Luhan stał przy zielonej szafce obklejonej różnymi naklejkami z boysbandów. Był dumny, gdy patrzył na zbiór nielegalnie naklejonych gołych klat w środku niewielkiego wnętrza. Był chłopakiem, co nie oznaczało, że lubił patrzeć na odstawione laski z wypiętym biustem i tyłkiem. Jemu wystarczała płaski, lekko umięśniony brzuch. No i wybrzuszenie w spodniach.
Z cichym westchnieniem wyciągnął książki do biologi. Znowu będzie musiał użerać się z tą wredną paniusią, ubierającą miniówki, która zamiast prawdziwych włosów miała perukę o kolorze tlenionego blondu. Ygh. Nie dość, że kazała mu usiąść w pierwszej ławce to upatrzyła go sobie na ofiarę i wytrwale wdzięczyła się do niego, choć dawał jej do zrozumienia, iż to... obrzydliwe.
Głośny pisk jakiejś dziewczyny sprawił, że wystraszony chłopak upuścił książke na stopy. Skrzywił się nieznacznie i podążył zdenerwowanym wzrokiem w stronę płci żeńskiej, która wydała owy irytujący dźwięk. Minsol, blondynka fangirlująca najpopularniejszą paczkę znajomych w ich szkole, była bliska omdlenia. Trzepotała dłonią przed twarzą, próbując odegnać czerwony rumieniec z policzków, który powstawał na sam ich widok.
Lu spojrzał na wejście skąd nadchodziło jedenastu przystojnych, młodych i bogatych chłopców. Na ich punkcie szalały wszystkie dziewczyny w szkole, a czasem także chłopcy. Wszyscy próbowali się do nich dostać, ale niewszystkich przyjmowali. W gruncie rzeczy musiałeś do nich pasować, czytaj: być ponad przeciętnie przystojny, mieć motor i móc żyć na własną rękę. Xiao znał tę grupkę lepiej niż by chciał, a to wszystko przez zauroczonego nimi brata, który w końcu się do nich dostał.
Kris był ich tak jakby przedstawicielem. To do niego należała każda ostateczna decyzja i to on budził w nich największą grozę.
Suho był z nich najbogatszy. Platynowa karta kredytowa, najdroższe ubrania, załatwianie niesamowitego żarcia i takie tam. Jeśli chciałeś coś kupić, a nie miałeś przy sobie pieniędzy wystarczyło się do niego zgłosić.
Xiumin. Hm, o nim wiedział niewiele. Uważał go za wredną kluseczkę.
Lay, wiecznie naćpany koleś, którego kryli.
Baekhyun był ich słodką stroną. Jeśli chcieli kogoś udobruchać wysyłali jego, a on właczał swoje aegyo i czynił cuda.
Chanyeol, wiecznie uśmiechnięty wielkolud.
D.O na pierwszy rzut pka wydawał się straszny i dość poważny, a gdy poznało się go bliżej... nadal był straszny, ale można było na nim polegać jeśli miało się problem.
Tao - chłopak od niewyparzonej gęby. Taak, to najlepiej go opisywało.
Sehun o kamiennej twarzy. Rzadko kiedy widać po nim to co czuje.
Kai. Ulubieniec mamusi. Dziecko kwiat, dziecko hipisów.
No i Chen, przyrodni brat Luhana. Ukochany hyung Hana, który został mu bezprawnie odebrany. Za to nienawidził Exo, przez nich Jongdae miał dla niego o wiele zbyt mało czasu. Nie siadał z nim wieczorami przed telewizorem i nie pytał jak minął mu dzień, ani czy z czymś sobie nie radzi. Owszem, nadal był troskliwy, ale nie tak jak kiedyś.
Xiao wywrócił oczami w odpowiedzi na mrugnięcie brata. Mimo, że oficjalnie nie lubił tej grupy i uważał, że są w niej tylko bogate dupki, którym Dae również się stał to nie potrafił oderwać od nich wzroku. W myślach uważał
Z cichym westchnieniem wyciągnął książki do biologi. Znowu będzie musiał użerać się z tą wredną paniusią, ubierającą miniówki, która zamiast prawdziwych włosów miała perukę o kolorze tlenionego blondu. Ygh. Nie dość, że kazała mu usiąść w pierwszej ławce to upatrzyła go sobie na ofiarę i wytrwale wdzięczyła się do niego, choć dawał jej do zrozumienia, iż to... obrzydliwe.
Głośny pisk jakiejś dziewczyny sprawił, że wystraszony chłopak upuścił książke na stopy. Skrzywił się nieznacznie i podążył zdenerwowanym wzrokiem w stronę płci żeńskiej, która wydała owy irytujący dźwięk. Minsol, blondynka fangirlująca najpopularniejszą paczkę znajomych w ich szkole, była bliska omdlenia. Trzepotała dłonią przed twarzą, próbując odegnać czerwony rumieniec z policzków, który powstawał na sam ich widok.
Lu spojrzał na wejście skąd nadchodziło jedenastu przystojnych, młodych i bogatych chłopców. Na ich punkcie szalały wszystkie dziewczyny w szkole, a czasem także chłopcy. Wszyscy próbowali się do nich dostać, ale niewszystkich przyjmowali. W gruncie rzeczy musiałeś do nich pasować, czytaj: być ponad przeciętnie przystojny, mieć motor i móc żyć na własną rękę. Xiao znał tę grupkę lepiej niż by chciał, a to wszystko przez zauroczonego nimi brata, który w końcu się do nich dostał.
Kris był ich tak jakby przedstawicielem. To do niego należała każda ostateczna decyzja i to on budził w nich największą grozę.
Suho był z nich najbogatszy. Platynowa karta kredytowa, najdroższe ubrania, załatwianie niesamowitego żarcia i takie tam. Jeśli chciałeś coś kupić, a nie miałeś przy sobie pieniędzy wystarczyło się do niego zgłosić.
Xiumin. Hm, o nim wiedział niewiele. Uważał go za wredną kluseczkę.
Lay, wiecznie naćpany koleś, którego kryli.
Baekhyun był ich słodką stroną. Jeśli chcieli kogoś udobruchać wysyłali jego, a on właczał swoje aegyo i czynił cuda.
Chanyeol, wiecznie uśmiechnięty wielkolud.
D.O na pierwszy rzut pka wydawał się straszny i dość poważny, a gdy poznało się go bliżej... nadal był straszny, ale można było na nim polegać jeśli miało się problem.
Tao - chłopak od niewyparzonej gęby. Taak, to najlepiej go opisywało.
Sehun o kamiennej twarzy. Rzadko kiedy widać po nim to co czuje.
Kai. Ulubieniec mamusi. Dziecko kwiat, dziecko hipisów.
No i Chen, przyrodni brat Luhana. Ukochany hyung Hana, który został mu bezprawnie odebrany. Za to nienawidził Exo, przez nich Jongdae miał dla niego o wiele zbyt mało czasu. Nie siadał z nim wieczorami przed telewizorem i nie pytał jak minął mu dzień, ani czy z czymś sobie nie radzi. Owszem, nadal był troskliwy, ale nie tak jak kiedyś.
Xiao wywrócił oczami w odpowiedzi na mrugnięcie brata. Mimo, że oficjalnie nie lubił tej grupy i uważał, że są w niej tylko bogate dupki, którym Dae również się stał to nie potrafił oderwać od nich wzroku. W myślach uważał
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz