Około dziesięciu lat później nauczyli się jak utrzymać ją na zewnątrz i nie pozwolić jej uciec. Potrafili już także nadawać jej kształty. Jednakże, gdy zaczęto uczyć dzieci na temat niedawno odkrytego potencjału, wydarzyła się tragedia. Małe, niedoświadczone ciałka nie poradziły sobie z utratą nawet najmniejszej ilości energii życiowej, którą zaczęli nazywać Ide - Infinite Destructive Energy. Zginęło wiele młodych potomków, co społeczeństwo odczuło jako ogromny cios. Zakazano wówczas dalszego praktykowania magii.
Ludzie żyli w spokoju, nikt od dawna nie sięgał po energię, a nawet jeśli to od razu karano taką osobę śmiercią. Rząd nie znał litości. Dopiero po kilkudziesięciu latach, gdy już wszystko odeszło w niepamięć i społeczeństwo żyło teraźniejszością, zorganizowana grupa ludzi wyszła na światło dzienne. Zwołali prasę, urządzili zbiegowisko, a wszystko po to, by wywołać panikę.
Organizacja mianowała się zakonem Ideenów i głosiła świętość Ide. Uważali, że to był dar od Boga i ludzie nie powinni tego marnować. Wkrótce stali się bardzo popularni. Dopóki nie zagrażali społeczeństwu rząd się nie mieszał. Pozwalał im robić co tylko chcieli, ale gdy wywołali skandal, zwrócił się przeciwko nim. Mianowicie postanowili założyć szkołę, w której uczyliby młodzież od lat piętnastu panowania nad swoją Ide. Ludzie przypomnieli sobie jakie straty ponieśli ostatnim razem, przez co wybuchło nieporozumienie i bunty. Zakon postanowił bronić swoich wartości. By ujarzmić społeczeństwo, które chciało ukarać ich za wspaniałomyślną ideę, postanowili pokazać czego zdążyli się nauczyć.
Zdołali siłą przekonać wszystkich, że ich plany były świetne. Zabierali z każdego domu dzieci w wieku czternastu lat i przywozili do akademii, by przez rok uczyły się samych teorii, a za rok zaczęli praktykować magię. Oczywiście nie obyło się bez nieszczęsnych wypadków, kiedy to zbyt młody uczeń próbował przywołać energię. Wtedy słuch o nich ginął, a ciała niektórych odnajdywane były w rzekach, bądź lasach rozszarpane na kawałki.
Mężczyźnie imieniem Minho nie wystarczało samo Ide, pragnął czegoś, ale nikt nie wiedział czego dokładnie. Zadaniem Ideenów było czynienie dobra, pomaganie ludziom w potrzebie, bądź sprawianie, że plony były dobre. Choi chciał czegoś więcej, odkrył, że w akademii nie uczyli ich wszystkiego. Energię można było wykorzystać na różne sposoby, a barwa wydobywająca się z jego strużki była czarna przeplatana krwisto czerwonymi liniami.
Chłopak zebrał swoich przyjaciół, którzy podzielali jego zdanie i razem uciekli ze szkoły, by praktykować swój własny rodzaj Ide. Ten, który przerażał wszystkich, nawet innych użytkowników energii. Mówiono o nich 'klan Choi', lecz nikt nie wiedział kto dokładnie wchodził w ich skład.
Oficjalnie nie spodziewano się ataku, który nastąpił od strony zjednoczonych z Minho. Klan pożerał energię ludzi, tym samym zabijając ich i kusząc Ideenów, by dołączyli się do zabawy. Społeczeństwo doznało straszliwych szkód, których nigdy nie odbudowało. Żyło w ciągłym strachu, że atak się powtórzy, choć tak naprawdę dla Choi była to tylko zabawa. Pławił się w zebranej energii życiowej, którą cenił aż nadto. Nie obchodziła go ilość zabitych ludzi, ważny był tylko zysk. Im więcej jej miał, tym był silniejszy.
Rząd i Ideeni zawiązali rozejm. Ludzie poświęcili kilkadziesiąt swoich silnych jednostek na rzecz stworzenia kilku idealnych, ponad wszystkich osób, które pomogłyby wygrać im tę wojnę. Mistrz Kheenim odprawił rytuał, dzięki któremu powstało dwunastu mężczyzn, których energia była tysiąc razy mocniejsza niż powinna. Na nieszczęście mistrz i parę innych użytkowników Ide straciło swoją moc, a niektórzy zapadli w wieczną śpiączkę.Przy ostatecznej walce dwunastka połączyła swoją magię w jedno, czym udało im się pokonać niezwyciężonego Minho, jednak sami zamienili się w proch, gdyż zaklęcie było zbyt mocne jak na ich ludzkie ciała. Choi poprzysiągł powrócić, by dokończyć to co zaczął. Jednak zanim zadali mu ostateczny cios, rozpłynął się w powietrzu.
Mężczyzna był dosłowny, więc rządu nie zdziwiło to, że dwieście lat później znów dał o sobie znać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz