sound

11 października 2015

Do you trust me? 00

Ucieczka to odruch. Ucieczka to próba przetrwania. Ucieczka to tchórzostwo. Ucieczka to jedyne co zostało mi do zrobienia.
     Nie pamiętałem niczego.
  Urodziłem się jako dorosły mężczyzna na pustyni.
     Nie miałem niczego.
  Prócz koszyka leżącego obok mnie z butelką wody i kartką papieru z napisem 'Sehun'. Pismo było staranne, ten kto mnie tam zostawił najwyraźniej czuł pełną swobodę.
     Wokół nie było niczego.
  Obudziłem się na cholernym pustkowiu. Gdzie okiem sięgnąć nie było widać choćby cienia cywilizacji. Tylko piasek, prażące słońce i gorące powietrze.
     Byłem obolały.
  Moje mięśnie rwały jakbym dzień wcześniej odbywał wykańczający trening. Nie potrafiłem nawet poruszyć palcami. Czułem jak krople potu spływały po moim karku i czole. W ustach miałem sucho, drobinki piasku osiadły mi na zębach. Próbowałem zwilżyć wargi językiem, ale to niczego nie dało. Gdybym tylko mógł sięgnąć po butelkę...
  Nagły ból głowy przeszył moją czaszkę na wskroś. Sprawił, że przestałem cokolwiek widzieć, próbowałem popatrzeć w inną stronę, otworzyć szerzej powieki, ale nadal wokół panowała ciemność. A może tylko straciłem przytomność.
 -Spokojnie, jestem tu, żeby ci pomóc.
  Głos był niski, rozległ się gdzieś niedaleko. Poczułem jak na sam jego dźwięk napinają się moje mięśnie, automatycznie przygotowywałem się na ucieczkę. Nie mogłem zrozumieć reakcji mojego ciała. Czy było się czego obawiać? Nawet jeśli to nie miałem żadnych szans na zrobienie czegokolwiek. 
 -Jeśli będziesz robił to co powiem bez sprzeciwiania się to obiecuję, że szybko poczujesz się lepiej.
  Ktoś uklęknął przy moim prawym boku i dotknął moich ramion. Objął je zimnymi palcami delikatnie gładząc i sprawiając, że przechodziły mnie dreszcze.
 -Nadal reagujesz na bodźce, bałem się, że będzie gorzej. Otwórz usta.
  Postanowiłem zaryzykować, bo dlaczego nie? Co miałem do stracenia? Uchyliłem lekko wargi, a on złapał mnie za brodę i położył mi na język płatek, który przy zetknięciu się z mięśniem natychmiast roztopił się mieszając ze śliną.
 -Dobrze, teraz przyłożę ci do ust butelkę z wodą. Na pewno jesteś spragniony.
  Chwycił moją głowę oburącz i uniósł, kładąc na swoich kolanach. Gdy coś zimnego otarło się o moje wargi od razu zacząłem łapczywie połykać wodę, która cudownie spływała po moim suchym gardle. Uczucie było niesamowite, skupiłem się na nim, przez co prawie nie zauważyłem, że obcy trzymał dłoń w moich włosach i delikatnie je gładził. Połowa cieczy spłynęła mi po brodzie, zapewne mocząc spodnie mężczyzny.
 -Nie wiem jak mogłem pozwolić im zrobić ci takie świństwo...
  Co... Co. Co?
  Odkaszlnąłem dwa razy zanim udało mi się wykrztusić chociażby cichy jęk.
 -D-dlaczego nic nie widzę? - zabrzmiałem obco. Wzdrygnąłem się przestraszony dźwiękiem swoich słów.
 -Tak jest bezpieczniej, Sehun-ah. Jeśli nie znasz mojego wyglądu - nie mogą nam nic zrobić, rozumiesz? W ten sposób dbam o twoje bezpieczeństwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz