Głośny trzask drzwi wejściowych, sprawił, że drgnąłem przestraszony. Rozejrzałem się na boki i chwyciłem wazon, by mieć czym się obronić. Cicho postawiłem nogi na podłodze, po czym zacząłem iść w stronę korytarza.
-Lu.
Słysząc jego głos upuściłem wazon na ziemię, który w zetknięciu z twardą powierzchnią rozbił się na małe kawałeczki. Biegłem do niego, nie zważając na to, że raniłem swoje bose stopy, stąpając po ostrych częściach. Zatrzymałem się w przejściu i spojrzałem na ciemny zarys jego postaci. W ten sposób upewniłem się, że to naprawdę on. Moje serce wykonało kilka fikołków, a z gardła wydobył się głośny szloch ulgi.
Chłopak wyciągnął do mnie swoje ręce, a ja nie kontrolując swojego ciała, rzuciłem się w jego ramiona. Nogi ugięły się pode mną, gdy uświadomiłem sobie, że naprawdę wrócił cały i zdrowy.
-Powinieneś zamykać drzwi na klucz - wytknął mi. -Co gdyby któryś z nich przyszedł przede mną?
-Wiedziałem, że wrócisz - wyszeptałem w jego przemoczoną bluzę i wtuliłem w nią swoją twarz.
-Mogłem nie wrócić.
-Zawsze dotrzymujesz słowa.
Pokręcił głową, ciężko wzdychając. Odsunął mnie od siebie i zamknął drzwi na klucz. Czułem, że coś było nie tak, zachowywał się inaczej niż zwykle. Złączył nasze palce, po czym pociągnął mnie w stronę sypialni. Gdy przechodziliśmy obok okna, światło padło na jego twarz, dzięki czemu ujrzałem krew spływającą po jego brodzie i nosie.
-P-pójdę po apteczkę.
-Nie - uścisk na mojej dłoni nabrał na sile, co sprawiło mi ból, ale nie okazałem tego.
-Sehun, to trzeba opatrzyć - jęknąłem.
-Nic mi nie jest - znów pociągnął mnie w stronę łóżka. -Chodźmy spać, to był długi dzień.
Położyłem się na meblu i przyciągnąłem nogi pod brodę. Łzy znów zaczęły spływać po moich policzkach, ale nie wydałem z siebie żadnego dźwięku. Obserwowałem przyjaciela, który ściągał bluzę i wycierał nią swoja twarz. Chwilę później położył się obok mnie. Czułem jego oddech na swojej twarzy oraz to, że ręką gładził moje włosy.
-Płaczesz? - spytał spokojnym głosem. Nie odpowiedziałem. Sehun podążył dłonią od mojej brody, przejeżdżając opuszkami palców po ustach, aż dotarł do mokrych policzków. Jego dotyk koił moje skołatane nerwy.
-Nie płacz, nienawidzę kiedy to robisz.
-A ja nienawidzę kiedy mi rozkazujesz - warknąłem, odsuwając się od niego na drugi koniec łóżka. -I kiedy udajesz, że wszystko w porządku, chociaż widzę, że tak nie jest.
Chłopak przysunął się do mnie i ujął moją brodę w palce. Przybliżył twarz do mojego ucha i szepnął:
-Jeśli jestem z tobą wszystko jest dobrze.
-CIĘCIE! -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz