrzutów sumienia. A każdy wie co to piekielne odczucie robi z człowiekiem.
        -Gdybym kazał mu w tej chwili zabić cię, zrobiłby to w ciągu dwóch sekund, uderzając cię w splot mięśni, byś stracił przytomność - ton ojca był zimny. Oh wyczuł w nim nutkę groźby i wyzwania. Lubił chwalić się swoimi doskonałymi żołnierzami, więc bez skrupułów pozwoliłby sobie na mały pokaz. -Zademonstrować?
     Taemin spojrzał uczniowi głęboko w oczy i zmarszczył lekko brwi, kalając swoje nieskazitelne czoło okropną zmarszczką. Zastanawiał się czy warto ryzykować życie, by bronić swojego honoru, jednakże nigdy zbytnio nie przykładał wagi co do tego.
        -Zrezygnuję. Tymczasem chcę poznać innych kandydatów, których dla mnie wybrałeś - zacmokał. -Mam nadzieję, że będą wyglądali na groźnych.
     Starszy obrzucił Sehuna drwiącym spojrzeniem. Chłopak nie zdziwił się jego zachowaniem. Wszyscy reagowali dokładnie tak samo, gdy mieli z nim do czynienia. Ich sposób myślenia zmieniał się o 180 stopni dopiero po pokazaniu przez niego do czego jest zdolny. 
        -Dobrze - ojciec Huna wystawił do swojego gościa ramię. -Chodźmy ich przetestować.
     Nie zwracając więcej uwagi na najmłodszego, ruszyli w stronę drzwi. Oh szedł równym tempem za nimi i przysłuchiwał się ich swobodnej rozmowie. Szef rzadko kiedy był przy kimś rozluźniony, a jeszcze rzadziej się śmiał. Uczeń wiedział jednak, że w miejscu, w którym obecnie się znajdowali, wszyscy byli świetnymi aktorami. Pierwsza zasada w jego kodeksie? By przeżyć ufaj tylko sobie.
     W trójkę weszli na ogromną salę ćwiczeń. Na środku znajdowało się miejsce na ćwiczenie różnych sztuk walk, a naokoło ustawione były trybuny. Wszystkie miejsca były zajęte. Oczy większości uczniów zwróciły się w ich stronę, a widząc szefa, natychmiast stanęli na baczność.
        -Di Sola, Da Ni Neta¹!
     Równy chór głosów rozniósł się echem.
        -Niech krew na waszych rękach będzie waszą chwałą! - leniwy uśmiech rozkwitł na twarzy szefa. Był zadowolony z poziomu swoich uczniów. 



¹Di Sola, Da Ni Neta - formalny okrzyk powitalny w szkole. Coś na kształt 'chwała krwi, krew nie hańbi'

16 października 2015

Bohaterowie

Xiao Luhan
Lat 20








Widzisz ten księżyc? Co miesiąc opowiada jedną i tą samą historię od nowa, chociaż niewiele osób to zauważa. Siedzę co noc na dachu, by móc rozkoszować się jego tragedią, ponieważ ja wciąż mam szansę na zmianę. On został skazany na wieczną tułaczkę po nieboskłonie. Codziennie zostaje zepchnięty na bok przez uwielbiane słońce, by za kilka godzin wrócić i pozwolić sobie na kolejną dawkę cierpienia. Podejrzewam, że kiedyś musiał być urodziwym mężczyzną, który zranił zbyt wiele kobiet. Przypomina mi ciebie. Nie zniósłbym momentu, w którym miałbyś zostać księżycem dla innej planety. Chciałbym zostać wtedy słońcem, które goniłoby cię pomimo przeszkód. Nie poddałbym się.




Oh Sehun
Lat 22




















Spójrz mi w oczy. Tęczówki to głębia, której nie da się zilustrować. Obrazy nie oddają czci i piękna najważniejszej części człowieka. Oczy to najszlachetniejsza rzecz, której nie da się podrobić. Widziałeś kiedyś dwie osoby o tych samych otoczkach? O tej samej barwie czy też kształcie tęczówek? Nie? Ja, szczerze powiedziawszy, nie chcę. Mama powtarzała mi, że gdy spojrzy się głęboko w czyjeś oczy można dojrzeć duszę. Proszę, zrób to. Chcę stać się tobie bliski, chcę byś dowiedział się rzeczy, które nigdy nie przeszłyby przez moje gardło. Być może, kiedy to zrobisz, zakochasz się. Tak samo, jak ja w tobie.



Kim Jongin

Lat 21



Mój cel w życiu? To proste. Pragnę spróbować dosłownie wszystkiego, by wiedzieć, że to co zostawiam na ziemi nie jest dla mnie aż tak ważne, by starać się przeżyć. Chce znaleźć coś, co pozwoli mi wierzyć, że jest jeszcze dla nas jakaś nadzieja. Że śmierć nie czeka na nas tuż za rogiem. Że mogę wyjść z domu, nie obawiając się żadnego zatrzymania przez straż. Nie, źle to sformułowałem. Chcę mieć dla kogo walczyć w powstaniu. Poznając ciebie, zauważyłem, że coraz lepiej idą mi ćwiczenia. Coraz mniej się boję, bo wiem, że ty boisz się jeszcze bardziej. Moje serce wybrało ciebie bez pytania nas obu o zgodę, więc pójdę za jego przykładem i sprawię, że będziesz moją własnością. Twoje zdanie się nie liczy.





Do Kyungsoo
Lat 23






Strach powoduje, że albo podejmujesz szybkie i właściwe decyzje, albo paraliżuje całe twoje ciało. Jest potrzebny, gdyby nie on, nie rozumielibyśmy powagi sytuacji, w której się znaleźliśmy. Przyzwyczaiłem się do niego. To normalne, że wciąż jest obok mnie, mimo, że nie widzę zagrożenia. Mam świadomość, że coś gdzieś na mnie czyha, nieważne co to jest. Czuję oddech na swoim karku, słyszę kroki, choć gdy się odwracam nikogo za mną nie ma. Odkąd spędzam z tobą czas, strach jest spychany na drugi plan. Twoja dłoń na moim ramieniu dodaje mi otuchy, przepędzając wszystkie wymyślone przeze mnie zmory. Sądzę, że powinniśmy razem zamieszkać. Nie, żebym bardzo tego chciał, po prostu mam dość życia, ukrywając się.









Park Chanyeol
Lat 22







Kot, którego przygarnęliśmy wymaga dużo troski, opieki i ciągłej obecności przy nim. Nie lubi być sam. Gdy nie odpowiada mu miejsce, w którym go głaszczę wystawia pazurki i drapie mnie po rękach. Jest hałaśliwy, miauczy mi do ucha w środku nocy. Choć muszę wcześnie rano wstać do pracy, żal mi go wyrzucać do innego pokoju. Biorę go wtedy na ręce i siadam z nim na łóżku. Czasem śpiewam mu kołysanki. Mimo, że nie rozumie ich przesłania, działają na niego. Chciałbym, byś został moim kotkiem. Mógłbym być przy tobie podczas twoich koszmarów, szeptać ci do ucha czułe słówka, które pomogą ci odpłynąć do przyjemnej krainy. Chcę wiedzieć, gdzie mogę cię pogłaskać, nie bojąc się tego, że mnie podrapiesz. Nauczysz mnie?







Byun Baekhyun
Lat 21





Wiesz jak to jest żyć w ciągłym poczuciu winy? wiesz jak to jest krzywdzić samego siebie, chociaż to i tak zbyt mało w porównaniu z tym co zrobiłeś swojej siostrze? Mam dość ciągłego przypominania sobie jej smutnych oczu, jej drżących ust, wypowiadających 'kocham cię' w moją stronę jako słowa pożegnania. Uważałem, że dobrze robię wydając strażą jej związek z inną dziewczyną. Wydawało mi się, że zasady, które nas zobowiązują są właściwe. Myślałem, że miłość jest niedozwolona, parszywa i niepotrzebna. Zawsze powtarzano mi, że tego nie wolno czuć. Że jeśli zobaczę kogokolwiek wyrażającego swoje uczucia mam niezwłocznie wydać go na śmierć. Myślałem, że robię właściwie. Ale w końcu sam zakochałem się w mężczyźnie i nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Jestem obrzydliwy. Jestem nienormalny. Jestem chory. Moją chorobą jest miłość do ciebie. Pomożesz mi ją zrozumieć?

11 października 2015

To tylko gra

  Łzy znaczyły swoją drogę na moich policzkach, spływając do brody i skapując na podłogę. Wszystkiemu towarzyszył cichy odgłos pociągania nosem. Siedziałem skulony na parapecie z opartą głową o szybę. Wpatrywałem się w park, gdzie dobrą godzinę temu zniknął mój przyjaciel. Padał rzęsisty deszcz i zapadał zmrok, przez co niewiele widziałem.
  Głośny trzask drzwi wejściowych, sprawił, że drgnąłem przestraszony. Rozejrzałem się na boki i chwyciłem wazon, by mieć czym się obronić. Cicho postawiłem nogi na podłodze, po czym zacząłem iść w stronę korytarza.
 -Lu.
  Słysząc jego głos upuściłem wazon na ziemię, który w zetknięciu z twardą powierzchnią rozbił się na małe kawałeczki. Biegłem do niego, nie zważając na to, że raniłem swoje bose stopy, stąpając po ostrych częściach. Zatrzymałem się w przejściu i spojrzałem na ciemny zarys jego postaci. W ten sposób upewniłem się, że to naprawdę on. Moje serce wykonało kilka fikołków, a z gardła wydobył się głośny szloch ulgi.
  Chłopak wyciągnął do mnie swoje ręce, a ja nie kontrolując swojego ciała, rzuciłem się w jego ramiona. Nogi ugięły się pode mną, gdy uświadomiłem sobie, że naprawdę wrócił cały i zdrowy.
 -Powinieneś zamykać drzwi na klucz - wytknął mi. -Co gdyby któryś z nich przyszedł przede mną?
 -Wiedziałem, że wrócisz - wyszeptałem w jego przemoczoną bluzę i wtuliłem w nią swoją twarz.
 -Mogłem nie wrócić.
 -Zawsze dotrzymujesz słowa.
  Pokręcił głową, ciężko wzdychając. Odsunął mnie od siebie i zamknął drzwi na klucz. Czułem, że coś było nie tak, zachowywał się inaczej niż zwykle. Złączył nasze palce, po czym pociągnął mnie w stronę sypialni. Gdy przechodziliśmy obok okna, światło padło na jego twarz, dzięki czemu ujrzałem krew spływającą po jego brodzie i nosie.
 -P-pójdę po apteczkę.
 -Nie - uścisk na mojej dłoni nabrał na sile, co sprawiło mi ból, ale nie okazałem tego.
 -Sehun, to trzeba opatrzyć - jęknąłem.
 -Nic mi nie jest - znów pociągnął mnie w stronę łóżka. -Chodźmy spać, to był długi dzień.
  Położyłem się na meblu i przyciągnąłem nogi pod brodę. Łzy znów zaczęły spływać po moich policzkach, ale nie wydałem z siebie żadnego dźwięku. Obserwowałem przyjaciela, który ściągał bluzę i wycierał nią swoja twarz. Chwilę później położył się obok mnie. Czułem jego oddech na swojej twarzy oraz to, że ręką gładził moje włosy.
 -Płaczesz? - spytał spokojnym głosem. Nie odpowiedziałem. Sehun podążył dłonią od mojej brody, przejeżdżając opuszkami palców po ustach, aż dotarł do mokrych policzków. Jego dotyk koił moje skołatane nerwy.
 -Nie płacz, nienawidzę kiedy to robisz.
 -A ja nienawidzę kiedy mi rozkazujesz - warknąłem, odsuwając się od niego na drugi koniec łóżka. -I kiedy udajesz, że wszystko w porządku, chociaż widzę, że tak nie jest.
 Chłopak przysunął się do mnie i ujął moją brodę w palce. Przybliżył twarz do mojego ucha i szepnął:
 -Jeśli jestem z tobą wszystko jest dobrze.
 -CIĘCIE! -

The Group of Energy - Prolog

  W 1350 roku ludzie zdobyli nową umiejętność. Potrafili uwolnić swoją energię życiową w postaci nikłej strużki światła, która nabierała barwę zgodną z ich intencjami. Na początku zjawisko buntowało się, wsiąkało w ziemię, wracało do właściciela lub pochłaniała je osoba stojąca niedaleko. Człowiek pozbawiony energii najzwyczajniej w świecie zapadał w śpiączkę, z której już nigdy się nie budził. Dlatego też społeczeństwo podzieliło się na pół: jedna strona była oczarowana potęgą, którą odkryli, a druga strona nienawidziła jej.
  Około dziesięciu lat później nauczyli się jak utrzymać ją na zewnątrz i nie pozwolić jej uciec. Potrafili już także nadawać jej kształty. Jednakże, gdy zaczęto uczyć dzieci na temat niedawno odkrytego potencjału, wydarzyła się tragedia. Małe, niedoświadczone ciałka nie poradziły sobie z utratą nawet najmniejszej ilości energii życiowej, którą zaczęli nazywać Ide - Infinite Destructive Energy. Zginęło wiele młodych potomków, co społeczeństwo odczuło jako ogromny cios. Zakazano wówczas dalszego praktykowania magii.
  Ludzie żyli w spokoju, nikt od dawna nie sięgał po energię, a nawet jeśli to od razu karano taką osobę śmiercią. Rząd nie znał litości. Dopiero po kilkudziesięciu latach, gdy już wszystko odeszło w niepamięć i społeczeństwo żyło teraźniejszością, zorganizowana grupa ludzi wyszła na światło dzienne. Zwołali prasę, urządzili zbiegowisko, a wszystko po to, by wywołać panikę.
  Organizacja mianowała się zakonem Ideenów i głosiła świętość Ide. Uważali, że to był dar od Boga i ludzie nie powinni tego marnować. Wkrótce stali się bardzo popularni. Dopóki nie zagrażali społeczeństwu rząd się nie mieszał. Pozwalał im robić co tylko chcieli, ale gdy wywołali skandal, zwrócił się przeciwko nim. Mianowicie postanowili założyć szkołę, w której uczyliby młodzież od lat piętnastu panowania nad swoją Ide. Ludzie przypomnieli sobie jakie straty ponieśli ostatnim razem, przez co wybuchło nieporozumienie i bunty. Zakon postanowił bronić swoich wartości. By ujarzmić społeczeństwo, które chciało ukarać ich za wspaniałomyślną ideę, postanowili pokazać czego zdążyli się nauczyć.
  Zdołali siłą przekonać wszystkich, że ich plany były świetne. Zabierali z każdego domu dzieci w wieku czternastu lat i przywozili do akademii, by przez rok uczyły się samych teorii, a za rok zaczęli praktykować magię. Oczywiście nie obyło się bez nieszczęsnych wypadków, kiedy to zbyt młody uczeń próbował przywołać energię. Wtedy słuch o nich ginął, a ciała niektórych odnajdywane były w rzekach, bądź lasach rozszarpane na kawałki.
  Mężczyźnie imieniem Minho nie wystarczało samo Ide, pragnął czegoś, ale nikt nie wiedział czego dokładnie. Zadaniem Ideenów było czynienie dobra, pomaganie ludziom w potrzebie, bądź sprawianie, że plony były dobre. Choi chciał czegoś więcej, odkrył, że w akademii nie uczyli ich wszystkiego. Energię można było wykorzystać na różne sposoby, a barwa wydobywająca się z jego strużki była czarna przeplatana krwisto czerwonymi liniami.
  Chłopak zebrał swoich przyjaciół, którzy podzielali jego zdanie i razem uciekli ze szkoły, by praktykować swój własny rodzaj Ide. Ten, który przerażał wszystkich, nawet innych użytkowników energii. Mówiono o nich 'klan Choi', lecz nikt nie wiedział kto dokładnie wchodził w ich skład.
  Oficjalnie nie spodziewano się ataku, który nastąpił od strony zjednoczonych z Minho. Klan pożerał energię ludzi, tym samym zabijając ich i kusząc Ideenów, by dołączyli się do zabawy. Społeczeństwo doznało straszliwych szkód, których nigdy nie odbudowało. Żyło w ciągłym strachu, że atak się powtórzy, choć tak naprawdę dla Choi była to tylko zabawa. Pławił się w zebranej energii życiowej, którą cenił aż nadto. Nie obchodziła go ilość zabitych ludzi, ważny był tylko zysk. Im więcej jej miał, tym był silniejszy.
  Rząd i Ideeni zawiązali rozejm. Ludzie poświęcili kilkadziesiąt swoich silnych jednostek na rzecz stworzenia kilku idealnych, ponad wszystkich osób, które pomogłyby wygrać im tę wojnę. Mistrz Kheenim odprawił rytuał, dzięki któremu powstało dwunastu mężczyzn, których energia była tysiąc razy mocniejsza niż powinna. Na nieszczęście mistrz i parę innych użytkowników Ide straciło swoją moc, a niektórzy zapadli w wieczną śpiączkę.
  Przy ostatecznej walce dwunastka połączyła swoją magię w jedno, czym udało im się pokonać niezwyciężonego Minho, jednak sami zamienili się w proch, gdyż zaklęcie było zbyt mocne jak na ich ludzkie ciała. Choi poprzysiągł powrócić, by dokończyć to co zaczął. Jednak zanim zadali mu ostateczny cios, rozpłynął się w powietrzu.
  Mężczyzna był dosłowny, więc rządu nie zdziwiło to, że dwieście lat później znów dał o sobie znać.

17/?

Luhan czuł się samotny. Mimo, że miał wielu znajomych, nie miał o czym z nimi rozmawiać. Jego światopogląd był zupełnie inny, nie potrafił zrozumieć toku myślenia innych. Gdy był mały, jego mama powtarzała, że gdzieś na świecie istnieje osoba stworzona specjalnie dla niego. Wspierała go kiedy osamotnienie sięgało po niego swoimi długimi, ciemnymi mackami. Nie pozwalała, by zabrało go ze sobą do ponurej rzeczywistości. Broniła go karmieniem złudną nadzieją. Obiecała, że ta wyjątkowa osoba w końcu go odnajdzie, ale nie wyjaśniła jak, ani kiedy.
Ostatni raz widział mamę dokładny rok temu, w zimie. Uwielbiał tą porę roku, ponieważ kochał śnieg. Biały, miękki puch kojarzył mu się z czymś miłym. Lu wraz z rodzicielką codziennie wieczorami wychodzili do parku, by spędzić miło chwile, podziwiając wszystko wokół. Jednak wraz ze śmiercią matki wszystko w jego życiu się zmieniło. Znienawidził zimę oraz wieczorne spacery. Przestał być także takim optymistą jakim był wcześniej.

16/?

Luhan do tej pory jakoś dawał sobie radę z ogarnięciem grafiku. Zrobił to, co musiał, po czym miał jakiś czas na odpoczynek. Taki stan rzeczy bardzo mu odpowiadał, choć bywał czasem zmęczony. Starał się, ale gdy exo stało się popularniejsze, samo staranie nie wystarczało.
Chłopak był cholernie zły na siebie, ponieważ tylko on miał problemy z nadążaniem za resztą. Przy każdym treningu towarzyszyły mu pobłażliwe spojrzenia pozostałych członków. Nie chciał, żeby tak na niego patrzyli. Powinni widzieć w nim równego sobie. Irytowało go opanowywanie nowych ruchów, które za nic nie chciały z nim współpracować. Stał się zgryźliwy. Wszystko przez frustrację wywieraną na nim.
Luhan jak codzień został dłużej w sali treningowej, by trochę poćwiczyć i pokazać innym, że jeszcze się nie wypalił. Wszystko szło mu dobrze, gdyby nie potknąłby się byłoby wręcz idealnie. Ale nie! On zawsze musi coś spaprać!
-Cholera... - warknął do siebie i spróbował wstać. Paraliżujący ból w kostce sprawił, że jednak został na miejscu. -Kurwa!
Z bezsilności zaczęły zbierać mu się łzy pod powiekami

15/?

Kolejny udany występ za Sehunem. Chłopak siedział na miękkim krześle w swojej garderobie, do której zabronił komukolwiek wchodzić. Zawsze po przedstawieniu jakie odgrywał na scenie opanowywał go melancholijny nastrój. Nie miał się na czym skupić, więc ulegał pokusie zanurzenia się w odległe wspomnienia. Nie lubił, gdy mu w tym przeszkadzano.
Machinalnie ocierał chusteczką pot z czoła i karku. Wpatrywał się w jeden punkt na ścianie powracając całym sobą do momentu, który ukazywał mu się w snach pod postacią rozkosznych chwil. Za każdym razem budził się z poczuciem ulatującego szczęścia. Wiedział, że nie zdoła go sięgnąć. Nie po decyzji, którą podjął. Zamiast walczyć o swojego ch

14/?

Sehun szedł w stronę budynku, w którym aktualnie mieszkał. Nienawidził tego miejsca. Wyglądało na przytulne, miłe, choć tak naprawdę było pełne cierpienia, a on musiał je znosić. Oszukiwało ludzi, którzy niczego się nie spodziewając, mijali je. Za grubymi murami co dzień odgrywało się istne piekło. A Hun pełnił rolę potępionej duszy, beznadziejny scenariusz pisany ręką samego demona nie dawał mu chwili wytchnienia.
Zanim otworzył drzwi otuliła go niepewność przeplatana ze strachem. Czy tak musiał wyglądać każdy dzień? Czy musiał żyć tak, jak żył do tej pory? Jego nerwowy chichot rozdarł mrok nocy, a przez szczelinę wychyliła się gwiazdka. Ile razy modlił się do nich o dobry dom? Znów musiał założyć maskę obojętności 

13/?

Luhan szedł ścieżką, która stała się jego drugim domem. Spędzał na niej więcej czasu niż we własnym pokoju. Mimo, iż budziła w nim wiele sprzecznych emocji, nie potrafił zrezygnować z codziennego przemierzania jej. Każda mijająca rzecz przypominała mu dawne życie. Dawny on z pewnością oddałby się wspomnieniom i pozwolił porwać gwałtownym emocją, jakie opanowywały jego ciało jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz odwracał od wszystkiego wzrok byle tylko przejść obojętnie. Nie chciał pozwolić sobie na chwilę zapomnienia.
Minął ławkę, na którą przelotnie spojrzał, przez co w jego głowie od razu uformował się obraz dwóch najlepszych przyjaciół radośnie śmiejących się do małej dziewczynki, z którą chwilę temu rzucali się śnieżkami. Poczuł ukłucie bólu gdzieś w okolicach serca, ale równie dobrze mogło mu się tylko wydawać. W końcu jego narząd był z kamienia i nie mógł odczuwać jakichkolwiek emocji, prócz obojętności, doskonale widzocznej na jego miękkich rysach twarzy.
Chłopaka złapały duszności. Czasami zdarzało mu się kaszleć tak, że nie potrafił złapać powietrza, aż w końcu mdlał. Na szczęście zawsze ktoś dzwonił po karetkę i jakimś cudem nic poważnego do tej pory mu się nie stało. Tym razem było podobnie. Czuł drażniące swędzenie w gardle, bolały go płuca. Nie potrafił normalnie oddychać, ale nie przejął się tym. Zawsze był zdania co ma być, to będzie. Szedł dalej, a kaszel stawał się coraz bardziej nieznośny. W końcu przez niedotlenienie jego nogi odmówiły posłuszeństwa i osunął się na ziemię. Jego policzek był przyciśnięty do śniegu, pokrywającego ziemię. Mroczki przed oczami alarmowały przed ponownym zapadnięciem w stan omdlenia. Cholera, nienawidził budzić się potem z kompletną pustką w głowie. Gdyby ten idiotyczny biały puch nie wchodził mu do ust...
-L-luhan? - głos ledwo co dotarł do zamroczonego blondyna. Nie wiedział kto go woła. Może była to jego mama?

12/?

Jestem czymś co przypomina człowieka. Jestem jego imitacją, kompromintującą wersją, czymś co nigdy nie powinno zostać stworzone, a jednak wciąż żyję. Choć to słowo nie jest zbyt trafne. Wolałbym zastąpić je wymuszonym funkcjonowaniem. Oddycham jak każdy, wyglądam jak każdy, mrugam jak każdy, ale nie jestem jak każdy. Różnię się w świecie pełnym ludzi, starających się zaliczyć do kryteriów normy społecznej by nie zwracać na siebie uwagi.
Jestem gejem co jest najważniejszym powodem gnębienia mnie. Czy robię coś złego? Czy jestem jak starzy pedofile i gwałcę małe dziewczynki? Czy kiedykolwiek cokolwiek zrobiłem, żebyście wszyscy odczuwali do mnie nienawiść? Ah, no tak, jak mogłem zapomnieć. Moje istnienie to wystarczający powód. Karzecie mnie na wieczną zgubę, jakbyście mogli zastąpić samego Boga w tym sądzie, ale tak nie jest. A ja wciąż nie rozumiem dlaczego to robicie. Znaleźliście sobie kozła ofiarnego by odciągnąć uwagę od nieidealnych was?
Oddech ratuje mi życie.
Oddech to jedyne co mi pozostało.
Oddech jest moim aniołem stróżem, o którym czasem zapominam.
Idąc korytarzem, nie mogąc znieść szyderczych spojrzeń skierowanych na moją osobę biorę głeboki oddech. Moja brudna, ciemna dusza pełna brzydkich myśli, pogardy dla ludzkich stworzeń staje się prawie przezroczysta. Tak samo prawie umarłem. Mojego istnienia nie można nazwać życiem.
Gdy koledzy urządzają sobie z mojego ciała piłkę do nogi tracę oddech. Z każdą chwilą mam go coraz mniej, ale wciąż próbuję utrzymać.

11/?

  Uwielbiałem śpiewać. Babcia pomagała mi rozwijać pasję i zapisywała mnie w tajemnicy przed rodzicami na różne lekcje śpiewu, gdy u niej bywałem zabierała mnie do opery, do restauracji z muzyką na żywo. Próbowała nakłonić, bym sam poszedł o krok naprzód i spróbował w jakiejś wytwórni muzycznej. Sama, gdy była młodsza zrobiła to samo. Stała się naprawdę popularną piosenkarką, ale nieszczęsny przypadek, o którym nigdy nikomu nie powiedziała odebrał jej tę przyjemność i sprawił, że już więcej nie wydała z siebie melodyjnego głosu. Wkrótce po nim również została przez wszystkich zapomniana.  Uważała, że śpiew, fascynacja nim i talent był u nas w rodzinie od zawsze. Po prostu ominął mojego tatę i ze zdwojoną siłą trafił na mnie.

10/?

Zdenerwowany Luhan szybkim krokiem przemierzał puste korytarze szkoły, w której był po raz pierwszy. Nie wiedział, że bycie nowym uczniem jest takie trudne. Jeszcze raz spojrzał na plan lekcji, który dostał kilka minut temu od miłej pani sekretarki. Niestety nie miał kto go oprowadzić po szkole, ponieważ lekcje już dawno się zaczęły, przez co musiał zdać się na własne szczęście i poszukać odpowiedniej klasy sam. Xiao nie znał standardów żadnej szkoły, albowiem do takowej nie chodził. Nie wiedział czego ma się spodziewać, więc zanim odnalazł salę, w której powinien zjawić się już dawno temu minęło sporo czasu. Blondyn przygotowywał w myślach przeprosiny dla nauczyciela i już miał chwytać za klamkę by otworzyć drzwi, ale te same z siebie to zrobiły. Przy okazji uderzając go mocno w brzuch. Wydał z siebie głośne, mało męskie piśnięcie zaskoczenia oraz bólu, upuszczając książki i kartki, które trzymał.
-Kurwa! - przeklął sprawca całego tego zajścia. Kucnął przy Lu i badawczo mu się przyglądał. -Wszystko w porządku?
Chłopak kiwnął potakująco głową, ale nagłe mdłości sprawiły, że zaraz pokręcił przecząco.
-Chcesz iść do pielęgniarki? - Hana na sam dźwięk tego słowa przeszły ciarki i znów zaprzeczył powoli podnosząc się z klęczek. Oparł się plecami o ścianę by poczekać, aż przestanie mu się kręcić w głowie. To uderzenie było naprawdę silne, zastanawiał się czy ten chłopak chociaż trochę myślał.
-Już... - zrobił przerwę na głęboki oddech. -Już mi lepiej, na-naprawdę.
-

9/?

  Luhan stał przy zielonej szafce obklejonej różnymi naklejkami z boysbandów. Był dumny, gdy patrzył na zbiór nielegalnie naklejonych gołych klat w środku niewielkiego wnętrza. Był chłopakiem, co nie oznaczało, że lubił patrzeć na odstawione laski z wypiętym biustem i tyłkiem. Jemu wystarczała płaski, lekko umięśniony brzuch. No i wybrzuszenie w spodniach.
  Z cichym westchnieniem wyciągnął książki do biologi. Znowu będzie musiał użerać się z tą wredną paniusią, ubierającą miniówki, która zamiast prawdziwych włosów miała perukę o kolorze tlenionego blondu. Ygh. Nie dość, że kazała mu usiąść w pierwszej ławce to upatrzyła go sobie na ofiarę i wytrwale wdzięczyła się do niego, choć dawał jej do zrozumienia, iż to... obrzydliwe.
  Głośny pisk jakiejś dziewczyny sprawił, że wystraszony chłopak upuścił książke na stopy. Skrzywił się nieznacznie i podążył zdenerwowanym wzrokiem w stronę płci żeńskiej, która wydała owy irytujący dźwięk. Minsol, blondynka fangirlująca najpopularniejszą paczkę znajomych w ich szkole, była bliska omdlenia. Trzepotała dłonią przed twarzą, próbując odegnać czerwony rumieniec z policzków, który powstawał na sam ich widok.
  Lu spojrzał na wejście skąd nadchodziło jedenastu przystojnych, młodych i bogatych chłopców. Na ich punkcie szalały wszystkie dziewczyny w szkole, a czasem także chłopcy. Wszyscy próbowali się do nich dostać, ale niewszystkich przyjmowali. W gruncie rzeczy musiałeś do nich pasować, czytaj: być ponad przeciętnie przystojny, mieć motor i móc żyć na własną rękę. Xiao znał tę grupkę lepiej niż by chciał, a to wszystko przez zauroczonego nimi brata, który w końcu się do nich dostał.
  Kris był ich tak jakby przedstawicielem. To do niego należała każda ostateczna decyzja i to on budził w nich największą grozę.
  Suho był z nich najbogatszy. Platynowa karta kredytowa, najdroższe ubrania, załatwianie niesamowitego żarcia i takie tam. Jeśli chciałeś coś kupić, a nie miałeś przy sobie pieniędzy wystarczyło się do niego zgłosić.
  Xiumin. Hm, o nim wiedział niewiele. Uważał go za wredną kluseczkę.
  Lay, wiecznie naćpany koleś, którego kryli.
  Baekhyun był ich słodką stroną. Jeśli chcieli kogoś udobruchać wysyłali jego, a on właczał swoje aegyo i czynił cuda.
  Chanyeol, wiecznie uśmiechnięty wielkolud.
  D.O na pierwszy rzut pka wydawał się straszny i dość poważny, a gdy poznało się go bliżej... nadal był straszny, ale można było na nim polegać jeśli miało się problem.
  Tao - chłopak od niewyparzonej gęby. Taak, to najlepiej go opisywało.
  Sehun o kamiennej twarzy. Rzadko kiedy widać po nim to co czuje.
  Kai. Ulubieniec mamusi. Dziecko kwiat, dziecko hipisów.
  No i Chen, przyrodni brat Luhana. Ukochany hyung Hana, który został mu bezprawnie odebrany. Za to nienawidził Exo, przez nich Jongdae miał dla niego o wiele zbyt mało czasu. Nie siadał z nim wieczorami przed telewizorem i nie pytał jak minął mu dzień, ani czy z czymś sobie nie radzi. Owszem, nadal był troskliwy, ale nie tak jak kiedyś.
  Xiao wywrócił oczami w odpowiedzi na mrugnięcie brata. Mimo, że oficjalnie nie lubił tej grupy i uważał, że są w niej tylko bogate dupki, którym Dae również się stał to nie potrafił oderwać od nich wzroku. W myślach uważał

8/?

  Ból, który czuję jest zadość uczynieniem, prawda? Bóg kara mnie za wielokrotne skrzywdzenie twojej osoby, nie pytając cię o zdanie, bo ty nigdy nie pozwoliłbyś by stała mi się krzywda. Pomimo otwartych ran, strasznie piekących i nadal świeżych, choć minęło wiele dni od ich powstania wciąż byś mnie chronił. Wszechmocny od zawsze miał cię za swojego ulubieńca, a mnie trzymał na uboczu, pozwolił, bym wiecznie potykał się o kamienie i błądził w labiryncie grzechów. Niestety nie odnalazłem dobrej drogi, ale znalezienie ciebie było jak znalezienie wyjścia. Nie miałem prawa niszczyć twojego ułożonego życia, nie miałem prawa wtargnąć w twoje środowisko. Ja - biedny, z patologicznej rodziny, której tak naprawdę nie miałem. Ale jednak to zrobiłem, zakłóciłem twój spokój. Nikt nie był z tego zadowolony, ale ty nikogo nie słuchałeś. Byłem o ciebie zazdrosny, nie rozumiałem dlaczego jedni mieli więcej, a drudzy mniej. Przecież nie różniliśmy się tak bardzo, by oddzielała nas głeboka przepaść. Poznając cię bliżej zauważyłem, że nie zależało ci na pieniądzach. Nie uszczęśliwiały cię w najmniejszym stopniu. Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego. To działało również w drugą stronę, ty nie rozumiałeś dlaczego każdy grosz miał dla mnie taką wartość.
  Ciągniesz mnie za rękę w stronę pobliskiej

7/?

Pakowałem wszystkie rzeczy osobiste, które miałem w pokoju. Wszytkie ubrania poskładałem starannie w kostkę i wrzuciłem do walizki. Zapatrzyłem się na misia, z którym od dzieciństwa się nie rozstawałem. Czy mogę go również wziąć do internatu? Mimo tego, iż wiedziałem, że z pewnością mnie wyśmieją spakowałem go. Tak, mam prawie osiemnaście lat i nadal śpię z wypchanym pluszakiem. Nie byle jakim. Mianowicie nazwałem go Sew, miał mięciutkie różowe futerko, które uwielbiałem gładzić gdy byłem zdenerwowany i niebieskie oczy zrobione z guzików. Kiedyś zakładałem mu spodnie dla małych dzieci, ponieważ myślałem, że jest do mnie bardzo podobny, a ja nie chciałbym chodzić nago. Ale w końcu zrezygnowałem z tego nawyku, bo troszeczkę wydoroślałem. Tylko troszeczkę.
Omiotłem spojrzeniem całe pomieszczenie, chcąc sprawdzić czy aby na pewno wszystko spakowałem. Poczułem żal. Musiałem zostawić to miejsce na długi czas, a przeżyłem tutaj całe swoje życie.

Do you trust me? 00

Ucieczka to odruch. Ucieczka to próba przetrwania. Ucieczka to tchórzostwo. Ucieczka to jedyne co zostało mi do zrobienia.
     Nie pamiętałem niczego.
  Urodziłem się jako dorosły mężczyzna na pustyni.
     Nie miałem niczego.
  Prócz koszyka leżącego obok mnie z butelką wody i kartką papieru z napisem 'Sehun'. Pismo było staranne, ten kto mnie tam zostawił najwyraźniej czuł pełną swobodę.
     Wokół nie było niczego.
  Obudziłem się na cholernym pustkowiu. Gdzie okiem sięgnąć nie było widać choćby cienia cywilizacji. Tylko piasek, prażące słońce i gorące powietrze.
     Byłem obolały.
  Moje mięśnie rwały jakbym dzień wcześniej odbywał wykańczający trening. Nie potrafiłem nawet poruszyć palcami. Czułem jak krople potu spływały po moim karku i czole. W ustach miałem sucho, drobinki piasku osiadły mi na zębach. Próbowałem zwilżyć wargi językiem, ale to niczego nie dało. Gdybym tylko mógł sięgnąć po butelkę...
  Nagły ból głowy przeszył moją czaszkę na wskroś. Sprawił, że przestałem cokolwiek widzieć, próbowałem popatrzeć w inną stronę, otworzyć szerzej powieki, ale nadal wokół panowała ciemność. A może tylko straciłem przytomność.
 -Spokojnie, jestem tu, żeby ci pomóc.
  Głos był niski, rozległ się gdzieś niedaleko. Poczułem jak na sam jego dźwięk napinają się moje mięśnie, automatycznie przygotowywałem się na ucieczkę. Nie mogłem zrozumieć reakcji mojego ciała. Czy było się czego obawiać? Nawet jeśli to nie miałem żadnych szans na zrobienie czegokolwiek. 
 -Jeśli będziesz robił to co powiem bez sprzeciwiania się to obiecuję, że szybko poczujesz się lepiej.
  Ktoś uklęknął przy moim prawym boku i dotknął moich ramion. Objął je zimnymi palcami delikatnie gładząc i sprawiając, że przechodziły mnie dreszcze.
 -Nadal reagujesz na bodźce, bałem się, że będzie gorzej. Otwórz usta.
  Postanowiłem zaryzykować, bo dlaczego nie? Co miałem do stracenia? Uchyliłem lekko wargi, a on złapał mnie za brodę i położył mi na język płatek, który przy zetknięciu się z mięśniem natychmiast roztopił się mieszając ze śliną.
 -Dobrze, teraz przyłożę ci do ust butelkę z wodą. Na pewno jesteś spragniony.
  Chwycił moją głowę oburącz i uniósł, kładąc na swoich kolanach. Gdy coś zimnego otarło się o moje wargi od razu zacząłem łapczywie połykać wodę, która cudownie spływała po moim suchym gardle. Uczucie było niesamowite, skupiłem się na nim, przez co prawie nie zauważyłem, że obcy trzymał dłoń w moich włosach i delikatnie je gładził. Połowa cieczy spłynęła mi po brodzie, zapewne mocząc spodnie mężczyzny.
 -Nie wiem jak mogłem pozwolić im zrobić ci takie świństwo...
  Co... Co. Co?
  Odkaszlnąłem dwa razy zanim udało mi się wykrztusić chociażby cichy jęk.
 -D-dlaczego nic nie widzę? - zabrzmiałem obco. Wzdrygnąłem się przestraszony dźwiękiem swoich słów.
 -Tak jest bezpieczniej, Sehun-ah. Jeśli nie znasz mojego wyglądu - nie mogą nam nic zrobić, rozumiesz? W ten sposób dbam o twoje bezpieczeństwo.

Broken Doll

Chaotyczne wspomnienia Sehuna:') Nie są po kolei, spróbuj odgadnąć które jest którym.

1.
  Chwyciłeś mnie za rękę, odciągając od znajomych, z którymi właśnie rozmawiałem. Nie wyjaśniłeś gdzie idziemy, po co ani dlaczego, a ja nie pytałem. Robiłem to co chciałeś, od zawsze tak było. Pamiętasz? Niezależnie od moich upodobań pozwalałem tobie o wszystkim decydować. 
Wepchnąłeś mnie do pierwszej lepszej klasy i podłożyłeś pod drzwi krzesło, by nikt nie mógł nam przeszkodzić. Twoje oczy patrzyły na mnie, ale jakby nie widziały mojej osoby. Patrzyłeś przeze mnie. Chwyciłeś dwoma palcami mój podbródek i przyciągnąłeś do siebie czule muskając moje usta. Twój dotyk był kojący. Kilka dni temu na pewno rozpłynąłbym się.
Oczekiwałeś jakichkolwiek uczuć ode mnie do ciebie, prawda? Brakowało ci ich? Zaczynałem Cię powoli niszczyć? Czy już wtedy mnie nienawidziłeś?
Wplątałeś jedną dłoń w moje gęste włosy, a drugą położyłeś na moim biodrze, popychając mnie do tyłu na ławkę. Pozwoliłem Ci na to, nic się nie zmieniło, ale jednak odczuwałeś, że coś jest nie tak. Tak dobrze mnie znałeś? Zauważyłeś tę jedną rysę na mojej nieskazitelnej powierzchni?
Oparłem się łokciami o drewno, gdy ty wdrapywałeś mi się na kolana. Widziałem w twoich oczach bezdenną rozpacz. Czy tak właśnie wygląda osoba doprowadzona przez ukochanego do skrajnej histerii? Czy aż tak ci na mnie zależało?
-Sehun, proszę - jęknąłeś na wpół płacząc, a na wpół starając się być pociągającym. Nie wiedziałeś co zrobić, by mnie przy sobie zatrzymać. To był twój ostatni pomysł, po którym miałeś w końcu dać za wygraną. -Weź mnie całego. Chcę być tylko twój. Kocham Cię... Kocham Cię tak bardzo, że to aż boli. Kurwa, Hunnie, proszę, nie rób mi tego. Przez Ciebie moje serce rozpada się na kawałki, a potem na nowo składa i znów rozpada. Wiem, że gdyby Ci na mnie naprawdę zależało to nie byłbyś taki oschły. 
Donośny szloch wydobył się z twojej klatki piersiowej, maltretując moje biedne uszy. Wtedy pierwszy raz cię od siebie odepchnąłem. Użyłem zbyt dużo siły, bo wylądowałeś na tyłku, ale już mnie to nie obchodziło. Nie zależało mi, byś dobrze się czuł. To już nie było to, wiedziałeś o tym, prawda? Nie mogłem Cię mieć. Nie mogłem Cię wziąć. Nie mogłem nawet chcieć Cię.
Wyszedłem spokojnym krokiem z pomieszczenia. Uczniowie wokół obdarowywali mnie ciekawskimi spojrzeniami, ale miałem na to wylane. Od kiedy przestałeś być dla mnie ważny znaczenie straciło również wszystko inne. Dlaczego jeśli chcę zrobić dla Ciebie coś dobrego to musi być tak trudne? 
Wybiegłeś za mną, ale nie miałeś siły dalej zatrzymywać mnie przy sobie. Zrozumiałeś, że to było bezsensu, czy że niszczyłem to co było między nami właśnie dla twojego dobra?
-Zmieniłeś się, Sehun - pociągnąłeś nosem, gdy odwróciłem się w twoją stronę i posłałem Ci zobojętniałe spojrzenie. -Zepsułeś się, kochanie.
Posłałem Ci krzywy uśmiech, nie mogłeś odpuścić sobie ostatniego słowa. Musiałeś powiedzieć coś, co niszczyło mnie od nowa, chociaż moje wnętrze już od dawna wyglądało tragicznie. Musiałeś zdeptać i rozrzucić moje dopiero co poukładane myśli. To zabolało być może jeszcze bardziej niż Ciebie moje odrzucenie.

2.
Bawiłem się twoimi włosami. Uwielbiałem ich dotyk na swojej skórze, wiesz? To było jak moje własne muśnięcie anioła. Byłem niegodny, by dotykać twojego ciała, dlatego tak długo wzbraniałem się przed odebraniem ci niewinności. Byłeś moim aniołem stróżem, więc jak mogłem sprawić ci ból? Nawet taki, po którym przychodzi niewyobrażalna przyjemność. Zakochaliśmy się w sobie, zdradziłeś Boga dla mnie, dla mężczyzny, dla grzesznika. Czy było warto? 
Twoje spojrzenie było czyste, mógłbym założyć się, że nigdy nie popełniłeś żadnego błędu. Jak ktoś tak idealny i eteryczny jak ty mógłby to zrobić? Uważałem, że byłeś jedyny w swoim rodzaju i nie wahałem się Ci tego powiedzieć. Komplementy sprawiały, że cudowanie się rumieniłeś aż miałem ochotę cmoknąć Cię w ten czerwony policzek. Ale jeśli bym to zrobił pogrążyłbym Cię w grzechu. 
Leżałeś ze mną w swoim łóżku, oglądając komedię romantyczną. Twoja głowa opadła na moją pierś, przez co wstrzymałem oddech, bojąc się, że jeśli wykonam gwałtowniejszy ruch mógłbyś się odsunąć. Chciałem być blisko Ciebie. Nie wiedziałem, że ktokolwiek mógłby zrobić ze mnie takiego wrażliwego chłopca, którym stałem się przy tobie.
W połowie filmu przeturlałeś się na brzuch i oparłeś dłonie po obu stronach mojej głowy, podnosząc lekko nade mnie. Twój wzrok zjeżdżał na usta, wpatrywałeś się w nie jakbyś nigdy wcześniej ich nie widział. Zniżyłeś swoją twarz i przejechałeś nosem po moim policzku. 
-Prześpij się ze mną.
Wyszeptałeś do mojego ucha zaraz potem chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi, bym nie mógł zobaczyć zawstydzenia w twoich oczach. Nie musiałem nawet na Ciebie patrzeć, potrafiłem to wyczytać z ruchów twojego ciała. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc to nie było dziwne, że znałem każde twoje nerwowe drgnięcie, prawda? 
Uniosłem Ci lekko głowę, byś widział, że naprawdę chciałem to zrobić, ale miałem wątpliwości. Co jeśli się nie opanuję, co jeśli Cię skrzywdzę? Co jeśli przez to nie będziesz chciał mnie już znać? Nie przeżyłbym tego.
-Nie wiem czy to najlepszy pomysł.
Moje słowa wywołały na twojej twarzy bolesny grymas. Dlaczego anioł chciał upaść przeze mnie? Przecież byłem zwykłym, nic nieznaczącym, brutalnym i nieokrzesanym człowiekiem. Ale jednak mnie pokochałeś. Właśnie mnie. Przez Ciebie zmieniłem swoje życie, zostawiłem znajomych, którzy sprawiali, że zbaczałem ze ścieżki. Wystarczała mi twoja osoba, bym wiedział, że życie jest wspaniałe. Wystarczałeś mi ty i nie potrzebowałem niczego więcej do życia. Gdybym miał wybrać między tobą, a powietrzem wybrałbym Ciebie. 
-Och, rozumiem... przepraszam, że zapytałem.
Uśmiechnąłem się do ciebie i pocałowałem w czoło. Byłem z tobą, żeby cię chronić. Wydawałeś mi się strasznie kruchy, bałem się, że większy podmuch wiatru może cię skrzywdzić. Najlepszym sposobem na zachowanie ciebie nietkniętego wydawało mi się zamknięcie cię w domu, ale nie mogłem odebrać ci tej przyjemności jaką było spanie ze mną pod gwieździstym niebem. Nie mogłem też odebrać innym podziwiania twojego wyglądu.
-Jeśli Ci się nie podobam to trzeba było powiedzieć mi to wprost.
Odsunął się ode mnie, a ja każdy centymetr wolnej przestrzeni między nami odczuwałem jako ból. Teraz już wiedziałem, że nie mogłem Cię tak po prostu zostawić. Nigdy nie czułem się tak okropnie jak w tamtym momencie, a wiesz, że przeżyłem wiele. Wprowadziłeś mnie w świat intensywnych uczuć, nie mogłem być na wszystko obojętny tak jak kiedyś.
-Posłuchaj mnie...
Złapałem twój nadgarstek i sprawnym ruchem przyciągnąłem do siebie.Usiadłeś mi na kolanach, opierając dłonie o moje barki.
-Kiedy jesteś obok mnie mam ochotę cię pocałować. Nawet nie wiesz ile kosztuje mnie powstrzymywanie się przed zrobieniem tego. Nie chcę zrobić czegokolwiek źle, by nie zniszczyć naszej relacji. Jesteś zbyt piękny pod każdym względem, bym mógł chociaż przy tobie być, ale nie mogę sobie odmówić tej przyjemności.
Położyłem dłoń na twoim policzku i delikatnie przejechałem po nim opuszkami palców. Wzdrygnąłeś się. Czy mój dotyk ci nie odpowiadał? Chciałem cofnąć dłoń lekko urażony, ale podtrzymałeś ją. Wtuliłeś się w nią, przymykając oczy.
-Uwielbiam wszystko co jest z tobą w jakikolwiek sposób związane, rozumiesz? Nie waż się mówić, że mi się nie podobasz, bo cholernie mnie pociągasz. Mogę śmiało powiedzieć, że Cię kocham. Kocham twoje oczy.. nos.. policzki...
Przy każdej wymienianej części jego ciała całowałem ją. Drżałeś. To wszystko było dla Ciebie nowe, prawda? Cieszyłem się, że to ja wprowadzałem Cię w świat pożądania i rozkoszy, ale jednocześnie bolało, bo właśnie Cię skaziłem. 
-...usta.
Chwilę wahałem się przed dotknięciem twoich warg, ale gdy położyłeś dłoń na moim karku i zachęcająco przyciągnąłeś do siebie odważyłem się. Przycisnąłem spragnione usta do twoich delikatnie je muskając, ale to nam nie wystarczyło. Wiedziałem, że tak będzie. Miałem nadzieję, że wybaczysz mi sprawienie, iż zboczyłeś ze swojej ścieżki. 
Moje dłonie ostrożnie gładziły twoje boki, jakby bojąc się, że przy każdym bardziej zdecydowanym ruchu uznasz, iż zrobiłem coś nie tak i może ci się to nie spodobać. Nasze wargi trwały w hipnotycznym pocałunku, nie spieszyliśmy się, wiedzieliśmy, że twoi rodzice mieli wrócić dopiero nazajutrz. Dotknąłem językiem twoich warg, sprawiając, że drgnąłeś zaskoczony, ale sekundę później zrozumiałeś o co mi chodziło i uchyliłeś swoje usta. Wtargnąłem do środka badając twoją jamę ustną, przejechałem po podniebieniu i zębach, a gdy zabrakło nam tchu, oderwałem się od ciebie przygryzając twoją dolną wargę.
-Boże...- wysapałeś, nie mogąc powtrzymać przeciągłego westchnienia. -Nie wiedziałem, że całowanie może być takie przyjemne.
Roześmiałem się. To jedno zdanie miało w sobie naraz tyle niewinności i czegoś odwrotnego, że wydało mi się idealnie pasować do twojego obrazu z tamtej chwili, który utkwił mi w pamięci jeszcze na długi czas. Twoje lekko przymrużone, oszołomione oczy, wpatrujące się intensywnie w moje. Twoje roztrzepane włosy, które widocznie musiałem w między czasie rozwalić. Twoje zarumienione od nadmiaru wrażeń policzki. Twój przyspieszony oddech i otwarte usta na kształt literki 'O'. Nie potrafiłem uwierzyć we własne szczęście. 
Pocałowałem cię jeszcze raz, tym razem krótko i czule, by przekonać się, że jesteś prawdziwy. Że jesteś tu ze mną, że jesteś dla mnie.
-Mogę ci dać o wiele więcej przyjemności, tylko że najpierw musiałbym cię skrzywdzić.
-Więc zrób to. Jestem silny, poradzę sobie.
Mój uśmiech stał się krzywy, prawy kącik ust trochę opadł. Zawsze tak robiłem, gdy chciałem wyglądać na szczęśliwego chociaż nie byłem. Większość otaczających mnie ludzi wierzyła w to, nie zauważała zmiany, ale nie ty. Oparłeś dłoń na moim policzku i pogładziłeś go.
-Wiem, że sobie z tym poradzisz, ale nie jestem pewien czy przeżyję sprawienie, że to przeze mnie będziesz cierpiał.
Przybliżyłeś swoją twarz do mojej, poruszyłeś się przy tym na moich biodrach, sprawiając, że wydałem z siebie przeciągły jęk. Cholera, myślałem, że mam odrobinę więcej samokontroli.
-Jeśli to ma sprawić, że będzie nam dobrze, to chyba warto zaryzykować, Sehun-ah.
Nigdy nie odczuwałem tego, że byłeś ode mnie starszy. Być może z powodu twojej twarzy, która wydawała się przeżyć dopiero kilkanaście lat, a nie dwadzieściacztery. Być może jednak przez to, że zachowywałeś się jakbyś był małym dzieckiem, które pomaga bez względu na wygląc czy też przeszłość drugiego człowieka. Tak się poznaliśmy, pamiętasz? 
-Boję się, że będziesz miał mi za złe odebranie ci na zawsze twojej niewinności.
-Sam cię o to poprosiłem, skarbie.
Kiwnąłem głową i znów połączyłem nasze wargi w pocałunku. Bez namysłu wstałem z łóżka i chwyciłem swoją kurtkę. Zostawiłem go samego bez żadnego wyjaśnienia.

3.
Wiecie jak to jest, gdy boisz się tak bardzo, że drętwieją ci wszystkie kończyny i ledwo chodzisz? Nie? Naprawdę nie polecam. Strach sprawiał, że ściskało mnie w gardle i nie potrafiłem niczego wykrztusić. Ale musiałem się z tym zmierzyć.
Siedziałem na zimnej ławce, spoglądając na wodę pod promenadą. Usłyszałem kroki, ale nie otworzyłem swoich oczu. Wiedziałem, że to oni, kto inny przychodziłby tutaj o drugiej w nocy? 
-Masz to, co miałeś przynieść?
Miałem, ale wiedziałem, że dla nich to wciąż będzie za mało. Nie obchodziło ich to, że mama i ja nie mieliśmy niczego więcej. Dla nich ważne było tylko i wyłącznie łatwe zdobywanie dzięki nam kasy. Byliśmy dobrym sposobem na łatwy dochód. Nie ważne, że przez to nie mieliśmy pieniędzy na spłacanie rachunków ani na jedzenie. Byliśmy słabszymi, a rolą słabszych jest pozwalanie sobą pomiatać i zastraszać się. Silniejsi mieli niezły ubaw, tak jakbyśmy byli jedynie po to by sprawiać im przyjemność.
Skinąłem głową, niezdolny by cokolwiek powiedzieć. Podałem im kopertę wypełnioną pieniędzmi, które razem z matką skrupulatnie odkładaliśmy i oszczędzaliśmy przez cały miesiąc. Mężczyzna zajrzał do środka z kpiącym uśmieszkiem i rzucił:
-Widać, że twoja matka nie próżnowała w tym miesiącu. Odważnie dawała dupy, stara suka.
Słysząc obelgę kierowaną w stronę mojej rodzicielki miałem ochotę coś rozwalić. Jak śmiał?! Jak śmiał tak ją nazwać? To, że zarabiała w ten sposób to... to wszystko przez nich. Przez ojca. Przez to, że narobił sobie długi u takich ludzi, a potem się powiesił. Zostawił nas, gdy miałem osiem lat i to właśnie ja go znalazłem śmiesznie dyndającego z sufitu. Wiecie jakie to było uczucie uświadomić sobie, że tatuś wcale nie wymyślił nowego rodzaju huśtawki? Że tatuś jest cały siny i nie oddycha? 
-N-nie mów tak.
Mój ochrypły, cichy głos zabrzmiał żałośnie. Poczułem się rozczarowany sobą jeszcze zanim zaczęli się ze mnie śmiać. 
-Nie mówić jak? Że twoja matka to zwykła dziwka? Kurwa? Że była nią jeszcze zanim się urodziłeś? Że prawdobodobnie jesteś dzieckiem jakiegoś pijanego, starego pedofila, który zabawiał się z tą szmatą?
Moja pięść wystrzeliła szybciej niż zdołałem zarejestrować jakikolwiek ruch z mojej strony. Poczułem ból w dłoni i wydałem z siebie cichy jęk. Pierwszy raz kogoś tak mocno uderzyłem. Wcześniej robiłem to tylko kolegom, którzy wyzywali moją matkę, ale nigdy nie byłem tak rozwścieczony jak w tamtej chwili.
-Cholera, gówniarzu. Chyba złamałeś mi nos, kurwa, nie zostawię tego tak.
Nie uciekałem, bo po co? Żeby dopadli mnie na oczach mojej biednej mamy? Już wolałbym umrzeć tutaj i nie zostać nigdy odnaleziony, albo cokolwiek innego niżeli miałaby oglądać tą sytuację na własne oczy.
-Zaraz nauczymy cię z jakim szacunkiem powinieneś się do nas zwracać.
Pierwsze uderzenie poczułem na policzku. Drugim było kopnięcie w brzuch, trzecim w łydkę, a za czwartym razem chyba dostałem znów w twarz. Syczałem, czując, że tej nocy mogą mnie nieźle urządzić. Jeśli w ogóle przeżyję tę noc. Nie liczyłem dłużej ciosów, ból czułem w całym ciele. Czułem spływającą krew po moim czole i skroni. Czy uda mi się dożyć jutra? Może jeśli umrę cały ten irytujący syf zniknie? 
-Chyba już wystarczy. Nie możemy go wykończyć, kto będzie nam dalej przynosił forsę?
Chwycili mnie za ramiona i unieśli do góry. Moje ciało było bezwładne, głowa opadła mi do przodu. Ledwo kontaktowałem.
-Następnym razem masz przynieść dwa razy tyle. Przygotuj swoją dupkę na pracę w burdelu, coś czuję, że zarobisz więcej niż ta przeterminowana suka.
-Sukinsyn - wymamrotałem co zabrzmiało jak bezksztłtny jęk.
-Co mówisz, chłopcze? Czyżbyś próbował nas przeprosić? 
Nie miałem siły na zrobienie czegokolwiek innego, więc gdy mnie puścili osunąłem się bezwładnie na drewno.
-Zapamiętaj sobie nas dobrze. Nasze twarze będą cię prześladować do końca życia. Nie ukryjesz się przed nami, szczeniaku.
Poczułem kolejne mocne kopnięcie w bok, które sprawiło, że spadłem z mostu do jeziora. Nie miałem czasu by złapać oddech wcześniej. Ból, odrętwienie i strach sprawiło, że czułem się bezwolny. Ciało mnie nie słuchało, chociaż kazałem dłonią się poruszać one nie wykonywały żadnego ruchu. Jedyne co mi się udało to próba zaczerpnięcia powietrza, przez którą wlała mi się woda do płuc.
Czy to mój koniec? Nie ma najmniejszych szans na to, że uda mi się stąd wydostać o własnych siłach. Okropny ból w klatce piersiowej nie pozwalał mi skupić myśli. Przed oczami pojawiało mi się coraz więcej ciemnych plamek. Przepraszam mamo, że zostaniesz kolejny raz z problemami sama. Zamknąłem powieki poddając się woli losu.
*
Coś ciepłego na moich ustach. Przyjemnie miękkie, delikatne i bardzo, bardzo wyczuwalny smak truskawek. Czy jestem w niebie i aniołki postanowiły urządzić mi imprezę powitalną z tortem o moim ulubionym smaku? O boże, jak długo nie jadłem? Nie otwierając oczu próbowałem ugryźć kawałek tych pyszności, ale gdy tylko to zrobiłem usłyszałem cichy jęk wypieku, po czym cudowny truskawkowy smak zniknął.
-Hej, po pierwsze czy tak się dziękuje za ratowanie życia? Po drugie czy tak się zachowują ludzie dopiero co wyciągnięci na brzeg? A po trzecie jak mogłeś mnie ugryźć?
Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia i próbowałem się podnieść, co uniemożliwiała mi ręka nieznajomego przytrzymująca mnie za ramię do ziemi.
-Ostrożnie! Chyba nie chcemy, żebyś nam ponownie stracił przytomność - zakłopotany uśmiech pojawił się na anielskiej buzi chłopca. Może to jednak jest niebo, a aniołki postanowiły postawić mi na drodze mężczyznę-cud, który będzie mną zainteresowany? -Cholera, gdybym wiedział, że ratowanie ludzi sprawia tyle kłopotów, nigdy bym nie spróbował.
Nagle złapałem go za policzki i przyciągnąłem do siebie. Chłopak cały się zaczerwienił, łapiąc za moje dłonie. Był zbyt zaskoczony, żeby cokolwiek zrobić, przez co przyciśnięcie ust do tych jego było dziecinnie proste. Wplątałem dłoń w jego włosy i deliatnie je przeczesywałem czule go całując. Chyba potrzebowałem odrobiny bliskości.
Nagły, przeszywający ból odebrał mi świadomość i pogrążył w ciemności.
*
Obudziłem się odrętwiały na miękkim łóżku. Nie pamiętałem jak się tu znalazłem, ani co się wcześniej stało. Od mojego czekania na prześladowców miałem w głowie pustkę. Zostałem porwany? 








Ten pierwszy raz - część 1.

 Dzień 1.
 Luhan był w pracy. Młodszy uznał to za długo wyczekiwany znak, by wziąć się do roboty i pomóc swojemu szczęściu. Tylko... od czego miał zacząć? Stanąć przed nim w kuszącym stroju, po czym zażądać wprost współżycia? Nie, zdecydowanie nie. To tylko wystraszyłoby słodkiego chłopaka i najpewniej uciekłby do ich wspólnego pokoju, zamykając się na klucz. Oczywiście nie byłoby to pierwszym razem. Zrobił to wcześniej, gdy miała przyjść w odwiedziny matka Sehuna. Biedny młodszy musiał powiedzieć jej, że Lulu wyszedł w pilnej sprawie, a po wyjściu jego rodzicielki musiał stać pod oknem z wyciągniętymi rękoma. Jego chłopak był zbyt przerażony i rozemocjonowany by trafić kluczem z powrotem do zamka, przez co lekko go skrzywił. Akcja wyciągnięcia uwięzionego Luhana trwała koło dwóch godzin, ponieważ bał się wyskoczyć, ale w końcu się udało.  Hun zdecydował się postawić na tradycyjność. Jakaś kolacyjka przy świecach, tańczenie, a potem zaczną się całować i będą zmierzać do sypialni, do ich dużego, wygodnego, lekko skrzypiącego łóżka. Na samą myśl zaczął się podniecać. Poklepał się uspokajająco po kroku i wyszeptał:
 -Jeszcze nie teraz przyjacielu... Zaczekaj do wieczora...
  Z cwanym uśmieszkiem zrobił zakupy w supermarkecie i kupił jakieś dobre, włoskie żarcie. Dlaczego miał sam gotować, skoro nie był pewien, że wszystko co zrobi wyjdzie dobre. Poza tym mógł oszczędzić sporo czasu, a przed kolacją najwyżej to podgrzeje w mikrofalówce. Zawitał także do kwiaciarni po ulubione rośliny swojego chłopaka. Wszystko musiało być idealne.
  W domu odstawił zakupy na kuchenny stół i zabrał się za sprzątanie. Wszędzie kudły, odciski łap oraz zabawki dla zwierząt. Skąd to wszystko się tu wzięło? Sehun nie pamiętał, żeby kiedykolwiek coś takiego kupował. Nagle zza rogu wybiegł mały pchlarz, roznoszący ten cały brud, który panował w mieszkaniu.
 -Hej! Skąd ty się tu wziąłeś? Co ty tu w ogóle robisz?! Wynocha - wykrzyknął, nie wierząc, że wcześniej tego czegoś nie zauważył. -O mój Boże, chyba powinienem bardziej zainteresować się tym co tu się dzieje.
  Chłopak podszedł do psa i złapał go jedną ręką z odrazą, po czym szybko wyrzucił na dwór. Nie chciał, żeby ten kurdupel zniszczył mu wieczór. Nie rozumiał swojego partnera jak mógł lubić takie.. brudne.. hałaśliwe, ygh.
Sehun, bez nerwów. Musisz mieć idealny humor, żeby wszystko poszło tak jak to sobie zaplanowałeś.
  Poszedł do ich sypialni, gdzie zastał niepościelone, dwuosobowe łóżko, a na ziemi rozrzucone wszystkie części garderoby plus poduszka i pierzyna. Czy tak to wyglądało codziennie? Chłopak pomyślał, że w jego życiu głównie zajmował się pracą i zaniedbywał dom, swojego chłopaka. Wolny czas spędzał siedząc przed telewizorem z piwem w ręku. A tu się meczyk pyknęło na playstation, oglądnęło się plażówkę kobiet i inne takie. Zdecydowanie musiał w końcu coś zmienić. Dodać jakiś smaczek.
  Chwycił koszulkę leżącą najbliżej niego i powąchał ją. Cuchnęła czymś, czego nigdy wcześniej nie czuł, jakby mieszanką starych skarpetek, mleka grubo po terminie i jeszcze jednej rzeczy, o której nie chciał myśleć, bo wiedział, że zrobi mu się słabo. Miała pełno kolorowych plam, jak długo nie robili prania? Pokręcił głową na boki, roztrzepując idealną fryzurę. Podwinął rękawy bluzy i wziął się do pracy. Miał szczęście, że poprosił o jednodniowy urlop w pracy i kupił gotowe jedzenie, bo poza sprzątaniem nie miał czasu na nic więcej.
  Pokój po wizycie nie-chowaj-się-brudzie-bo-i-tak-cię-znajdę-i-wykastruję rączek z białymi rękawiczkami wyglądał olśniewająco. Podłoga wokół bordowego, włochatego dywanu, w którym często zanurzali bose stopy, błyszczała się. Na meblach nie można było znaleźć nawet najmniejszej drobinki kurzu, bo Sehun pościerał je przynajmniej cztery razy, a łóżko było idealnie równo pościelone bez żadnej skazy. Bolały go palce od zdeterminowanego zaciskania ich na ścierce, którą próbował przez dziesięć cennych minut swojego życia uporać się z denerwującą plamą na podłodze. Oczywiście nie udało mu się, przez co zakrył ją dywanem.
  Pomieszczenie zachwycało swoją starannością w każdym centymetrze, lecz coś zakłócało jego perfekcję. Mianowicie spocony, zmęczony i lekko brudny chłopak odpoczywający siedząc na ziemi i opierając się o drzwi. Krople potu zrosiły jego skronie oraz kark, ukazując to, że albo w domu było za gorąco, albo to jego sprawność fizyczna gwałtownie spadła. Odkrył swój brzuch, by sprawdzić czy jego mięśnie wciąż były na swoim miejscu. Na szczęście (bądź nie, bo to oznaczało, że będą musieli dużo płacić za ogrzewanie) wciąż się tam znajdowały.
  Spojrzał na zegarek, a widząc, że jest już szesnasta postanowił wziąć się w garść i sprawdzić następne pomieszczenia. I jeśli były w stanie takim jak to starać się nie rozpłakać, ponieważ byłoby to zdecydowanie mało męskie. Ruszył swoje zgrabne cztery litery do salonu. Stwierdził, że nie będzie ogarniał łazienki ani kuchni, skoro nie miał zamiaru wpuszczać tam Luhana. W sumie po co tracić siły jeśli nie jest to niezbędne, prawda? Oh był z natury oszczędnym człowiekiem niezależnie od tego co (niekoniecznie) musiał starannie 'wydawać'.
  Ciężko westchnął. Wszędzie, dosłownie wszędzie walały się kłęby sierści psa, którego zdążył ochrzcić w myślach Lucyfer. Na samą myśl ile to coś musiało mieć bakteri i zarazków wzdrygnął się. Kolejny powód, by wydać pieniądze. Jeśli dalej tak pójdzie to razem z Lulu będą musieli chodzić w domu bez ubrań. Taak, to będzie ich nowa kampania oszczędnościowa, żeby nie marnować zbyt dużo forsy na proszek do prania i nowe ciuchy. Chociaż to nie byłby jedyny powód. Chłopak z wielką chęcią zobaczyłby partnera n a g o. Pierwszy raz. Ohh, jakież to musiałoby być podniecające.
  W salonie jako tako jeszcze wyglądało, Xiao dbał o to, by ludzie przyjmowani u nich w gości czuli się swobodnie i nie denerwowali się syfem panującym w domu. Często ktoś przekraczał ich przysłowiowe skromne progi, które takie skromne nie były. Praca Huna dawała im niemałe możliwości, więc chłopak dobrze to wykorzystywał. 
  Gdy zmęczony Luhannie otwierał drzwi do swojego domu z zamiarem szybkiego pochłonięcia czegoś, co dało się przygotować na szybko nie spodziewał się widoku, który go zastał. Półprzytomnie nie zwracając na nic uwagi ruszył do kuchni, gdzie wypił duszkiem cała szklankę wody mineralnej.
 -Kochanie, już wróciłeś? - dobiegł go głos młodszego. -Chodź do salonu, mam dla ciebie niespodziankę.
  Brunet wywrócił oczami. Już on znał te jego niespodzianki. Najpierw zaciągnie go do siebie na kolana, wycałuje jego twarz i powie jak to bardzo mu go brakowało i jak to go kocha. Da mu jakiś pierścionek, który wygrzebał w płatkach śniadaniowych, pytając czy za niego wyjdzie. Potem położy swoje duże dłonie na pośladkach Lu, zacznie je masować i namiętnie całować wargi swojego chłopaka. A ten ucieknie mu tak jak za każdym razem robił.
  -Już idę! - odkrzyknął. Mimo, iż przeczuwał, że to znowu będzie coś dziecinnego był dziwnie podekscytowany. Uwielbiał patrzeć w oczy swojego ukochanego, gdy prawił mu komplementy, co robił często. Zresztą, gdy tylko Oh patrzył na chłopaka jego oczy wydawały się być bezdenną studnią miłości na pustyni pełnej obojętności. Lubiał się w niej zanurzać.
  Sehun siedział wyprostowany na krześle przy starannie wystrojonym stoliku, który był zapełniony białymi tulipanami, które Xiao wręcz uwielbiał. Blondyn ubrał swoje najlepsze i najbardziej eleganckie ubrania jakie posiadał, które oczywiście wybrał mu partner, bo on sam kompletnie się na tym nie znał oraz był bezguściem.
 -A z jakiej to okazji , jeśli można wiedzieć? - w jelonkowatych oczach Hana zabłysnęła ciekawość.
 -To już nie można sprawić przyjemności zupełnie bezinteresownie? - zadał pytanie retoryczne, które na kilka minut zawisło złowrogo w powietrzu.
 -Gdybym cię nie znał pomyślałbym, że to bardzo miłe z twojej strony... ale niestety znam cię aż zbyt dobrze.
  Starszy zmarszczył brwi i zmrużył oczy badawczo przypatrując się chłopakowi. Jednak kilka sekund później usiadł naprzeciwko i przysunął krzesło do stoliku.
 -Jednakże skorzystam z okazji i przetestuję twoją romantyczność, skarbie.
  Sehun puścił mu oczko.
 -Wiedziałem, że się skusisz.
 -Nie gadaj tylko kelneruj. Nie mamy całego wieczoru, chcę się szybciej położyć - oboje westchnęli w tym samym czasie. Han z przepracowania, Hun z zawodu, że jego szanse na zaliczenie chłopaka zmalały, ale postanowił ciągnąć plan do końca.
 -Dla ciebie mógłbym nawet przebrać się w kobiecy strój pokojówki i posprzątać cały dom, chociaż wolałbym ciebie w nim zobaczyć. Hej, to dobry pomysł! Chyba sprezentuję ci go na naszą następną rocznicę...
 -Sehun! Nawet sobie nie wyobrażaj, że założyłbym coś tak skąpego jak to co pewnie teraz sobie wyobrażasz! - starszy wyraźnie zbulwersowany nadymał policzki i rzucał gniewne spojrzenia w stronę niewyżytego ukochanego, który tego dnia pozwalał sobie na coraz więcej. -Poza tym to ma być romantyczna kolacja wnioskując po świecach, więc ruszaj zadek po coś do jedzenia, bo jestem bardzo głodny, a gdy jestem głodny jestem też zły.
 -Niszczysz moje marzenia - jęknął udając zdenerwowanie, po czym wstał i zniknął na chwilę za drzwiami, odprowadzany przez głośne burczenie brzucha.
  Luhan kochał swojego chłopaka miłością, która była jak rwąca rzeka. Uwielbiał z nim rozmawiać na różne błahe tematy, mógł się go poradzić we wszytkich problemach, nie miał przed nim tajemnic. Istniały jedynie rzeczy, o których mu nie wspominał, ponieważ uznał, iż nie były na tyle ważne. Ale dzisiaj musiał poruszyć jeden drażniący temat, a Sehunowi on się na pewno nie spodoba.
  Młodszy stał przy mikrofalówce, która za nic nie chciała wydać dzwoniącego dźwięku, oświadczającego, że podgrzewanie zostało skończone. Przecież już kilka minut temu miało się wyłączyć...
 -Cholera! - syknął i uderzył wierzch urządzenia z otwartej dłoni jak niesfornego psa, który zamiast gryźć swoje zabawki gryzie sofe.
 -Skarbie, potrzebujesz pomocy?
 -Nie, nie! Muszę jeszcze tylko... przyozdobić talerze..? - odkrzyknął wyraźnie niezadowolony, że wszystko zdaje się być przeciw niemu i jego sztańskiemu planowi, który chyba jednak wcale nie był tak dopracowany jak powinien. Co będzie po kolacji, kiedy już brzuch bruneta będzie pełny? W podzięce rzuci mu się na kolana? 
 -Ha! Mam cię! - krzyk Hana rozniósł się echem po całym pomieszczeniu, a blondyn podskoczył zaskoczony. -Myślisz, że jestem tak głupi, żeby nie sprawdzić co robisz? Poza tym wiedziałem, że to nie ty będziesz gotował. Naprawdę nie chciałbym ponownie wylądować w szpitalu z zatruciem pokarmowym.
 -To był jeden jedyny raz, a ty mi go wciąż wypominasz... - wywrócił oczami, a jelonek podszedł do niego i poklepał pod brodą.
 -Wypominam, żebyś nigdy więcej nie popełnił tego błędu i nie brał się za gotowanie. Zapamiętaj - kuchnia jest moja. 
  Oh chwycił dłoń starszego w swoją i ucałował jej wierzch, a potem, gdy zarumieniony Luhan niczego się nie spodziewał, dobrał mu się do ust. Starszy złapał partnera za ramiona, czując nagłe szarpnięcie, które zbliżyło ich do siebie tak, że stykali się każdym skrawkiem ciała. Mimo, iż delikatnie się zawstydził ochoczo oddał pocałunek i uchylił wargi, by język Huna zaczął robić cuda. 
  Sehun zamruczał wpychając język do jego jamy ustnej. Splatał się z tym chłopaka i grał z nim w gonianego, wracając do siebie, by przez chwilę to brunet mógł pobawić się w tego dominującego. Oderwali się od siebie dopiero, gdy usłyszeli dziwny hałas. Blondyn, przeczuwając co zaraz się stanie, objął w pasie ukochanego i odciągnął od urządzenia w tył. Mikrofalówka... wybuchła.
 -Znowu? - westchnął mniejszy, łapiąc się za włosy. Przeczesał je, by zdradliwy rumieniec zszedł z jego policzków. Całowali się już od dwóch lat, ale Han wciąż reagował tak jakby każdy ich pocałunek był tym pierwszym.
 -...zamówię pizzę.
 -Zamów - szeroki uśmiech na twarzy jelonka nie był niczym dziwnym. Często to robił, ponieważ będąc w związku z tym głupiutkim, niewyżytym dzieciakiem nie dało się żyć inaczej, niż w ciągłym zabawnym świecie.
  Sehun wybrał numer pizzeri i ze zrezygnowaną miną (wyglądał jakby przegrał bitwę z malutkim dzieckiem o lizaka, którego naprawdę, naprawdę chciał) oczekiwał aż odezwie się znajomy głos.
 -Tu pizzeria pod złotym losem, dzisiaj poleca...
 -Trójkę poproszę - przerwał, nie chcąc marnować więcej czasu niż to było konieczne. Po drugiej stronie słuchawki usłyszał donośny śmiech.
 -To znowu ty, Sehi? Jeśli tak dalej pójdzie utuczysz siebie i swojego chłopaka jak prosiaki.
 -Nie moja wina, że mikrofalówka się zepsuła... po raz kolejny.
 -Będzie za dziesięć minut. Przyjdziesz po nią sam czy mam kogoś wysłać?
  Sehun udał, że rozważa propozycję, ale od początku wiedział, że na pewno nie ruszy swoich czterech liter na drugą stronę ulicy. Tak, pizzerie mieli dosłownie naprzeciwko.
 -Tylko nie wysyłaj tej w czerwonych włosach, bo Lulu znów będzie zazdrosny i zacznie wyrzucać moje rzeczy przez okno, a ja nie mam zamiaru schodzić i kłócić się z naszym menelem, który wywietrzy okazję na grę w zdobycie fanta.
 -Gdybyś tylko widział swoją minę ostatnim razem, haha, dawno nie było takiej rozruby jak wtedy - roześmiał się i odłożył słuchawkę.
 -Cap - wyszeptał do siebie z wrednym uśmieszkiem. Przybrał minę uwodziciela numer sześć i ruszył do salonu, gdzie Luhan wygodnie siedział, oglądając ckliwe romansidła.
  Usiadł obok niego, gdy Rosalinda odmawiała wyjazdu na ranczo, gdzie znajdował się jej ukochany, czego oczywiście nie wiedziała, bo czekała aż przyjedzie na jej ranczo. Jęknął, zwracając uwagę swojego chłopaka na siebie i przyciągnął go dwoma palcami za podbródek, po czym złożył na jego ustach soczystego buziaka.
 -Zajmij się mną zamiast oglądać te beznadziejne seriale.
 -Nie obrażaj ich, one pomagają mi w życiu - jego wzrok ponownie spoczął na telewizorze.
 -Tak, jasne. Na pewno pomagają ci podejmować decyzje: wyjechać na to ranczo?, jak się zemścić na osobie, którą kocham? Bądź jak jeździć konno po mieście, żeby rozdeptać jak najmniej osób?
 -Można tak powiedzieć.
  Wtedy do głowy Sehuna wpadł kolejny fantastyczny pomysł. Zacisnął wargi w wąską linię i szybkim ruchem wyrwał pilot z dłoni Lu. Wyłączył jednym przyciskiem telewizor.
 -Hej! Teraz on miał ją pocałować! Jak mogłeś?! - jego oczy ciskały pioruny w blondyna z niewinną miną. -Oddawaj to.
 -Prosiłem, żebyś się mną zajął. Jeśli nie chcesz z własnej woli to cię do tego zmuszę - wyciągnął swoją rękę z przedmiotem, którego w tej chwili pragnął Xiao, w tył za siebie.
 -Jeśli nie chcesz z własnej woli oddać mi pilota to cię do tego zmuszę - spapugował swojego partnera, a gdy ten posłał mu wyzywające spojrzenie rzucił się na niego. Obaj wylądowali na ziemi, Sehun na dole, a Lu leżąc na nim. Nie chcący otarł się o potrzebujące uwagi miejsce swojego chłopaka, wywołując tym jego jęk, na dźwięk którego znieruchomieli.
 -Ym.. może lepiej usiądźmy? - cichy szept Luhana został zignorowany przez partnera. Młodszy puścił kurczowo zaciskany pilot i przycisnął dłonie do bioder starszego.
 -Kochanie, byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś powtórzył ten ruch.
 -Ale chyba nie chcę... - jeszcze raz wyszeptał, rumieniąc się po cebulki włosów. Boże, to było takie... zawstydzające.
 -Nie pytam się czy chcesz, pytam czy mógłbyś - warknął i mało delikatnie zacisnął palce na ciele partnera, który pisnął z wrażenia.
 -J-jeśli nie chcę to też nie mogę.
 -Owszem, możesz.
 -Se-hun, to boli - spróbował odciągnąć dłonie Oh. -Zaczynam się bać..
  Ostatnie zdanie sprawiło, że blondyn zdał sobie sprawę, iż dopuszczenie do głosu mniej cywilizowanej strony swojego człowieczeństwa nie było dobrym pomysłem. Jego twarz diametralnie zmieniła swój wyraz, krzywy uśmiech zastąpił ten ciepły.
  Dzwonek do drzwi przerwał ich niezręczne wymienianie się spojrzeniami. Sehun wziął się w garść i poszedł odebrać pizzę, wygładzając pogniecioną koszulę. Otworzył szeroko drzwi z lekko niezadowoloną miną, której nie mógł powstrzymać.
 -Stary, nie powinieneś witać swoich gości z taką miną, bo na ich miejscu już dawno spierdoliłbym stąd bez oglądania się za siebie.
  Blondyn uniósł jeden kącik ust w górę.
 -Dałbym ci w mordę, ale przyniosłeś pizzę, więc wybaczam - odpowiedział całkiem poważnie wyciągając z kieszeni jeansów pieniądze. -Odliczone, nie dziękuję za fatygę.
  Szybko chwycił pudełko i wsadził dostawcy pieniądze do dłoni. Zanim znajomy zdołał coś powiedzieć Oh zatrzasnął mu drzwi przed nosem.
 -Yah, Sehun! Następnym razem sam sobie przyjdziesz po to zakichane żarcie!
  


Accept it, little boy - część 1.

 -Przepraszam, ale nie możemy się już spotykać.
  Jedno, proste zdanie sprawia, że moje serce rozsypuje się na milion kawałków. Leżą na ziemi, bezbronne. Czekają, aż ktoś je zauważy i pomoże skleić w całość. Lecz znowu nikt nie przychodzi, a one biedne czują ogromny ból. Może powinny się do tego przyzwyczaić?
 -D-Dlaczego? - pytam, choć wiem jakie będą następne wypowiedziane słowa. Choć wiem, że nie powinienem tego robić, bo naruszy to moją dopiero co odbudowaną samoocenę.
 -Myślałam, że jesteś normalny, ale Ty jesteś dziwny. Walnięty. - Kolejne poszarpane odłamki szkła wbijają się w moje ciało, raniąc je do krwi. -Powinnam była posłuchać ostrzeżeń, ale miałam nadzieję, że ze mną będzie inaczej. Że jeśli będziemy razem stanę się dla ciebie tak ważna, że będziesz skłonny się zmienić.
  Bez słowa

Ten pierwszy raz - Prolog

Sehun i Luhan od dwóch lat byli zgraną parą. Wiele osób zazdrościło im ich zgodności, nie kłócili się zbyt wiele, a przy innych to już wcale. Tylko był jeden problem, który doskwierał młodszemu. Otóż nigdy jeszcze... nie uprawiali s e k s u. Zawsze myślał, że chwila, w której będą t o robić przyjdzie sama z siebie, ale nie przyszła do tej pory. Problemem nie było brak podniecenia i chęci. Oboje nawzajem uważali się za pociągających. Po prostu żaden z nich nigdy nie wyszedł z inicjatywą, Sehun bał się, że zostanie źle odebrany przez swojego chłopaka, więc jeśli jego problem w spodniach stawał się większy niż zwykle szedł do łazienki, by sobie ulżyć. A Luhan, hm, był zbyt nieśmiały na t a k i e rzeczy.
Chłopak postanowił więcej nie czekać i wziąć sprawy w swoje ręce, przecież wszystkiemu można w jakiś sposób pomóc, prawda? To, że przyspieszy rozwój wydarzeń na pewno nie miało żadnych przeciwwskazań. Oboje byli dorośli, byli ze sobą ponad dwa lata, więc dlaczego nie mieliby pójść o krok dalej? Seks jest naturalną potrzebą, Sehun nie chciał już więcej samemu sobie dogadzać, w końcu Lulu mógł mu w tym co jakiś czas pomagać, prawda? Uważał, że mając kochającego chłopaka żałosnym jest wyobrażanie sobie jego ust na swoim członku i jęczenie jego imienia, zagłuszając to odkręconą wodą.
Luhan nigdy nie wyczuwał podtekstu w tym co jego partner robił. Nigdy nie rozmawiali o t y c h sprawach, gdy tylko młodszy zaczynał on zmieniał temat bądź udawał, że nie słyszał. Wstyd mu było przyznać, że nigdy tego nie robił i jest jeszcze całkowicie zielony w tej dziedzinie. Zauważał jednak jak Sehun coraz częściej zostawiał go samego pod pretekstem pójścia do toalety. Udawał, że nie widzi uwypuklenia w jego kroku. Zagryzał wargi i odwracał wzrok od tamtego miejsca. Nie mógł powiedzieć, że to mu nie schlebiało, bo tak było. Był cholernie zadowolony, iż powoduje taki stan u swojego ukochanego, ale nie był gotowy, by zrobić coś więcej.
Hun obiecał sobie zrobić wszystko, by t e n dzień był dla nich obu wyjątkowy. Oczywiście miał nadzieję, że Han nie będzie taką cnotką jak na co dzień i pozwoli się przelecieć, bo ze świadomością, że ma obok siebie tak seksownego chłopaka, który nawet nie zdawał sobie sprawy z potęgi uczuć jakie w nim wzbudzał, już nie wytrzymywał. Kiedy starszy nachylał się, sprzątał w ich wspólnym mieszkaniu i robił wiele, naprawdę wiele innych zboczonych rzeczy, aż sam się prosił o porządne przerżnięcie go na stole, podłodze-gdziekolwiek. To nie było na jego nerwy.

5/?

  Zmęczony, ale z uśmiechem na twarzy zbierałem zamówienia w beznadziejnym stroju seksownej sprzątaczki. Choć może określenie 'seksowny' nie było specjalnie dopasowane. Hm, przylegający, skąpy, zdecydowanie zbyt krótki i przyciągający wzrok wszystkich (w większości) obleśnych facetów w podeszłym wieku, którzy mieli ogromną chęć na takiego niewinnego, młodego, boskiego, pięknego, zajebiście skromnego, chudziutkiego chłopaka z niesamowitym ciałem i palącym spojrzeniem. Nie dałbym dupy żadnemu z nich, ale to nie zmieniało ich zbyt nachalnego zachowania wobec mnie.
  W sumie gdybym tylko mógł od razu zwolniłbym się z tej pracy, ale pilnie potrzebowałem stałego dochodu kasy. Mieszkałem sam, a moje wydatki.. jakby to powiedzieć... były zbyt duże jak na wypłatę w normalnej pracy. Dlatego też mój najlepszy przyjaciel załatwił mi pracę u swojego znajomego, który jak się okazało prowadził tą oto kawiarenkę. Fakt, że musiałem przebierać się w stroje dla kobiet i paradować w nich po miejscu, w którym każdy znajomy mógł mnie zobaczyć, nagrać, zrobić zdjęcie, a potem wysłać je wszystkim i mieć ze mnie bekę koiła pensja, którą dostawałem tygodniowo. Boże, za tyle pieniędzy mógłbym zrobić wiele.
  Przeciskając się pomiędzy stolikami i ocierając tyłkiem o facetów, którzy wychylali się, by przynajmniej leciutko mnie dotknąć czułem obrzydzenie. Ale powtarzałem sobie, że dam rade, przecież już rok daję radę, więc czemu teraz miałbym się załamać? Kątem oka zauważyłem, że szef przygląda się mojej pracy. Zacząłem kręcić biodrami, podążając w stronę stolika, przy którym siedział młody chłopak. Mam nadzieję, że nie zepsuję mu tym psychiki. Oparłem się łokciami o stolik i mocno nachyliłem.
 -Dzień dobry, skarbie, czego sobie życzysz? - spytałem, rzucając wyćwiczonym uśmiechem. Nie, żebym przyglądał się wszystkim klientom, których obsługiwałem, ale na tego zwróciłem swoją uwagę. Miał wyraźnie zarysowaną szczękę, blond włosy, które wpadały mu do oczu wpatrzonych w menu.
 -Kawę - odpowiedział. Nie raczył podnieść na mnie wzroku, cholera, ja się tu do niego wdzięczę, a on na mnie nie patrzy? Nie zapisałem tego w notesie, bo było łatwe do zapamiętania, ale wciąż nie ruszyłem się na krok. -Tylko kawę.
  Zmarszczyłem brwi i skrzyżowałem ramiona na piersi. Nie byłem przyzwyczajony do ignorowania mojej osoby, a co dopiero w takim stroju. Pomyślałem, że trochę się zabawię, w końcu szef powinien być zadowolony. Z własnej woli zrobię coś, co podniesie popularność naszego małego biznesu.
 -Może jednak skusiłbyś się na nasz najnowszy specjał? - zbliżyłem się do niego, dwoma palcami unosząc jego głowę tak, by patrzył mi prosto w oczy.