sound

11 października 2015

Accept it, little boy - Prolog

▓Sehun...
  Cichy szept rozległ się tuż przy moim uchu, ale nie zwróciłem na to większej uwagi. Potraktowałem go jak denerwującą muchę z nadzieją, że zostawi mnie w spokoju i po prostu odleci. Zajmowałem się rozwiązywaniem trudnego zadania z matematyki. Chciałem zrobić to jako pierwszy, żeby następnie zgłosić się do odpowiedzi i zgarnąć kolejną piątkę z tego przedmiotu. Niektórzy mogli nazywać mnie kujonem, ale ja przynajmniej mogłem pochwalić się fantastycznym świadectwem oraz zostać kimś w przyszłości. Odruchowo wysunąłem koniuszek języka i zacisnąłem na nim lekko zęby.
 ▓...ratuj go...▓
  Sprawdziłem równanie jeszcze raz, by być pewnym, że miałem wszystko dobrze. Może inni uczniowie mieliby na to wylane, ale nie ja. Nie lubiłem popełniać błędów. Wydawało mi się, że ludzie powstrzymywali się wtedy od śmiechu, by mnie nie zranić. W końcu każdego śmieszyłaby moja mała przegrana, prawda? Moim jedynym pragnieniem od zawsze było dążenie do perfekcji. Czy istnieje coś piękniejszego od idealizmu? Wiele ludzi mogłoby ze mną polemizować na ten temat, ale ja miałem swoje zdanie i w najbliższym czasie nie chciałem go zmieniać.
  Wiedząc, że wszystko się zgadzało uniosłem gwałtownie rękę, a na mojej twarzy pojawił się leniwy uśmiech. ~Ta piątka z pewnością będzie moja.
 ▓Seque ellene...▓
  Głos brzmiał jak otulający wiatr, który przyjemnie chłodził rozgrzane ciało w upalny dzień. Cichy szept w końcu przyciągnął moją uwagę, przez chwilę zastanawiałem się nad znaczeniem tych słów. Miałem wrażenie, że już kiedy to słyszałem, ale nie potrafiłem połączyć ich z żadną sytuacją z mojego życia. Otwierałem po kolei wszystkie szafeczki w głowie, aż trafiłem na blokadę. Nie mogłem dostać się do rzeczy w ciemnym, zakurzonym kącie. Jakbym nie miał klucza do zamka. Poczułem szturchnięcie w ramię, a kiedy odwróciłem się do kolegi z ławki jednocześnie opuszczając dłoń zauważyłem, że poruszał wargami, ale nic nie mówił.
 -Co? - zapytałem, nie rozumiejąc dlaczego Kai robi sobie ze mnie żarty. -To wcale nie jest śmieszne - burknąłem pod nosem.
  Chłopak zmarszczył brwi i wyraźnie zirytowany znów poruszył ustami, ale nadal nie wypowiedział żadnego słowa. Nagle wstał i ze skruszoną miną ukłonił się, po czym usiadł, zaprzestając robienia mi kawałów. Poczułem mocne kopnięcie w łydkę.
 -O co Ci, do cholery, chodzi, hm? - wysyczałem, rozmasowując bolące miejsce. W tym samym czasie dostałem olśnienia. Przecież w klasie nie mogło być tak cicho, prawda? Przecież ja... ja nie słyszałem nic, nawet odgłosu pisania po tablicy czy też szurania krzeseł. -Hej, co jest nie tak?
  Wyszeptałem do siebie. Jak to możliwe, że słyszałem swój głos, ale nic poza tym? Spanikowany uderzyłem się z otwartej dłoni w policzek. Nie wiem co miało mi to dać. Może myślałem, że jeśli to zrobię w końcu wybudzę się z tego dziwnego snu? Bo przecież to musiał być sen. Jakie mogło być inne racjonalne wyjaśnienie?
 ▓Dasay.▓
  Znowu ten cholerny szept. Tym razem wydawał mi się spokojny, wręcz usypiający jak kołysanki mamy, które śpiewała mi, gdy byłem jeszcze malutkim dzieckiem. Tęskniłem za tym i to bardzo. Powieki same zaczęły mi opadać, ale próbowałem z tym walczyć. Miałem dziwne wrażenie, że jeśli ulegnę stanie się coś złego. Miałem ochotę sam siebie wyśmiać. Nie chciałem zasypiać. Wstałem z krzesła z zamiarem wyjścia z tego pomieszczenia. Było mi zbyt duszno. Nie uszedłem jednak zbyt daleko, zrobiłem jedynie kilka kroków, gdy osunąłem się na podłogę. Straciłem świadomość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz