sound

11 października 2015

13/?

Luhan szedł ścieżką, która stała się jego drugim domem. Spędzał na niej więcej czasu niż we własnym pokoju. Mimo, iż budziła w nim wiele sprzecznych emocji, nie potrafił zrezygnować z codziennego przemierzania jej. Każda mijająca rzecz przypominała mu dawne życie. Dawny on z pewnością oddałby się wspomnieniom i pozwolił porwać gwałtownym emocją, jakie opanowywały jego ciało jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz odwracał od wszystkiego wzrok byle tylko przejść obojętnie. Nie chciał pozwolić sobie na chwilę zapomnienia.
Minął ławkę, na którą przelotnie spojrzał, przez co w jego głowie od razu uformował się obraz dwóch najlepszych przyjaciół radośnie śmiejących się do małej dziewczynki, z którą chwilę temu rzucali się śnieżkami. Poczuł ukłucie bólu gdzieś w okolicach serca, ale równie dobrze mogło mu się tylko wydawać. W końcu jego narząd był z kamienia i nie mógł odczuwać jakichkolwiek emocji, prócz obojętności, doskonale widzocznej na jego miękkich rysach twarzy.
Chłopaka złapały duszności. Czasami zdarzało mu się kaszleć tak, że nie potrafił złapać powietrza, aż w końcu mdlał. Na szczęście zawsze ktoś dzwonił po karetkę i jakimś cudem nic poważnego do tej pory mu się nie stało. Tym razem było podobnie. Czuł drażniące swędzenie w gardle, bolały go płuca. Nie potrafił normalnie oddychać, ale nie przejął się tym. Zawsze był zdania co ma być, to będzie. Szedł dalej, a kaszel stawał się coraz bardziej nieznośny. W końcu przez niedotlenienie jego nogi odmówiły posłuszeństwa i osunął się na ziemię. Jego policzek był przyciśnięty do śniegu, pokrywającego ziemię. Mroczki przed oczami alarmowały przed ponownym zapadnięciem w stan omdlenia. Cholera, nienawidził budzić się potem z kompletną pustką w głowie. Gdyby ten idiotyczny biały puch nie wchodził mu do ust...
-L-luhan? - głos ledwo co dotarł do zamroczonego blondyna. Nie wiedział kto go woła. Może była to jego mama?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz