sound

11 października 2015

To tylko gra

  Łzy znaczyły swoją drogę na moich policzkach, spływając do brody i skapując na podłogę. Wszystkiemu towarzyszył cichy odgłos pociągania nosem. Siedziałem skulony na parapecie z opartą głową o szybę. Wpatrywałem się w park, gdzie dobrą godzinę temu zniknął mój przyjaciel. Padał rzęsisty deszcz i zapadał zmrok, przez co niewiele widziałem.
  Głośny trzask drzwi wejściowych, sprawił, że drgnąłem przestraszony. Rozejrzałem się na boki i chwyciłem wazon, by mieć czym się obronić. Cicho postawiłem nogi na podłodze, po czym zacząłem iść w stronę korytarza.
 -Lu.
  Słysząc jego głos upuściłem wazon na ziemię, który w zetknięciu z twardą powierzchnią rozbił się na małe kawałeczki. Biegłem do niego, nie zważając na to, że raniłem swoje bose stopy, stąpając po ostrych częściach. Zatrzymałem się w przejściu i spojrzałem na ciemny zarys jego postaci. W ten sposób upewniłem się, że to naprawdę on. Moje serce wykonało kilka fikołków, a z gardła wydobył się głośny szloch ulgi.
  Chłopak wyciągnął do mnie swoje ręce, a ja nie kontrolując swojego ciała, rzuciłem się w jego ramiona. Nogi ugięły się pode mną, gdy uświadomiłem sobie, że naprawdę wrócił cały i zdrowy.
 -Powinieneś zamykać drzwi na klucz - wytknął mi. -Co gdyby któryś z nich przyszedł przede mną?
 -Wiedziałem, że wrócisz - wyszeptałem w jego przemoczoną bluzę i wtuliłem w nią swoją twarz.
 -Mogłem nie wrócić.
 -Zawsze dotrzymujesz słowa.
  Pokręcił głową, ciężko wzdychając. Odsunął mnie od siebie i zamknął drzwi na klucz. Czułem, że coś było nie tak, zachowywał się inaczej niż zwykle. Złączył nasze palce, po czym pociągnął mnie w stronę sypialni. Gdy przechodziliśmy obok okna, światło padło na jego twarz, dzięki czemu ujrzałem krew spływającą po jego brodzie i nosie.
 -P-pójdę po apteczkę.
 -Nie - uścisk na mojej dłoni nabrał na sile, co sprawiło mi ból, ale nie okazałem tego.
 -Sehun, to trzeba opatrzyć - jęknąłem.
 -Nic mi nie jest - znów pociągnął mnie w stronę łóżka. -Chodźmy spać, to był długi dzień.
  Położyłem się na meblu i przyciągnąłem nogi pod brodę. Łzy znów zaczęły spływać po moich policzkach, ale nie wydałem z siebie żadnego dźwięku. Obserwowałem przyjaciela, który ściągał bluzę i wycierał nią swoja twarz. Chwilę później położył się obok mnie. Czułem jego oddech na swojej twarzy oraz to, że ręką gładził moje włosy.
 -Płaczesz? - spytał spokojnym głosem. Nie odpowiedziałem. Sehun podążył dłonią od mojej brody, przejeżdżając opuszkami palców po ustach, aż dotarł do mokrych policzków. Jego dotyk koił moje skołatane nerwy.
 -Nie płacz, nienawidzę kiedy to robisz.
 -A ja nienawidzę kiedy mi rozkazujesz - warknąłem, odsuwając się od niego na drugi koniec łóżka. -I kiedy udajesz, że wszystko w porządku, chociaż widzę, że tak nie jest.
 Chłopak przysunął się do mnie i ujął moją brodę w palce. Przybliżył twarz do mojego ucha i szepnął:
 -Jeśli jestem z tobą wszystko jest dobrze.
 -CIĘCIE! -

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz