Dzień 1.
Luhan był w pracy. Młodszy uznał to za długo wyczekiwany znak, by wziąć się do roboty i pomóc swojemu szczęściu. Tylko... od czego miał zacząć? Stanąć przed nim w kuszącym stroju, po czym zażądać wprost współżycia? Nie, zdecydowanie nie. To tylko wystraszyłoby słodkiego chłopaka i najpewniej uciekłby do ich wspólnego pokoju, zamykając się na klucz. Oczywiście nie byłoby to pierwszym razem. Zrobił to wcześniej, gdy miała przyjść w odwiedziny matka Sehuna. Biedny młodszy musiał powiedzieć jej, że Lulu wyszedł w pilnej sprawie, a po wyjściu jego rodzicielki musiał stać pod oknem z wyciągniętymi rękoma. Jego chłopak był zbyt przerażony i rozemocjonowany by trafić kluczem z powrotem do zamka, przez co lekko go skrzywił. Akcja wyciągnięcia uwięzionego Luhana trwała koło dwóch godzin, ponieważ bał się wyskoczyć, ale w końcu się udało. Hun zdecydował się postawić na tradycyjność. Jakaś kolacyjka przy świecach, tańczenie, a potem zaczną się całować i będą zmierzać do sypialni, do ich dużego, wygodnego, lekko skrzypiącego łóżka. Na samą myśl zaczął się podniecać. Poklepał się uspokajająco po kroku i wyszeptał:
-Jeszcze nie teraz przyjacielu... Zaczekaj do wieczora...
Z cwanym uśmieszkiem zrobił zakupy w supermarkecie i kupił jakieś dobre, włoskie żarcie. Dlaczego miał sam gotować, skoro nie był pewien, że wszystko co zrobi wyjdzie dobre. Poza tym mógł oszczędzić sporo czasu, a przed kolacją najwyżej to podgrzeje w mikrofalówce. Zawitał także do kwiaciarni po ulubione rośliny swojego chłopaka. Wszystko musiało być idealne.
W domu odstawił zakupy na kuchenny stół i zabrał się za sprzątanie. Wszędzie kudły, odciski łap oraz zabawki dla zwierząt. Skąd to wszystko się tu wzięło? Sehun nie pamiętał, żeby kiedykolwiek coś takiego kupował. Nagle zza rogu wybiegł mały pchlarz, roznoszący ten cały brud, który panował w mieszkaniu.
-Hej! Skąd ty się tu wziąłeś? Co ty tu w ogóle robisz?! Wynocha - wykrzyknął, nie wierząc, że wcześniej tego czegoś nie zauważył. -O mój Boże, chyba powinienem bardziej zainteresować się tym co tu się dzieje.
Chłopak podszedł do psa i złapał go jedną ręką z odrazą, po czym szybko wyrzucił na dwór. Nie chciał, żeby ten kurdupel zniszczył mu wieczór. Nie rozumiał swojego partnera jak mógł lubić takie.. brudne.. hałaśliwe, ygh.
-Jeszcze nie teraz przyjacielu... Zaczekaj do wieczora...
Z cwanym uśmieszkiem zrobił zakupy w supermarkecie i kupił jakieś dobre, włoskie żarcie. Dlaczego miał sam gotować, skoro nie był pewien, że wszystko co zrobi wyjdzie dobre. Poza tym mógł oszczędzić sporo czasu, a przed kolacją najwyżej to podgrzeje w mikrofalówce. Zawitał także do kwiaciarni po ulubione rośliny swojego chłopaka. Wszystko musiało być idealne.
W domu odstawił zakupy na kuchenny stół i zabrał się za sprzątanie. Wszędzie kudły, odciski łap oraz zabawki dla zwierząt. Skąd to wszystko się tu wzięło? Sehun nie pamiętał, żeby kiedykolwiek coś takiego kupował. Nagle zza rogu wybiegł mały pchlarz, roznoszący ten cały brud, który panował w mieszkaniu.
-Hej! Skąd ty się tu wziąłeś? Co ty tu w ogóle robisz?! Wynocha - wykrzyknął, nie wierząc, że wcześniej tego czegoś nie zauważył. -O mój Boże, chyba powinienem bardziej zainteresować się tym co tu się dzieje.
Chłopak podszedł do psa i złapał go jedną ręką z odrazą, po czym szybko wyrzucił na dwór. Nie chciał, żeby ten kurdupel zniszczył mu wieczór. Nie rozumiał swojego partnera jak mógł lubić takie.. brudne.. hałaśliwe, ygh.
Sehun, bez nerwów. Musisz mieć idealny humor, żeby wszystko poszło tak jak to sobie zaplanowałeś.
Poszedł do ich sypialni, gdzie zastał niepościelone, dwuosobowe łóżko, a na ziemi rozrzucone wszystkie części garderoby plus poduszka i pierzyna. Czy tak to wyglądało codziennie? Chłopak pomyślał, że w jego życiu głównie zajmował się pracą i zaniedbywał dom, swojego chłopaka. Wolny czas spędzał siedząc przed telewizorem z piwem w ręku. A tu się meczyk pyknęło na playstation, oglądnęło się plażówkę kobiet i inne takie. Zdecydowanie musiał w końcu coś zmienić. Dodać jakiś smaczek.
Chwycił koszulkę leżącą najbliżej niego i powąchał ją. Cuchnęła czymś, czego nigdy wcześniej nie czuł, jakby mieszanką starych skarpetek, mleka grubo po terminie i jeszcze jednej rzeczy, o której nie chciał myśleć, bo wiedział, że zrobi mu się słabo. Miała pełno kolorowych plam, jak długo nie robili prania? Pokręcił głową na boki, roztrzepując idealną fryzurę. Podwinął rękawy bluzy i wziął się do pracy. Miał szczęście, że poprosił o jednodniowy urlop w pracy i kupił gotowe jedzenie, bo poza sprzątaniem nie miał czasu na nic więcej.
Pokój po wizycie nie-chowaj-się-brudzie-bo-i-tak-cię-znajdę-i-wykastruję rączek z białymi rękawiczkami wyglądał olśniewająco. Podłoga wokół bordowego, włochatego dywanu, w którym często zanurzali bose stopy, błyszczała się. Na meblach nie można było znaleźć nawet najmniejszej drobinki kurzu, bo Sehun pościerał je przynajmniej cztery razy, a łóżko było idealnie równo pościelone bez żadnej skazy. Bolały go palce od zdeterminowanego zaciskania ich na ścierce, którą próbował przez dziesięć cennych minut swojego życia uporać się z denerwującą plamą na podłodze. Oczywiście nie udało mu się, przez co zakrył ją dywanem.
Pomieszczenie zachwycało swoją starannością w każdym centymetrze, lecz coś zakłócało jego perfekcję. Mianowicie spocony, zmęczony i lekko brudny chłopak odpoczywający siedząc na ziemi i opierając się o drzwi. Krople potu zrosiły jego skronie oraz kark, ukazując to, że albo w domu było za gorąco, albo to jego sprawność fizyczna gwałtownie spadła. Odkrył swój brzuch, by sprawdzić czy jego mięśnie wciąż były na swoim miejscu. Na szczęście (bądź nie, bo to oznaczało, że będą musieli dużo płacić za ogrzewanie) wciąż się tam znajdowały.
Spojrzał na zegarek, a widząc, że jest już szesnasta postanowił wziąć się w garść i sprawdzić następne pomieszczenia. I jeśli były w stanie takim jak to starać się nie rozpłakać, ponieważ byłoby to zdecydowanie mało męskie. Ruszył swoje zgrabne cztery litery do salonu. Stwierdził, że nie będzie ogarniał łazienki ani kuchni, skoro nie miał zamiaru wpuszczać tam Luhana. W sumie po co tracić siły jeśli nie jest to niezbędne, prawda? Oh był z natury oszczędnym człowiekiem niezależnie od tego co (niekoniecznie) musiał starannie 'wydawać'.
Ciężko westchnął. Wszędzie, dosłownie wszędzie walały się kłęby sierści psa, którego zdążył ochrzcić w myślach Lucyfer. Na samą myśl ile to coś musiało mieć bakteri i zarazków wzdrygnął się. Kolejny powód, by wydać pieniądze. Jeśli dalej tak pójdzie to razem z Lulu będą musieli chodzić w domu bez ubrań. Taak, to będzie ich nowa kampania oszczędnościowa, żeby nie marnować zbyt dużo forsy na proszek do prania i nowe ciuchy. Chociaż to nie byłby jedyny powód. Chłopak z wielką chęcią zobaczyłby partnera n a g o. Pierwszy raz. Ohh, jakież to musiałoby być podniecające.
W salonie jako tako jeszcze wyglądało, Xiao dbał o to, by ludzie przyjmowani u nich w gości czuli się swobodnie i nie denerwowali się syfem panującym w domu. Często ktoś przekraczał ich przysłowiowe skromne progi, które takie skromne nie były. Praca Huna dawała im niemałe możliwości, więc chłopak dobrze to wykorzystywał.
Gdy zmęczony Luhannie otwierał drzwi do swojego domu z zamiarem szybkiego pochłonięcia czegoś, co dało się przygotować na szybko nie spodziewał się widoku, który go zastał. Półprzytomnie nie zwracając na nic uwagi ruszył do kuchni, gdzie wypił duszkiem cała szklankę wody mineralnej.
-Kochanie, już wróciłeś? - dobiegł go głos młodszego. -Chodź do salonu, mam dla ciebie niespodziankę.
Brunet wywrócił oczami. Już on znał te jego niespodzianki. Najpierw zaciągnie go do siebie na kolana, wycałuje jego twarz i powie jak to bardzo mu go brakowało i jak to go kocha. Da mu jakiś pierścionek, który wygrzebał w płatkach śniadaniowych, pytając czy za niego wyjdzie. Potem położy swoje duże dłonie na pośladkach Lu, zacznie je masować i namiętnie całować wargi swojego chłopaka. A ten ucieknie mu tak jak za każdym razem robił.
-Już idę! - odkrzyknął. Mimo, iż przeczuwał, że to znowu będzie coś dziecinnego był dziwnie podekscytowany. Uwielbiał patrzeć w oczy swojego ukochanego, gdy prawił mu komplementy, co robił często. Zresztą, gdy tylko Oh patrzył na chłopaka jego oczy wydawały się być bezdenną studnią miłości na pustyni pełnej obojętności. Lubiał się w niej zanurzać.
Sehun siedział wyprostowany na krześle przy starannie wystrojonym stoliku, który był zapełniony białymi tulipanami, które Xiao wręcz uwielbiał. Blondyn ubrał swoje najlepsze i najbardziej eleganckie ubrania jakie posiadał, które oczywiście wybrał mu partner, bo on sam kompletnie się na tym nie znał oraz był bezguściem.
-A z jakiej to okazji , jeśli można wiedzieć? - w jelonkowatych oczach Hana zabłysnęła ciekawość.
-To już nie można sprawić przyjemności zupełnie bezinteresownie? - zadał pytanie retoryczne, które na kilka minut zawisło złowrogo w powietrzu.
-Gdybym cię nie znał pomyślałbym, że to bardzo miłe z twojej strony... ale niestety znam cię aż zbyt dobrze.
Starszy zmarszczył brwi i zmrużył oczy badawczo przypatrując się chłopakowi. Jednak kilka sekund później usiadł naprzeciwko i przysunął krzesło do stoliku.
-Jednakże skorzystam z okazji i przetestuję twoją romantyczność, skarbie.
Sehun puścił mu oczko.
-Wiedziałem, że się skusisz.
-Nie gadaj tylko kelneruj. Nie mamy całego wieczoru, chcę się szybciej położyć - oboje westchnęli w tym samym czasie. Han z przepracowania, Hun z zawodu, że jego szanse na zaliczenie chłopaka zmalały, ale postanowił ciągnąć plan do końca.
-Dla ciebie mógłbym nawet przebrać się w kobiecy strój pokojówki i posprzątać cały dom, chociaż wolałbym ciebie w nim zobaczyć. Hej, to dobry pomysł! Chyba sprezentuję ci go na naszą następną rocznicę...
-Sehun! Nawet sobie nie wyobrażaj, że założyłbym coś tak skąpego jak to co pewnie teraz sobie wyobrażasz! - starszy wyraźnie zbulwersowany nadymał policzki i rzucał gniewne spojrzenia w stronę niewyżytego ukochanego, który tego dnia pozwalał sobie na coraz więcej. -Poza tym to ma być romantyczna kolacja wnioskując po świecach, więc ruszaj zadek po coś do jedzenia, bo jestem bardzo głodny, a gdy jestem głodny jestem też zły.
-Niszczysz moje marzenia - jęknął udając zdenerwowanie, po czym wstał i zniknął na chwilę za drzwiami, odprowadzany przez głośne burczenie brzucha.
Luhan kochał swojego chłopaka miłością, która była jak rwąca rzeka. Uwielbiał z nim rozmawiać na różne błahe tematy, mógł się go poradzić we wszytkich problemach, nie miał przed nim tajemnic. Istniały jedynie rzeczy, o których mu nie wspominał, ponieważ uznał, iż nie były na tyle ważne. Ale dzisiaj musiał poruszyć jeden drażniący temat, a Sehunowi on się na pewno nie spodoba.
Młodszy stał przy mikrofalówce, która za nic nie chciała wydać dzwoniącego dźwięku, oświadczającego, że podgrzewanie zostało skończone. Przecież już kilka minut temu miało się wyłączyć...
-Cholera! - syknął i uderzył wierzch urządzenia z otwartej dłoni jak niesfornego psa, który zamiast gryźć swoje zabawki gryzie sofe.
-Skarbie, potrzebujesz pomocy?
-Nie, nie! Muszę jeszcze tylko... przyozdobić talerze..? - odkrzyknął wyraźnie niezadowolony, że wszystko zdaje się być przeciw niemu i jego sztańskiemu planowi, który chyba jednak wcale nie był tak dopracowany jak powinien. Co będzie po kolacji, kiedy już brzuch bruneta będzie pełny? W podzięce rzuci mu się na kolana?
-Ha! Mam cię! - krzyk Hana rozniósł się echem po całym pomieszczeniu, a blondyn podskoczył zaskoczony. -Myślisz, że jestem tak głupi, żeby nie sprawdzić co robisz? Poza tym wiedziałem, że to nie ty będziesz gotował. Naprawdę nie chciałbym ponownie wylądować w szpitalu z zatruciem pokarmowym.
-To był jeden jedyny raz, a ty mi go wciąż wypominasz... - wywrócił oczami, a jelonek podszedł do niego i poklepał pod brodą.
-Wypominam, żebyś nigdy więcej nie popełnił tego błędu i nie brał się za gotowanie. Zapamiętaj - kuchnia jest moja.
Oh chwycił dłoń starszego w swoją i ucałował jej wierzch, a potem, gdy zarumieniony Luhan niczego się nie spodziewał, dobrał mu się do ust. Starszy złapał partnera za ramiona, czując nagłe szarpnięcie, które zbliżyło ich do siebie tak, że stykali się każdym skrawkiem ciała. Mimo, iż delikatnie się zawstydził ochoczo oddał pocałunek i uchylił wargi, by język Huna zaczął robić cuda.
Sehun zamruczał wpychając język do jego jamy ustnej. Splatał się z tym chłopaka i grał z nim w gonianego, wracając do siebie, by przez chwilę to brunet mógł pobawić się w tego dominującego. Oderwali się od siebie dopiero, gdy usłyszeli dziwny hałas. Blondyn, przeczuwając co zaraz się stanie, objął w pasie ukochanego i odciągnął od urządzenia w tył. Mikrofalówka... wybuchła.
-Znowu? - westchnął mniejszy, łapiąc się za włosy. Przeczesał je, by zdradliwy rumieniec zszedł z jego policzków. Całowali się już od dwóch lat, ale Han wciąż reagował tak jakby każdy ich pocałunek był tym pierwszym.
-...zamówię pizzę.
-Zamów - szeroki uśmiech na twarzy jelonka nie był niczym dziwnym. Często to robił, ponieważ będąc w związku z tym głupiutkim, niewyżytym dzieciakiem nie dało się żyć inaczej, niż w ciągłym zabawnym świecie.
Sehun wybrał numer pizzeri i ze zrezygnowaną miną (wyglądał jakby przegrał bitwę z malutkim dzieckiem o lizaka, którego naprawdę, naprawdę chciał) oczekiwał aż odezwie się znajomy głos.
-Tu pizzeria pod złotym losem, dzisiaj poleca...
-Trójkę poproszę - przerwał, nie chcąc marnować więcej czasu niż to było konieczne. Po drugiej stronie słuchawki usłyszał donośny śmiech.
-To znowu ty, Sehi? Jeśli tak dalej pójdzie utuczysz siebie i swojego chłopaka jak prosiaki.
-Nie moja wina, że mikrofalówka się zepsuła... po raz kolejny.
-Będzie za dziesięć minut. Przyjdziesz po nią sam czy mam kogoś wysłać?
Sehun udał, że rozważa propozycję, ale od początku wiedział, że na pewno nie ruszy swoich czterech liter na drugą stronę ulicy. Tak, pizzerie mieli dosłownie naprzeciwko.
-Tylko nie wysyłaj tej w czerwonych włosach, bo Lulu znów będzie zazdrosny i zacznie wyrzucać moje rzeczy przez okno, a ja nie mam zamiaru schodzić i kłócić się z naszym menelem, który wywietrzy okazję na grę w zdobycie fanta.
-Gdybyś tylko widział swoją minę ostatnim razem, haha, dawno nie było takiej rozruby jak wtedy - roześmiał się i odłożył słuchawkę.
-Cap - wyszeptał do siebie z wrednym uśmieszkiem. Przybrał minę uwodziciela numer sześć i ruszył do salonu, gdzie Luhan wygodnie siedział, oglądając ckliwe romansidła.
Usiadł obok niego, gdy Rosalinda odmawiała wyjazdu na ranczo, gdzie znajdował się jej ukochany, czego oczywiście nie wiedziała, bo czekała aż przyjedzie na jej ranczo. Jęknął, zwracając uwagę swojego chłopaka na siebie i przyciągnął go dwoma palcami za podbródek, po czym złożył na jego ustach soczystego buziaka.
-Zajmij się mną zamiast oglądać te beznadziejne seriale.
-Nie obrażaj ich, one pomagają mi w życiu - jego wzrok ponownie spoczął na telewizorze.
-Tak, jasne. Na pewno pomagają ci podejmować decyzje: wyjechać na to ranczo?, jak się zemścić na osobie, którą kocham? Bądź jak jeździć konno po mieście, żeby rozdeptać jak najmniej osób?
-Można tak powiedzieć.
Wtedy do głowy Sehuna wpadł kolejny fantastyczny pomysł. Zacisnął wargi w wąską linię i szybkim ruchem wyrwał pilot z dłoni Lu. Wyłączył jednym przyciskiem telewizor.
-Hej! Teraz on miał ją pocałować! Jak mogłeś?! - jego oczy ciskały pioruny w blondyna z niewinną miną. -Oddawaj to.
-Prosiłem, żebyś się mną zajął. Jeśli nie chcesz z własnej woli to cię do tego zmuszę - wyciągnął swoją rękę z przedmiotem, którego w tej chwili pragnął Xiao, w tył za siebie.
-Jeśli nie chcesz z własnej woli oddać mi pilota to cię do tego zmuszę - spapugował swojego partnera, a gdy ten posłał mu wyzywające spojrzenie rzucił się na niego. Obaj wylądowali na ziemi, Sehun na dole, a Lu leżąc na nim. Nie chcący otarł się o potrzebujące uwagi miejsce swojego chłopaka, wywołując tym jego jęk, na dźwięk którego znieruchomieli.
-Ym.. może lepiej usiądźmy? - cichy szept Luhana został zignorowany przez partnera. Młodszy puścił kurczowo zaciskany pilot i przycisnął dłonie do bioder starszego.
-Kochanie, byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś powtórzył ten ruch.
-Ale chyba nie chcę... - jeszcze raz wyszeptał, rumieniąc się po cebulki włosów. Boże, to było takie... zawstydzające.
-Nie pytam się czy chcesz, pytam czy mógłbyś - warknął i mało delikatnie zacisnął palce na ciele partnera, który pisnął z wrażenia.
-J-jeśli nie chcę to też nie mogę.
-Owszem, możesz.
-Se-hun, to boli - spróbował odciągnąć dłonie Oh. -Zaczynam się bać..
Ostatnie zdanie sprawiło, że blondyn zdał sobie sprawę, iż dopuszczenie do głosu mniej cywilizowanej strony swojego człowieczeństwa nie było dobrym pomysłem. Jego twarz diametralnie zmieniła swój wyraz, krzywy uśmiech zastąpił ten ciepły.
Dzwonek do drzwi przerwał ich niezręczne wymienianie się spojrzeniami. Sehun wziął się w garść i poszedł odebrać pizzę, wygładzając pogniecioną koszulę. Otworzył szeroko drzwi z lekko niezadowoloną miną, której nie mógł powstrzymać.
-Stary, nie powinieneś witać swoich gości z taką miną, bo na ich miejscu już dawno spierdoliłbym stąd bez oglądania się za siebie.
Blondyn uniósł jeden kącik ust w górę.
-Dałbym ci w mordę, ale przyniosłeś pizzę, więc wybaczam - odpowiedział całkiem poważnie wyciągając z kieszeni jeansów pieniądze. -Odliczone, nie dziękuję za fatygę.
Szybko chwycił pudełko i wsadził dostawcy pieniądze do dłoni. Zanim znajomy zdołał coś powiedzieć Oh zatrzasnął mu drzwi przed nosem.
-Yah, Sehun! Następnym razem sam sobie przyjdziesz po to zakichane żarcie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz