Ból, który czuję jest zadość uczynieniem, prawda? Bóg kara mnie za wielokrotne skrzywdzenie twojej osoby, nie pytając cię o zdanie, bo ty nigdy nie pozwoliłbyś by stała mi się krzywda. Pomimo otwartych ran, strasznie piekących i nadal świeżych, choć minęło wiele dni od ich powstania wciąż byś mnie chronił. Wszechmocny od zawsze miał cię za swojego ulubieńca, a mnie trzymał na uboczu, pozwolił, bym wiecznie potykał się o kamienie i błądził w labiryncie grzechów. Niestety nie odnalazłem dobrej drogi, ale znalezienie ciebie było jak znalezienie wyjścia. Nie miałem prawa niszczyć twojego ułożonego życia, nie miałem prawa wtargnąć w twoje środowisko. Ja - biedny, z patologicznej rodziny, której tak naprawdę nie miałem. Ale jednak to zrobiłem, zakłóciłem twój spokój. Nikt nie był z tego zadowolony, ale ty nikogo nie słuchałeś. Byłem o ciebie zazdrosny, nie rozumiałem dlaczego jedni mieli więcej, a drudzy mniej. Przecież nie różniliśmy się tak bardzo, by oddzielała nas głeboka przepaść. Poznając cię bliżej zauważyłem, że nie zależało ci na pieniądzach. Nie uszczęśliwiały cię w najmniejszym stopniu. Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego. To działało również w drugą stronę, ty nie rozumiałeś dlaczego każdy grosz miał dla mnie taką wartość.
Ciągniesz mnie za rękę w stronę pobliskiej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz