Chaotyczne wspomnienia Sehuna:') Nie są po kolei, spróbuj odgadnąć które jest którym.
1.
Chwyciłeś mnie za rękę, odciągając od znajomych, z którymi właśnie rozmawiałem. Nie wyjaśniłeś gdzie idziemy, po co ani dlaczego, a ja nie pytałem. Robiłem to co chciałeś, od zawsze tak było. Pamiętasz? Niezależnie od moich upodobań pozwalałem tobie o wszystkim decydować.
Wepchnąłeś mnie do pierwszej lepszej klasy i podłożyłeś pod drzwi krzesło, by nikt nie mógł nam przeszkodzić. Twoje oczy patrzyły na mnie, ale jakby nie widziały mojej osoby. Patrzyłeś przeze mnie. Chwyciłeś dwoma palcami mój podbródek i przyciągnąłeś do siebie czule muskając moje usta. Twój dotyk był kojący. Kilka dni temu na pewno rozpłynąłbym się.
Oczekiwałeś jakichkolwiek uczuć ode mnie do ciebie, prawda? Brakowało ci ich? Zaczynałem Cię powoli niszczyć? Czy już wtedy mnie nienawidziłeś?
Wplątałeś jedną dłoń w moje gęste włosy, a drugą położyłeś na moim biodrze, popychając mnie do tyłu na ławkę. Pozwoliłem Ci na to, nic się nie zmieniło, ale jednak odczuwałeś, że coś jest nie tak. Tak dobrze mnie znałeś? Zauważyłeś tę jedną rysę na mojej nieskazitelnej powierzchni?
Oparłem się łokciami o drewno, gdy ty wdrapywałeś mi się na kolana. Widziałem w twoich oczach bezdenną rozpacz. Czy tak właśnie wygląda osoba doprowadzona przez ukochanego do skrajnej histerii? Czy aż tak ci na mnie zależało?
-Sehun, proszę - jęknąłeś na wpół płacząc, a na wpół starając się być pociągającym. Nie wiedziałeś co zrobić, by mnie przy sobie zatrzymać. To był twój ostatni pomysł, po którym miałeś w końcu dać za wygraną. -Weź mnie całego. Chcę być tylko twój. Kocham Cię... Kocham Cię tak bardzo, że to aż boli. Kurwa, Hunnie, proszę, nie rób mi tego. Przez Ciebie moje serce rozpada się na kawałki, a potem na nowo składa i znów rozpada. Wiem, że gdyby Ci na mnie naprawdę zależało to nie byłbyś taki oschły.
Donośny szloch wydobył się z twojej klatki piersiowej, maltretując moje biedne uszy. Wtedy pierwszy raz cię od siebie odepchnąłem. Użyłem zbyt dużo siły, bo wylądowałeś na tyłku, ale już mnie to nie obchodziło. Nie zależało mi, byś dobrze się czuł. To już nie było to, wiedziałeś o tym, prawda? Nie mogłem Cię mieć. Nie mogłem Cię wziąć. Nie mogłem nawet chcieć Cię.
Wyszedłem spokojnym krokiem z pomieszczenia. Uczniowie wokół obdarowywali mnie ciekawskimi spojrzeniami, ale miałem na to wylane. Od kiedy przestałeś być dla mnie ważny znaczenie straciło również wszystko inne. Dlaczego jeśli chcę zrobić dla Ciebie coś dobrego to musi być tak trudne?
Wybiegłeś za mną, ale nie miałeś siły dalej zatrzymywać mnie przy sobie. Zrozumiałeś, że to było bezsensu, czy że niszczyłem to co było między nami właśnie dla twojego dobra?
-Zmieniłeś się, Sehun - pociągnąłeś nosem, gdy odwróciłem się w twoją stronę i posłałem Ci zobojętniałe spojrzenie. -Zepsułeś się, kochanie.
Posłałem Ci krzywy uśmiech, nie mogłeś odpuścić sobie ostatniego słowa. Musiałeś powiedzieć coś, co niszczyło mnie od nowa, chociaż moje wnętrze już od dawna wyglądało tragicznie. Musiałeś zdeptać i rozrzucić moje dopiero co poukładane myśli. To zabolało być może jeszcze bardziej niż Ciebie moje odrzucenie.
2.
Bawiłem się twoimi włosami. Uwielbiałem ich dotyk na swojej skórze, wiesz? To było jak moje własne muśnięcie anioła. Byłem niegodny, by dotykać twojego ciała, dlatego tak długo wzbraniałem się przed odebraniem ci niewinności. Byłeś moim aniołem stróżem, więc jak mogłem sprawić ci ból? Nawet taki, po którym przychodzi niewyobrażalna przyjemność. Zakochaliśmy się w sobie, zdradziłeś Boga dla mnie, dla mężczyzny, dla grzesznika. Czy było warto?
Twoje spojrzenie było czyste, mógłbym założyć się, że nigdy nie popełniłeś żadnego błędu. Jak ktoś tak idealny i eteryczny jak ty mógłby to zrobić? Uważałem, że byłeś jedyny w swoim rodzaju i nie wahałem się Ci tego powiedzieć. Komplementy sprawiały, że cudowanie się rumieniłeś aż miałem ochotę cmoknąć Cię w ten czerwony policzek. Ale jeśli bym to zrobił pogrążyłbym Cię w grzechu.
Leżałeś ze mną w swoim łóżku, oglądając komedię romantyczną. Twoja głowa opadła na moją pierś, przez co wstrzymałem oddech, bojąc się, że jeśli wykonam gwałtowniejszy ruch mógłbyś się odsunąć. Chciałem być blisko Ciebie. Nie wiedziałem, że ktokolwiek mógłby zrobić ze mnie takiego wrażliwego chłopca, którym stałem się przy tobie.
W połowie filmu przeturlałeś się na brzuch i oparłeś dłonie po obu stronach mojej głowy, podnosząc lekko nade mnie. Twój wzrok zjeżdżał na usta, wpatrywałeś się w nie jakbyś nigdy wcześniej ich nie widział. Zniżyłeś swoją twarz i przejechałeś nosem po moim policzku.
-Prześpij się ze mną.
Wyszeptałeś do mojego ucha zaraz potem chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi, bym nie mógł zobaczyć zawstydzenia w twoich oczach. Nie musiałem nawet na Ciebie patrzeć, potrafiłem to wyczytać z ruchów twojego ciała. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, więc to nie było dziwne, że znałem każde twoje nerwowe drgnięcie, prawda?
Uniosłem Ci lekko głowę, byś widział, że naprawdę chciałem to zrobić, ale miałem wątpliwości. Co jeśli się nie opanuję, co jeśli Cię skrzywdzę? Co jeśli przez to nie będziesz chciał mnie już znać? Nie przeżyłbym tego.
-Nie wiem czy to najlepszy pomysł.
Moje słowa wywołały na twojej twarzy bolesny grymas. Dlaczego anioł chciał upaść przeze mnie? Przecież byłem zwykłym, nic nieznaczącym, brutalnym i nieokrzesanym człowiekiem. Ale jednak mnie pokochałeś. Właśnie mnie. Przez Ciebie zmieniłem swoje życie, zostawiłem znajomych, którzy sprawiali, że zbaczałem ze ścieżki. Wystarczała mi twoja osoba, bym wiedział, że życie jest wspaniałe. Wystarczałeś mi ty i nie potrzebowałem niczego więcej do życia. Gdybym miał wybrać między tobą, a powietrzem wybrałbym Ciebie.
-Och, rozumiem... przepraszam, że zapytałem.
Uśmiechnąłem się do ciebie i pocałowałem w czoło. Byłem z tobą, żeby cię chronić. Wydawałeś mi się strasznie kruchy, bałem się, że większy podmuch wiatru może cię skrzywdzić. Najlepszym sposobem na zachowanie ciebie nietkniętego wydawało mi się zamknięcie cię w domu, ale nie mogłem odebrać ci tej przyjemności jaką było spanie ze mną pod gwieździstym niebem. Nie mogłem też odebrać innym podziwiania twojego wyglądu.
-Jeśli Ci się nie podobam to trzeba było powiedzieć mi to wprost.
Odsunął się ode mnie, a ja każdy centymetr wolnej przestrzeni między nami odczuwałem jako ból. Teraz już wiedziałem, że nie mogłem Cię tak po prostu zostawić. Nigdy nie czułem się tak okropnie jak w tamtym momencie, a wiesz, że przeżyłem wiele. Wprowadziłeś mnie w świat intensywnych uczuć, nie mogłem być na wszystko obojętny tak jak kiedyś.
-Posłuchaj mnie...
Złapałem twój nadgarstek i sprawnym ruchem przyciągnąłem do siebie.Usiadłeś mi na kolanach, opierając dłonie o moje barki.
-Kiedy jesteś obok mnie mam ochotę cię pocałować. Nawet nie wiesz ile kosztuje mnie powstrzymywanie się przed zrobieniem tego. Nie chcę zrobić czegokolwiek źle, by nie zniszczyć naszej relacji. Jesteś zbyt piękny pod każdym względem, bym mógł chociaż przy tobie być, ale nie mogę sobie odmówić tej przyjemności.
Położyłem dłoń na twoim policzku i delikatnie przejechałem po nim opuszkami palców. Wzdrygnąłeś się. Czy mój dotyk ci nie odpowiadał? Chciałem cofnąć dłoń lekko urażony, ale podtrzymałeś ją. Wtuliłeś się w nią, przymykając oczy.
-Uwielbiam wszystko co jest z tobą w jakikolwiek sposób związane, rozumiesz? Nie waż się mówić, że mi się nie podobasz, bo cholernie mnie pociągasz. Mogę śmiało powiedzieć, że Cię kocham. Kocham twoje oczy.. nos.. policzki...
Przy każdej wymienianej części jego ciała całowałem ją. Drżałeś. To wszystko było dla Ciebie nowe, prawda? Cieszyłem się, że to ja wprowadzałem Cię w świat pożądania i rozkoszy, ale jednocześnie bolało, bo właśnie Cię skaziłem.
-...usta.
Chwilę wahałem się przed dotknięciem twoich warg, ale gdy położyłeś dłoń na moim karku i zachęcająco przyciągnąłeś do siebie odważyłem się. Przycisnąłem spragnione usta do twoich delikatnie je muskając, ale to nam nie wystarczyło. Wiedziałem, że tak będzie. Miałem nadzieję, że wybaczysz mi sprawienie, iż zboczyłeś ze swojej ścieżki.
Moje dłonie ostrożnie gładziły twoje boki, jakby bojąc się, że przy każdym bardziej zdecydowanym ruchu uznasz, iż zrobiłem coś nie tak i może ci się to nie spodobać. Nasze wargi trwały w hipnotycznym pocałunku, nie spieszyliśmy się, wiedzieliśmy, że twoi rodzice mieli wrócić dopiero nazajutrz. Dotknąłem językiem twoich warg, sprawiając, że drgnąłeś zaskoczony, ale sekundę później zrozumiałeś o co mi chodziło i uchyliłeś swoje usta. Wtargnąłem do środka badając twoją jamę ustną, przejechałem po podniebieniu i zębach, a gdy zabrakło nam tchu, oderwałem się od ciebie przygryzając twoją dolną wargę.
-Nie wiem czy to najlepszy pomysł.
Moje słowa wywołały na twojej twarzy bolesny grymas. Dlaczego anioł chciał upaść przeze mnie? Przecież byłem zwykłym, nic nieznaczącym, brutalnym i nieokrzesanym człowiekiem. Ale jednak mnie pokochałeś. Właśnie mnie. Przez Ciebie zmieniłem swoje życie, zostawiłem znajomych, którzy sprawiali, że zbaczałem ze ścieżki. Wystarczała mi twoja osoba, bym wiedział, że życie jest wspaniałe. Wystarczałeś mi ty i nie potrzebowałem niczego więcej do życia. Gdybym miał wybrać między tobą, a powietrzem wybrałbym Ciebie.
-Och, rozumiem... przepraszam, że zapytałem.
Uśmiechnąłem się do ciebie i pocałowałem w czoło. Byłem z tobą, żeby cię chronić. Wydawałeś mi się strasznie kruchy, bałem się, że większy podmuch wiatru może cię skrzywdzić. Najlepszym sposobem na zachowanie ciebie nietkniętego wydawało mi się zamknięcie cię w domu, ale nie mogłem odebrać ci tej przyjemności jaką było spanie ze mną pod gwieździstym niebem. Nie mogłem też odebrać innym podziwiania twojego wyglądu.
-Jeśli Ci się nie podobam to trzeba było powiedzieć mi to wprost.
Odsunął się ode mnie, a ja każdy centymetr wolnej przestrzeni między nami odczuwałem jako ból. Teraz już wiedziałem, że nie mogłem Cię tak po prostu zostawić. Nigdy nie czułem się tak okropnie jak w tamtym momencie, a wiesz, że przeżyłem wiele. Wprowadziłeś mnie w świat intensywnych uczuć, nie mogłem być na wszystko obojętny tak jak kiedyś.
-Posłuchaj mnie...
Złapałem twój nadgarstek i sprawnym ruchem przyciągnąłem do siebie.Usiadłeś mi na kolanach, opierając dłonie o moje barki.
-Kiedy jesteś obok mnie mam ochotę cię pocałować. Nawet nie wiesz ile kosztuje mnie powstrzymywanie się przed zrobieniem tego. Nie chcę zrobić czegokolwiek źle, by nie zniszczyć naszej relacji. Jesteś zbyt piękny pod każdym względem, bym mógł chociaż przy tobie być, ale nie mogę sobie odmówić tej przyjemności.
Położyłem dłoń na twoim policzku i delikatnie przejechałem po nim opuszkami palców. Wzdrygnąłeś się. Czy mój dotyk ci nie odpowiadał? Chciałem cofnąć dłoń lekko urażony, ale podtrzymałeś ją. Wtuliłeś się w nią, przymykając oczy.
-Uwielbiam wszystko co jest z tobą w jakikolwiek sposób związane, rozumiesz? Nie waż się mówić, że mi się nie podobasz, bo cholernie mnie pociągasz. Mogę śmiało powiedzieć, że Cię kocham. Kocham twoje oczy.. nos.. policzki...
Przy każdej wymienianej części jego ciała całowałem ją. Drżałeś. To wszystko było dla Ciebie nowe, prawda? Cieszyłem się, że to ja wprowadzałem Cię w świat pożądania i rozkoszy, ale jednocześnie bolało, bo właśnie Cię skaziłem.
-...usta.
Chwilę wahałem się przed dotknięciem twoich warg, ale gdy położyłeś dłoń na moim karku i zachęcająco przyciągnąłeś do siebie odważyłem się. Przycisnąłem spragnione usta do twoich delikatnie je muskając, ale to nam nie wystarczyło. Wiedziałem, że tak będzie. Miałem nadzieję, że wybaczysz mi sprawienie, iż zboczyłeś ze swojej ścieżki.
Moje dłonie ostrożnie gładziły twoje boki, jakby bojąc się, że przy każdym bardziej zdecydowanym ruchu uznasz, iż zrobiłem coś nie tak i może ci się to nie spodobać. Nasze wargi trwały w hipnotycznym pocałunku, nie spieszyliśmy się, wiedzieliśmy, że twoi rodzice mieli wrócić dopiero nazajutrz. Dotknąłem językiem twoich warg, sprawiając, że drgnąłeś zaskoczony, ale sekundę później zrozumiałeś o co mi chodziło i uchyliłeś swoje usta. Wtargnąłem do środka badając twoją jamę ustną, przejechałem po podniebieniu i zębach, a gdy zabrakło nam tchu, oderwałem się od ciebie przygryzając twoją dolną wargę.
-Boże...- wysapałeś, nie mogąc powtrzymać przeciągłego westchnienia. -Nie wiedziałem, że całowanie może być takie przyjemne.
Roześmiałem się. To jedno zdanie miało w sobie naraz tyle niewinności i czegoś odwrotnego, że wydało mi się idealnie pasować do twojego obrazu z tamtej chwili, który utkwił mi w pamięci jeszcze na długi czas. Twoje lekko przymrużone, oszołomione oczy, wpatrujące się intensywnie w moje. Twoje roztrzepane włosy, które widocznie musiałem w między czasie rozwalić. Twoje zarumienione od nadmiaru wrażeń policzki. Twój przyspieszony oddech i otwarte usta na kształt literki 'O'. Nie potrafiłem uwierzyć we własne szczęście.
Pocałowałem cię jeszcze raz, tym razem krótko i czule, by przekonać się, że jesteś prawdziwy. Że jesteś tu ze mną, że jesteś dla mnie.
-Mogę ci dać o wiele więcej przyjemności, tylko że najpierw musiałbym cię skrzywdzić.
-Więc zrób to. Jestem silny, poradzę sobie.
Mój uśmiech stał się krzywy, prawy kącik ust trochę opadł. Zawsze tak robiłem, gdy chciałem wyglądać na szczęśliwego chociaż nie byłem. Większość otaczających mnie ludzi wierzyła w to, nie zauważała zmiany, ale nie ty. Oparłeś dłoń na moim policzku i pogładziłeś go.
-Wiem, że sobie z tym poradzisz, ale nie jestem pewien czy przeżyję sprawienie, że to przeze mnie będziesz cierpiał.
Przybliżyłeś swoją twarz do mojej, poruszyłeś się przy tym na moich biodrach, sprawiając, że wydałem z siebie przeciągły jęk. Cholera, myślałem, że mam odrobinę więcej samokontroli.
-Jeśli to ma sprawić, że będzie nam dobrze, to chyba warto zaryzykować, Sehun-ah.
Nigdy nie odczuwałem tego, że byłeś ode mnie starszy. Być może z powodu twojej twarzy, która wydawała się przeżyć dopiero kilkanaście lat, a nie dwadzieściacztery. Być może jednak przez to, że zachowywałeś się jakbyś był małym dzieckiem, które pomaga bez względu na wygląc czy też przeszłość drugiego człowieka. Tak się poznaliśmy, pamiętasz?
-Boję się, że będziesz miał mi za złe odebranie ci na zawsze twojej niewinności.
-Sam cię o to poprosiłem, skarbie.
Kiwnąłem głową i znów połączyłem nasze wargi w pocałunku. Bez namysłu wstałem z łóżka i chwyciłem swoją kurtkę. Zostawiłem go samego bez żadnego wyjaśnienia.
3.
Wiecie jak to jest, gdy boisz się tak bardzo, że drętwieją ci wszystkie kończyny i ledwo chodzisz? Nie? Naprawdę nie polecam. Strach sprawiał, że ściskało mnie w gardle i nie potrafiłem niczego wykrztusić. Ale musiałem się z tym zmierzyć.
Siedziałem na zimnej ławce, spoglądając na wodę pod promenadą. Usłyszałem kroki, ale nie otworzyłem swoich oczu. Wiedziałem, że to oni, kto inny przychodziłby tutaj o drugiej w nocy?
-Masz to, co miałeś przynieść?
Miałem, ale wiedziałem, że dla nich to wciąż będzie za mało. Nie obchodziło ich to, że mama i ja nie mieliśmy niczego więcej. Dla nich ważne było tylko i wyłącznie łatwe zdobywanie dzięki nam kasy. Byliśmy dobrym sposobem na łatwy dochód. Nie ważne, że przez to nie mieliśmy pieniędzy na spłacanie rachunków ani na jedzenie. Byliśmy słabszymi, a rolą słabszych jest pozwalanie sobą pomiatać i zastraszać się. Silniejsi mieli niezły ubaw, tak jakbyśmy byli jedynie po to by sprawiać im przyjemność.
Skinąłem głową, niezdolny by cokolwiek powiedzieć. Podałem im kopertę wypełnioną pieniędzmi, które razem z matką skrupulatnie odkładaliśmy i oszczędzaliśmy przez cały miesiąc. Mężczyzna zajrzał do środka z kpiącym uśmieszkiem i rzucił:
-Widać, że twoja matka nie próżnowała w tym miesiącu. Odważnie dawała dupy, stara suka.
Słysząc obelgę kierowaną w stronę mojej rodzicielki miałem ochotę coś rozwalić. Jak śmiał?! Jak śmiał tak ją nazwać? To, że zarabiała w ten sposób to... to wszystko przez nich. Przez ojca. Przez to, że narobił sobie długi u takich ludzi, a potem się powiesił. Zostawił nas, gdy miałem osiem lat i to właśnie ja go znalazłem śmiesznie dyndającego z sufitu. Wiecie jakie to było uczucie uświadomić sobie, że tatuś wcale nie wymyślił nowego rodzaju huśtawki? Że tatuś jest cały siny i nie oddycha?
-N-nie mów tak.
Mój ochrypły, cichy głos zabrzmiał żałośnie. Poczułem się rozczarowany sobą jeszcze zanim zaczęli się ze mnie śmiać.
-Nie mówić jak? Że twoja matka to zwykła dziwka? Kurwa? Że była nią jeszcze zanim się urodziłeś? Że prawdobodobnie jesteś dzieckiem jakiegoś pijanego, starego pedofila, który zabawiał się z tą szmatą?
Moja pięść wystrzeliła szybciej niż zdołałem zarejestrować jakikolwiek ruch z mojej strony. Poczułem ból w dłoni i wydałem z siebie cichy jęk. Pierwszy raz kogoś tak mocno uderzyłem. Wcześniej robiłem to tylko kolegom, którzy wyzywali moją matkę, ale nigdy nie byłem tak rozwścieczony jak w tamtej chwili.
-Cholera, gówniarzu. Chyba złamałeś mi nos, kurwa, nie zostawię tego tak.
Nie uciekałem, bo po co? Żeby dopadli mnie na oczach mojej biednej mamy? Już wolałbym umrzeć tutaj i nie zostać nigdy odnaleziony, albo cokolwiek innego niżeli miałaby oglądać tą sytuację na własne oczy.
-Zaraz nauczymy cię z jakim szacunkiem powinieneś się do nas zwracać.
Pierwsze uderzenie poczułem na policzku. Drugim było kopnięcie w brzuch, trzecim w łydkę, a za czwartym razem chyba dostałem znów w twarz. Syczałem, czując, że tej nocy mogą mnie nieźle urządzić. Jeśli w ogóle przeżyję tę noc. Nie liczyłem dłużej ciosów, ból czułem w całym ciele. Czułem spływającą krew po moim czole i skroni. Czy uda mi się dożyć jutra? Może jeśli umrę cały ten irytujący syf zniknie?
-Chyba już wystarczy. Nie możemy go wykończyć, kto będzie nam dalej przynosił forsę?
Chwycili mnie za ramiona i unieśli do góry. Moje ciało było bezwładne, głowa opadła mi do przodu. Ledwo kontaktowałem.
-Następnym razem masz przynieść dwa razy tyle. Przygotuj swoją dupkę na pracę w burdelu, coś czuję, że zarobisz więcej niż ta przeterminowana suka.
-Sukinsyn - wymamrotałem co zabrzmiało jak bezksztłtny jęk.
-Co mówisz, chłopcze? Czyżbyś próbował nas przeprosić?
Nie miałem siły na zrobienie czegokolwiek innego, więc gdy mnie puścili osunąłem się bezwładnie na drewno.
-Zapamiętaj sobie nas dobrze. Nasze twarze będą cię prześladować do końca życia. Nie ukryjesz się przed nami, szczeniaku.
Poczułem kolejne mocne kopnięcie w bok, które sprawiło, że spadłem z mostu do jeziora. Nie miałem czasu by złapać oddech wcześniej. Ból, odrętwienie i strach sprawiło, że czułem się bezwolny. Ciało mnie nie słuchało, chociaż kazałem dłonią się poruszać one nie wykonywały żadnego ruchu. Jedyne co mi się udało to próba zaczerpnięcia powietrza, przez którą wlała mi się woda do płuc.
Czy to mój koniec? Nie ma najmniejszych szans na to, że uda mi się stąd wydostać o własnych siłach. Okropny ból w klatce piersiowej nie pozwalał mi skupić myśli. Przed oczami pojawiało mi się coraz więcej ciemnych plamek. Przepraszam mamo, że zostaniesz kolejny raz z problemami sama. Zamknąłem powieki poddając się woli losu.
*
Coś ciepłego na moich ustach. Przyjemnie miękkie, delikatne i bardzo, bardzo wyczuwalny smak truskawek. Czy jestem w niebie i aniołki postanowiły urządzić mi imprezę powitalną z tortem o moim ulubionym smaku? O boże, jak długo nie jadłem? Nie otwierając oczu próbowałem ugryźć kawałek tych pyszności, ale gdy tylko to zrobiłem usłyszałem cichy jęk wypieku, po czym cudowny truskawkowy smak zniknął.
-Hej, po pierwsze czy tak się dziękuje za ratowanie życia? Po drugie czy tak się zachowują ludzie dopiero co wyciągnięci na brzeg? A po trzecie jak mogłeś mnie ugryźć?
Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia i próbowałem się podnieść, co uniemożliwiała mi ręka nieznajomego przytrzymująca mnie za ramię do ziemi.
-Ostrożnie! Chyba nie chcemy, żebyś nam ponownie stracił przytomność - zakłopotany uśmiech pojawił się na anielskiej buzi chłopca. Może to jednak jest niebo, a aniołki postanowiły postawić mi na drodze mężczyznę-cud, który będzie mną zainteresowany? -Cholera, gdybym wiedział, że ratowanie ludzi sprawia tyle kłopotów, nigdy bym nie spróbował.
Nagle złapałem go za policzki i przyciągnąłem do siebie. Chłopak cały się zaczerwienił, łapiąc za moje dłonie. Był zbyt zaskoczony, żeby cokolwiek zrobić, przez co przyciśnięcie ust do tych jego było dziecinnie proste. Wplątałem dłoń w jego włosy i deliatnie je przeczesywałem czule go całując. Chyba potrzebowałem odrobiny bliskości.
Nagły, przeszywający ból odebrał mi świadomość i pogrążył w ciemności.
*
Obudziłem się odrętwiały na miękkim łóżku. Nie pamiętałem jak się tu znalazłem, ani co się wcześniej stało. Od mojego czekania na prześladowców miałem w głowie pustkę. Zostałem porwany?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz