sound

11 października 2015

12/?

Jestem czymś co przypomina człowieka. Jestem jego imitacją, kompromintującą wersją, czymś co nigdy nie powinno zostać stworzone, a jednak wciąż żyję. Choć to słowo nie jest zbyt trafne. Wolałbym zastąpić je wymuszonym funkcjonowaniem. Oddycham jak każdy, wyglądam jak każdy, mrugam jak każdy, ale nie jestem jak każdy. Różnię się w świecie pełnym ludzi, starających się zaliczyć do kryteriów normy społecznej by nie zwracać na siebie uwagi.
Jestem gejem co jest najważniejszym powodem gnębienia mnie. Czy robię coś złego? Czy jestem jak starzy pedofile i gwałcę małe dziewczynki? Czy kiedykolwiek cokolwiek zrobiłem, żebyście wszyscy odczuwali do mnie nienawiść? Ah, no tak, jak mogłem zapomnieć. Moje istnienie to wystarczający powód. Karzecie mnie na wieczną zgubę, jakbyście mogli zastąpić samego Boga w tym sądzie, ale tak nie jest. A ja wciąż nie rozumiem dlaczego to robicie. Znaleźliście sobie kozła ofiarnego by odciągnąć uwagę od nieidealnych was?
Oddech ratuje mi życie.
Oddech to jedyne co mi pozostało.
Oddech jest moim aniołem stróżem, o którym czasem zapominam.
Idąc korytarzem, nie mogąc znieść szyderczych spojrzeń skierowanych na moją osobę biorę głeboki oddech. Moja brudna, ciemna dusza pełna brzydkich myśli, pogardy dla ludzkich stworzeń staje się prawie przezroczysta. Tak samo prawie umarłem. Mojego istnienia nie można nazwać życiem.
Gdy koledzy urządzają sobie z mojego ciała piłkę do nogi tracę oddech. Z każdą chwilą mam go coraz mniej, ale wciąż próbuję utrzymać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz