∆
Znajdź, obserwuj, śledź. Nie możesz go spuścić z oczu nawet na sekundę. To gra, Sehun. Jeśli nie złapiesz go pierwszy, on dorwie ciebie. Masz go ubezwłasnowolnić, sprawić, żeby cierpiał. Jeśli powiem, że był niegrzeczny, masz wymierzyć mu odpowiednią karę. Inaczej kara spotka ciebie. Ostateczną twoją powinnością jest zabijanie. Nie bój się tego. To normalna kolej rzeczy. Zabijasz innych, by zmniejszyć ryzyko prawdopodobieństwa, że oni zrobią to twoim bliskim. To wojna, synku. A na wojnie nie można przestrzegać reguł, ponieważ z góry staniesz się przegranym. Nie można też dezerterować. Wtedy staniesz się nikim, głupim ścierwem, a ja cię znajdę. Obrócę się przeciw tobie. Obaj byśmy tego nie chcieli, prawda?
∆
-Wejdź - stanowczy głos rozbrzmiał po drugiej stronie mahoniowych drzwi. Blondyn wszedł do pomieszczenia. Od razu wyczuł zapach dymu papierosowego zmieszanego z drogimi perfumami i drażniącym zapachem kadzidełek. Mężczyzna, z którym miał się spotkać siedział na fotelu, a na przeciwko niego jego znajomy. Obcy czuł się zupełnie swobodnie przy szefie. Sehun wywnioskował, że łączą ich zażyłe relacje, Rzadko kiedy widywał ludzi, zachowujących się tak, jak to robił ten facet. Szybko ogarnął spojrzeniem cały pokój, który znał na pamięć, po czym leniwym krokiem ruszył do swojego ojca. Stanął przy nim na baczność. -Sehun, proszę, poznaj mojego przyjaciela. Taemin, to jest właśnie mój syn, o którym ci opowiadałem.
Blondyn skinął głową w geście przywitania, na co mężczyzna lekko się uśmiechnął. Oboje przez chwilę obserwowali nawzajem swoje sylwetki. Hun robił to z każdym, by zapamiętać na przyszłość wygląd potencjalnego zagrożenia. Miał doskonałą pamięć, więc jeśli przyglądał się komuś przez kilka minut, nie miał prawa go zapomnieć. Chłopak uznał, że rozpoznanie Taemina na ulicy będzie dziecinnie proste, gdyż jego uroda dość mocno wbijała się w pamięć. Jego twarz do złudzenia przypominała twarz kobiety i gdyby nie te krótkie, blond włosy śmiałby stwierdzić, że ojciec znalazł sobie nową kochankę.
-Tae zawarł z nami układ. Chce, żebyśmy pozbyli się właściciela konkurującej z nim firmy. Zanim jednak zabierzemy się do realizowania tej misji, chcę, żeby wybrał sobie osobę, która to wykona. W geście ułatwienia wyboru zwołałem naszych najlepszych zabójców. Jesteś jednym z nich, a że pokładam w tobie ogromne nadzieje, wspaniałomyślnie pozwoliłem ci wejść na sale ćwiczeń w naszym towarzystwie.
Sehun pomyślał, że ojciec zrobił to z czystej chęci manipulacji. Jeśli wejdzie na salę ćwiczeń w ich towarzystwie, uczniowie znienawidzą go jeszcze bardziej, a przecież nie mógł odmówić szefowi. Druga rzecz, którą mógł osiągnąć to, to, że zleceniodawca wybierze do tej roboty właśnie jego. A czyż to nie będzie dumą dla ojca, że jego syn jest najlepszy w rodzinnym fachu? Chłopak nie miał nic do powiedzenia, więc jedynie skinął głową, wpatrując się w zimne oczy ojca.
-Minho, skarbie, nie strasz tego dzieciaka aż tak bardzo - jęknął Min i wstał z miękkiej sofy, która skrzypnęła szczęśliwa, że nie musi dźwigać ciężaru. Blondyn uśmiechnął się kpiąco, stając naprzeciwko młodszego. Chwycił jego podbródek dwoma palcami, a Sehun, przyzwyczajony do traktowania go jak rzeczy na sprzedaż, ani drgnął. Nie robiło to na nim wrażenia. -Sądzę, że nie dałby rady nacisnąć spustu, nie czując wyrzutów sumienia. A każdy wie co to piekielne odczucie robi z człowiekiem.
-Gdybym kazał mu w tej chwili zabić cię, zrobiłby to w ciągu dwóch sekund, uderzając cię w splot mięśni, byś stracił przytomność - ton ojca był zimny. Oh wyczuł w nim nutkę groźby i wyzwania. Lubił chwalić się swoimi doskonałymi żołnierzami, więc bez skrupułów pozwoliłby sobie na mały pokaz. -Zademonstrować?
Taemin spojrzał uczniowi głęboko w oczy i zmarszczył lekko brwi, kalając swoje nieskazitelne czoło okropną zmarszczką. Zastanawiał się czy warto ryzykować życie, by bronić swojego honoru, jednakże nigdy zbytnio nie przykładał wagi co do tego.
-Zrezygnuję. Tymczasem chcę poznać innych kandydatów, których dla mnie wybrałeś - zacmokał. -Mam nadzieję, że będą wyglądali na groźnych.
Starszy obrzucił Sehuna drwiącym spojrzeniem. Chłopak nie zdziwił się jego zachowaniem. Wszyscy reagowali dokładnie tak samo, gdy mieli z nim do czynienia. Ich sposób myślenia zmieniał się o 180 stopni dopiero po pokazaniu przez niego do czego jest zdolny.
-Dobrze - ojciec Huna wystawił do swojego gościa ramię. -Chodźmy ich przetestować.
Nie zwracając więcej uwagi na najmłodszego, ruszyli w stronę drzwi. Oh szedł równym tempem za nimi i przysłuchiwał się ich swobodnej rozmowie. Szef rzadko kiedy był przy kimś rozluźniony, a jeszcze rzadziej się śmiał. Uczeń wiedział jednak, że w miejscu, w którym obecnie się znajdowali, wszyscy byli świetnymi aktorami. Pierwsza zasada w jego kodeksie? By przeżyć ufaj tylko sobie.
W trójkę weszli na ogromną salę ćwiczeń. Na środku znajdowało się miejsce na ćwiczenie różnych sztuk walk, a naokoło ustawione były trybuny. Wszystkie miejsca były zajęte. Oczy większości uczniów zwróciły się w ich stronę, a widząc szefa, natychmiast stanęli na baczność.
-Di Sola, Da Ni Neta¹!
Równy chór głosów rozniósł się echem.
-Niech krew na waszych rękach będzie waszą chwałą! - leniwy uśmiech rozkwitł na twarzy szefa. Był zadowolony z poziomu swoich uczniów.
¹Di Sola, Da Ni Neta - formalny okrzyk powitalny w szkole. Coś na kształt 'chwała krwi, krew nie hańbi'
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz